Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Moje bezczelnie butne istnienie
uśmiecha się do mnie z grymasem złośliwości!
Do tego odwraca się do mnie plecami
i ucieka, chowa się przede mną
w ciemnych zaułkach.
Wredne, nie chce negocjować,
bo brzydzi się tego, co z nim robię.

A ja znów nie znająca sensu tego bezsensu.

Zapewne i tak odwdzięczę się
tym samym.

Opublikowano

zaciekwił mnie tytuł sam temat również, ale warsztat wymaga dopracowania i to już;)
wielokropki, wykrzykniki, kropki, przecinki- po co one tutaj są?
dużo zaimków i spójników
i puenta straszy.pozdr!

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

hehe dzięki ci wielkie, właśnie takiej opinii potrzebowałam!=) Bo wszyscy zachwycali się moimi wierszami, a mi zawsze coś w nich nie pasowało... i teraz już wiem co, pięknie to mi wypisałaś=) potrzeba mi było takiej krytyki=)

co do Twojego wiersza, to cóż, jestem tutaj pierwszy raz i nie umiem tak oceniać jeszcze fachowo. Mogę tylko szczerze powiedzieć, że podoba mi się taki, jaki jest, chociaż trochę to ostatnie zdanie nie pasuje.. znaczy tak mi się wydaje=)

Opublikowano

Dziękuję pathe za ten kubeł zimnej wody. Wiem, że ten 'utwór' wymaga dopracowania. Było on już zreszta poprawiany wiele razy, ale widać - nie wystarczyło;) Ale bywa. Wielkie dzięki.
Immortal Dream - chodzi ci o ten wiersz na Bez limitu? Och, tam to się rozpisałam strasznie. Ale dzięki, że mnie za to nie nienawidzisz;) To ostatnie zdanie wielu osobom nie pasowałao;) Dlatego go nie ma.
Jak ktoś ma jakies propozycje poprawy, to proszę;)
I raz jeszcze dzięki wam;);*

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...