Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

dzieci
które mam z jedną kobietą
różnią się od siebie

wiekiem
charakterem
apetytem

wspólnie
połykają chwile i
zjadają nerwy rodziców

starsze chce pisać
jak tata
planuję kroki
daleko naprzód

młodsze planuje
przyszłość
konikom pony
i Teletubisiom

dla nich zatrzymuje się
w pół drogi
i cofam

ignoruje wolność
koniec odkładam
na później

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nie mogę wiedzieć, co z Ciebie będzie, ale spokój radzę "odłożyć na później" :-) Jest w Twoim pisaniu jakaś prawda, zasługująca na zatrzymanie.

dzieci z wiekiem
charakterem apetytem
karmione czasem
i nami

młodsze planuje przyszłość
konikom polnym i teletubisiom
starsze chce pisać
jak tata

dla nich
zatrzymuję się w połowie
wolność odkładam
na koniec


Uzasadnienie:
1 zwrotka: zrobiła się bardziej poetycka, chociaż przyznaję że kanibalistyczna trochę :-) Obecność tylko jednej kobiety jest tu oczywista.
2 zwrotka: zmiana kolejności powoduje, że na końcu pojawia się jak tata, które jest łącznikiem między początkiem a końcem wiersza.
3 zwrotka: zatrzymuję się w połowie - jest wieloznaczne, może oznaczać zarówno połowę drogi jak i połowę jabłka ;) "wolność" powiązana z "końcem" również nabiera głębszego znaczenia.
To oczywiście tylko jeden z możliwych wariantów pracy nad wierszem.
Acha i nie traktuj moich uwag zbyt poważnie, ja niewiele w życiu napisałam ;)
Pozdrawiam.
Opublikowano

według mnie poeta to nie ten co wydaje tomiki, jest popularny, chwalony, doceniany...ale ten, który swoje uczucia przelewa na papier, ten dla którego jest to pasja...ale to tylko moje zdanie. Pozdrawiam serdecznie ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...