Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

bujam się na huśtawce przed komputerem
podłączonym do mojego mózgu
buying new soul i każde twoje słowo
ważniejsze od całego świata

nietoperze na strychu i interferencje
w ich spojrzeniach
wszyscy z miasta słyszą moje myśli
ale nikt nic nie rozumie

znowu mam szklane oczy i usta z popiołów
znowu wierzę we wszystkie sny
kupiłem boga na pięć godzin

jestem dzieckiem
w szafie schował się potwór

Opublikowano

to:[quote]
nietoperze na strychu i interferencje
w ich spojrzeniach
wszyscy z miasta


i to:
[quote]
znowu wierzę we wszystkie sny
boga przekupiłem na pięć godzin

...misie podoba :))

nie widzę związku tytułu z treścią, choć coś mi świta, ale bardzo na siłę...

pozdr, frr ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


i to:
[quote]
znowu wierzę we wszystkie sny
boga przekupiłem na pięć godzin

...misie podoba :))

nie widzę związku tytułu z treścią, choć coś mi świta, ale bardzo na siłę...

pozdr, frr ;)

i słusznie bo tytuł nie ma żadnego związku z treścią
wpisałem co mi się żywnie podobało
dzięx
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



wybrałam perełki. jest coś w tym tekście, jak zawsze u Ciebie. tylko, że znowu nierówny :)

czuję ten klimat, zresztą nie umiem inaczej tu oceniać.

pozdr. a
Opublikowano

tytuł swietny tylko że w zasadzie nie jego.

czepiacie sie tytułu niepotrzebnie. bo gdy tekst o tripie to autor może sobie go nazwać według utworu na którym tripuje albo czegoś co mu się z tym kojarzy

najbardziej subtelny wiersz o tym ścierwie jaki czytałem i jaki tylko móglbym sobie wyobrazić.

bóg na 5 godzin - zajebiscie konkretny motyw. i to jeszcze za 6 złoty

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...