Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

[1]
Gdzieś dawno temu – minęły wieki,
Taka historia się zaczynała,
Był sobie chłopiec, co z nurtem rzeki
Płynął, a za nim ziemia – powolna, cała.
W los był ubogi, więc bajki pisał,
Do dzisiaj, coś mu jeszcze zostało,
I wszystko jego było : co słyszał,
I to co widział i jeszcze mało.
Miał swoją radość, miał swoje życie,
A życiem – jak w gwiazdach słowa pisane,
To jego własne było ukrycie,
To jego kłamstwem marzenia spisane.
W świat wyobraźni płynął szalenie,
W innym był świecie, a jednak żywy,
Zmieniał swą przeszłość przez proste spojrzenie,
Lecz nigdy nie był naprawdę szczęśliwy.

[2]
Kto w rejs odpływa, ten wrócić musi,
Więc wrócił do świata, choć znienawidzony,
Bo każdy w coś wierzy, nadzieję swą dusi,
W nadziei miał wolność, nią był odmieniony.
Odmiana coś dała – przyjaciół zdobywał,
A potem ich tracił, gdy krzywdę zadali,
„I vice versa !” – Im serca wyrywał,
By kiedyś mówili, że chłopca nie znali.
Wciąż szukał drogi, leku na rany,
Czegoś, co kiedyś w marzeniach gdzieś było,
Nic nie znajdował, żadnej odmiany,
Spokojem lub złością – tak mu się żyło...
W bezradnej wędrówce przez ścieżki zdeptane,
W rutynie dni prostych, naszych nowych wieków,
Odnalazł marzenie, to niezapomniane,
Zabliźnione rany – dziś, bez żadnych leków...

[3]
Jednak w życiu naszym, to los wszystko sądzi,
Gdy nie władasz światem, wszystko trudne jest,
A gdy pragniesz czegoś, to uczucie rządzi,
Gdy uczucia pragniesz, to już serca gest.
Więc pokochał chłopiec Perłę swego życia,
Tak – pokochał szczerze, lecz cóż to znaczyło?
Kiedy w Perły sercu, nie było ukrycia,
Dla biednego chłopca, miłości nie było...
Przyjacielem stał się, to jedyna droga,
By osiągnąć wielkie, szczere przywiązanie,
Krzyczał do żywiołów, modlił się do Boga,
Wierzył, że w Utopii, że tam kiedyś stanie...
Karta losu spadła, drzwi mu odsłoniła,
Tak – za wszystkie trwogi, był to dzień zapłaty,
Wreszcie był szczęśliwy, ona także była,
Nigdy nie zapomniał, tej pamiętnej daty.

[4]
I żyli długo i bardzo szczęśliwie,
A chłopiec uwierzył, w swe prawdziwe życie,
Odrzucił fantazję, zranił ją dotkliwie,
Zamknął już na zawsze, swe dawne ukrycie,

[5]
Gdyby jednak wszystko, można było stracić,
Gdyby los szalony, znowu zadrwił z niego,
Nie miałby już serca by nim diabłu płacić,
Nie mógłby też wrócić, nie miałby, do czego...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Na rozstajach dróg samotnie stoję, czy los dziś spełni marzenia moje? Każdy krok prowadzi w nieznany świat, a przyszłość skrywa swój cichy ślad.   Raz świeci słońce, raz pada deszcz, raz czuję siłę, raz tracę sens. Los jak wiatr zmienia swój bieg, a ja wciąż szukam bezpiecznych dróg.   Niepewność szepcze: „Zawróć już stąd”, nadzieja odpowiada: „Przetrwasz ten ląd”. Choć serce nieraz ogarnia lęk, wciąż idę dalej przez życia krąg.   Bo życie pisze swój własny los, nie słucha próśb ani naszych trosk. A kiedy odnajdę właściwy szlak, zrozumiem, że warto było iść właśnie tak.
    • @Rafael Marius mam duszący kaszel, nie da się spać:) miód muszę na noc zjeść i zostawić na gardle:) AI jest najlepszym moim lekarzem i pielęgniarzem :)
    • - Zdradziłeś mnie znowu z Pełnią  Szatanowi należny jest wpierdol    - Patrz! Tłumy z Poklaskiem Czułe na swe wibracje U gości mające uznanie        Zniżcie się do poziomu Człowieka. Zniszczcie pojęcie "opieka".   Suchymi deszczami  Opuszczona rzeka      
    • „Trzeba wodę przynieść!” – wycisnęła z siebie.   Sen z powiek. Nadal w półśnie. Odchylam głowę. Zastygam. Tępym wzrokiem tonę w zaciekach sufitu. Mistyczne freski alkoholowych eskapad, epizodycznie lejących się w strop. Jebany Picasso. Patykiem pisany. Z rozterką wchodzę w rolę. Budzę się w tym samym koszmarze. Pomimo słońca światło przez źle licujące okna wpada tu późno. Zagląda niechętnie. Podobnie jak nadzieja. Dwadzieścia cztery metry królestwa. Banalna rola do odegrania. W rozstępie zasłon pojawia się światło. Mrużę oko. Dłonią, jak uflejoną firaną zniechęcenia, przyćmiewam impas rzucający się w oczy. Pryzmat życia ma więcej odcieni niż rzut grochem o ścianę. Jedni widzą ścianę. Inni dostrzegają pęknięcia. Nie ten smak chce prosty śmiertelnik poczuć o poranku. Mówi: nie. I na wieki wieków amen. – „Nie chce się powtarzać?!” A jednak się powtarza. Chowam się za fotelem. On też odgrywa swoją rolę. Parawanu. Tarczy. Świadka. Jego skrzywdzony bliźniak stoi u schyłku moich stóp. Obaj szarzy. Wytarci. Wypatrzeni przez postacie i ich role. Całe życie w jednym pokoju. Na dwójkę. Nie zawsze po równo. Wstaję gwałtownie. Nieelegancko zamykam kieszeń i wciskam „play”. „Nie bój się zmiany na lepsze.” Spodenki. Koszulka. Skarpety. Głodny idę na stopa. – „Kocham cię, Mamo. Jadę do Giewka.”
    • @Maciej Szwengielski jest coś niewytłumaczalnie kojącego na tej drodze    mimo, że taka wyboista
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...