Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dlaczego czuje podmuch
zimnego jak lód
wiatru?
Dlaczego nikt nie słyszy
jęku i wołań mego
serca?
Dlaczego jesteś sobą?!
Dlaczego każdy Twój uśmiech
wprawia mnie w złość?
Śnie żeby marzyć,
dołuje się żeby nie wierzyć, że
już po wszystkim..
Dlaczego jesteś sobą?!

Opublikowano

Całość to pytanie retoryczne. Ale jesteś niekonsekwentny, bo tytuł przeczy temu ,co można odczytać z treści.A później też zaprzeczasz sam sobie:

"Śnie żeby marzyć,
dołuje się żeby nie wierzyć, że
już po wszystkim.. "


"dołuję się "-brzydkie
Po co to podwójne

"Dlaczego jesteś sobą?! "

Popraw literówki.Przemyśl tekst. Napisz coś nowego.
Pozdrawiam. I.

Gość Szymon Paweł Oberszt
Opublikowano

Witam

zacznęł od minusów widzę dwa tylko: "dołuję się"
dlaczego taki wyraz, przecież na strach (tak rozumiem pierwsze trzy wersy) znalałeś świetną metonimie, na obojętność (w. 4-6) też... więc nie posądzam Cię o brak smaku...
może ten wyraz potrzebny?
drugi: śnię żeby marzyć - chciałbym żebyś włożył w to więcej poezji...prostota słów znów na Twoją niekorzyść...

A dalej
podoba mi się efekt milknięcia dwóch pierwszych zdań - to rezygnacja, prawda?
Czy to jest monolog... tak mi się zdaje, bo najpierw mówisz o swoich doznaniach, a potem nagle komuś rzucasz pytanie... może stoisz przed lustrem (nawet jeśli jest ono tylko w Twej wyobraźni)... pytanie pełne gniewu, wyrzutu! Siebie masz dość?

chcę żebyś przeczytał dwa fragmenty, powiedz mi czy trafnie je tu umieszczam:
"Krzyk"

"Są serca, jak wielkie pokoje-
nieodwiedzane i niczyje.
W nich ból ogromnych nieukojeń
i śmierć się cicha kryje"

i drugi:

"Dobra śmierci"

"Łańcyuch rozerwać chcę zdarzeń,
okowy sensu i przyczyny pęta,
żeby już zgasły te twarze,
które kochałem, które wciąż pamiętam"

To bardzo osobiste (o ile trafnie interpretuję), ale co znaczy że już "po wszystkim" po czym? miłości?

Opublikowano

Witam Marcin! ciekawy i zagadkowy wiersz,mam dwie wersje:
1)autor watpi w siebie,tak jakby sam siebie nie akceptowal takim jaki jest
2)uczucie ,ktorym darzylo sie ukochana osobe gasnie, pryska czar....
ladny wiersz((;
pozdr, M+A

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Idę przed siebie. Idę na wprost. W światło. W to jaskrawe jarzenie. W puls. Idę i nasłuchuję. Nic. Słucham wciąż… W nikłych oddechach pustki. W tym chłodzie. W toni olśnionej miliardem gwiazd. Idę. I słyszę jak mówią. I słyszę, że ono mówi. Że wszystko mówi… Że TO mówi...   Wszystko mi się kotłuje . W zamęcie. w rozgorączkowanej głowie. W snach wariackich pełnych splątanych ze sobą zjaw o nieustalonych rysach twarzy. O nieznanej proweniencji.   Przeciskają się przez ciasne korytarze, przedpokoje, długie podziemne tunele w półmroku katakumb. W rozwichrzonych płomieniach świec, łuczyw, lampionów.   I oto drzwi do pokoju. I kolejnego pokoju, w którym obskurne światło wiszącego żyrandola rozsyła wokół mdławą poświatę żółtawego blasku.   Idą. Idą. Obijają sobą ściany stłoczeni ciasno, trącają gliniane figurki, które spadają, rozbijając się z trzaskiem, z chrzęstem szklanych, porcelanowych skowytów. Obijają się o kanty przedmiotów ustawionych w nieładzie. O krzesła, pufy, taborety i inne czworonożne stwory przebierające w miejscu wygiętymi w łuk wątłymi, kościstymi odnóżami w takt pajęczych zalotów. Nerwowo stukają, pukają, łomoczą... (skąd ich tu się tyle wzięło?)   I wszystko milczy, i szepcze zarazem.   I znowu chrzęst. I pierzchanie kroków wśród szurań i pokasływań, i chrząknięć. W nagłym ataku delirycznej ekstazy. W obfitości piany. Wymiocin i ślinotoku…   Pełznę… Taplam się w wątrobowej żółci. Dużo tu tego. I będzie jeszcze więcej. Mnóstwo.   Lecz znowu pusto… O, Boże! Jak pusto…   Gdzie ty jesteś? Spójrz! Wokół mnie trwa deliryczna ekstaza zwidów. Królujących wokół fantomów. Tańczą. Kołyszą się. Stąpają po moich śladach te widma...   Przechodzę. Przenikam. Przepływam z pokoju do pokoju. Przez niezliczone komnaty z drewna i muru. Z cegieł i kamieni. Wśród rur żeliwnych. Splątanych. Skorodowanych. Spleśniałych płócien czarnych, naddartych tapet, które liżą mnie z przymilnym łkaniem po twarzy, po włosach. Po skroni...   Przede mną jeszcze tak wiele. Jakieś załomy. Mansardy… A więc płynę, czołgam się. Wspinam (Ja? Czy oni, one… ?)   I szepcze wiatr w liściach zawieszonych wysoko. W gałęziach, łodygach. Na strychu, w deskach. W połaci dachu.   W dębach, kasztanach. W klombach. W topolach trzeszczących. W przechyłach konarów. W tę i we w tę.   W noc prawie pustą. W noc pustą, lecz drżącą od nadmiaru powietrza. Pełną słów czyichś i szeptów ugrzęzłych w nieruchomych, kamiennych, martwych ustach.   A więc idę tam, tam, gdzie TO zabiło nas. W promieniowanie. W światło nocy. W ten puls. W to drżenie. W ten blask niebieskawy…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-10)        
    • @obywatel Logiczny-osobliwy!! Dobry na noc !
    • Ognia! Armaty, wystrzelcie! Huk i trzask! Krzyki — na raz. Lament — na dwa.   Teraz powoli, stopniowo: jęki. Skowyty! Głośniej! Jak oznaki udręki.   Teraz cichutko — niech zacznie się płacz. Postrzał w głowę… i krwawa łza.   Dzwony kościelne — niech żałobna pieśń trwa. Lament rodziny, skowyty psa.   Dołączcie do nich! No dalej — raz, dwa!   Jęki w okopach, kości trzask.   Niech zaczną się teraz gazów syczenie — powoli… nie głośno… jak śmierci westchnienie.   Wybornie… wybornie! Piękna ta gra.   Teraz hop-siup — żałosny wrzask! Łamcie się, walcie — niech pieśń ta trwa.   Kolęda Szatana — już prawie skończona. Przedstawiam, autorów! przez ludzi stworzona.
    • @Konrad Koper dziękuję!
    • @Poet Ka Przerasta mnie !!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...