Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiedyś moja przyjaciółka nauczyła mnie, że sen jest dobry na wszystko. Ostatnio nie mogę zasnąć. Wtedy, kiedy najbardziej tego chcę. Staje się to coraz bardziej nieznośne. Codziennie rano wstaję – niewyspany oczywiście – i robię to, co mam do zrobienia. Czyli nic. Tak. Zgadliście. Moja praca opiera się na robieniu niczego przez lwią część mojego czasu. Znajduję się na jakiejś tam liście płac jakiegoś tam kogoś. Nawet nie wiem gdzie jest moja praca. Byłem tam dwa razy. Raz, jak mnie zatrudniali, a drugi raz, kiedy dostałem awans. Założę się, że wielu z was teraz klnie i myśli sobie "ja też bym tak chciał". Ale nie wiecie, co gadacie. Takie robienie niczego przez cały czas jest cholernie męczące.

Sprawcą całego mojego nieszczęścia jest Internet. To przez to nowoczesne cholerstwo nic nie robię całymi dniami. Dwa razy dziennie musze tylko sprawdzić pocztę, czy żaden człowiek z mojego niewiadomo gdzie położonego biura czegoś ode mnie nie chce. A, i raz w tygodniu muszę wysłać im kilka zapisanych stron na dowolny temat. Oczywiście też przez Internet. Oczywiście za te kilka stron raz w tygodniu też dostaję pieniądze. Taką premie za wysiłek. W tym momencie prawdopodobnie mnie znienawidziliście, ale nie martwcie się – nie przejmuję się tym.

A teraz, zaczynacie się zastanawiać po co to czytacie. I po co ja to piszę. To normalne, zastanawiacie się nad tym, bo ja napisałem, że się nad tym zastanawiacie. Prosta psychologiczna sztuczka. Mniejsza z tymi bzdurami. Więc gwoli ścisłości:

- Po pierwsze – Nie podam jak się nazywam. Mam bzika na punkcie prywatności. (Boję się też reakcji zazdrosnych czytelników)

- Po drugie – To nie jest pieprzony pamiętnik. To jest jednorazowy wybryk.


To tyle tytułem wstępu. Przejdźmy do rzeczy.

Chce wam opowiedzieć "drodzy czytelnicy" o moim pewnym związku z kobietą . Z góry uprzedzam, że to nie będzie miła historia. Ani łzawa historia. To będzie po prostu historia o kobiecie i facecie. Nic więcej.

Wydarzyło się to wszystko trzy miesiące temu. Pewnego wieczoru – z braku laku – odwiedziłem modną knajpkę na Nowym Świecie. Tu muszę zaznaczyć, że jestem bardzo samotnym człowiekiem, który swoją samotność topi w alkoholu i papierosach (swoją litość możecie sobie w dupę wsadzić). Wracając do historii, w tej modnej knajpce – jak to mam w zwyczaju – siedziałem sobie przy barze i opróżniałem butelkę whiskey, która swoją drogą była nieprzyzwoicie droga, a przy tym wyjątkowo obrzydliwa. Nie wiem jak to się stało, ale nie bacząc na moją minę w stylu "odejdź, bo mam wyjątkowo podły nastrój" usiadła obok mnie pewna kobieta. Około trzydziestu lat, ciemne włosy, ok. 175-180 cm wzrostu, niegruba, niebrzydka. Usiadła bezczelnie obok mnie. Jeszcze nigdy, ale to nigdy, nikt nie zajął miejsca obok mnie przy barze. Zamówiła jakiś modny drink. Muszę się przyznać, że wpadła mi w oko. Chyba przez tę swoją impertynencję. Widać po niej było, że też nie ma ochoty z nikim rozmawiać. Tym bardziej mnie zdziwiło, że usiadła obok mnie. Dookoła było mnóstwo wolnego miejsca.

Kiedy byłem już kompletnie zalany, czyli po opróżnieniu butelki, ta przedziwna kobieta zaczęła do mnie coś mówić. Zakładam, że to było spowodowane ilością alkoholu w jej krwi. Do dzisiaj nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, ale jestem pewien, że rozmawialiśmy. Musiał się pojawić wątek zamieszkania, bo wyszliśmy razem z knajpki i pojechaliśmy taryfą do jej hotelu. Była przejazdem w Warszawie. Leciała... Hm... Nie pamiętam gdzie, ale chyba do Francji. Pamiętam, że jechaliśmy dość długo windą. Albo mieszkała bardzo wysoko, albo czas mi się wydłużył w windzie.

W jej pokoju już trochę przetrzeźwiałem. Ona chyba też, bo zaproponowała coś do picia. Chciałem zachować jako tako przytomność, w końcu byłem u nieznajomej w pokoju hotelowym. Takie rzeczy przytrafiają się - jak widać - nie tylko w filmach. Poprosiłem ją o kawę. Sama też zdecydowała się na kawę. Zamówiła dwie. Obsługa hotelowa nie była zbyt zadowolona z jej telefonu. Była trzecia w nocy, a ona zamawiała kawę. Założę się, że conajmniej do niej napluli. Wizja picia czyjejś śliny nie jest zbyt miła, ale kto po butelce wiskey się tym przejmuje? Po kawie stwierdziła, że pójdzie się "odświeżyć". Każdy chyba się domyśla co znaczy "odświeżyć się" w ustach pijanej kobiety. No dobra, nie każdy. Przynajmniej ci, co oglądają telewizję po 24-tej. Wiem, wiem, brzmi to tandetnie. Facet poznaje dziewczynę w barze, jadą do niej do hotelu, a później uprawiają seks. Ale jak Boga kocham (dziwnie to brzmi wypowiadane przez ateistę), tak było. To znaczy nie do końca, nie było seksu. Zaraz wytłumaczę.

Wyszła z łazienki kompletnie naga. Miała piękne opalone ciało. I tyłek. Tak zgrabnego tyłka nie widziałem od czasów liceum. Był idealny. Podeszła do barku, wyciągnęła wino i dwa kieliszki. Nalała wina, podała mi jeden. Wypiliśmy zdrowie "tej pięknej nocy". Tandetny był ten toast, ale to nie ja wymyślałem. Złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę łóżka. Zaczęło się robić ciekawie. Kiedy już się robiło bardzo, bardzo ciekawie wyszeptała mi do ucha coś, czego nigdy w życiu nie zapomnę. "Za tysiąc złotych będziesz miał tak dobrze, jak nigdy w życiu". Zamurowało mnie. Autentycznie nie wiedziałem co mam robić. Noc, a raczej poranek, zapowiadał się tak ciekawie, a tu nagle każą mi płacić. I to jeszcze za seks?! Co jak co, ale za to nigdy jeszcze nie musiałem płacić i nigdy nie zapłacę. Wracałem do domu kompletnie trzeźwy. W takiej sytuacji nawet rusek by wytrzeźwiał. Teraz was zaskoczę moi "drodzy czytelnicy". Zgadnijcie, co się okazało jak taksówka zatrzymała się pod moim blokiem? Tak jest, nie miałem portfela. Na szczęście nie noszę dokumentów i kart kredytowych w portfelu. Mama mnie tego nauczyła.

Położyłem się od razu spać. Tak mnie wykończyła ta noc, że nie miałem siły na nic. Nie zadzwoniłem do hotelu, na policję, nigdzie. Jakoś nie bardzo zależało mi na odzyskaniu tego portfela. Bardziej zabolało mnie to, że wyglądam na faceta, który musi płacić za seks. Naprawdę mnie to zabolało. Ale najlepsze jeszcze przed wami.

Otóż mój portfel się odnalazł. Odnalazł to źle powiedziane. "Odzyskałem go" bardziej pasuje. Jak go odzyskałem? To proste. Przywiozła mi go ta kobieta z knajpki. Trochę jej zajęło odnalezienie mnie, ale w końcu jej się udało. Odnalazła mnie i oddała mi portfel. Ale to jeszcze nie koniec. Otóż byłem tak zaskoczony jej widokiem, że zaprosiłem ją do mieszkania. Bardziej podobało mi się jej zuchwalstwo chyba. Mam słabość do zuchwałych kobiet. Wytłumaczyła mi wszystko, co zaszło wtedy u niej w hotelu. Wyjaśniła mi, że nie jest prostytutką i ze wcale nie leci do Francji. Dlaczego opowiadała mi takie rzeczy? To proste: Była pijana.

I to już koniec tej cudownej, jakże romantycznej historii. Prawda, że śmieszna? Mnie najbardziej rozśmiesza fakt, że wy się zastanawiacie jaki cel ma ta opowieść. Niektórzy nawet zastanawiają się o co w niej w ogóle chodzi. Mogę wam odpowiedzieć na to pytanie. Chodzi o nic. Nie ma celu, ani morału. Opowiedziałem to tak po prostu. A teraz czuję się już naprawdę zmęczony, więc wracam do mojej pani z hotelowego pokoju, która właśnie śpi nago w moim łóżku. Dobranoc "drodzy czytelnicy".

Opublikowano

1) "Tak. Zgadliście. Moja praca opiera się na robieniu niczego przez lwią część mojego czasu." - Przepraszam, ale nie zgadliśmy, co gorsza nawet nie mogliśmy zgadnąć na czym opiera się twoja praca, z tego chociażby powodu, że nie padło takie pytanie.
2) "Znajduję się na jakiejś tam liście płac jakiegoś tam kogoś." - lepiej brzmi i chyba jest nawet poprawnie "...na liście płac u jakiegoś kogoś" - "u"
3) "Nawet nie wiem gdzie jest moja praca. Byłem tam dwa razy" - bohater, chyba został na miejsce pracy zawieziony w całkowitym upojeniu alkoholowym, albo też przysłonili mu oczy czarną wstążką. Sytuacja nie do pozazdroszczenia.
4) Oczywiście też przez Internet. Oczywiście za te kilka stron raz w tygodniu też dostaję pieniądze. - Oczywiście
5) "W tym momencie prawdopodobnie mnie znienawidziliście, ale nie martwcie się – nie przejmuję się tym" - W życiu bardzo rzadko zdarza się zamartwianie z powodu, że kogoś się nienawidzi.
6) "...zastanawiacie się nad tym, bo ja napisałem, że się nad tym zastanawiacie. Prosta psychologiczna sztuczka." - tej sztuczki to nie rozumiem, musi autor być magikiem, no musi - innego wyjścia nie ma.

Generalnie: Początek jest słaby głównie za sprawą nieumiejętnego zwracania się do czytelnika.
Później już coraz lepiej, i lepiej - co nie znaczy, że zjeżdżając tyłkiem coraz niżej po twoim tekście nie porysuje się tyłka na gwoździach z niego wystających, którymi właśnie są różne drobne niedociągnięcia.

Mimo tych błędów, widzę nonszalancję prawdziwego talentu, naprawdę. Są braki warsztatowe, ale jeśli więcej poświęcisz pracy nad tekstem będziesz niesamowity.

Pozdrawiam

Opublikowano

A ja mam mieszane uczucia. Bardzo fajne i dobre zdanie na zmianę z kompletną bzdurą.
Wzloty i upadki. Jedno zdanie cudowne, kolejne beznadziejne.
Znajdź perełki w swoim opowiadaniu, skup się na nich i stwórz takich więcej. Bzdury wyrzuć ,nikomu się nie przydadzą, nikogo nie wzruszą i nikogo nie obchodzą.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie





    • Ciągną ją za rękę, przez dno wąwózu, które pokrywała ciemność – nie rycz, nie masz pecha, masz męża – zakpił wiedząc doskonale co aranżacja na zawsze i na wieki robi z obietnicą.

      – Z tych łez jeszcze będzie potok – wyszeptała. – Nie pocieszał jej żaden podszept oprócz śmiechu wiedźmy, który miał w zwyczaju wydobywać się z czeluści rozerwanych skał.

      – Za drzewami niedaleko wyjścia z tej jaskini jest kamienne miasto. Zaprowadzę cię tam, przybierzesz się w łachy wieszczki, suknie wrzuć do studni, tylko uważaj na tubylców. Nikt nie może cię zobaczyć, ale jeśli twoja moc czystości zacznie dominować tutaj i ściągniesz na nas niebezpieczeństwo... – przerwał wyjaśnienia.

      Miał już taki przypadek na swojej wspaniałej liście doświadczeń. Dziewica wydawała się z natury urocza, tak nie do końca, bo kiełkowała w niej siła wiedźmy, którą skrzętnie skrywała. W momencie wybawienia spod kobierca, zmieniła się w potworzycę. Walka była ciężka, miecz stracił swój blask, a on uszczerbek na dumie.

      – Ależ Panie, nie zostawiaj mnie! – Panna młoda widząc brak zainteresowania jej pozycją społeczną i nagrodą za oddanie jej w ramiona niechcianego pana młodego zaczęła mówić przez łzy.

      – Chimery depczą po twoich śladach. Jesteś na ich włościach. Twój miecz jest z kamienia zorzy polarnej, nie wystarczy ta moc na ścięcie tych cieni. Przydam ci się, będę walczyć niewinnością aż po grób. Wysoki czarnowłosy Pan Mroku odwrócił się i zwolnił uścisk dłoni. Spojrzał na białolicą pannę młodą swoim lodowatym błękitnym spojrzeniem.

      – Uważaj na śliskie kamienie – powiedział cicho i stanowczo.

      Teren był wymagający ogromnej sprawności w wyważeniu ruchów. Jeden błąd i kostki chrupną jak patyk pod naporem ciężaru dorosłego człowieka.

      Mroczny Pan szedł wolniej niż miał w naturze. – Zostańmy tu chwilę. – Mroczny puścił uścisk, zbyt mokry już od kontaktu z drugą skórą. Odczuwał dziwny rodzaj odbierania mu poczucia niezależności.

      – Przez tę suknię wytropią nas po wyjściu stąd – zmienił zdanie o dalszej wędrówce dziewczyny w tym stroju. Ratowanie uciekających panien było odskocznią od polowania na magów z krainy wiecznych przepisywań ksiąg magii.

      Niewielkie wiązki światła, które przebijały się przez coraz cieńszą pokrywę zieleni na zboczach, odbijały promienie od czysto krystalicznego materiału weselnego stroju.

      – Zdejmij ją i rzuć wysoko na te uschnięte gałęzie, ja mam jeszcze odrobinę pyłu zmian. Zmylimy ich złudzeniem, tylko nie panikuj. Zmienisz się za to w kogoś kogo nie rozpoznam na pierwszy rzut oka nawet ja, wytrawny łowca dziewic i wybawiciel.

      Szmer i syk, podmuch frunącej podmienionej panny młodej w brokatowym musie zawiesił ją na naturalnym wieszaku. Kukła żywa projekcja ze zwieszonym w dół nosem, bose nogi, pełna radość z uwolnienia się od przyszłości. Mroczny oglądał dzieło jeszcze, narzucając resztki poprawek z uformowanej kukły, gdy mamroczący duch ślubu uleciał ze sukni.

      Woń starego potu kozła, z którego zrobiona była sakiewka, wywołała u Mrocznego salwę kichnięć. Deszcz z magią spadł na stojącą obok dziewczynę.

      Mroczny ze swoją tęgą pamięcią, zapylił przez przypadek przeszłość wciągając przemianę nosem.

      Zmrużył oczy, gdy wir pochłonął obraz przed nim. Widział raz rękę raz nogę wyłaniającą się zawirowań, aż nagle wszystko opadło.

      – Kim jesteś?! – zapytał niepewnie łowca. Anielica porośnięta mchem z ogromnym garbem na klatce piersiowej przypominała żywy kamień.

      Czuł się oszołomiony widokiem. Nie tak miała wyglądać pozbawiona piętna skazanego na porażkę małżeństwa piękna dama.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA. zaproszę Kornelka:)
    • @andrew   ach gdyby tak szybować i szybować ponad chmurami, ponad przestrzenią!

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam, dziękuję @Poet Ka   chodźmy w cytrynowych pelerynach i kaloszach ! pomalujemy świat! podoba mi się! Dziękuję! Serce dla Ciebie @violetta   Zawsze kiedy się rozbieram wbijasz mi szpilkę ( prosto w serce a może nawet w oko ? ) boję się z Tobą spacerować!
    • @.KOBIETA. nagie będziemy, och mam piękne miejsca do pokazania:)
    • @Andrzej P. Zajączkowski  moim zdaniem charakter oryginału jest zachowany

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Ciągną ją za rękę, przez dno wąwózu, które pokrywała ciemność – nie rycz, nie masz pecha, masz męża – zakpił wiedząc doskonale co aranżacja na zawsze i na wieki robi z obietnicą. – Z tych łez jeszcze będzie potok – wyszeptała. – Nie pocieszał jej żaden podszept oprócz śmiechu wiedźmy, który miał w zwyczaju wydobywać się z czeluści rozerwanych skał. – Za drzewami niedaleko wyjścia z tej jaskini jest kamienne miasto. Zaprowadzę cię tam, przybierzesz się w łachy wieszczki, suknie wrzuć do studni, tylko uważaj na tubylców. Nikt nie może cię zobaczyć, ale jeśli twoja moc czystości zacznie dominować tutaj i ściągniesz na nas niebezpieczeństwo... – przerwał wyjaśnienia. Miał już taki przypadek na swojej wspaniałej liście doświadczeń. Dziewica wydawała się z natury urocza, tak nie do końca, bo kiełkowała w niej siła wiedźmy, którą skrzętnie skrywała. W momencie wybawienia spod kobierca, zmieniła się w potworzycę. Walka była ciężka, miecz stracił swój blask, a on uszczerbek na dumie. – Ależ Panie, nie zostawiaj mnie! – Panna młoda widząc brak zainteresowania jej pozycją społeczną i nagrodą za oddanie jej w ramiona niechcianego pana młodego zaczęła mówić przez łzy. – Chimery depczą po twoich śladach. Jesteś na ich włościach. Twój miecz jest z kamienia zorzy polarnej, nie wystarczy ta moc na ścięcie tych cieni. Przydam ci się, będę walczyć niewinnością aż po grób. Wysoki czarnowłosy Pan Mroku odwrócił się i zwolnił uścisk dłoni. Spojrzał na białolicą pannę młodą swoim lodowatym błękitnym spojrzeniem. – Uważaj na śliskie kamienie – powiedział cicho i stanowczo. Teren był wymagający ogromnej sprawności w wyważeniu ruchów. Jeden błąd i kostki chrupną jak patyk pod naporem ciężaru dorosłego człowieka. Mroczny Pan szedł wolniej niż miał w naturze. – Zostańmy tu chwilę. – Mroczny puścił uścisk, zbyt mokry już od kontaktu z drugą skórą. Odczuwał dziwny rodzaj odbierania mu poczucia niezależności. – Przez tę suknię wytropią nas po wyjściu stąd – zmienił zdanie o dalszej wędrówce dziewczyny w tym stroju. Ratowanie uciekających panien było odskocznią od polowania na magów z krainy wiecznych przepisywań ksiąg magii. Niewielkie wiązki światła, które przebijały się przez coraz cieńszą pokrywę zieleni na zboczach, odbijały promienie od czysto krystalicznego materiału weselnego stroju. – Zdejmij ją i rzuć wysoko na te uschnięte gałęzie, ja mam jeszcze odrobinę pyłu zmian. Zmylimy ich złudzeniem, tylko nie panikuj. Zmienisz się za to w kogoś kogo nie rozpoznam na pierwszy rzut oka nawet ja, wytrawny łowca dziewic i wybawiciel. Szmer i syk, podmuch frunącej podmienionej panny młodej w brokatowym musie zawiesił ją na naturalnym wieszaku. Kukła żywa projekcja ze zwieszonym w dół nosem, bose nogi, pełna radość z uwolnienia się od przyszłości. Mroczny oglądał dzieło jeszcze, narzucając resztki poprawek z uformowanej kukły, gdy mamroczący duch ślubu uleciał ze sukni. Woń starego potu kozła, z którego zrobiona była sakiewka, wywołała u Mrocznego salwę kichnięć. Deszcz z magią spadł na stojącą obok dziewczynę. Mroczny ze swoją tęgą pamięcią, zapylił przez przypadek przeszłość wciągając przemianę nosem. Zmrużył oczy, gdy wir pochłonął obraz przed nim. Widział raz rękę raz nogę wyłaniającą się zawirowań, aż nagle wszystko opadło. – Kim jesteś?! – zapytał niepewnie łowca. Anielica porośnięta mchem z ogromnym garbem na klatce piersiowej przypominała żywy kamień. Czuł się oszołomiony widokiem. Nie tak miała wyglądać pozbawiona piętna skazanego na porażkę małżeństwa piękna dama.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...