Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Litania do połowicy
(Panowie, może się przyda po zbyt hucznej imprezie karnawałowej)

W sobie jesteś radością
jak z nocy wstający dzień.
Jesteś anty-nicością
istotą kobiety i snem.
Sama w sobie tak ładna
że panów poklasku nie trzeba.
Może czasem bezradna
gdy Ci to przychyli nieba.
Bez Ciebie świat jest otchłanią
w której czai się bies.
I tu mam jedno pytanie –
coś na ból głowy jest?
Jesteś pasją życia
stanowisz jego treść.
Czasem przyczyną tycia
jak mały w życiu stres.
Po prostu świat dopełniasz
jak wczoraj ćwiartka i pół.
Przy Tobie więcej mnie spełnia
niż tylko w knajpie stół.

Nie wiem gdzieś jest – nie
opuszczaj mnie.
Zatrzymaj się, na chwilę stań
i zapomnij,
że jestem drań!

Dla Ciebie będę jak anioł
albo jak Casanova.
Tobie codziennie rano
będę śniadania serwował.
Nigdy mnie nie upije
żadna żołądka treść.
I nawet jak kąśniesz mnie w szyję
to tylko uciesze się.
Przy Tobie będę tak grzeczny
jak złodziej przed każdą z ciup.
Przy Tobie tak bezpieczny
jak dziecko u matki stóp.
Dla Ciebie będę artystą
lecz nie tym co ciągle psoci.
I będę dla twoich zmysłów
jak dla języka łakocie.
Zawsze Słońce przy Tobie
będę kimkolwiek zechcesz.
A innych wokół kobiet –
ich po prostu nie chcę.

Nie wiem gdzieś jest – nie
opuszczaj mnie.
Przecież wśród tylu zdań
nie kłamałbym,
choć jestem drań!



A dalej sami się martwcie jak się potem z tego wszystkiego wykręcić ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...