Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dużo trudniej jest śpiewać zaoraną ziemię
która syci się potem Przemienia wodę w soki
tak do krwi podobne Skruszałe skały
dorodne wyradzają ziarno Trudniej jest
śpiewać światło Promień jego ogromny
odmierza studni głębię i grubość słojów drzew

Wabią ruchome świata widnokręgi
Z pochodnią rozumu brniemy w noc i w błąd

Nasze niebo wsparte na kolumnach z chleba
zwieńczonych przez artystę
poznać sławić jego dzieło
zapragnąć takiej sztuki i umrzeć jak on

Na rzemieniach powietrza pod słońce dźwigać
ląd zburzonych miast - pomników świętokradczych
złudzeń to zaledwie materia Sinych dymów splot
Kość wyrzeźbić i kazać jej po łąkach biegać
to głód wyobraźni Póki nie da mleka
będzie jątrzyć Jest martwa póki nie da wełny

Zanurzyć ostrze pługa w wypaloną trawę
jest trudniej niż ją palić Czernić tło
idącego od wschodu świetlistego misterium
w którym spełnia się co dzień akt Ofiarowania

Opublikowano

Jacek Suchowicz.; tak, w chórze zawsze raźniej...:))); dzięki za wsparcie...ale proszę, spójrz na
Bezeta; takie zdanie to pełny przegląd w dziale remontów, właściwa klamra;
ano - uczmy się pokory, nawet gdy słychać glorię...:)); ale dzięki, Imienniku!
J.S

Stefan Rewiński.; chyba patrzysz na nazwisko, bo ja Stefanie piszę całkiem odmiennie niż TY, a
ty mi klaszczesz; ucz się od Bezeta, i powiedz choć raz, że fałszuję... :)));
dzięki! J.S

Roman Bezet.; nie polemizuję, bo pewnie masz rację, zwłaszcza głupio mi, gdy wskazujesz
oczywiste błędy szczegółowe, tak głupio przeoczone; masz belferski talent do
zapędzania do roboty - a wykazałeś mi, że czeka mnie jej sporo; więc mówisz:
nadąłem się? najtrudniej to skorygować ów ton "pomnikowy", bo wiesz, jak ja
oscyluję między patetyzmem a kpinką, więc może brakło zdrowej ironii w
temacie; jak widzisz, byłem ostrożny, i dlatego w warsztacie, a przekonałem się,
że na Ciebie i można i trzeba liczyć, i wielu byłbyś tu potrzebny na co dzień, a nie
tylko od święta; dzięki za wyróżnienie przybyciem do mnie w gości; :));
ps.; jak myślisz Bezecie, co wyzwala taki entuzjazm i akceptację czytelników, jaki
widzisz pod tym tekstem - czy nie właśnie powaga w traktowaniu tematu? ów
ton? czy tylko sam ciężar tematyczny? antagonizowanie pracy na roli i sztuki
(sztuczki) jest karkołomne same w sobie, co zauważyłeś, a jednak - przyznaj,
bardzo to odległe od socrealizmu, prymitywnej pochwały krzepy machania kosą;
namaściłem wiersz atmosferą religijnego związku pomiędzy pracą a jej
otoczniem - naturą, i tę relację chciałem tu uczcić...natura i mnie fascynuje, i
traktuję ja niemal personalistycznie i spirytualnie, bo dla mnie stoi za nią Osoba,
osoba Stworzyciela - a tego mistycznego związku nie widzę w sztuce pojętej
jako li tylko zabawę formą...rozgadałem się! :)) pozdrawiam, J.S

Opublikowano

Nasze niebo wsparte na kolumnach z chleba
zwieńczonych przez artystę w rdzawy wonny
kłos Artystę tego poznać Sławić jego dzieło
Zapragnąć takiej sztuki Zpragnąć co on.............SZUKAĆ W SOCREALIZMIE!

Opublikowano

Imienniku
W chórze nie z zasady nie występuję, ale jest wyjątek w sytuacji kiedy sam dyryguję. Z dzie wuchą mam z zasady odmienne zdanie, ale jak ma rację to ma i koniec. I może jej się podobać. Mnie też ująłeś ale czym innym. Uważałem i nadal uważam, że wiersz jest super.
Ten Twój wzniosły ton, to zadęcie – to jest przecież Twój dystans i może drwina. Odbierając wiersz z lekkim przymrużeniem oka rzeczywiście „z pochodnią rozumu brniemy w noc i dzień” (to podkreśleni jest fajne – ja nigdy bym tak nie napisał).
Jakie to wspaniałe: „Artystę tego poznać Sławić jego dzieło
Zapragnąć takiej sztuki Zpragnąć co on” - prawie gloryfikacja. Sądzę, że nabijasz się tzw. fanów przyjmujących wszystko bezkrytycznie – olbrzymi plus. Twója „kość” (dwuznacznik) jak owca – dająca mleko wyobraźni i wełnę symbol ciepła, lub kość dosłowna ale to co innego.
Po tych wszystkich wywodach „ stwierdzasz, że zanurzyć ostrze pługa w wypaloną trawę jest trudniej niż ją palić”. Kończysz „ świetlistym spokojem .......” To jest super symbolika. Uważam, że super drwisz ze wszelkiej napuszoności.
Niech Bezet pisze co chce, a dla mnie super gratuluje – żart przedni.
Pozdrawiam Jacek

Opublikowano

Stefan Rewiński.; chyba patrzysz na nazwisko, bo ja Stefanie piszę całkiem odmiennie niż TY, a
ty mi klaszczesz; ucz się od Bezeta, i powiedz choć raz, że fałszuję... :)));
dzięki! J.S
Jacku, jak spier... to Ci powiem. Czytam Twoje i nnych wiersze jak czytelnik.

Opublikowano

Eugen De.; proszę, przeczytaj uważnie moją odpowiedź Bezetowi - ja się odwołuję do wspólnoty
nie ideologicznej, tylko wspólnoty miejsca, i poprzez miejsce wartościuję - socrealizmu
za grosz...J.S

dzie wuszka.; cenię sobie Twoją wypowiedź na równi z wypowiedzią Bezeta - ale jeszcze raz
przeczytaj uważnie moją dla niego odpowiedź, zwłaszcza końcówkę tej wypowiedzi;
i musisz przyznać, że spostrzeżone błędy uznałem za nieprzekreślające generalnej
wizji stanowiącej temat wiersza, odwołując się do Waszej , tak akceptywnej oceny;
Bezet wykazał mi jedynie błędy szczegółowe, gramatyczne, ale także - jego zdaniem
kompozycyjne, bo zasadzającej się na pewnych tropach literackich, które nazywa
wprost, jako wtórne...polonista może to zobaczyć, z racji zawodowego obcowania
z literaturą; jestem mu zobowiązany;
natomiast moje komentarze do Twojego u innych czytelników - potraktuj jako
pewien rodzaj droczenia się, a może i kokieterii, ale też jako wskazanie na opinię
przeciwną, co dopiero razem stanowi dla mnie, autora - pewną syntezę oglądu
rzeczy; one się nie wykluczają - one się uzupełniają! cmok dla Ciebie - jak Smok!
:); J.S

Opublikowano

Jacek Suchowicz.; zaskoczyłeś mnie taka interpretacją...ogromnie zaskoczyłeś, nawet nie wiesz, do
jakiego stopnia! ale prośba - nie zasłaniaj się innymi, ale podziel się własnymi
myślami na temat tego co czytasz, bo to okazuje się bardzo cenne - zwłaszcza
dla autora; pozdrawiam;
Stefan Rewiński.; nie tylko ty potrafisz prowokować, a może autor chciał się upewnić co do
twojego sądu w kontekście nowego, jakże innego...dzięki, że trwasz przy swoim
J.S

Opublikowano

Roman Bezet.; zastanowiłem się nad Twoim zwrotem: "pamięć czytelnicza"; tę się nabywa głównie
w trakcie obcowania na takich zajęciach, jak historia literatury , literaturoznawstwo,
a także poetyka - wszystkie służące do gnębienia na uczelniach przyszłych
polonistów...poetyka, widziana przez tak przygotowanych czytelników jest, siłą
rzeczy wtórna - ale czy tylko sami poloniści czytają wiersze?
dla wielu użyte tu, a stosowane środki stylistyczne są świeże, są odkryciem tego
akurat czytania, więc czy rzeczywiście jest aż tak naganne sięganie do poetyk
wsześniejszych epok literackich? J.S

Opublikowano

Miałam kilkanaście spotkań z tym wierszem oraz jedno z komentarzami pod nim, bardzo ciekawymi również pod względem socjologicznym:). Dużo już ci powiedziano, cóż zatem ja mogłabym? Na początek może: zlituj się – nie „studzień” i masz literówkę w drugim „Zapragnąć” (mam nadzieję, że to literówka, a nie kolejne kuriozum;)

Spotkanie pierwsze
Oczywiście wzniosłość ocierająca się o egzaltację, stad już tylko krok do patosu, kilka udziwnionych zwrotów (zestawień znaczeniowych): np.: ląd zburzonych miast, albo to: póki nie da mleka - myślę krowa? – czytam wyobraźnia, nie da wełny – myślę owca? – czytam martwa – wracam do początku – jednak wyobraźnia, w ogóle ta zwrotka boli mnie jako czytacza, bo się w niej gubię i utwierdzam w nieograniczonych zasobach mojej nierozgarniętości, ale są tu też prawdziwe cukiereczki – o tym za chwilę

Spotkanie drugie
Pomyślałam, że zrytmizowanie tekstu wyszłoby mu na korzyść, wtedy może owa wzniosłość nabrałaby szlachetniejszych rysów i była nawet dla mnie strawna

Trzecie
Wiem już, co mi tu wadzi najmocniej – peel przemawiający i to w imieniu wielu (wszystkich) w tonie profetycznym niemalże, gdyby mówił za siebie, byłabym bardziej skłonna go wysłuchać, a tak mam wręcz atawistyczny sprzeciw wobec tego „mesjasza” J

Kolejne
Przywykłam do formy, przeszłam do treści cóż tam – chyba cała ekonomia zbawienia. Począwszy od skutków grzechu pierworodnego, owego skażenia natury, nad istotą którego do dziś teologowie łamią sobie głowy i próżno czekać, że coś zgodnie ustalą (a Artysta się śmieje:), poprzez tajemnicę wcielenia i odkupienia przez krew Baranka ofiarnego – (a my barany myślimy że życie miałoby sens bez śmierci;)

Podziękowanie
„Kość wyrzeźbić i kazać jej po łąkach biegać” za ten wers cię wielbię, boś mi przypominał kapitalny fragment z Ezeciela (Ez 37, 1-14), taka genialna, plastyczna wizja ożywiania kości, wtórna idea zmartwychwstania – niesie nadzieję
:)))
pozdrawiam

Opublikowano

kalina kowalska.; dopiero twój post skłonił mnie do pewnych poprawek, przyznaję -
kosmetycznych; dziwi mnie nieco sugestia o braku rytmu, bo mnie się
wydawało,że jest, i że aż nadto się narzucający...może trzeba mi do
laryngologa;
zmartwiło mnie , bardzo, że odbierasz tekst jako "ustawiony" w tonie
mesjanistycznym (ale to samo Bezet); zależało mi na tonie li tylko wizyjnym,
malarskim choć zdynamizowanym - ale powiedz, czy ja w wierszu chcę
prowadzić do jakiejś szczęśliwości? i to peel chce zbawiać? ja do "artysty"
mam wyraźnie ambiwalentny stosunek - on prowadzi, chce zbawiać, a ja piszę,
że jest wyobraźnia jałowa, pusta, czy wręcz niszcząca, jak każda ludzka
działalność i wyobraźnia inspirująca, karmiąca, szukająca i odnajdująca
wartości równe wartościom podstawowym, takie jak mleko, chleb...i że zwykła
krzątanina ludzi wykonujących najprostsze czynności bytowe zawiera w sobie
poszukiwaną przez wyobraźnię prawdę...ale widzę, że nie jest to jednak aż tak
oczywiste dla "czytacza"; wiem jednocześnie, że i we mnie się kłębią rozmaite
tropy lekturowe, i że ogromnie trudno wyzwolić się z nawarstwionych poetyk,
ale wydawało mi się,że nawet cudze poetyki stosuję nie w sposób sztancowy,
mechaniczny, wkładam własną inwencję, własną wizję, także tematyczną;
cieszy mnie jedno, Twoich "kilkanaście spotkań" z tym tekstem, tak bardzo
uwidocznionych w obszernym komentarzu, ale rozbitym na pełne wahań
uwagi, mówią mi o tym, że zajmujesz niejednoznaczną postawę do wiersza,
który Cię tyleż odrzuca co przyciąga, i w tym moje ocalenie (!); pamiętam o
tym, że jestem niepoprawnym optymistą; i dlatego
piękne dzięki za tak głębokie pochylenie się nad tym tekstem, trudno mi będzie
uwierzyć, że nie był tego wart; :))); J.S

Opublikowano

Ależ był wart!
- poczucie rytmu to nie kwestia laryngologiczna:) raczej osobniczego poczucia, zresztą chyba drugorzędna
- tekstu nie odbieram jako "ustawiony", a mówiąc o mesjaniźmie miałam na myśli właśnie ten ton wizyjny, a nie ideę uszczęśliwiania ludzkości, dalej tłumaczysz mi że peel chce a ty nie - Jacku, nie ściemniaj:))) - peel będzie tobie posłuszny, co mu każesz to powie, bo ty tu(w wierszu) rządzisz
- z tropami lekturowymi to nie do mnie - jestem głucha na nie, tak dużo w życiu nie przeczytałam i nie nasłuchałam się od profesorstwa rozmaitej proweniencji, że dziś mogę z naiwną radością odczytywać wszelaką literacką wtórność jako novum:)))) - dla mnie nie musisz się wyzwalać z żadnych poetyk

- wiersz teraz dużo lepszy, te zmiany nie były wcale kosmetyczne, choć drobne, usunąłeś przede wszystkim kwantyfikatory wielkie: "nas" z dwuwersu, i artystę zapisałeś małą literą - to zasadnicze zmiany. Od razu ta wizyjność nabrała cech bardziej malarskich niż profetycznych - jak chciałeś, ponadto mały "artysta" jest tu postacią ludzką, nic nie sugeruje odbiorcy szukania go w niebiesiech:). I "kolumny z chleba" - (mój pierwotny sprzeciw wobec tego zestawienia już zmalał:) zdają się prowadzić czytelnika (mnie) do arysty, który wybrał wiekszą wolność, niż ta którą daje wyobraźnia

i cóż Ty mi tu mówisz o ocaleniu?:)
jesteś jak skała, poeto, nic cię nie pokona, a cóż dopiero ja. Jestem laik i amator - tak czytaj moje komentarze, zawsze jako subiektywne, tylko jako jeden wielu głosów i zaiste nie najważniejszy

dzięki za skupienie
pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Gosława Zwyczajowo próbujesz szokować, ale tu zatrzymał mnie raczej zgrzyt w obrazie niż ciężar tematu. Wersy: „kopy zielonki mdłym zapachem / wybiły komary” są po prostu niezgodne z rzeczywistością — na łąkach i torfowiskach komary mają się w najlepsze, a skutecznej metody ich odstraszania wciąż nie ma. Ten fragment rozszczelnia tekst. Pozdrawiam. 
    • @RadosławDziękuję, że tak uważasz :) @tie-breakAle ładna filiżanka. Notesiki się przydadzą, pomysły mi przychodzą przez zaśnięciem i jak sobie myślę, że zapamiętam, jurto zapiszę - niczego nie pamiętam. To chyba znaczy, że już spałam.  Potrafią mnie obudzić i muszę je zapisać, żeby było śmieszniej, zapisuję bez światła - co to są za gryzmoły, na ukos, do góry nogami, jedne na drugich :) Dziękuję już uszy nie bolą.  
    • Sołtysostwo wsi Wielka Lipa               chciało gościć z powiatu VIP-a,               VIP-a nie poznali,               bo sołtys chleb spalił               sołtysowej zaś rosół wykipiał.                                          Wielka Lipa - gm. Oborniki Śl.
    • @Tectosmith Wiersz budzi myśli, czy refleksje nie zawsze związane bezpośrednio z tekstem i każdy może mieć własne. Mnie, jako autora cieszą takowe i cenię i różnorodność.  Pozdrawiam. 
    • 24 czerwca 2023     Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.   Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.   Na SORze odzyskałam mowę.    - Fenibut - powiedziałam lekarzom.   Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.     Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.   Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą.    Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.   Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.   Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało.    Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...