Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1. W każdym
2. Nie
3.Acha
4.Tak.

PS -
Ciekawe? "chuj" - w kontekście czy nie. to wulgaryzm i nic Cię nie usprawiedliwa" a Twoja "kurwa" nie jest wulgaryzmem - tak sam stwierdziłeś (jak nie wierzysz, poszukaj w swoich postach).
Wcale nie szukam usprawiedliwienia, uzyłem wulgaryzmu zupełnie swiadomie i intencjonalnie, dobrze o tym wiesz. Jesli potrzebujesz w związku z tym przeprosin bardzo proszę - p r z e p r a s z a m.
Dnia: Dzisiaj 20:25:45, napisał(a): Bartek Bartek
Czytelnik
Komentarzy: 406
Bartek


A sam pan przeklina jak szewc. Wstyd!!!

Ad1
Widocznie jesteś mocno zewnątrz sterowny.
Ad.2
A jak?
Ad3
Co aha?Nie znasz któregoś wyrażenia?
Ad.4
Co tak?
Ad. PS
Kolego Krzywak zacznij preparowc teczki, dobrze Ci to idzie. Pseudonim operacyjny "Krzywy - Qrvus"

ad1. no na pewno.
ad2. a tak.
ad3. nie.
ad4. to: "tak"

PS - po co teczki? Pan już awansował na komika orga, o pseudonimie "Bartuś niewydymus"
  • Odpowiedzi 71
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ad1
Widocznie jesteś mocno zewnątrz sterowny.
Ad.2
A jak?
Ad3
Co aha?Nie znasz któregoś wyrażenia?
Ad.4
Co tak?
Ad. PS
Kolego Krzywak zacznij preparowc teczki, dobrze Ci to idzie. Pseudonim operacyjny "Krzywy - Qrvus"

ad1. no na pewno.
ad2. a tak.
ad3. nie.
ad4. to: "tak"

PS - po co teczki? Pan już awansował na komika orga, o pseudonimie "Bartuś niewydymus"

Bardzo ładny pseudonim, dziekuję. Sądząc po jego poziomie i lotności literackiej sam go Kolega wymyslił. Przypomina wiele "wierszy" Kolegi nad którymi zachwycają się lokalni "poeci".

Otwierając dyskusję na tym forum Kolega miał ambicję podyskutować o "cenzurze, wulgaryzmach w poezji". Sądząc po ostatnich postach uważam, że temat przestał interesować uczestników, którzy bardziej skupili się na mojej osobie niż zaproponowanym przez Kolegę temacie.

Ja swoje racje przedstawiłem oraz zapoznałem się z argumentami innych osób.

W związku z powyższym rezygnuje z dalszego dialogu z Państwem a Pana jako samozwańczego moderatora tego wątku proszę o poinformowanie reszty towarzystwa o moim stanowisku.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1. Nie mam żadnych kwalifikacji poza normalnie zdaną maturą (co prawda była to całe lata temu ale zawsze świdectow pozostaje). Nie mam również kompetencji "zawodowych" popartych przygotowaniem praktycznym ani jakichkolwiek innych.
2. Mój poziom moralny jest nolmalny.
3. O punkcie 3 chyba Pan zapomniał.
4. Posiadam samodzielność i niezależność literacką - publikuję bo sam chcę.
5. Jeśli ktoś coś ma do mojej twórczości to proszę bardzo - jestem tu i nie próbuję kryć się za nikomu nic nie mówiącym nickiem.

Czy wg Pana mogę być poetą.
W końcu jestem tylko nic nie znaczącym amatorem, a ponieważ nie posiadam jakichkolwiek predyspozycji zawodowych to chyba będę musiał przestać.
Jeszcze napiszę mały donosik na siebie, tylko nie wiem gdzie :(((
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ad1. no na pewno.
ad2. a tak.
ad3. nie.
ad4. to: "tak"

PS - po co teczki? Pan już awansował na komika orga, o pseudonimie "Bartuś niewydymus"

Bardzo ładny pseudonim, dziekuję. Sądząc po jego poziomie i lotności literackiej sam go Kolega wymyslił. Przypomina wiele "wierszy" Kolegi nad którymi zachwycają się lokalni "poeci".

Otwierając dyskusję na tym forum Kolega miał ambicję podyskutować o "cenzurze, wulgaryzmach w poezji". Sądząc po ostatnich postach uważam, że temat nie zainteresował uczestników, którzy bardziej skupili się na mojej osobie niż zaproponowanym przez Kolegę temacie.

W związku z powyższym rezygnuje z dalszego dialogu z Państwem a Pana jako samozwańczego moderatora tego wątku proszę o poinformowanie reszty towarzystwa o moim stanowisku.

"qurvus" powiada pan jest lepszym pseudonimem? Pan to jest chodząca inteligencja. Pan jest żałosny.
W dodatku się pan pobeczał jak dziecko. Dałbym panu banana, ale szkoda zeta.
No, idź się pan leczyć, idź... To chyba najwyższa pora.
A co do wątku - sam se pan usuń.
Siemeczka.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bardzo ładny pseudonim, dziekuję. Sądząc po jego poziomie i lotności literackiej sam go Kolega wymyslił. Przypomina wiele "wierszy" Kolegi nad którymi zachwycają się lokalni "poeci".

Otwierając dyskusję na tym forum Kolega miał ambicję podyskutować o "cenzurze, wulgaryzmach w poezji". Sądząc po ostatnich postach uważam, że temat nie zainteresował uczestników, którzy bardziej skupili się na mojej osobie niż zaproponowanym przez Kolegę temacie.

W związku z powyższym rezygnuje z dalszego dialogu z Państwem a Pana jako samozwańczego moderatora tego wątku proszę o poinformowanie reszty towarzystwa o moim stanowisku.

"qurvus" powiada pan jest lepszym pseudonimem? Pan to jest chodząca inteligencja. Pan jest żałosny.

No idź się pan leczyć idź... To chyba najwyższa pora.
A co do wątku - sam se pan usuń.
Siemeczka.

"No idź się pan leczyć idź... To chyba najwyższa pora." - chamskie epitety Kolegi nie robią na mnie wrażenia ale nie życze sobie aby Kolega w ten sposób do mnie mówił - powtrzam to już drugi raz.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"qurvus" powiada pan jest lepszym pseudonimem? Pan to jest chodząca inteligencja. Pan jest żałosny.

No idź się pan leczyć idź... To chyba najwyższa pora.
A co do wątku - sam se pan usuń.
Siemeczka.

"No idź się pan leczyć idź... To chyba najwyższa pora." - chamskie epitety Kolegi nie robią na mnie wrażenia ale nie życze sobie aby Kolega w ten sposób do mnie mówił - powtrzam to już drugi raz.

Bo co?
Już trzęsę portaskami...
E, groźniak!

PS - mama zawsze mówiła - "z chamem to po chamsku";)
Opublikowano

Krzywak: "Dałbym panu banana, ale szkoda zeta." - nie jadam bananów bo są...krzywe.

Kolego Krzywak, proszę sie tak nie unosić i nie rzucać, szkoda szanownego zdrówka. My przecież tylko wymieniamy poglądy. Proponuję meliskę albo wiosenny spacerek. U Kolegi także taka piekna pogoda?

To szanowna Mamusia źle Kolegę uczyła. I dlatego tak Kolega teraz się zachowuje. Krótka lekacja psychologii komunikacji: chcąc zwrócić komuś uwagę wyrażamy swoją opinię o jego zachowaniu, np: "...twoje chamskie epitety..." a nie oceniamy osobę: " jesteś chamem". Proste, prawda? Warto aby Kolega zapmamiętał to sobie.

Żegnam.

Opublikowano

Moderacja na tym forum już była i jakoś umarła śmiercią naturalną. Zreszta jak narazie ja osobiście nie zauważyłam jakichś wielkich nadurzyć. Czyli bez canzury jakos można żyć, jak widać..

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zastanawiam się jak może nazywać siebie poetą człowiek(nie piję tu bezpopśrednio do nikogo),który świadomie i dobrowolnie zuboża swój język-gdyż jakieś słowa mu się nie podobają?
jak może być takim purystą człowiek kóry nie ma merytorycznego przygotowania ,wiedzy o języku ,jego historii?
wreszcie- czy historia łaciny nieczego nikogo nie nauczyła??oczyszczanie języka na siłę prowadzi do jego śmierci-proste?
Opublikowano

zastanawiam się jak może nazywać siebie poetą człowiek(nie piję tu bezpopśrednio do nikogo),który świadomie i dobrowolnie zuboża swój język-gdyż jakieś słowa mu się nie podobają?
jak może być takim purystą człowiek kóry nie ma merytorycznego przygotowania ,wiedzy o języku ,jego historii?
wreszcie- czy historia łaciny nieczego nikogo nie nauczyła??oczyszczanie języka na siłę prowadzi do jego śmierci-proste?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"Ble ble ble ble ble ble ble" - pan nie zna innego języka?


Ma pan se poczytaj:
"A wiersze nasze niech kurew się nie boją
szczególnie tych kurew, co jak święte stoją"


Krzywak: "Ble ble ble ble ble ble ble" - pan nie zna innego języka? - rozśmieszył mnie Kolega, proszę mi jeszcze pokazać język - będzie śmieszniej
Opublikowano

No dobrze, kto mi teraz zapłaci za zalaną kawą klawiaturę?!
Ta dyskusja jest tragikomiczna, Panie Bartku - a Pan to z tych moherowych?

Pozwolicie, że przytoczę tylko prof. A. Paczkowskiego, który tak pisał w posłowiu do "100 zakazanych książek - historia cenzury dzieł literatury światowej":

"Wolność tworzenia i prawo do upowszechniania tego, co się stworzyło, należy niewątpliwie do kardynalnych praw człowieka i ludzkich zbiorowości(...)
Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że system komunistyczny drastycznie kontrolując druk, w istocie prześladował człowieka. I tego, który pisał, i tego, który czytał. Czas ten należy do przeszłości. Ale coś wiele osób w Polsce za nim tęskni..."


Pan Bartek najwidoczniej się do tego grona zalicza;

A swoją drogą zacznijmy uskuteczniać cenzurę nie tylko obyczajową ale także polityczną, społeczną i religijną, co Wy na to?

Od razu piszę: ja to pierdolę!
Z wyrazami szacunku dla całego grona tutejszych/V.

Opublikowano

jakoś nie tęsknię za nawet inteligentnymi ludźmi
służącymi machinie "jedynie słusznej sprawy"
jednym z 21 postulatów było zniesienie "cenzury"
ta instytucja uwalnia od "niepożądanych" słów
przez władzę niepożądanych

mnie osobiście uśmiechnięty urzędas zakwestionował słowo ''przepraszam"
pamiętam ile zachodu kosztowała nas zgoda "szanownej cenzury" na wyświetlenie niemego filmu
radzieckiego zresztą (brak tytułu w spisie!)
za taką instytucją tęsknotę przejawiają "moim zdaniem" tylko ci, którzy nią zarządzają
lub mają nadzieje na zarządzanie

Opublikowano

Wulgaryzmy w utworach, nieważne jakiej wartości, nie powinny być cenzurowane. Ja na pewno nie będę tego czynił i mogą mnie co tydzień skazywać za to w sądzie jak tego Pana http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3971019.html

Inna sprawa komentarze. Wielu się już przekonało, że nie warto tutaj przeklinać, bo takie coś zgłoszone do moderacji zawsze skutkuje banem, a czasami nawet utratą wszystkich dodanych utworów (jak ciężki przypadek).

a.

Opublikowano

niektórym "cenzura" kojarzy się z "brzydkimi słowami"
tak naprawdę to była? instytucja służąca do "trzymania za mordę" niechętnych aktualnej władzy
nie działała na podstawie ustaw
działała na podstawie tajnych i ściśle tajnych "zapisów"
zapis mógl być na nazwisko autora np "M. Krzywak" - wtedy by tej dyskusji nie było :)

tęsknotę za tą instytucją przejawiają chyba tylko władcy oraz nieświadomi

gdyby "szanowny cenzor" posiadał "zapis" na A. Sosna, nie M.Krzywak - tego wpisu by nie było ):)

przypominam, że jednym z postulatów Sierpnia 1981 było zniesienie cenzury

z poważaniem:
wkurwiona sosna :):):)

Opublikowano

Zwracam uwagę, żę "cenzurę" wprowadził Krzywak.

Ja wyraziłem swoją negatywną opinię o stosowaniu wulgaryzmów w poezji, z którą mozna się zgodzić albo nie.

Opowiadanie, że jestem cenzorem czy zwolennikiem cenzury jest nieporozumieniem.

Proszę przeczytać mój "manifest" z początku dyskusji, w którym wyjasniam przyczyny mojej postawy i wyraźnie zaznaczam, że umieszczanie w celach P R O T E S T U art. 141 KW pod wierszami zawierającymi wulgarne słowa ma na celu jedynie zwrócenie uwagi społeczności forum na ten moim zdaniem problem.

Do tego wszak mam prawo, prawda?

Opublikowano

Nie tak dawno jeden z naszych europejskich parlamentarzystów biegał z krzyżami po sali plenarnej, Lepper wyjmował głośniki w Sejmie i takich przykładów można mnożyć, chodzi o to że jest to nic innego jak „folklor”. Takim samym „folklorem” jest nasz cenzor i niech sobie facet pisze pod wierszami treść ustawy, taka jest cena demokracji, zawsze to leprze niż powrót urzędu kontroli.

Sprawą inną jest to, że nasz ostatni sprawiedliwy prowadzi w bardzo dziwny sposób dyskusje, unika większości merytorycznych argumentów skupiając się jedynie na wybiórczych fragmentach wypowiedzi swoich adwersarzy, zastanawiająca to metoda…

Nurtowany jednak tą dyskusją chciałem zaciągnąć informacji u źródła, zadzwoniłem więc do znajomego prawnika aby coś mi na ten temat powiedział i okazało się, że interpretacja tego przepisu a właściwie jego fragmentu w ten sposób jest niezgodne z przyjętą wykładnią. Wytłumaczył mi też co by się stało gdyby wykładnia zbliżona do naszego cenzora była obowiązująca, mianowicie należało by karać wydawnictwa, telewizję, teatry, instytucje organizujące wydarzenia artystyczne takie jak przeglądy poezji czy trup teatralnych itd. przykładów można by mnożyć, oczywiście nie zapominając o tych, którzy to napisali i w przypadku aktorów prezentują.

Oczywiście Pan Bartek nie podniesie tej rękawicy jest tu bowiem za dużo argumentów a on jak zauważyłem lubi je w znaczniej części pomijać.

Pozdrawiam

Opublikowano

1.Kolego Fagot nie mam w zwyczaju podnsić porzuconych rękawiczek.
2.Proszę zajrzeć łaskawie na "Cenzura wg. Krzywaka" a znajdzie tam Kolega moją "wykładnię" PROTESTU i cel użycia art. 141 KW.
3.Doceniam zaangażowanie Kolegi.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...