Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Pisanki czarno białe


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Miał je malować, lecz rzewnie płacze.
Kukułcze dostał - wybierał kacze!
W końcu wziął sprawy we własne ręce
- swoje maluje... pół dnia, w łazience.

Ktoś pewnie myśli, że chłop zwariował.
- Nie, jeszcze wiarę... w siebie - zachował.

Opublikowano

Żonka pod łaienką
od rana się kręci.
I jak to zobaczy...
nieźle go prześwięci.
Wszystko dookoła
strasznie upaprane...
A... co do kiełbasy...
to ma prze... rąbane.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Hey! Japoniec ;)

Moszna zmarszczona
jak stara żona
choć jaja całkiem młode
jaką technikę
wybrać do licha
by miały światyeczna urodę...;)

(tyle tylko na dzisiaj, pozdrawiam )
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ale,
gdyby zastosować marketingu opust
i do kostek na dno opuścić spodnie
opatrznościowy by to był dopust
a i dobrodziejowi byłoby wygodnie...(skrapiać).
I żadne wówczas tu miejsce profanacji,
i księżulo pozbawiony by był swojej racji.
Opublikowano

Z jajami radzę zawsze ostrożnie
Widziałem raz koguta na rożnie
Wirował w takt nucenia dziewicy
Trafił z jajami do ust miast pi-....-wnicy

Innym przypadkiem pewien chwalipięta
Powodu odcięcia nie pamięta
Porównał raz brylanty z jajami
Miast odwrotnie jaja z brylantami.
;))

Opublikowano

jeden gość raz z grilla
jajka miał i palnik...
bo mu żona w kibel
wlała rozpuszczalnik.

osmalona dupa,
całe przyrodzenie,
lecz i korzyść jedna
- rzucił gość palenie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...