Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To nie tak miało być.
Zaciskam pięści.
Mocno. Z całej siły.
Wlewam w nie całą rozpacz.
Na skórze odciśnięty
Ślad paznokci.
Ale nie czuje bólu.
Zaciskam pięści
Jeszcze mocniej.
Jak mógł mi to zrobić.
Pojawia się pierwsza
Stróżka krwi.
Płynie.
Jak rzeczka.
Spływa ku łokciu.
Krwią maluje mostek.
Przez rzeczkę.
Bo musi być jakieś wyjście.
Ale, ale- sama
Nie wiem co myśleć.
Ściskam pięści.
I pojawiają
Się kolejne rzeczki.
Druga, trzecia, czwarta.
Płyną powoli.
Ale i tak nie nadążam
Z malowaniem mostków.
Za dużo rzeczek.
Za dużo problemów.
Nie dam rady podołać
Im wszystkim.
Gdyby ktoś mi pomógł
Malować mostki byłoby inaczej.
Ale ktoś sobie poszedł.
I pozostawił…
kolejną rzeczkę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA. Ani z lodami, ani z KOBIETAMI, chociaż... z lodem...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @jjzielezinski   I nigdy nie wiesz na jakie nadzienie trafisz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      osobiście preferuję marcepan  i szpilki od Manolo Blahnik pozdrawiam
    • @Na liniach czasu Lekko, czysto i ulotie- pięknie.  
    • @jjzielezinski Zgrabny !! 5
    • przyznaję, że, jak to zabawnie nazwała mama, fukałem. przez całe lata, dzieciństwo z przyległościami, wycinałem z papieru żołnierzy, potwory, wszelaką mutantozę. nigdy nie byli przedstawiani en face, zawsze z profilu, niby postaci ze staroegipskich malowideł. ich ręce były spiczaste, oczy – skośne, pyski – podłużne, a dłonie domyślne, podobnie, jak zabijający ich laserami-blasterami, jedyny sprawiedliwy bohater, obrońca świata i wszystkich jego galaktyk, którego nie wycinałem, bo i po co. był on widoczny jedynie w wyobraźni. i biegało się z papierowymi monstrami w dłoniach, wygwizdując-wyświstując odgłosy wystrzałów, robiąc wdzziuw-wdziuuw. papier, z jakiego wycinałem szkarady, powinien być w miarę gruby, z gazet wychodziły niestabilne w moich oczach, za miękkie, by się nimi bawić, słabiaki-mutanciaki. w wakacje przefukiwałem (znów – określenie nadane przez mamę) nieaktualne już zeszyty, a nawet podręczniki szkolne (czemu mi pozwalano   – nie wiem). chlastało się nożyczkami mamine książeczki z rozwiązanymi krzyżówkami (trochę za cienki papier!), kalendarze (dobry papier!), było się stwórcą. mniejsza o to, że bestii. tak się zastanawiam (nostalgia znosząca poczytalność?), czyje imię nadano sowchozowi, gdzie obecnie tyrają moi wielkozębi ludkowie z papieru, w jakim wymiarze znajdują się pola, które orzą pługi ciągnięte przez krokodylokształtne indywidua. bo przecież oni wszyscy muszą gdzieś istnieć. nie może być inaczej.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...