Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

****


Rekomendowane odpowiedzi

Jak weszło się do pokoju oczom ukazywały się po kolei trzy łóżka. Najpierw widać było to ostatnie, stojące najbliżej okna. Potem Jego łóżko, a na końcu to trzecie, stojące najbliżej drzwi. Bałam się strasznie wejść w ogóle do tego pokoju. Klamka przytrzymywała mnie przed drzwiami obawą przed nieszczęściem. W końcu jednak weszłam.
On leżał na tym drugim, środkowym łóżku, wciśnięty w nie jak dziecko w łono matki, z nogami podkurczonymi, w szpitalnej pidżamie, pod szpitalnym kocem, na szpitalnym zimnym łóżku. W ogóle nie przypominał mężczyzny, którego był – silnego, zaradnego Siebie. Myślę, że wtedy wcale nie był mężczyzną. Zresztą, przez całe te długie dwa miesiące nie był mężczyzną, ani nawet człowiekiem, był jakimś nieistniejącym bytem, którego ucieleśnienie leżało na łóżku.
Miał takie duże oczy. Przestraszony był strasznie. Jakby nie wiedział co się stało, jakby myślał, że to już koniec… Nie powiedział mu przecież nikt dlaczego, ani po co. Przypominały mu się pewnie straszne chwile z dzieciństwa, kiedy widział skulonego pod szpitalnym kocem swojego ojca, on wtedy na zawsze został na tym łóżku. Zresztą leży tam pewnie do dziś, ale tylko w nas. Sam w sobie to leży już, ale w innym, podziemnym łóżku... pod nami… Miał jakieś czterdzieści lat, kiedy jego ojciec został na zawsze w szpitalu. Jego dzieciństwo wtedy się skończyło. Nie miał już ojca, matką musiał się zająć i wszystkim innym też, i nami…
Tak leżał na tym łóżku, jak biedne małe dziecko i popłakałby sobie pewnie wtedy, gdyby nie ja. Płakałby, ale nie mógł przeze mnie. Nie pozwoliła mu na to jego wrodzona odpowiedzialność za mnie i za nią.
Ona była z nami, ale krzątała się obok, a to kapcie, a to dres, a to inne coś. A ja patrzyłam i widziałam jak on patrzy i odpowiadał nawet, ale tak tylko, aby odpowiedzieć, żeby jej przykro nie było, bo się starała i kochał ją przecież,. Teraz będzie musiała znieść dużo więcej. Zwali się na nią przeogromna ilość obowiązków, których nie będzie mogła udźwignąć…może ktoś jej pomoże…
Leżał i nie mógł uwierzyć, ze jego rzeczywistość zamieni się teraz w szpitalną codzienność. I pytał wokół każdego jak długo i kiedy, ale nikt nie wiedział. Patrzyli tylko na niego takim pobłażliwym wzrokiem, z uśmiechem że oni też tak kiedyś, i że długo tu się zostaje. A niektórzy to nawet na zawsze. A potem chodzą po korytarzach i czekają aż ktoś ich odwiedzi, ale nikt nie przychodzi, bo ci co przyjść mogli to pochowali ich w grobach… a oni tego nie wiedzą. Przeszli z życia do śmierci i nie zauważyli kiedy, bo ich szpitalne życie było jak śmierć. Jak stan nie bycia, jak nic…
Pytał więc ich jak długo już leżą, ale wszyscy mówili, że oni to w sumie krótko, że dłużej się tu zazwyczaj leży, że mieli szczęście. To nie ważne zresztą, najważniejsze aby zdrowym być i już tu nie wrócić… Jego oczy robił się wtedy takie duże, jakby chciały zobaczyć na raz ten cały czas, który będą oglądać tutaj. Jakby mogły przewinąć za pomocą obrazów ten czas, który on tu będzie…
I został…sam…

Potem przywieźli tam do niego, na to pierwsze łóżko, takiego starca spod mostu. W nocy krzyczał zawsze, że matka, że ojciec i tatusiu i mamusiu… On nam to opowiadał, a ona mu mówiła, że jak ktoś tak ma to zejdzie niedługo.
On opowiadał jak w nocy zaczął schodzić, ale go odratowali, dali mu kroplówkę z życiodajną wodą, ale wody zwykłej mu pić nie wolno bo się dusi i zadławić się może. Prosił siostry o śmierć, bo już w życiu wszystko widział i wszystko co miał przeżyć przeżył, że dość tego życia, bo i na co mu one i tak pod most wróci. Niema przecież gdzie iść, ani dzieci, ani zwierząt co by za nim tęskniły.
Minął czas jakiś i starzec się poprawił. Przytył trochę i chciał nie widzialnego pasztetu od salowej. A ona śmiała się z niego.
Nie widywał się już ani z ojcem ani z matką.

Przyszliśmy kiedyś i On mówi, że starzec zostanie na tym pierwszym łóżku na zawsze. W nocy miał zapaść, wyszła z niego cała krew razem z duszą chyba… po podłodze pływała, ale się utopiła w tej ludzkiej jego niewoli.
Został tak starzec co nie miał dokąd iść na szpitalnym łóżku, niewidzialny dla nikogo.

On wracał do zdrowia. Zyskał policzki najpierw, potem ręce. Powoli zaczął się pojawiać. Wracać z niebytu w byt. I pytał co u nas, mówił że go nic nie boli, że chciałby już wrócić, bo i po co ma leżeć na tym łóżku szpitalnym, koło sąsiada co w niebycie się zadomowił i starca co zostanie tu na zawsze…

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...