Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czuję, że powieki mam prawie całe zrośnięte, próbuje je rozewrzeć, chcę otworzyć oczy, ale światło jest tak silne, że mimo woli powieki nie chcą się otworzyć, miotam się, szamotam bezwładnymi kończynami, a prześmierdnięta koszula pochłania kolejne porcje potu. Nagle się budzę…
Na zegarku, który chyba i tak nie chodzi, jest za piętnaście trzecia. Na noki czterdzieści nieodebranych połączeń, znów czterdzieści!
Swoją drogą ciekawe, czemu czterdzieści, wiedziałem, że to cynk od Boga, bo Jezus czterdzieści dni zmagał się z szatanem na pustyni, ale nie rozumiałem, czemu akurat czterdzieści, a nie sześćdziesiąt siedem i pół… swoją drogą, nie wiem też, czemu miałoby to być sześćdziesiąt siedem i pół… a nie trzynaście i trzy czwarte, które również nie miało…
KUR**! – oprzytomniałem, ta filozofia podchodziła pod wszystko, co pomyślałem… Pomyślałem?
Miałem nie pić…
Wzrok utkwił w butelce z rumem, stojącej przede mną na biurku, przy którym siedzę. Nie czuję nic i czuję wszystko, nie czuję głodu i pragnienia, nie czuję bólu, i nie mogę wytrzymać, bo nie mam nic do jedzenia, ale jest do picia.
Rum czeka. Nie czuje potrzeby picia. Rum czeka. W sumie trzeba podjeść do sprawy logicznie. Nie ma ‘potrzeby picia’, a nawet, jeżeli jest, to nie jest ona poznawalna, a nawet, jeżeli jest poznawalna, to nie jest ona przedmiotem poznania między ludźmi... Przechyliłem głowę jak Szopen…
Rum studzi każdą tkankę, każdą komórkę gardzieli, przełyku, a w głowie jak w gramofonie, zaskakuje igła i słyszę Wiosnę Vivaldiego, zamykam oczy, wszystko gra, słyszę skrzypce, flety, widzę wiosnę… wiosnę widzę. Przypominają mi się wakacje, jest słoneczny dzień, jestem mały, gram w piłkę, w lesie na polanie, z ojcem – jeszcze wtedy nie pił - mam jakieś sześć lat, a mama siedzi na ławce na skraju lasu, i przygląda nam się.
Biegnę po piłkę, którą tata kopnął daleko. Schodzę do brzegu rzeki, odwracam się i widzę siebie… Mam osiemnaście lat, wracam pijany z imprezy z kolegami, wchodzę do swojego bloku, przekręcam klucz, otwieram drzwi, za nimi widzę siebie, nieprzytomnego, leżącego na biurku, butelka rumu leży na stole, jest noc, zapalona lampka oświetla sterty książek, Wyborczą i telefon. Czuję strach, boje się, gdzie jestem!!!
Wszystko się ściemnia zlewa w jedną istotę, całość zamyka na sklepieniu, substancja spływa, znad kresu, otwiera się przestrzeń i spada na mnie. Myślę, czuję, a może wiem, nie wiem, ale posiadłem, widzę koniec rzeczy, początek, i tylko wiem, wiem, co miałem zobaczyć zaraz, co zobaczyłbym, i wiem, że nie mogłem i nie mogę, nie mogę widzieć, ale czuje, co miałem zobaczyć, co zobaczyłbym, gdybym się nie obudził…
Mokry od potu, szukam alkoholu, po rumie nic nie zostało, widzę tylko ślady na biurku po rozlanym rumie, jak sęp rzucam się i językiem zlizuje, boli mnie wszystko, żołądek pulsuje, mam mdłości, boję się, szukam, nie widzę, biegnę do lodówki, choć wiem, że jest pusta wyrywam drzwi, przewracam wszystko z półek, wywalam z szafek talerze…
„Na pewno gdzieś jest, na pewno została gdzieś, jeszcze jedna na czarną godzinę” powtarzam sobie nerwowo, ręce mi się trzęsą, cały się trzęsę, dygoczę, gołymi nogami latam po rozwalonym szkle i z furią plądruje następne szafki, ale nie mogę znaleźć żadnej butelki, ani anyżówki, ani brzoskwiniówki, ani rumu, ani cytrynowej, wina, nic. Nerwowo wciągam spodnie i zakładam marynarkę – wychodzę.
Do koła jest ciemno, odruchowo skręcam w stronę Demona na ukos po drugiej stronie ulicy, spocony, roztrzęsiony wbiegam do sklepu, kładę na ladę kilka banknotów i od razu wlewam brydżową. Szarpanie żołądka ustępuje, zimno i trzęsienie też, czuję, że zachodzi głowę, uspokajam się… Podnoszę głowę i patrzę na dziewczynę za ladą. Młoda blondynka, Joasia już mnie zna… stawia na ladzie dwie połówki:
- dawno pana nie było… już się martwiłam. – powiedział mój monopolowy anioł. Była nawet ładna, a siedziała w tym sklepie. Gdybym był młodszy przestałbym pić, spotykał się z nią, wziąłbym ją z tego podłego sklepu, zrobił wybranką serca i matką pierworodnego. Była istnym aniołem, ale wtedy nic nie widziałem.
- byłem… - zawahałem się…
- sama widzisz Asiu… - powiedziałem, czując, jak wyglądam. Wychodząc chwyciłem dwie butelki i skierowałem się…


cdn...

  • 2 lata później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Rafael Marius oto się nie martwię, wystarczy internet:) żartuje, nie wiem co będę robić za pięć lat, może zwiedzać świat :)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

          Autorzy: Michał Leszczyński plus AI.    Utwór graficiarski   Ref.: Raz dwa trzy idzie flamaster cztery i pięć - na osiedlu jest malowanie to są nasze zorze, wiraże, miraże i mariaże barwna i ładna farba nie jest żadną przemocą patrz – jaki pac na ścianie – patrz, patrz!!   Ogarniam się chwilą i idę alejką na spacer w rękach drżą niecierpliwie moje flamastry znowu coś zmaluję, czym łezki zamaluję robię arty zatem jestem tutaj monumentem   Góra wymyśliła dzisiaj ważną frazę fraza wpadnie na ścianę i wielkie bum heca jest hecą wcale bynajmniej nie chwiejną hece trzymają moją radość oraz moją chęć (przecież wiecie, że czynię wam zadość)   Ściana fraz codziennie do mnie tęskni i uśmiecha się czekając na pełną nowość już wiem, że zmaluję nań że nie wiem i śmiał się będę że hej, że nie wiem co   Ref.: Raz dwa trzy idzie flamaster cztery i pięć - na osiedlu jest malowanie to są nasze zorze, wiraże, miraże i mariaże barwna i ładna farba nie jest żadną przemocą patrz – jaki pac na ścianie – patrz, patrz!!   Niektóre środowiska są mazaniu niechętne ściana zowie się im wielkim bałaganiarstwem gdy tłumaczę że to właśnie tak ja sprzątam oni nie wierzą, bo wiara zeń już wyparowała   Esy floresy essy to moje własne jestestwo twoje jestestwo mówi kim właśnie jesteś mam trzy flamastry jestem tutaj aż sobą nie myl poproszę flamastra z dronem   Pokaż mi swoje ręce a wskaże ci zajęcie moje ręce poplamione są penem i farbą i takimi będąc one właśnie są czyste moje ściany wcale nie potrzebują zmywarki   Ref.: Raz dwa trzy idzie flamaster cztery i pięć - na osiedlu jest malowanie to są nasze zorze, wiraże, miraże i mariaże barwna i ładna farba nie jest żadną przemocą patrz – jaki pac na ścianie – patrz, patrz!!   Nie mam nic do ukrycia rękami w kieszeni spokojnie czekam aż coś któreś się zabliźni ropiejące rany przyschną bliźni będą bliźnimi muszę tutaj krzyczeć, że bielizna nie mielizna   Moje kompo jest z kompa smaku kompotem nie sprawiam kłopotów i gdyby podejmuję gdyby nie było na niby byłoby serio, serio a wtedy tylko zalać się łzami nietaktami   I zapatrzeć się omamami...   Ref.: Raz dwa trzy idzie flamaster cztery i pięć - na osiedlu jest teraz malowanie to są nasze zorze, wiraże, miraże i mariaże barwna i ładna farba nie jest żadną przemocą patrz – jaki pac na ścianie – patrz, patrz!!                  
    • @viola arvensis Violu, bardzo dobry wiersz. A co do papierosów, nigdy nie paliłem, ale jeszcze wcześniej te papierosy nazywały się... "Sporty". Poważnie! To dopiero była tragiczna nazwa :-)       @Berenika97 Każdy to światło ma i za darmo dostał - niech darmo daje. Tylko najpierw musi w sobie poszukać, a jak znajdzie, uwierzyć :-)
    • @Andrzej_Wojnowski   Lepiej ponarzekać na samotność niż doświadczać pustki.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Tam też są kościoły jak wszędzie na całym świecie prawie. Może w Korei Północnej nie ma.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...