Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jak można zatapiać coś w wargach? - może w ustach lepiej?
o pół procent zalane? - czarna duszo - powiedz to prościej

smak się na ogół czuje, więc może dać samo: "smak cyjanku" albo "czuję cyjanek"

dalej nie kumam - zgłupłam

puenta bardzo mi sie podoba

pozdr

Opublikowano

Usta mają smak cyjanku , kosztuje ich i umieram tak jak cała reszta NIECHCIANYCH ludzi ..... nie rozumiem tego bo przecież ..... kocha idzie z ust do ust...jest obustronne .
Czy to znaczy że nie ma kocham ?

Opublikowano

nie będę walczył - ale z tym smakiem to na tak i nie - myślę, że kiedy się zanurzy usta czy wargi - to nie myśli się czy czuje smak czy czuje cyjanek - stąd moja prośba - może Black Soul zmieniła byś na jakąś bardziej jednoznaczną stronę - taką odchodzącą stronę
z ukłonikiem i pozdrówką MN

Opublikowano

Nie tylko milkna n ustach, ale wargi zamierają, wię można i na nich zatapiać, zwlaszcza myśli
w ół kroku do słów i to mi nawet pasi, jet to nowe i wyraziste....

Skoro podmiot maluje wargi cyjankiem dla obrony... itd

Ta myśl jest prawie tak owarta, że nie trzeba jej chyba tłumaczyć....

Ciekawe, jak coś samo obraca sie przeciwko nam...

chcieć być w izolacji i umierać w niej..... rozumiem, ale tak z oglądu....
Sam wolę być stoikiem....

Pozdrawiam...

Opublikowano

Przepraszam ale jeśli zmienie ten smak cyjanku to jakoś .... przestanie to brzmieć ... dlatego z bólem serca , zostaje :)
Pani kalino,zadałam pytanie odbiorcy ;)
Jaro ... pytania , pytania , pytania :) "jak coś samo obraca sie przeciwko nam" właśnie , jak ?Tak mocno kocham że nie rozumiem czemu umieram ... czy byłam jednym z wielu którzy nie zasłużyli na jej miłość ?? ?? ?? Czy może sama siebie okłamałam że jestem kimś więcej ... ?
Pozdrawiam :):):)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...