Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Siedziałem tam już od kilka miesięcy. Kiedy wypuścili mnie po raz pierwszy był ciepły maj, pełen zapachów kurzu wielkiego miasta i zapachów kwiatów, traw i całej zielonej społeczności. Od kuchni dmuchało miłym zapachem obiadu. Położyłem się na trawie i wdychałem jej aromat za którym tak bardzo tęskniłem. Słyszałem śpiew ptaków i lewitowałem w tym upojnym świecie. Nagle ktoś walnął mnie pałką w nerki. Zerwałem się na nogi które zaraz się pode mną ugięły. Wielki bydlak w mundurze strażnika z ironicznym uśmiechem patrzał się na mnie. Wysunąłem język i nim zamachałem. Ten wielki prawie bez zamachu walnął pałą w moją głowę. Skuliłem się szybko i pała przeleciała tuż obok, że niemal czułem jej dotyk. Zrobiłem ciałem ruch do tyłu i z całej siły walnąłem głową w zdziwione oczy strażnika. Zaraz upadł na plecy. Kolana ugięły się pod nim jakby wpadł w jakąś dziurę. Na nogach miałem wielkie drewniaki. Podskoczyłem do góry i rąbnąłem całym ciężarem na jego twarz. Upadłem. Kiedy się podniosłem zobaczyłem, że w naszym kierunku biegnie kilku strażników. Nie miałem możliwości ucieczki. Cały park ogrodzony był siatka i drutem kolczastym dostatecznie wysokim by zapomnieć o jego pokonaniu. Pomyślałem, że z nimi powalczę. Pierwszy dobiegł taki łysy z kwadratową mordą. Kiedy był kilka kroków ode mnie stanął. Ale ja nie czekałem. Skoczyłem do niego i walnąłem go sierpem z prawej ręki bitym z całego ciała. Zrobił parę kroków do tyłu na ugiętych nogach i upadł. Zanim się spostrzegłem inny strażnik którego już tu kiedyś widziałem wymierzył do mnie z paralizatora elektrycznego. Upadłem a ci co nadbiegli walili mnie leżącego pałami. Dopiero po chwili wróciło mi czucie w rękach i nimi zasłoniłem twarz. Wiedziałem, że mnie kopią ciężkimi butami po brzuchu i plecach. Traciłem i odzyskiwałem przytomność. Wreszcie straciłem ją zupełnie. Obudziłem się w gabinecie zabiegowym Leżałem na leżance. Otwierałem tylko prawe oko, lewe było jakby czymś zasłonięte. Tym zdrowym okiem zobaczyłem starego profesora. Ordynatora szpitala. Coś do mnie mówił ale jego słowa brzmiały tylko szumem strumyka. Próbowałem unieść rękę i dotknąć swojej twarzy. Czyjaś ręka mi na to nie pozwoliła. Spojrzałem w okno, na dworze było już zupełnie ciemno. Zabrali mnie cywilną karetką do szpitala. Pojechaliśmy prosto na salę operacyjną. Byłem już w życiu wiele razy pobity ale teraz wszystko było dziwne. Nie widziałem na jedno oko, nie rozróżniałem dźwięków cały czułem się tak jakbym nie był sobą. Jeszcze widziałem ludzi w maskach chirurgicznych i zaraz znowu zapadłem w sen. Kiedy doszedłem do świadomości leżałem na zwyczajnym, białym łóżku szpitalnym a za nie zakratowanym oknem był słoneczny dzień. Ruszałem rękami i stopami żeby uwolnić się od przykrej myśli, że cos mi zrobili złego z kręgosłupem. Wszystko było dobrze. Przechyliłem się na bok żeby zobaczyć więcej. Obok było puste łóżko a drzwi na korytarz były całkowicie otwarte. Nie było strażników a z korytarza dobiegały zwykłe szpitalne dźwięki. Pomalutku siadłem na brzegu łóżka. Wszystko szło dobrze. Byłem w niebiesko białej szpitalnej pidżamie. Wstałem i zwyczajnie wyszedłem na korytarz. Mogłem iść w prawo lub w lewo. Wybrałem prawą stronę i poczłapałem korytarzem. Po kilkunastu metrach zobaczyłem schody. Zlazłem dwa piętra i zmierzałem do wyjścia. Kiedy byłem tuż przed szklanymi drzwiami zobaczyłem profesora z psychiatryka i szefa strażników z bukietem w łapie. Nie zdążyłem uciec bo profesor mnie dostrzegł. Swoim barytonem zahuczał mi w twarz pytanie dokąd idę . Odpaliłem, że idę do jego szpitala bo tam jest moje miejsce. Odpowiedział, że to już wykluczone i że niema takiej potrzeby. Poprosił byśmy usiedli. Szef strażników z przymilnym uśmiechem wsadził mi w rękę bukiet czerwonych róż. Profesor powiedział, że to było nieporozumienie za które on mnie przeprasza. Do szpitala psychiatrycznego też już nie wrócę bo on wystawił mi już opinię, że nie byłem w pełni władz umysłowych kiedy udusiłem tego hurtownika. Jeszcze się tylko upewnił, że nie mam pretensji do nikogo i tak szybko jak się pojawili tak szybko zniknęli. A więc byłem wolny. Wyszedłem na ulicę i szedłem w stronę stacji PKP. Ludzie ustępowali mi z drogi a w ich twarzach było przerażenie. W oknie jednego sklepu było lustro. Nie poznałem się. Głowę miałem obandażowaną, jedno oko z sińcem na pół twarzy, szwy na górnej wardze i na całym łuku brwiowym lewego oka. Rozwinąłem bandaż. Lewe ucho było chyba całe przyszyte a na głowie była kilkunastocentymetrowa szrama, cała w jednym strupie. Po drugiej stronie ulicy zobaczyłem ciucholand. Wszedłem, założyłem jakieś dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem. Zamiast szpitalnych kapci miałem teraz na nogach znoszone pepegi. Przeszedłem obok kasy jak gdyby nigdy nic i znowuż byłem na ulicy. Tylko za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć gdzie miałem iść. Ostatecznie wylądowałem w cichym przytułku parafialnym. Nikt mnie tu nie szuka a może w ogóle już nikt mnie nie szuka. Chyba naprawdę jestem wolny.

Opublikowano

"Siedziałem tam już od kilka miesięcy. Kiedy wypuścili mnie po raz pierwszy..." - hmm nie łapię

"pełen zapachów kurzu wielkiego miasta i zapachów kwiatów, traw i całej zielonej społeczności. Od kuchni dmuchało miłym zapachem obiadu." za dużo tych zapachów

"Nagle ktoś walnął mnie pałką w nerki. zerwałem się na nogi które zaraz się pode mną ugięły." - jedno zdanie, czy dwa?

siatka - ą

"Zanim się spostrzegłem inny strażnik którego już tu kiedyś widziałem" - , którego

"Upadłem a ci co nadbiegli walili mnie leżącego pałami" - ,

"Wiedziałem, że mnie kopią ciężkimi butami po brzuchu i plecach." - kopią mnie. Wiedziales? Czuleś? Widziałeś?

"Tym zdrowym okiem zobaczyłem starego profesora. Ordynatora szpitala." - ??

Coś do mnie mówił ale jego słowa brzmiały tylko szumem strumyka. - , ale. cóż to za poetyckie porównianie?

okej, już nie mam siły na dokładne poprawianie.
Strasznie toporne, niemal każde zdanie zaczyna się czasownikiem, psuje efekt. Sam tekst jest kompletnie o niczym, opis bójki i szpitala nudny jak wykład z prawa międzynarodowego publicznego (;)) Zero akapitów dodatkowo zniechęca do czytania. Mam wrażenie, że piszesz z wielkim trudem, zdania są chaotycznie oddzielone znakami interpunkcyjnymi. Przeczytaj tekst na głos i zauważysz błędy.

minus

Opublikowano

Dzień dobry meliso!
Mam do ciebie pytanie: czy ty na tym forum dla początkujacych robisz za jakiegoś głupka ?
Mam głębokie przeświadczenie, że jesteś jakaś ułomna szczególnie w zakresie czytania i rozumienia tekstu. Nie jest wykluczone, że należysz do tej dramatycznie wielkiej części naszego społeczeństwa którą cechuje analfabetyzm rozumienia prostych tekstów. Mam tylko nadzieję, że chociaż wszyscy u ciebie w domu zdrowi.
Twój padalec.

Opublikowano

A to jest mi smutno. Czytałem twoje teksty i wiem, że tobie analfabetyzmu zarzucić nie można. Ale gdybyś przeanalizował zdania które melasa była uprzejma wyłuskać z mojego tekstu to czy znajdujesz w nich coś złego? Jeżeli tak to co? I jak byś je sam napisał. Poza tym jednym gdzie jest "z" z małej litery. To tyle. Dziekuje.

Opublikowano

Cześć geniuszu - Wita ciebie następny analfabeta. Nazywają mnie Don Cornellos. Spróbuję znaleźć w twoim cudownym utworze kilka niedoróbek. Oczywiście nie będą to jakieś straszliwe błędy, tylko takie fistaszki jakie trafiają się nawet największym.

1) "Siedziałem tam już od kilka miesięcy" - od kilku
2) "pełen zapachów kurzu wielkiego miasta i zapachów kwiatów" - dziwne są w tym tekście te zapachy kurzu, rozgraniczasz je?
3) "Od kuchni dmuchało miłym zapachem obiadu... wdychałem jej aromat" - wdychałeś
aromat kuchni, czy wdychałeś aromat tego obiadu? Zastanów się nad tym zdaniem. Będziesz analfabetą, jeżeli go nie poprawisz.
4) "Zerwałem się na nogi które zaraz się pode mną ugięły" - przecinek przed "które".
5) "Słyszałem śpiew ptaków" - z kontekstu wynika, że bohater raczej słuchał śpiewu.
6) "...z ironicznym uśmiechem patrzał się na mnie." - patrzył
7) "Wysunąłem język i nim zamachałem." - tym zdaniem zdradziłeś siebie, że chcesz byśmy uznali ciebie za geniusza.
8) "Ten wielki prawie bez zamachu walnął pałą w moją głowę. Skuliłem się szybko i pała przeleciała tuż obok, że niemal czułem jej dotyk" - zadanie godne geniusza, po prostu znajdź logiczny błąd. Podpowiem dla ułatwienia, że jedno zdanie przeczy drugiemu.
9) "że niemal czułem jej dotyk" - czy często zdarza się odczuwać dotyk pały? Odpowiedz.
10) "Na nogach miałem wielkie drewniaki" - niniejsze zdanie nic nie wnosi do tekstu, jest ni z gruchy ni pietruchy.
11) "Podskoczyłem do góry i rąbnąłem całym ciężarem na jego twarz." - może zwaliłem się, bo rąbiemy w coś lub coś.
12) "Cały park ogrodzony był siatka i drutem kolczastym dostatecznie wysokim by zapomnieć o jego pokonaniu." - "siatką". Poza tym zdanie jest dostatecznie pokraczne by zapomnieć o jego poważnym odczytaniu. Wyraziłem się jasno?
13) "Pomyślałem, że z nimi powalczę" - A o tym zdaniu już niemalże zapomniałem.
14) "Pierwszy dobiegł taki łysy z kwadratową mordą." - Moje dzieci, gdy opowiadają jakąś historię, już nie mówią "taki" kiedy chcą kogoś opisać. Wystarczyło, im przerywać, i prosić by narysowali tego kogoś, bo słowo "taki" nic nie mówi.
15) "Upadłem a ci co nadbiegli walili mnie leżącego pałami" - bohater z pewnością wolałby żeby dalej go pały dotykały, ale cóż zdany na kaprys pisarza widocznie nie miał prawa głosu.

Sorry przyjacielu, ale Ja jak ta Melisa wymiękam. No cóż pozostaje mi nadzieja, że jakiś inny forumowicz komentarz mój dalej pociągnie. Po prostu treści są zbyt głębokie i ja nienawykły do takich arcydzieł zbyt szybko się męczę. Pozdrawiam Ciebie, i tego który zechce moją pracę dokończyć :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



hahahahahaha
oh tak, mam problem z rozumieniem prostych tekstów, podobnie jak Ty z rozumieniem konstruktywnych komentarzy, ale czego można sie spodziewać, po kims, kto jest na forum od przedwczoraj.
Wszystkiemu winien Sanestis, do niego miej pretensje
Opublikowano

O, don - następny filozof marksistowski trzeciej klasy.
ad1. zgoda
ad2. owszem
ad3. kuchnia wydzielała zapach obiadu a ja ten zapach smakowałem zmysłem węchu
ad4.zgoda
ad5.zgoda
ad6.zgoda
ad7.jesteś idiotą
ad8.nie zgadzam się z tobą - domysł
ad9.nie zgadzam się z tobą
ad10.to nimi zrobiłem strażnikowi krzywdę


itd. Masz dziwną manierę poniżania innych. To fatalna maniera.

Opublikowano

A tak prywatnie powiem Tobie, że nie mam tej maniery, choć zdaję sobie sprawę, że tak to wygląda. W moim zakładzie pracy staram się na ile mogę tak samo traktować zarówno prezesa jak i pracownika fizycznego. Z równym szacunkiem odnosić się do pracownika starszego ode mnie, jak i dużo młodszego. Natomiast dla nikogo kto mnie zna nie jest tajemnicą, że wkurwiają mnie ludzie bez cienia pokory oraz tacy, którzy nie potrafią bądź to przyznać się do błędu, bądź też przyznać się, że czegoś nie rozumieją. Tacy, którzy nie umieją ani poprosić o coś ani przeprosić za coś. Wkurwiają mnie ci, którzy zadzierają nosa i tacy mają u mnie, zwyczajnie, przechlapane.
Jeżeli któryś z moich komentarzy na tym forum jest kąśliwy, to z pewnością z jednego z powyższych powodów. Jeżeli ktoś nie gra ze mną szczerze, ma wtedy we mnie wroga, to wszystko.

Pozdrawiam, a ze zwykłej ludzkiej życzliwości radzę ci, nie wyzywać ludzi od głupków, bo w ten sposób sam tworzysz swój wizerunek jako zadzierającego nosa gówniarza. z kolei jeśli chodzi o twój tekst, no to chłopie po prostu wymaga on jeszcze wiele intelektualnego nakładu pracy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tak. Jestem winien. Kto pierwszy rzuci kamieniem?
Z tego miejsca chciałbym podziękować melisie i Don Cornellosowi za konstruktywne komentarze.


winien, że mnie sprowokował do komentowania
i jeszcze zostałam nazwana analfabetką, no sory...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




dużo tu poprawiać, ale skoro nalegasz mam chwile

...pomijając treść, najpierw technicznie ( chociaż dla mnie istotne znaczenie ma wszystko inne.. ( nie jestem panem od polskiego) ... zaznaczam moim zdaniem....

1)Siedziałem tam już od kilka miesięcy. Kiedy wypuścili mnie po raz pierwszy był ciepły maj, pełen zapachów kurzu wielkiego miasta i zapachów kwiatów, traw i całej zielonej społeczności.

podejrzewam, wbrew tym wszystkim czepialskim osobom, którzy wyłapują takie drobnostki, żeby się pastwić nad kimś..., że to zwykłe przeoczenie, allbo chciałeś napisać : siedziałem tam kilka miesięcy i dodałeś z rozpędu, od..albo napisałeś od kilka i jest to dla mnei zwykła literówka, chochlik, z prędkości pisania, więc pomijam... Zdanie jest fajne, chciałbym tylko wiedzieć co to jest zielona społeczność? zapachy kurzu nei są wcale dziwne...kurz jest fajny i jego zapach również, więc tamten komentarz olej.

2)Od kuchni dmuchało miłym zapachem obiadu. - dmuchać to raczej może wiatr, to jakas taka czynność mechaniczna, dmuchanie, wywoływanie sztucznego powietrza, raczej czuć było zapach obiadu, lub w powietrzu roznosił się zapach, i zgodze sie z kimś tam, że za dużo tych zapachów, to zdanie jest niepotrzebne. skreśliłbym je. Od nowego akapitu leży na trawie i akcja...

patrzał - patrzył to poważny błąd.


Słyszałem śpiew ptaków i lewitowałem w tym upojnym świecie (ok). Teraz twój opis jest niejasny. Podnieciłeś się za bardzo.

Nagle ktoś walnął mnie pałką w nerki. Zerwałem się na nogi które zaraz się pode mną ugięły. -

Nagle ktoś, walnął mnie pałką w nerki. Zerwałem się na nogi....

teraz tu powinieneś wyjasnic pewną rzecz. Piszesz KTOŚ a za chwilę on jest strażnikiem, więc prosi się o zdanie wyjaśniające: zerwałem się na nogi i zobaczyłem silnego mężczyznę w mundurze. Patrzył na mnie z pogardą. POkazałem mu soj długi jęzor, a on bez namysłu zamachnął się ponownie. Wyczułem go. Zrobiłem unik i pałka przeleciała tuż obok mojej głowy.
Mało brakowało. - tak bym to napisał. teraz dalej.... Teraz przyszła kolej na mnie. Wykorzystując moment nieuwagi strażnika, uderzyłem go z całej siły i rzuciłem się do ucieczki. Szanse nikłe - teren ogrodzony wysoką siatką itd itd...nie chce mi się poprawiac, bo tu prawie kazde zdanie trzeba zmienić. bo są albo niejasne albo niegramatyczne, albo sie cos powtarza koląc w oczy ...nie mam na to czasu... mam za to smutne wrażenie, że nie do końca potrafisz jeszcze nazywać pewne czynności, zjawiska, działania, nie mówiąc już o emocjach, a to niezbędne żeby móc pisać... Jedynym profesorem jest obserwacja i lektura nie tylko literatury pieknej, ale i psychologiczno naukowej itd, to się chyab nazywa erudycja...

A co do treści, to ja tego nie rozumiem. Napisales o tym jak facet dostał w morde, zawiezli go do szpitala, potem trafił do domu parafialnego i dzieki temu poczuł się wolny. Nie rozumiem tego mimo najszczerszych starań...
Opublikowano

Tak sobie myślałem nad całą sprawą związaną z moim opowiadankiem. I mam pewne przemyślenia. Pisałem je jakieś 15 minut. A tutaj rozpetała się burza w którą zaangażowali się jacyś dziwni ludzie.
Zgadzam sie bez zastrzeżeń z błędami literowymi i interpunkcyjnymi.
Absolutnie nie zgadzam się z Waszymi uwagami na temat tekstu. Tzn. uwagi tego typu, że tekst jest o niczym i jakiś banalny albo, że z kuchni nie mogło dmuchać itd. maja wymiar żałosny. Nie ma takiej powieści na świecie której nie dało by się określić, że jest o niczym.
Nie przyjmuję wiec Waszych uwag za trafne.
Zadałem sobie pytanie kim Wy jesteście.
Stanowicie tutaj na tym forum towarzystwo wzajemnej adoracji a to nigdy nie skutkuje wyższym poziomem dyskusji lecz dramatycznie ją obniża. To taka szczegolna forma prostytucji umyslowej.
Zastanowilem sie wiec kim Wy jestescie.
melisa- jest zapewne przedszkolanka i mocno tkwi w nieudanym zwiazku malzenskim w ktorym jest regularnie bita,
don- to robotnik obslugujacy wozek akumulatorowy - brzmia zabawnie twoje opowiesci o tym, ze jednakowo traktujesz i robotnika i prezesa, gdyby bylo inaczej robotnik by ci nalal po pysku a prezes by cie wywalil na zbity pysk,
sanestis- jest ksiedzem w profincjonalnym kosciolku,
piotr- ma 45 lat, jest nieudacznikiem zyciowym i do dzisiaj korzysta z pieniazkow mamusi,

I to chyba juz wszysto.
Przepraszam ale spieprzyla mi sie klawiatura i stad dziwne moje pisanie.
Wesolych Swiat - Alleluja - padalec

Opublikowano

żałosny to jest zasób słów, którymi się posługujesz pisząc, żałosny jest twój pomysł na opowiadanie, żałosne są twoje opisy i żałosny jest brak jakichkolwiek filozoficznych przemyśleń...podsumowując jesteś po prostu tępakiem...

zadałeś sobie pytanie kim są ci ludzie?...nie wiem kim są...ale ja ci ułatwię jeśli chodzi o moją osobę...nie mam 45 lat, mam połowę mniej, owszem jestem nieudacznikiem życiowym, bo zamiast zbijać kasę w zachodniej korporacji, zajmuję się poprawianiem takich grafomanów jak ty, a moja matka juz dawno nie żyje, więc się od niej odpierdol...

i jeszcze jedno, najpierw chcesz zeby ludzie to czytali, a potem masz pretensje ...wyślij to gdziekolwiek indziej, do zwykłej gazety nawet, bo w piśmie literackim, zapewne ci odrzucą, i nie zawracaj głowy. Porządnym ludziom. Wyraziłem się jasno pada lcu?

p.s skutek wyższego poziomu dyskusji... hahahaha, człowieku, jak ty chcesz dyskutować merytorycznie nad poziomem literackim tekstów, skoro nie potrafisz napisać wyrazistego opisu bójki, i według ciebie zapach obiadu DMUCHA z kuchni. Radzę DMUCHAĆ na zimne, uczyć się i więcej czytać...

Opublikowano

1) W komentarzu napisałeś: "Pisałem je jakieś 15 minut." - Właśnie takie odniosłem wrażenie, i dlatego jest nic nie warte. Jak już pisałem wcześniej pisanie wymaga dużego nakładu pracy. Przez 15 minut natchnienia możesz napisać jedynie szkic, i tak potraktuj powyższy swój tekst.
Gdybym ci powiedział ile godzin spędziłem na pierwszą częścią Dziennika Nieco Rubasznego prawdopodobnie nie uwierzyłbyś. Napewno było to kilkaset godzin. A zważywszy na treść krytyki z jaką opowiadanie spotkało się tutaj na forum, zdaję sobie sprawę, że wymaga ono ode mnie jeszcze sporo pracy. Nie słyszałeś powiedzenia wielkich artystów, że talent w tworzeniu dzieła ma zaledwie pięcioprocentowy udział?

2) W komentarzu napisałeś: "Absolutnie nie zgadzam się z Waszymi uwagami na temat tekstu. Tzn. ... że z kuchni nie mogło dmuchać" - Hm. na swój sposób zgadzam się z Tobą. To autor kreuje świat. W jego książkach mogą dziać się najbardziej nieprawdopodobne historie. Cały pic polega na tym, by posiadać umiejętność tworzenia takiego świata, w który uwierzyliby czytelnicy. Takie kreowanie literackiego świata jest podobne trochę do cyrkowej magii, gdzie magik na oczach widowni potrafi skutecznie zasugerować np. zniknięcie człowieka.

3) W komentarzu napisałeś: "Stanowicie tutaj na tym forum towarzystwo wzajemnej adoracji a to nigdy nie skutkuje wyższym poziomem dyskusji lecz dramatycznie ją obniża"
Pierwszym lepszym przykładem, który odpiera twój zarzut wzajemnej adoracji są komentarze Piotra Rutkowskiego i moje pod naszymi ostatnimi tekstami. Mimo, iż Piotr wyraził się pochlebnie na temat mojego ostatniego tekstu, ja nie omieszkałem wytknąć w jego tekście, tego co moim zdaniem stanowiło o jego słabości.
Ponadto, uważasz (i słusznie), że towarzystwo wzajemnej adoracji nie sprzyja wyższemu poziomowi dyskusji. Jak sam zauważyłeś Ty z pewnością do takiego towarzystwa nie należysz. A więc idąc tokiem twojego rozumowania, pod swoim powyższym tekstem masz prawo oczekiwać właśnie wyższego poziomu dyskusji. I tak traktuj nasze komentarze, przynajmniej tak, moim zdaniem, powinieneś.

4) A propos kim jest każdy z nas. Z uwagi na to, że na forum jestem od jakiegoś czasu, wiem mniej więcej kim jest Piotr. Pozostałych forumowiczów nie znam. Jeśli chodzi o moją osobę, to nie jeżdzę na wózku akumulatorowym w moim zakładzie. Czasami sytuacja wymaga abym usiadł obok kierowcy takiego wózka, ale zazwyczaj nie siadam bo cholernie nie lubię kiedy wózek trzęsie się jadąc po trelinkach. Mam w pracy rower, więc korzystam z niego. A zawodowo zajmuję się badaniami nieniszczącymi. Moją domeną są badania złączy spawanych metodą radiograficzną (RTG), ultradźwiękową i jeszcze dwoma innymi metodami.

5) Również życzę wesołych świąt

Opublikowano

Coś ci się rutkoski popieprzyło w twojej chorej głowie - nie musisz mnie poprawiasz, sam się wpierdalasz w moje okolice a potem biadolisz, że ci złamałem dumne mniemanie o sobie. Sam piszesz głupoty / może ciut lepsze od innych/ ale i tak to śmietnik literatury. Taki jak ty nieudacznik mógłby się do cholery czymś zająć zacznij chociaż od stróżowania ale zacznij. Mój Boże, durniem rutkowski jesteś.
alleluja,alleluja rutkowski się na namiastce ch... buja.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ani z Piotrem Rutkowskim, ani Don Cornellosem ani z melisą nie stanowimy żadnego twa, a świadczą o tym choćby takie fakty jak to, że wspomniani autorzy dają z reguły konstruktywne komentarze, zdarzyło się że wielokrotnie bez oszczedzania siebie wytykaliśmy sobie najmniejszy błąd, dochodziło czasami nawet do kłótni, ale są to ludzie na tyle inteligentni, że potrafią przyjąć krytykę. Ty masz z tym kłopot. Może zamiast obrażać innych zajmiesz się w końcu swoim tekstem i go poprawisz, a przestaniesz bredzić jak człowiek w malignie. Zostałeś przyciśnięty do ściany i zaczynasz się rzucać jak padalec. Synek, nie masz już argumentów, więc obrażasz innych. Zapewniam Cię, że na innych forach nie zostawiliby na Tobie suchej nitki. Proponuję Ci, abyś skończył wycieczki osobiste i zaprzestał podwórkowych pyskówek i wziął się za pisanie.
Opublikowano

Witam szanownych forumowiczów!
oto odezwał się spiżowym głosem jak tuba tego forum niejaki sanestis coś tam. Powiedział coś na kształt mowy mojżesza na górze synaj tylko w odwrotnej kolejności, że tak się wyraże, a więc pobredził i zniknął. A ja myslałem do tej pory, że wy dwaj z radiologiem metalowym donem jesteście tylko takimi jaj....... melisy. Przyznaje,że się myliłem ale głowę oddam, że melisa to stary zgrzędliwy chłop. Zresztą pieprzyć tą całą melise.
Sanestis, och mój biedny saneticie/?/. Nic ci nie powiem bo co można powiedzieć mojżeszowi gadającemu na górze synaj ale w odwrotnej kolejności. Zjeżdżaj mojżesz czy jakoś tak.

Jeszcze mam świąteczne dowcipy dla rutkowskiego / przeprasza, że poprzednio zmyliłem nazwisko/, a mianowicie:
uderz w stół a rutkowski się odezwie!
to forum mogłoby nie istnieć ale rutkowski kazał je otworzyć!
co jest szybsze światło czy concord? oczywiście, że rutkowski!
Widzisz gościu, sławny jesteś.

Do miłego ashera napiszę póżniej.

Padalec.

Opublikowano

asher
Dziękuję za rozsądne słowa. Jezeli jesteś może dziewczyną to daj sie zaprosić na Sylwestra.
Chętni cię posłucham ale niech mnie "tamci" nie zaczepiają.
padalec.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Z pamiętnika bezdomnego             Posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny, niepełnosprawny - niesłyszący, jednak: myślący, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: główna przyczyna Jego dramatycznego losu leży w chorym systemie państwowym - Archiwum Akt Nowych (różne grupy wpływu - towarzystwa wzajemnej adoracji), wcześniej: jako legalny pracownik Zakładu Pracy Chronionej - funkcjonował On normalnie, potem: przez głęboko zakonspirowanego tchórza z jakże rudą brodą (teraz - białą) - stracił On kolegów, znajomych i przyjaciół, wtedy zorganizował sobie intelektualne życie w domowym zaciszu - zrównoważone, stabilne i opanowane, rozwijał osobiste zainteresowania - poezję, filozofię, aforyzmy, krytykę i recenzje, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: pokonał On państwo, została wtedy uruchomiona intryga - szyta grubymi nićmi przez miasto stołeczne Warszawę, ona: prezydentka - była pracownica angielskiego banku - użyła swoich wpływów w Ministerstwie Finansów, Związku Banków Polskich i Ministerstwie Sprawiedliwości - narzędziem była administracja spółdzielcza, opieka społeczna i służby specjalne, miał On być pożyczkowym słupem - zlikwidowanym, adwokatka na Centralnej dostała polecenie z góry: Jego dokumenty należy wrzucić do niszczarki, a Jego samego należy wyrzucić na Dworzec Centralny - dożywotne odszkodowanie za utratę słuchu należy przelać na tajne konto Alior Banku (posiadam formalne dowody), była to próba ukradzenia Jego tożsamości z PESEL-em, niestety: On zawsze uprzedza fakty, które dopiero mają nastąpić, jest On zapobiegliwy - przewidujący, przekorny i przenikliwy, nadal żyje, posiwiał (36 lat) - napisał już testament, On doskonale wie, że nie wygra z nimi: walczy na miarę swoich możliwości, On nie odczuwa jakiegokolwiek strachu - gardzi nimi, On nigdy w życiu nie pęknie - posiada rogatą duszę, tak więc: związek przyczynowo-skutkowy wygląda w sposób następujący, jakby inaczej: kościół, rodzina, archiwum, samorząd, komornik, policja, opieka, skarbówka i lichwa - bankierzy, posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny...           Co mam jeszcze zrobić? Pracować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wziąć ślub kościelny? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznać bezprawny wyrok sądu najwyższego? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wszystkich naokoło słuchać i przepraszać i szanować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Codziennie kupować kobietom kwiaty? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Udawać osobę słyszącą? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznawać wszystkim rację? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Kochać wielkie pieniądze? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Mam zrobić prawo jazdy? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Zrezygnować z własnych poglądów życiowych - doświadczenia? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Milczeć? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznawać wyższość głupoty nad mądrością? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem cwanym złodziejem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem osobą karaną? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem lekomanem i alkoholikiem i narkomanem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że mam długi finansowe? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem chory psychicznie? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem ojcem nieznanego mi dziecka? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem odpowiedzialny za tą Kurwę - Polskę!!!? Potem: chodzić wesoły i zadowolony i miły!!!? Jak najbardziej porządku - zgoda, pamiętajcie: robiąc coś wbrew własnej woli - jestem wtedy smutny i zrezygnowany i obojętny, moje ciało i umysł i dusza odrzuci tzw: narodową integrację społeczną, tak po prostu reaguje mój organizm - instynkt, więc: zgoda!!!?           Oto ten to: wielki Szymon Maler lub Miler, to tak zwany: opiekun, wychowawca i taki jaki - ważniak, a jego zewnętrzny wygląd: głowa - paskudnie podgolony mop, ciemne okulary - kokaina niszczy wzrok, kuleje - strzykawki, zęby - żółtawe i broda - żydowski krasnal, psikutas na krótkiej smyczy psów i jak mówi, to: wydziela gówno i pluje śliną - miałem odruchy wymiotowania, matkojebca - lubi poniżać takich jak ja, śmieć - jego ciuchy służą mu za maskę ochronną, ukrywa podziurawione ciało od narkotyzowania własnego życia, teraz: z bagna awansował i wszyscy muszą słuchać jego bełkotliwego wycia - obrzydliwej gęby.           Wczoraj padał obfity deszcz, podwórko schroniska zostało zalane do głębokości kostki stopowej, a za bramą kompletne bagno, on do mnie wrzaskiem:   - Śmiecie z kuchni do śmietnika lub natychmiastowa wyprowadzka!             Wybrałem to drugie, nie będzie moralny śmieć łamał mi moralnego kręgosłupa - gnoił i poniżał i gnębił i jeszcze ty, panie Sławku, kucharczyku - z takimi wielkimi oczami jak zboczeniec: lubisz temu śmieciowi obciągać, przecież: już dwa razy mnie bezpodstawnie zakapowałeś, a za pana Romana siedziałeś cicho na tchórzliwej dupie, bo on był po mojej stronie? I co mi zrobicie, obywatele trzeciego świata, złożycie pozew do najwyższego sądu rzeczypospolitej o obrazę godności osobistej? Najpierw: czy w ogóle ją macie - wartość i godność i wolność? Wy!?           Kim tak naprawdę jestem - ja? Byłym pracownikiem Archiwum Akt Nowych - miałem tutaj kontakt z Krzysztofem Naimskim, a w tym czasie jego ojciec był członkiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Lechu Kaczyńskim, mogłem powyższą znajomość wykorzystać w osobistych celach życiowych, jednak: nie zrobiłem tego - nie akceptuję rodzinnego nepotyzmu na każdym szczeblu władzy państwowej, samorządowej i kościelnej, ukończyłem również kurs archiwalno-kancelaryjny pierwszego stopnia z dobrą oceną, więc: posiadam upoważnienie do wglądu niejawnych dokumentów państwowych, samorządowych i kościelnych - duplikat, oryginał został mi ukradziony, tak: obowiązuje mnie do końca życia tajemnica służbowa nawet jako osobę prywatną, dalej: każdy zainteresowany może sprawdzić dostępny życiorys Piotra Naimskiego, jasne: mam zamiar wysłać podanie o pracę finansową do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego po otrzymaniu należnego lokalu, teraz już wiecie, jestem mocno odporny na każdą intrygę miłosną, werbunkową i hakową. Kim tak naprawdę jestem - ja? Osobą aktualnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą...           Prowokatorzy polityczni posiadają parasol - ochronny, ludziom myślącym wmawiają - paranoję, tak: nie przyjmują merytorycznych argumentów, jęczą: tobie nic nie można powiedzieć, przeciwnie, powiedzieć - można, jednak: wpłynąć na mnie - nie można, inaczej: przejąć nade mną kontrolę w celu kształtowania mi osobistego życia, dalej: wmawiać mi różne pierdoły - nie można, ostrzeżenie: pierwsze poczucie winy i psychologia wstydu i drugie poczucie winy - jest charakterystyczne dla każdej monoteistycznej sekty: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu - nie można mnie zwerbować, ogłupić i nawrócić.           A oto ofiara terroru politycznego - cielesnego i umysłowego i duchowego - niewiarygodnie wtórnych analfabetów: biurokratów, a tak poważnie - oni: cały czas stosują wobec mnie przemoc psychiczną (nękanie, plotkowanie, znęcanie, wyśmiewanie i okłamywanie, także: ciągłe odwlekanie mojej sprawy - odkładanie formalnych dokumentów na archiwalną półkę urzędniczą, również: robienie nieprzyjemnych złośliwości), więc: co ma robić w tej sytuacji zdrowy, silny i mądry człowiek? Po prostu nic - zaczyna pić, a oni: patrzcie, oto to ten pijak... Tak, ostatnio jestem pijakiem, a jakie ma wyjście motyl wśród stada much, które lecą do każdego gówna?           I dostałem niezły spadek: moja ukochana babcia w testamencie przekazała mi ponad milion polskich złotych, potem: zrobiłem dobry interes - kupiłem cztery mieszkania w największym mieście polskim, płacę comiesięczny czynsz: pięćset polskich złotych za sześćdziesiąt metrów kwadratowych, moja mamusia jest komornikiem, mój tatuś jest radcą, mój wujek jest policjantem i dodam jeszcze dziadka - jest on sędzią, ładnie poprosiłem ukochaną rodzinę o dobrowolną pomoc wolnorynkową - mieszkaniową, kochani: potrzebuję dziesięciu ludzi bezdomnych, aby wynajmować im moje drogie lokale - czterdzieści metrów kwadratowych za tysiąc polskich złotych, pięćdziesiąt metrów kwadratowych za tysiąc pięćset polskich złotych i sześćdziesiąt metrów kwadratowych za dwa tysiące polskich złotych, więc: pomożecie? Tak, synku, pomożemy - powyrzucamy niewinnych obywateli: nieźle będziesz zarabiał...           W dzisiejszych czasach człowiek jest bezwzględnie wykorzystywany jako zniewolony przedmiot gospodarczy: jego ciało służy firmom ubraniowym i kosmetycznym i tatuażowym, jego umysł służy firmom reklamowym i propagandowym i muzycznym, jego dusza służy firmom sekciarskim i dogmatycznym i religijnym i to wszystko jest jego - tak mu wmawiają: to twój wybór, więc: chowajcie zarobione pieniądze do bardzo głębokiej kieszeni, a najlepiej nie pracujcie na ich konto, tak: aktualnie jestem bez złamanego grosza, niestety: póki nie otrzymam lokalu - fundamentu i dachu i bezpieczeństwa - nie będę pracował: prędzej wybiorę śmierć, inaczej: duma czy głód - prawda czy fałsz?           A jak mi zawieszą dożywotnie odszkodowanie za utratę zdrowego słuchu, to: powinni mieć pełną świadomość - decyzja będzie nieodwracalna, inaczej: nie będę już chciał tych pieniędzy razem z należnym lokalem socjalnym - piętnaście metrów kwadratowych za dwieście złotych miesięcznie, a jeszcze tym bardziej - nie będę pracował, dalej: jeśli ktokolwiek będzie sobie wypłacał moje dożywotnie odszkodowanie, także: głodową łaskę podatników - będzie doskonale wiedział, że jest najgorszego miotu skurwysynem - złodziejem, słowem: okradł osobę niesłyszącą i bezdomną i osamotnioną, tak: mentalnie jest po prostu głęboko zakonspirowanym tchórzem - ludziom bogatym włazi w niemiłosiernie brudną dupę, natomiast - biednych: okrada, jasne - ja: będę miał czyste sumienie jak święta łza duszy, oczywiście: ich będzie gryzło i śmierdziało i gniło - po pewnym czasie będą wyjątkowo mocno agresywni - na siłę będą szukać winnego: ofiary - mnie, niestety: będzie - za późno, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać tysiąc trzysta złotych na utrzymanie osoby bezdomnej - silnej i zdrowej i mądrej, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać pięćset złotych na wynajęcie jakiegoś pokoju na wolnym rynku mieszkaniowym, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać na opłaty cudzego gospodarstwa - gaz i wodę i prąd, wiem: nie będę pracował jako osoba bezdomna - całkowicie bezprawnie wyrzucona, zapewniam: mogą mi odebrać powyżej wymienione pieniądze bez żadnej podstawy prawnej - będą używać argumentu: pan nigdzie nie mieszka, moich: merytorycznych dowodów opartych na formalnych dokumentach urzędowych - nie będą przyjmować i najprawdopodobniej taki będzie rozwój mojej życiowej sytuacji - same fakty mówią za siebie, świadczą - na całkowitą moją korzyść i po tym co przeżyję - naprawdę będę chciał powrotu do poprzedniego stylu życia - bytu?           Proszę pamiętać, że istnieje instytucja obrony koniecznej: artykuł prawny zezwalający obywatelom używać samoobrony fizycznej i werbalnej i psychicznej w celu ratowania osobistego życia, więc: mam święte prawo odpierać ataki, jeden: używając argumentów logicznych i dwa: używając argumentów filozoficznych i trzy: używając argumentów poetyckich i cztery: używając argumentów merytorycznych i pięć: używając argumentów prawnych i sześć: używając argumentów konstytucyjnych i siedem: używając argumentów psychicznych i osiem: używając argumentów duchowych i dziewięć: używając argumentów werbalnych i dziesięć: używając argumentów erotycznych, dalej: na samym końcu - fizycznych, włącznie: pozbawiając agresora życia, pytanie: czy nieczuły psychopata i żywy trup i niedojrzały emocjonalnie dwunożny ssak agresywny jest ze swojej natury człowiekiem?           Po pierwsze: jestem osobą samodzielną, po drugie: jestem osobą świadomą i po trzecie: moja bezdomność jest całkowicie nielegalna, której pod każdym względem nie akceptuję - zostałem bezprawnie wyrzucony: sąd rejonowy dla Warszawy Mokotowa (sędzia Agata Puż, ona: ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu - ledwo otrzymała trójkę) - wydał wyrok solidarnie i zastosował zbiorową odpowiedzialność karną, więc: nie uznaję bezprawnego wyroku, czekam tylko i wyłącznie na umowę o najem lokalu socjalnego, wtedy: formalnie przestanę być osobą bezdomną, również: znajdę pracę zarobkową na skromne pół etatu - legalnie, dalej: jak można osobę samodzielną i nielegalnie bezdomną pod pozorem propozycji udzielenia pomocy zmuszać do wzięcia udziału w tak zwanej resocjalizacji - pomagać jej wyjść z tak zwanej bezdomności i uczyć jej tak zwanej samodzielności, przecież: pod tą maską jest coś innego, dokładnie: kontrola - życia osobistego: intelektualnego i seksualnego i materialnego, oczywiście: otrzymane pismo biurokratyczne wylądowało w urzędowym koszu - moja czarna teczka nie będzie już zbierała jakichkolwiek śmieci.           Aktualnie panującą ustawa zasadnicza - Konstytucja: jak najbardziej jasno mówi w kilkudziesięciu artykułach prawnych, dokładnie: osobom niepełnosprawnym przysługuje lokum socjalne (piętnaście metrów kwadratowych) i zasiłek pielęgnacyjny (głodowa łaska podatników) i renta socjalna (dożywotnie odszkodowanie finansowe za utratę zdrowego słuchu z winy państwowego szpitala), dalej: uczciwie pracowałem zarobkowo w Zakładzie Pracy Chronionej i Archiwum Akt Nowych i Narodowym Klubie Libertyńskim, zapewniam: rzetelnie oddawałem podatki na utrzymanie biurokratów systemowych - płaciłem miesięczny czynsz i posiadałem miejską kartę komunikacyjną i robiłem miesięczne zakupy, słowem: byłem jak najbardziej samowystarczalny - posiadałem skromny byt życiowy, tak: posiadam niezłą emeryturę na stare lata, dekada mojej pracy: kolekcja niezłych książek i banknotów i monet, także: filmów, muszę jeszcze dodać - twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, niestety: wszystko zostało mi bezprawnie zniszczone - ukradzione, sam - zostałem bezczelnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową: całkowitą odpowiedzialność ponoszą za moje Osobiste Życie trzy instytucje - Rodzina i Administracja i Temida, oni - odmawiają mi jakiejkolwiek obowiązkowej pomocy, gorzej: kradną formalne dowody świadczące na moją czystą korzyść, oczywiście: jestem osobą bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie i jako ofiara powyższych instytucji - uczciwie pracowałem społecznie, wymieniam: Schronisko Betania i Towarzystwo Pomocy Świętego Brata Alberta i Otwarte Drzwi - Dom Rotacyjny i Stowarzyszenie Monar - Markot i Państwowa Noclegownia Skaryszewska - wyjątkowo piekielnie cierpiałem za obce mi winy i grzechy i błędy, zrozumcie: trzeba mi było pozwolić w styczniu tego roku wyjechać nad morze, potem: emigrować - mielibyście mnie już dawno z własnej: świętej i głupiej i pokornej - głowy, cóż: sami tego chcieliście - teraz będę ostrym kolcem w waszych zakłamanych sumieniach, zapamiętajcie: już nie ustąpię i nie będę pracował jako osoba bezdomna - wyrzucona całkowicie bezprawnie, a jeszcze tym bardziej - utrzymywał darmozjadów urzędowych i po raz kolejny zaczynał wszystko od samego początku i brał odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, bo: to wy, kurwa, to wy - zniszczyliście mi zrównoważone i opanowane i ustabilizowane Osobiste Życie, pewnie: Praktyka Błędnego Koła to wasz świat bytu - nudzący i śmiertelny i pusty, nie mój, dotarło!?           I nie uznaję bezprawnego wyroku sądu rejonowego dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, tak: wyrok został wydany solidarnie - zastosowano wobec mnie zbiorową odpowiedzialność karną, inaczej: uznając powyższy wyrok - musiałbym wziąć odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, jednocześnie: musiałbym uznać własną bezdomność, a tym samym: całkowicie świadomie zrezygnować z należnego lokalu socjalnego, słowem: temida złamała kilkanaście praw, artykułów i paragrafów, więc: to ona jest odpowiedzialna za taki stan rzeczy - nie jestem wielbłądem, to znaczy: nie będę udowadniał własnej niewinności, dodam: aktualnie obowiązującą ustawa zasadnicza zezwala mi być oskarżycielem z całkowicie wolnej stopy, oczywiście: dowody złamania prawa cały czas posiadam w mokotowskim urzędzie miejskim - Wiktorska.           Przypominam: zostałem bezprawnie wyrzucony - zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, wyrok został wydany - solidarnie: sędzia Agata Puż i komornik Olga Rogalska-Karakula i protokolant Aleksandra Zawadzka - Sąd Rejonowy Dla Warszawy Mokotowa na wniosek administracji spółdzielczej "Pod Kopcem" - nie znajdą państwo nigdzie danych osobowych powyższych władz publicznych ze spółdzielni mieszkaniowej, tak: człowiek posiadający czyste sumienie - nie ukrywa własnej tożsamości, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłysząca, jednak: myślącą - samodzielnie, nie posiadam jakiegokolwiek stałego miejsca zamieszkania - meldunku, jutro idę spełnić obowiązek patriotyczny - oddać głos wyborczy, nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało, wiem: nikt nie ma prawa odbierać mi jakichkolwiek praw publicznych, legalna ustawa zasadnicza - konstytucja: każdy ma prawo do pełnej wolności słowa i rozpowszechniania zdobytych informacji, jasne: będę nagrywał skład komisji wyborczej.           Składając formalnoprawny wniosek o odwołanie zaocznego wyroku - musiałbym uznać bezprawny wyrok, a tym samym: wziąć pełną odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, przypominam: warszawski sąd rejonowy nie udowodnił mi jakiejkolwiek winy, tak: zastosował zasadę zbiorowej odpowiedzialności karnej wobec mojej skromnej osoby - wyrok wydał solidarnie, złamał: kilkanaście artykułów ustawy zasadniczej i kilkanaście paragrafów kodeksu prawa karnego i kilkanaście punktów własnego regulaminu - warszawskiego sądu rejonowego, zignorował rzymską filozofię prawa: nullum crimen sine lege, przyjął - katolicką filozofię prawa: vox populi, dalej: jestem po trzech legalnych pracach - posiadam niezłą emeryturę na odległe stare lata, także: dożywotnie odszkodowanie za utratę słuchu z winy państwowego szpitala w postaci renty socjalnej, przeszedłem trzy pozytywne weryfikacje ze strony następujących podmiotów systemowych: administracyjnej komisji mieszkaniowej i zakładu ubezpieczeń społecznych i agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, natomiast: dwadzieścia pięć metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie, jasne: aktualnie panujący system bezkarnie odbiera mi konstytucyjne prawa obywatelskie, potem: świadomie blokuje mi drogę do obrony własnych praw - prowadzi grę na jedną stronę, tak po prostu działa ten system: towarzystwa wzajemnej adoracji - układy i znajomości i wpływy, niestety: wiosną wyjadę na bezpowrotną emigrację - sami tego chcecie, po pewnym czasie: żałujecie - jesteście kompletnie nienormalni: zadajecie ogromny ból niewinnemu człowiekowi, a za chwilę: płaczecie - tak ma wyglądać moje życie, które w rzeczywistości jest waszym życiem?           Najwyższe prawo zasadnicze - konstytucja: zabrania, aby osoby niepełnosprawne mieli na głowie problemy osób pełnosprawnych, jednocześnie: zabrania osobom pełnosprawnym wykorzystywanie osób niepełnosprawnych pod pozorem udzielenia pomocy, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie, zostałem bezprawnie wyrzucony przez brak jakiejkolwiek odpowiedzialności ze strony matki - Katarzyny Jasińskiej (alkoholizm) i ojca - Wiesława Jasińskiego (alkoholizm) i brata - Jakuba Jasińskiego (bezrobocie), tak: Rodzina i Administracja i Temida - oni są odpowiedzialni za mój życiowy los: oni - odebrali mi trzy podstawowe świętości: twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, oni - perfidnie ściągnęli mnie w bardzo głęboki dół, oni - jak najbardziej świadomie zrobili ze mnie systemowego niewolnika i oni - wykorzystują moją witalność cielesną i umysłową i duchową, a ja - jako niewinna ofiara nie mam jakiegokolwiek życia prywatnego i seksualnego i kulturalnego, cierpię - robię coś wbrew własnej wolnej woli, bo: nie mam żadnego wyboru - mam zamieszkać pod warszawskim mostem?           W lutym wyciągnęłam matkę z głębokiego dna bezdomności - teraz mieszka ona w katolickim schronisku wolskim: nie pije alkoholu - pracuje, natomiast: ojciec i brat - uciekli, tak: w tym chorym kraju złodzieje są ponad obowiązującym prawem, gorzej: prawo ich chroni, a ludzie uczciwi nie mają żadnych szans na jakiekolwiek godne życie... Teraz muszę czekać na pisemną informację telefoniczną (SMS) ze strony wydziału lokalowego - wewnętrzna rada urzędników ma podjąć formalną decyzję, które mieszkanie przyznać panu Łukaszowi Jasińskiemu, potem: zaproszenie i obserwacja i decyzja - akceptacja, dopiero: na samym końcu wchodzi ekipa remontowa, nie wiem jak długo będę czekał, wiem: po co mieszkanie osobie wykończonej - cieleśnie i umysłowo i duchowo? Wybieram - emigrację, jeśli nic z tego nie wyjdzie - bezdomność, tak: wolę - schronisko.           W dniu drugiego listopada o godzinie dwunastej dziesięć mój telefon komórkowy został zablokowany przez aktualnie panujący system - nielegalnie zatrudnionego hakera, cały ekran był czarny - robił jasne błyski, nie: nie był to wirus - jego łatwo usunąć, przypominam: taka sytuacja nie pierwszy raz zaistniała w moim osobistym życiu, jasne: ciągle mnie blokują, aby uniemożliwić mi jakąkolwiek walkę - cały czas używam merytorycznych argumentów opartych na formalnych dokumentach biurokratycznych, dalej: wyjątkowo ciężko pojąć ich rozumowanie współczesnego świata - logikę, dokładnie: oni dają tobie jakieś auto, pismo, religię i serial, potem: natychmiast ciebie blokują - całkowicie zabraniają ci zwracania uwagi, także: krytykowania decyzji systemowej władzy, inaczej: samodzielności, zauważ: zostały ci odebrane - formalnoprawne narzędzia samoobrony, ty: nie mając jak odrzucić, uniknąć i odepchnąć niechcianych produktów materialnych, dogmatycznych i komercyjnych - zostajesz workiem na emocjonalne, przeterminowane i ideologiczne śmiecie, twoje ciało, umysł i dusza, jakby inaczej: cud - zaczyna źle funkcjonować, czujesz wtedy obcy ciężar - niestrawny, zaczynasz nieświadomie chorować: atakuje ciebie cywilizacyjna agresja, frustracja i depresja, zrozum: odebrano ci możliwość - społecznej komunikacji obywatelskiej, jednak: posiadasz ogromne pragnienie życia - kupujesz nielegalną broń palną na czarnym rynku warszawskim, bo: tylko ona ci pozostała i tuż za chwilę: o godzinie dwunastej czterdzieści wyjąłem baterię i włożyłem ją - w to samo miejsce, a za pięć minut: mój telefon komórkowy wrócił do normalnego trybu działania.           Na dobry początek - Łukasz Jasiński, zacznijmy więc od bardzo głębokiego źródła przyczyny: w dwutysięcznym siedemnastym roku zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski, a jestem osobą niepełnosprawną o umiarkowanym stopniu - niesłyszącą (posiadam całkowity ubytek słuchu: miałem operację na nosie w dziecinnym wieku - około cztery lata, została źle użyta narkoza - znieczulenie), dalej: odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową ponoszą trzy publiczne instytucje o charakterze prawnym, wymieniam: Rodzina, Administracja i Temida, po raz kolejny przypominam - światu: zanim doszło do całkowicie bezprawnej eksmisji - próbowałem uprzedzić fakty: zgłosiłem sprawę mokotowskiej policji (Podchorążych i Maszewskiego), zgłosiłem sprawę mokotowskiej opiece społecznej (Iwicka i Sielecka) i zgłosiłem sprawę administracji spółdzielczej (Zwierzyniecka) - nikt nie udzielił mi jakiejkolwiek przysługującej pomocy: organy władzy publicznej postąpiły wbrew kulturze osobistej, prawu karnemu i ustawie zasadniczej - konstytucji (w urzędzie miejskim na Wiktorskiej znajdą państwo Moją Sprawę - Życie, dokładnie: Wydział Zasobów Lokalowych - nr: Sto), natomiast: wy, państwo, wy - jako system Opieki Pomocy Społecznej - świadomie, perfidnie i złośliwie utrudniacie mi normalne funkcjonowanie bytowe - życie (ukrywanie dokumentów, przerzucanie mojej sprawy z dzielnicy na dzielnicę i granie na czas - liczenie na przekroczenie ustalonej granicy dochodu w postaci tysiąc dwieście złotych miesięcznie, wtedy: nie otrzymam lokalu socjalnego), słowem: patrzycie na moją osobę jak na winną - odpowiedzialną za jakąś zbrodnię, każecie mi płacić trzysta złotych miesięcznie za górne łóżko w domu dla osób bezdomnych - schronisku, chociaż: dwadzieścia metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie! Kim wy jesteście, aby decydować o moim życiu!? Nie wiecie!? Powiem wam: jesteście najgorszym miotem biurokratów - prymitywnym, wrednym i upośledzonym - cieleśnie, intelektualnie i duchowo, zaprogramowanymi żywymi trupami - bez jakiegokolwiek serca, jesteście wtórnymi analfabetami - darmozjadami, pasożytami i krwiopijcami i niewolnikami chorego systemu! Mam już dość!!! Proszę więc przyjąć moja rezygnację z bezterminowego zasiłku pielęgnacyjnego w postaci: sto osiemdziesiąt cztery złotych miesięcznie - nie chcę już waszej głodowej łaski!           Przyczyna: zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski - jestem osobą nielegalnie bezdomną, dalej: piętnasty miesiąc czekam na należny lokal socjalny, sito systemu zabija mnie jako zdrowego człowieka - niedługo będę kaleką cielesną, umysłową i duchową z winy aktualnie panującego systemu, tak: takie doświadczenie nauczyło mnie tylko jednego - pogardy dla dwunożnych zwierząt agresywnych bez względu na ilość posiadanych kont bankowych, tymczasem: jako osoba niepełnosprawna o stopniu umiarkowanym - niesłysząca - nie mogę pracować na jakichkolwiek stanowiskach, które zagrażają mojemu bezpieczeństwu - życiu, niestety: moje prawne, merytoryczne i logiczne argumenty nie docierają do jakichkolwiek wtórnych analfabetów - betonu, właściwie: powinien używać siły fizycznej wobec intelektualnych padalców, nawet: zabijać - strzałem w potylicę, nomen omen: taka śmierć jest bezbolesna, szybka i humanitarna, przecież: tu chodzi o moje zagrożone życie, skutek jest jednocześnie diagnozą: "podejrzenie wyrośli chrzęstno-kostnej końca bliższego kości piszczelowej po stronie przyśrodkowej i skręcenie stawu kolanowego - lewego", inaczej: coś mi skacze w lewym kolanie przy szybkich ruchach - muszę nosić opaskę stabilizacyjną, także: nie mogę dźwigać, jasne: bezpośrednim sprawcą bólu na moim ciele jest kierownik schroniska, pośrednim: Rodzina, Administracja i Temida - system, który ponosi odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową, jednocześnie: pogarsza ją, więc: czego ten system ode mnie jeszcze oczekuje?           Wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, dzisiaj: skrzyżowanie alei Solidarności i ulicy Żelaznej - miejsce niewybaczalnej zbrodni: sklep, tak: w prostej linii sto metrów - sąd rejonowy dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej - Ogrodowa, dalej: szczegół po szczególe - fakt po fakcie: robię drobne zakupy, płacę kartą bankomatową i wychodzę... Nagle szybki błysk - czerwona lampka w lewym rozumie, inaczej: logicznej półkuli mózgowej, ona: nie oddała mi karty! Wracam i zwracam jej uwagę, ona: oddałam ją panu - pan ją schował! Pokazuję puste kieszenie - nie mam jej! O! Tu leży! Zapomniał pan - wrednym paluchem wskazuje! A ta druga: ma pan jakiś problem!? To wy, kurwa, macie wielki problem! Jesteście paskudnymi złodziejami! A najłatwiej jest okradać bezdomnych - nie wstyd wam!? Sklep posiada kamery - nagrywa wszystkich złodziei, wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, pamiętaj: sprzedawca posiada obowiązek oddać tobie kartę do twojej łaskawej dłoni, ona - tego nie zrobiła, najpierw: ukradła, potem: zaczęła mi wmawiać, że oddała mi ją - schowałem ją, a na samym końcu: to pan zapomniał! Jest to charakterystyczne dla wszelkiej maści złodziei, jednocześnie: zastosowała ona wobec mojej osoby psychomanipulację - próbowała na mnie wpłynąć, inaczej: zdyskredytować, wzbudzić poczucie winy i zasugerować chorobę psychiczną - pan ma problem! Tak, takie zachowanie jest jak najbardziej dla dwunożnych zwierząt agresywnych, których gryzie sumienie - szukają oni wtedy Boga, przepraszam: ofiary, również: współwinnego - ich winy, grzechu i błędu, tekst jest spójny logicznie: jest tutaj psychologia, teologia i socjologia - zachowanie stadne, religijna wiara i rola społeczna. Szalom, pardon: na wieki wieków święty - Amen!           Powtarzam: zostałem bezprawnie wyrzucony jako osoba niesłysząca o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności na miejski bruk warszawski przez spółdzielczą organizację prawników w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, dalej: wyrok został wydany solidarnie, zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, biegły nie zrobił wywiadu rodzinnego, odmówiono mi prawa do jakiejkolwiek obrony własnych racji i nie przysługuje mi żaden lokal socjalny, tymczasem: nie wolno wydawać wyroków solidarnie, stosować zasady zbiorowej odpowiedzialności karnej, biegły miał obowiązek zrobić wywiad rodzinny, przysługuje mi jako osobie niepełnosprawnej urzędowy adwokat, urzędowy tłumacz języka migowego i urzędowy biegły, przysługuje mi status oskarżyciela z całkowicie wolnej stopy, status świadka koronnego i status ofiary systemu - odszkodowanie i przysługuje mi normalny lokal socjalny - przydział, jasne: jako reprezentanci systemu chcieliście mi dać prawdziwą lekcję życia - bezkarnie, nielegalnie i bezczelnie zniszczyliście życie człowiekowi dojrzałemu: samodzielnemu, odpowiedzialnemu i świadomemu - to wy gotujecie mi niewiarygodne piekło, kończąc: ta wasza lekcja życia nauczyła mnie tylko jednego, dokładnie: POGARDY!   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2017-21)
    • @Arsis ponura, poruszająca wizja  niecodzienna rozbudowana metafora...
    • @Stukacz a dlaczego źle? inaczej:)
    • @Bożena De-Tre Wszystko możesz, Poetko - na przykład w jednym wersie uśmiercić i Boga i Nietzschego (obu po raz drugi).
    • Czekają. Stłoczone ciasno w zastygłej procesji, w urojonych widmach bezmiernej nocy. W pokoju. W tym pokoju stłoczone aż po brzegi. Wchodzą na ściany, na to drzewo wyrastające z podłogi. Stojąca w kącie plątanina martwych rur. Poskręcane gałęzie, odrosty. Żeliwne. Milczące artefakty...   Pełzną wysoko w swojej nieruchomej kreacji. Te zwidy rozczapierzone. Złapane w krótkim ujęciu. W milisekundowym błysku wypalającym oczy.   Są jedne na drugich. Obok siebie. Tuż obok. Bądź wyrastają z siebie bez jakiejkolwiek koncepcji, jakiegokolwiek sensu.   Ciasno. Bardzo ciasno…   Jak niezliczone polipy w jelicie. Zrakowaciałe. Całkowicie obce, nawet dla siebie samych. Całkowicie obce ciała rosnące w swojej i tak obcej egzystencji.   Mnożą się bez ustanku, wyrastając z siebie w nieskończonych powtórzeniach. W szmerze nieskończonego wzrostu...   Zasuszone widma. Kreatury pajęcze… Których odnóża… - Boże, jakże ich wiele!   Sięgają nimi, poprzez grzybnię pleśni, sufitu, jak nieba… Wspinają się. Wspinają, ku wielkiej mistyfikacji, ku tajemnicy największej.   Albowiem rozpościera się z wysoka coś, co jest niepodobne do niczego.   Co to takiego? Jakaś iluzja, deliryczna ekstaza…   Stając u stóp tego gigantycznego konstruktu podobnego do krzyża... - z kamienia, ze stali. z drewna…   Z żelbetonu poznaczonego brunatnymi plamami nuklearnej reakcji. Zmartwychwstania?   Być może samego Boga...   Słychać jeszcze echo. Pogłos pędzącego wiatru. Wtedy, co pędził w ogromnym huku totalnej anihilacji.   Tuż przede mną mur nieskończonego wzniosu. Rozpostarte ramiona (odnóża?) Rozwarte szeroko. Szeroko… - czegoś, co już dawno skonało, mimo że jest wieczne. mimo że żyje, pomimo ewidentnej śmierci.   Jakieś truchło. Zasuszone. W szacie pajęczej.   W powiewających płachtach. W czarnych od kurzu. Od pyłu. Od brudu zionących ciszą zatęchłych katakumb…   W przeciągu, w powiewie.   W półmroku…   Spogląda z wysoka wielookie oblicze. Czarne oczodoły w zdeformowanej czaszce.   I coś jeszcze.   Coś, co przeczy fizycznemu istnieniu.   Spod sufitu spada na mnie absolutna martwota, kiedy klęczę, kiedy leżę, kiedy pełzam jak wąż, jak dżdżownica, jak wielonoga skolopendra…   Co tu jest mną, a co kim innym? Albo czym?   Kto tu jest?   Mnoży się coraz więcej tej całej bezgranicznej iluzji, która we mnie. Która wszędzie…   Odchylam głowę do tyłu. Odchylam. Odchylam… … aż trzeszczą kręgi w szyi...   Wykrzywiając twarz w morderczym grymasie, w potęgującym się orgazmie trupiego rozkładu...   … moje oczy...   Te czarne otwory. Te czarne. Bezkreśnie czarne…   … jak noc lodowata…. jak noc…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-07)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...