Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

JAK PANWKRATKĘ UDAWAŁ
SIĘ W PODRÓŻ


Na stole liść mapy zżółkło- zielony
z niebieskimi bezkresami mórz i oceanów
rzekami podzielony
niesprawiedliwością – myśli Panwkratkę.

Myśl była w sam raz do dyspozycyjności
kuzyna szastającego zieloną zgnilizną,
-tfuj- rzekł do siebie wcale nie rozgoryczony
owymi konkluzjami.

Przy okazji wizyty roztaczał uroki tajwanek
i innych skośnookich cudów siedmiu mórz
pociętych sprawiedliwie południkami
dla pozoru- stwierdził z satysfakcją.

Wpakował zwitek w coś co udawało
pękaty portfel i niezbędnik toaletowy-
bo to różnie może się zdarzyć – marzy
przez iluminator oglądając chmurzenie się
niepogodzonego z sytuacją gościa.

Turbulencja wprawiła go w miłe łaskotanie
gdy wylądował niczym grzyb pleśniak
na kolanach stewardessy zakwitł rumieniec
zakłopotaniem. strzepnęła z fartuszka majonez
co go wczoraj Panwkratkę przerobił
z soku selerowego- dla kondycji- cedził przez zęby

Wzrastały ruchy turbulencyjne wywołując jęki na zapleczu
osiągnęły kulminację w komorze prześwietleń
z pustymi workami Panwkratkę udał się w dalszą drogę.... .
-za friko- myślał w duchu pakując się z przyjaciółmi
do rikszy.
- świat jest pełen osłów, a wszystkie pociągowe-
błaznował.

Hotel pod Potencją miał potencjalnych amatorów
lekkiego wydalania w stylu: masztojesz
i tu nasz przyjaciel przeszedł równik siebie
stawiając na głowie kuzyna, trząsł
z niego każdy w soli wymoczony funt.

Nocne wybiegi plażąbar były jego codziennością.
W ulubionej dziedzinie osiągnął rekord Rysia.
Tylko słońca unikał jak diabeł warszawskiego metra.
Z podróży na pamiątkę przywiózł figurki kamasutry - nie ma tego złego- usprawiedliwiał sumienie.



Mysz idealna, żali się pani Wrzucik
czasami we mnie dojrzewa jedna myśl
ma pazury i jest szara


mysz głodna emocji czeka
na muśnięcie kocich pazurów

na twojej działce tylko
trawa aksamitnym dotykiem gotowa przyjąć nagie
szepty wyzwolone z ciasnej przestrzeni chwiejnych oddechów
poddańczo ścielą się stokrotkowe wzory

poza

potrzeba kochania rozrasta się do rozmiarów baobabu
w zagięciach konarów rzeźbione formy ulotnej sublimacji
zadziuplone przed zimą

puls

łzawi proporcjonalnie do szumu
w skroniach nienasyconych zimorodnie
barwne lata przemijają w oderwaniu ramion
od ciała
bezpłciowo

psy mają panów- mysz kota
a ja?


*
Pan w Kratkę okrążywszy zaułki
podjazdem na gazie
nie przekraczając dozwolonej szybkości
powiedział co miał na wątrobie
wszystkie stwardnienia odbijały się
grochem o mur wolnostojący

do tej pory nie przeszkadzał

w lewo nigdy do lusterka
przez ramię wbijał wsteczny
sprawdzając minę siedzącej na razie
bokiem do jazdy

na oślep - szalona
jakby tylko on na świecie


kiedyś krzyżowaniem przyrzekali
że razem, że na pewno
wniebowzięta
ciągle pod górę

Jak Pan w Kratkę panią bez głowy zostawił

jeśli masz na imię ewa, możemy zaczynać od nowa

W nagim słońcu na murawie skoszonej jeszcze wczoraj
do głowy jej nie przyszło pytać o fundament
wyznaczania podstaw niemego kina i rolę statystyki
*
Snując plany pozbycia się balastu patrzył
na rozkład, bał się zakłóceń tych wszystkich części
psujących się na trasie - łącznie z nią-

Zrzędził na konia u płotu i odległość
język w bucie uwierał palec na okrągło jak zbieg
okoliczności i nagle

wszystkie zimy przykleiły myśl
o ciepłej zupie, do fasolki po bretońsku
nie przyznał się
sam przed sobą nawet teraz
jakoś to będzie

przecież ma jeszcze konia



Panwkratke wpadł w oko...

pokryta ciężkim szkłem kopuła Oka
nie przepuszczała kropli ale co tam
żeby wyrównać cenę można ponarzekać
- za darmo.

Świat jest jednak po niebieskiej stronie
widokiem zafascynowani stanęli w miejscu
w kulminacyjnym punkcie Oka.

Tamiza o wylizanych brzegach
szczerzyła się maleńkimi stateczkami
Wielki Ben ostro rozpoławiał
chmurzaste zwyczaje parlamentu

A Oko -londyńskim zwyczajem taktownie
do niewygodnych gości -stało sobie
widokami w dół
zamarły wrażenia na czubkach głów
Panwkratkę na zimno podjął akcję
krawatową.

Wykręciwszy się po polsku krawlinami
spuścił się w błoto a potem schodami przed siebie
nie bacząc na stamiziałe buty; stali się sobie równi
on i rzeka
- sprawiedliwość jest moja - powiedział zdegustowany
- niech leje.


Panwkratkę pisze zza oceanu

kiedy siedzisz z myszką w dłoni
płodząc czarne mrówki czy czujesz
poprzez alfabet moje namiętności?

w głowie nie powstają fanaberie
nie ma w niej nieuczesanych myśli
łysa ona
kobieta obok której kiedyś
budziłem się
nie znalazłem nimfy
stała się cenzorem

niekiedy spojrzę
przez okno na niewidoczne drzewa
w parku
kaczki prawie jedzą z rąk
kawałek nie mojego chleba

na obczyźnie
we mnie mur
rozpęka
i tęski kalinowe sieję z wiatrem
na wschodnią stronę wybrzeża




Pani Wrzucik odpowiada

kiedy spoglądam w czarne litery
nie niosą one żadnej radości
ty śpisz w najlepsze wiedząc dlaczego
śnisz o Wiśle- pełny sprzeczności

nie mogę usiąść na twoich kolanach
jak to kiedyś miałam w zwyczaju
i tylko liczę na resztki wspomnień
z naszych wędrówek po (k)raju

nie było nam dane żyć na zakolu
gdzie mrok otulał wspólność tajemnic
i ćma naoczny świadek istnienia
stańczyła walce w płomieniu świecy

więc pytam
skąd źródło rzeki pragnienia
dlaczego płaczą nierozpoznane.
czy w wodzie można zamknąć marzenia ?

PANI WRZUCIK ODPOWIADA cd.

z tobą wszystko, bez ciebie nic
chcesz to leć za siedem mórz
zostanę w dolinie kapryśnych wzgórz

nie szukaj skruszonych kamieni na dnie
tylko skalne zręby fala omiata
wczorajsze buty nie znają języków
poszarpanych dociekliwie tej nocy
nie zasnę

posłucham melodii
wiatru północnego


Widziałam, słyszałam, czułam

słońce w dzień
chowa się w cień,
promienie bez ustanku
liczą szczeble na ganku


noc rozjarzyła gwiazdami niebo
ciemność na szali odważa dzień
gankom nie dane usnąć
brzęczenie słychać w usnutej pajęczynie

Widziałam delikatną nić babiego lata
jak wzlata w przestrzeń nieładem
liść schnący na bezdusznym niebie
wydawał dźwięk, czułam jego tchnienie

byłeś winien siwych nici
rozwieszonych w blasku słońca

na mojej głowie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


nic wielkiego, przyjedz do warszawy zamieszkaj w gołębniku, kup działkę pod miastem, wybuduj domek,posiej trawnik, zwabiaj przepiórki ....itede, he he miło
pozdry,
Wykonałem. Hurra! Jestem Panem w Kratkę. Tylko,że wybyłem z Warszawy do Lasu Księżnej, czy to się liczy?
Opublikowano

znakomite fragmenty, aż poćwiartowałam fasolkę;)
ups i autorka skarci miną swą

na oślep - szalona
jakby tylko on na świecie


kiedyś krzyżowaniem przyrzekali
że razem, że napewno
wniebowzięta
ciągle pod górę

wszystkie zimy przykleiły myśl
o ciepłej zupie, do fasolki po bretońsku
nie przyznał się
sam przed sobą nawet teraz
jakoś to będzie

[quote]przecież ma jeszcze konia



pozdrawiam ciepło
Opublikowano

Marku, jak nie do wa-wy to zapraszam do szczecina , tutaj tyż można wypić pywko w jakijeś tam "Chacie', smaczne-go.
Judyt, fajne fragmenty wybrałaś, tak połączone aż nie możliwe, że od panawkratkę, he he

Leno, dzięki
i prawdę mówiąc podziwiam was, że chciało wam się czytać taki tasie\miec.
pozdrawiam sobotnio, słonecznie i spacerowo.

Opublikowano

2ga część przypomina mi momentami mieszkańców tuwima(?)
i podoba mi się bardziej niż pierwsza.
ładnie skomponowana całość

Snując plany pozbycia się balastu patrzył
na rozkład, bał się zakłóceń tych wszystkich części
psujących się na trasie - łącznie z nią-
dlaczego myślę, ze to nostalgiczne?
udało Ci się to pisanie ostatanie.brawo ES:)/Aga

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Chodź. Pójdźmy jeszcze raz. Jeszcze… Zagrajmy. Idziesz? Chodź. Przez brudną szybę zamkniętego okna wpada szare światło. Świt albo podwieczorny zmierzch. Byliśmy tu jeszcze przed chwilą. A teraz…   Twoje milczenie. Twoja kamienna twarz. Nieruchome usta...   Weź mnie za rękę i przytul. Zatańczmy. Jeszcze raz. Choć raz jeszcze. Będę ci mówił do ucha i szeptał słowa ostatniego wiersza.   Wiesz? Przegrałem. Będę umierać jesienią. Późnym listopadowym popołudniem. W chwilę. W jedną, tylko. W krótkim momencie, który będzie jak błysk.   Olśniewający błysk na szybie zamykanego z trzaskiem okna.   Ale jeszcze nie teraz…   Muszę ci powiedzieć, że byłem na cmentarzu o zachodzie słońca. Wróciłem dopiero, co. Deptałem wilgotną ziemię skiba po skibie, idąc śladem glinianego fauna. I matkę widziałem pod kamiennym wiekiem. I ojca. Leżeli w szarym grobie. Z zastygłymi słowami na bladych ustach…   Boże, co ja mówię. Po co ci to szepczę…   Zniechęciłaś się. I dobrze. Masz rację. Ale byłem tam. I sam już nie wiem. Czy po to, aby zobaczyć ich, czy zachód słońca…   Albo jedno i drugie…   Choć może bardziej… Nie. Już nic… Niczego nie powiem, bo znowu się na mnie obrazisz. I obrzucisz wzrokiem złośnicy. Więc już nie będę. Ale to we mnie pozostanie…   Usiądź przy mnie na chwilę. Usiądziesz? Odsunę tylko ten pusty futerał po skrzypcach.   Zagrać ci coś? Nauczyłem się niedawno. Albo i dawno. Nie pamiętam. Pamiętam jedynie kilka ostatnich nut większej całości.   Lecz i one idą jakoś tak nie po kolei.   Zagram ci a potem najwyżej sobie pójdziesz. Dobrze? Ale poczekaj! Nie odchodź jeszcze… Czemu mi to robisz?   O! Już wiem. Pójdziemy sobie na ten spacer, na który namawiałem cie tyle razy. Nazbieramy liści. Kolorowych. Jesiennych…   Będzie ci z tym bukietem ładnie, mimo że bez czerwonych róż, takich, co zawsze ci dawałem w dzień i w noc.   A potem sobie wrócimy do swoich miejsc.   (Włodzimierz Zastawniak, 2025-08-30)    
    • Trochę w zamkniętym kręgu, ale poza tym podoba mi się, że oba i ten dla Ali też, są takie z uśmiechem. Chyba bez cienia przykrości. Tak mi się wydaje.  Pzdr

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • Spójrz na ekran mojej duszy nie jest mały ani duży ale za to energooszczędny piksel po pikselu odczytuj słowa z pilotem w ręku nie zmieniaj kanału oglądaj uważnie pora na reklamy sprzedam używaną duszę stan idealny prawie jak nowa gratis dorzucam opony do opla pyszna dusza dla każdego wiele smaków do wyboru tylko za kilka słów zapłaty zabawkowa dusza dla dzieci i nie tylko poczuj w sobie dziecko kupisz ją już za zwykłe dziękuję najlepszy lek na smutki dusza z uśmiechem w syropie i tabletkach koniec reklam wracasz do programu ale to już napisy końcowe patrzyłeś na ekran mojej duszy był za mały i za duży ale za to full HD  
    • Ratownik - Ile za ratunek?! ja umieram! Błagam pomocy! (tutaj pada kwota) wypowiedziana bez emocji … Nareszcie przybyłeś tyle czekałem, karetki przyjeżdżają szybciej potrzebuje pomocy szybko dawaj działkę! Najpierw pieniądze bez wyrazu powiedział ratownik. Pacjent wcisnął mu je w rękę. Nastąpiła wymiana śmierć za życie. Spanikowany człowiek szybko zażył „remedium” i krzyknął dzięki ratujesz mi życie! Widzimy się jutro tylko przyjedź szybciej niż dzisiaj cały dygoczący pacjent zniknął w mroku ciemnej ulicy miasta. Ratownik odjechał czarną karetką na sygnale banknotów które dzwoniły mu w głowie. Dojdzie przeliczy nocny zysk. Gdy patrzy na podobizny królów sam czuje się królem. Już w domu tuż po przekroczeniu progu podbiega do kasetki i wyciąga duży plik banknotów - przelicza myśląc że to ciągle mało a stać go na trzy nowe mieszkania oraz kilka wypasionych samochodów. Nagle telefon wybija go niezadowolenia. - Świetnie kolejne będę mieć więcej. W innym domu pacjent chory czeka na doktora który współpracuje ze śmiercią. Kolejne spotkanie. I tak dzień za dniem a raczej noc za nocą. Pacjenci umierają a inny żyć chcą w kolorowym świecie – ślepnącym od świateł.
    • Dziękuję Bereniko :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...