Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Umierałeś za każdym razem,gdy
W jej oczach widziałeś gniew
Płakałeś za każdym razem,gdy
Mówiła:"Nie chcę Cię"...

Zamykałeś swe oczy by nie widzieć
Jak podnosi na Ciebie dłoń...
Nic nie mówiłeś,tylko czasami
Myśląc o niej cichutko płakałeś...

Uciekałeś w swój świat marzeń
Od jej świata nienawiści
Twa poduszka
Wciąż mokra od łez...

Byłeś tylko sześcioletnią zabawką
W jej podłych rękach
Nie rozumiałeś czemu...
Nie chce Cię...

Kto dał jej prawo???
To bezlitosne prawo..
Kto dał jej prawo????
By znęcac się....

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA. Ani z lodami, ani z KOBIETAMI, chociaż... z lodem...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @jjzielezinski   I nigdy nie wiesz na jakie nadzienie trafisz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      osobiście preferuję marcepan  i szpilki od Manolo Blahnik pozdrawiam
    • @Na liniach czasu Lekko, czysto i ulotie- pięknie.  
    • @jjzielezinski Zgrabny !! 5
    • przyznaję, że, jak to zabawnie nazwała mama, fukałem. przez całe lata, dzieciństwo z przyległościami, wycinałem z papieru żołnierzy, potwory, wszelaką mutantozę. nigdy nie byli przedstawiani en face, zawsze z profilu, niby postaci ze staroegipskich malowideł. ich ręce były spiczaste, oczy – skośne, pyski – podłużne, a dłonie domyślne, podobnie, jak zabijający ich laserami-blasterami, jedyny sprawiedliwy bohater, obrońca świata i wszystkich jego galaktyk, którego nie wycinałem, bo i po co. był on widoczny jedynie w wyobraźni. i biegało się z papierowymi monstrami w dłoniach, wygwizdując-wyświstując odgłosy wystrzałów, robiąc wdzziuw-wdziuuw. papier, z jakiego wycinałem szkarady, powinien być w miarę gruby, z gazet wychodziły niestabilne w moich oczach, za miękkie, by się nimi bawić, słabiaki-mutanciaki. w wakacje przefukiwałem (znów – określenie nadane przez mamę) nieaktualne już zeszyty, a nawet podręczniki szkolne (czemu mi pozwalano   – nie wiem). chlastało się nożyczkami mamine książeczki z rozwiązanymi krzyżówkami (trochę za cienki papier!), kalendarze (dobry papier!), było się stwórcą. mniejsza o to, że bestii. tak się zastanawiam (nostalgia znosząca poczytalność?), czyje imię nadano sowchozowi, gdzie obecnie tyrają moi wielkozębi ludkowie z papieru, w jakim wymiarze znajdują się pola, które orzą pługi ciągnięte przez krokodylokształtne indywidua. bo przecież oni wszyscy muszą gdzieś istnieć. nie może być inaczej.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...