Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Sumienie przyłapało nas
jak spałyśmy obok siebie
ona uciekła, a ja
zostałam na rozmowie

miałam się wypróżnić z uczuć
wyrzygać to co nas łączyło
wydalić drogą kropelkową całe zło
zostawiając ciało nienaruszone

zrobiłam to z żalem
zabiłam, wkładając nóż w
gardło – to nie smaczne

dziwi się czemu jestem zimna
czemu karce ją za wszystko
i nie mówię „kocham”.

Opublikowano

dziwnie nie dla mnie, a ten szczegolnie:

"miałam się wypróżnić z uczuć
wyrzygać wszystko to co nas łączyło
wydalić drogą kropelkową całe zło
zostawiając ciało w nienaruszonym stanie.."

pozdrawiam ;)

Opublikowano

nie miało sie podobać i wzbudzać zachwytu i wyciskać z ust "Och ależ to piękne..."
Kiedy czuje się pustym i wypróżnionym z uczuć, nie da się pięknie pisać ... byanjmniej ja nie umiem ...
Ból i niechęć w najczystrzej postaci ... dosłownie, dosadnie ...

dziękuję za komentarze

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Świetny początek...



Zakończenie smutne, ale chyba... prawdziwe. Podoba mi się bardzo.

Środek trochę trudniejszy do zaakceptowania, zbyt dosadny?
Ale skoro piszesz, że tak miało być... i nie jest to efektem błędu w sztuce, pozostaje mi tylko przytaknąć...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



więc wtedy najlepiej nie pisac. Nie mowie zlosliwie ale z doswiadczenia.Oczywiscie nie chodzi o to by pieknie pisac,ale zeby pisac dobrze.A stan wypróznienia uczuciowego nie jest wskazany do pisania, bo sie to wszystko mija z celem.Schowaj to i jak sie polepszy to sama poprawisz i nam pokazesz,o.

pozdrawiam ciepło,m.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...