Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W podroz nieznana cie zapraszam
Zapomnij prosze o zlych czasach
Urwij sie prosze ,choc na moment
i zobacz swiat z tej drugiej strony.
Gdy patrzysz na ludzi , pobliskie domy
mazna powiedziec; swiat zagubiony.
Zbrojna postawa , cel wytyczony
walka o zyski , sens zatracony.

Kochaj jesli jeszcze potrafisz
Smiej sie jesli nie zapomniales
Ciesz sie tym na co trafisz
Jesli jeszcze nie zwariowales?

Zycie jest krotkie moj kochany
Byc moze czasu ci nie starczy
Na zbyt przemyslane ambitne plany
gdyz wnet cie zlapie wiek starczy
Kazde dobro konczy sie wreszcie
Materia spala sie w sobie
A ty ciagle istniejesz i to co w tobie
istota zyjaca w tej krotkiej dobie.

Kochaj jesli jeszcze potrafisz
Smiej sie jesli nie zapomniales
Ciesz sie tym na co trafisz
Jesli jeszcze nie zwariowales?

Opublikowano

Wreszcie coś sensownego. Dobre rady i nieźle podane. Trochę pewnie możnaby jeszcze poprawić, coś skrócić - msz. Chętnie człowiek by skorzystał z takiego zaproszenia, ale dotychczasowe uwikłania nie pozwolą. Brak wolności, jak mawia mój znajomy. Pozdrawiam.

Opublikowano

Bardzo przykro mi , ale nie mam polskiej klawiatury , a z "azerty" moge tylko tak :/ Moze kiedys sciagne z Polski ? ... tymczasem bedzie tylko dla bardziej cierpliwych , dociekliwych , albo nieleniwych ;-)

Makar Bora , jestem bardzo Ci wdzieczna za 'wsluchanie' sie w slowa , a nie poszukiwanie jedynie nieskazitelnej rytmicznosci :)
Dziekuje za mile slowo .

Opublikowano

Dobrego wiersza nie może zepsuć: ani literówka, ani błąd ortograficzny, ani brak polskich znaków diakrytycznych. Niewątpliwie, gdy wiersz idzie na festiwal, lub konkurs, wiersz powinien być dopracowany możliwie najlepiej. Jeżeli ktoś stawia zrzuty wierszowi (autorowi) argumentując w/w drobiazgami, to znaczy że chce tylko zaznaczyć swoją obecność na forum. Serdecznie pozdrawiam z przestrzeni krajowej.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...