Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Wiosenne pocałunki miłości wiosny


Rekomendowane odpowiedzi

Już się budzi,ze snu z łoża jejmości pałacu moja rada wiosna
piękna pani w stokrotkach ciału radosna i z wigorem pełna życia
włosy wijące zaczesuje w trawy zieleń opada w kolory tęcz kwiecia
z ptaszkami śpiewa a gniazdom budzi wszelkie stworzenie wszem i woła.

Słońce prześwieca jej szaty,co wdzięków zobaczysz-o nieba!
żądze rozpali dotknie zmysłami,aż cię ściśnie w dołku od serca
chociaż burzy,nie ma-piorun dreszczem w prądy cię i przeszywa,
cały jesteś zahipnotyzowany-inny kosmos z orbit-halo!-A tu ziemia!

Kiedy szaty zdejmuje idąc w toalety-cała nago kąpiąc się u źródła
zaczarowany chodzisz ustać z kroku,nie możesz w kadzidła-o"magia"
nawet Fidiaszowe dłuto mistrza,w te rzeźby w posągach się i schowa
urodzie jej nikt?-nie zrówna,jak spojrzy gejzery gorące wody falą wybija.

W majestacie chodzi ogrodami z berłem i koroną bajeczna królewna
w fatamorganie w "iluzjony" myśli twoje otumania w labirynt dla słońca
zapominasz gdzie jesteś,na ziemi,czy niebie w orbity krążysz!Tak o boska!
zawładnie tobą z nagła chociaż silny jak tur,nie zdołasz dorównać,tak mocna.

Jak wróżka z czarodziejskiej krainy z różdżką zaklęcia ziemi z czaru rzuca
płodzi z czasem wszelkie z łona dzieci i z ziarna zasianego pędzlem nasienia
w tęczę barw maluje najpiękniejsze obrazy z palety kolorów,dla sztuki w oczęta
w trans wpadasz-jakiś astralny sną w jawy przemierzasz łąkami w te rajskie ogroda.

A ty błądzisz,za jej krokami,tak jak jej!..potulna psina,może cię i pogłaszcze z kaprysa
przytuli i obejmnie w rączęta malinowym ustom w słodycz a zapach odurzy i powali z ciała
czasem kiwnie,ku tobie w nocnej pościeli jesteś w siódmym niebie radosny dreszcz,tak rozpala
połaskota w zabawie,za ogon złapie podrapie,za uszkiem ściśnie pyska,aż piersi jej zaśniesz serca.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • A więc usiądź tu. Wskazuję gestem puste krzesło. Przy stole. Przy tym stole z uschniętą różą w wazonie pękniętym na wpół.   Za oknami wiatr szeleści i szumi.   Snuje jakąś opowieść pośród drzew.   Pośród drzew rozchwianych w szpalerze.   Wśród topól, kasztanów…   Wśród nocy…   W pustym pokoju słońce wiszącej lampy. Zakurzone, szklane klosze z cmentarzyskiem czarnych much.   Wiszący nade mną ciężar śmierci. Nad nami.   A więc siada na krześle.   Otwiera usta, jakby chcąc coś powiedzieć.   Chwilę się zamyśla. Zamyka je znowu. Zaciska mocno, ukrywając wzruszenie. Tak, jak się widzi kogoś bliskiego po wielu latach.   I nic.   Jedynie szum dojmującego milczenia białej ciszy.   Zdawać by się mogło, że nie ma tu nikogo. Bo to prawda. Albowiem prawda. Tylko głód wyobraźni owiewający pajęczyny na jakichś nachyleniach ścian, załomach, mansardach, nieskończonych amfiladach pokoi oświetlonych kinkietami świec…   Ale mówi coś do mnie. Mówi zbudzonym cichością głosem. Takim płynącym z daleka rzeką czasu.   Niedosłyszę. Albowiem zagłusza go piskliwy szmer wzburzonej we mnie krwi.   A więc mówi do mnie, poruszając bladymi jak papier ustami.   Wyodrębniam ze słuchowych omamów niewyraźne słowa.   I próbuję ująć jej dłoń, którą trzyma na stole przy talerzu z okruchami czerstwego chleba.   Dłoń aż nazbyt chudą, aby mogła należeć do świata żywych. Doskonale nieruchomą.   Nie mającą już tego blasku, co kiedyś.   Kiedy skupiam się w sobie, aby jej dotknąć, cofa ją nieoczekiwanie.   I patrząc się na mnie tym wzrokiem wyblakłym śmiercią, mówi szeptem, nie-szeptem, głosem jakimś dalekim: „Wybacz, synku, ale mogę tobie usłużyć jedynie wspomnieniem”.   I nie mając czasu obrócić wzroku, tylko patrząc się nieruchomo jak kamienne popiersie – rozpływa się wolno w tym deszczu wirującego kurzu.   W melancholii, w bólu nieistnienia.   Mamo. Mamo! Ja wtedy śpiewałem ci kołysankę, wiesz? Tutaj i tam. Nad szarą, lastrykową płytą.   „Wiem, synku, wiem…”.   Poczekaj! Chciałem cię jeszcze tyle…   Odwracam się, ockniony krótkim skrzypnięciem podłogowej klepki. I znowu.   Jakby ktoś na nią nadepnął nieświadomie.   Jakby od czyichś kroków.   Omiatam spojrzeniem pustą otchłań smutku.   (Włodzimierz Zastawniak, 2024-06-03)    
    • Macanie świata chwilą, a każdy wydech jest tak czy inaczej ostatnim, każdy wdech pierwszym – wiedziano o tym 40 tys lat temu, przechowali Eskimosi, zresztą w Genesis mowa o tym samym... Więc pierwszy do mnie mówi, drugi z tym "zapachami ze wspomnień" mniej, bo nie bardzo lubię słowo "wspomnienia" nie posiadając żadnych miłych...    Pozdrawiam :)    
    • Ładne te słowa. Kiedyś zwierzęta także padały, nie tylko w rzeźni. Dawne czasy wyczarowałaś, bardzo ładne.  :-)
    • @Nefretete Przy każdym odczytaniu tych, co wydają  się zrazu wiele nie kryć odkrywa się. Potem wrócę jeßcze. Pozdrawiam :)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Odpowiadam: 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...