Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie wiem który dziś dzień, jaki miesiąc ani rok.Mało wiem, a zarazem tez wiem dużo.
Moja nienawiść do ludzi....Nienawidzę ich, nienawidzę ich słuchać sam dźwięk ich głosów budzi we mnie agresje.
Urodziłem się z darem. Nienawidzę tego daru. Chce się go pozbyć. Nie da się. Za dużo słyszę...to jest ten dar. Słyszę wszystko to co oni myślą, i mogę usłyszeć nawet z kilku kilometrów jak ci popaprańce szepczą. To jest okropne. Dlatego mieszkam w domu, który jest zbudowany ze ścian grubości kilku metrów, tak z tym walczę. Siedzę z korkami w uszach 24 h na dobę. To jedyny sposób. Najlepszym rozwiązaniem było by gdyby każdemu człowiekowi kiedy się narodzi, przyznawali ograniczoną ilość wyrazów które może wymówić do końca życia. Średnio człowiek w wieku 23 lat wykorzystał by cały swój limit. Był by spokój, a tak to mówią po to tylko żeby nie było cicho.
Tyle tych subkultur, co jedna to lepsza. Tyle odmian ludzi którzy protestują przeciwko czemuś, głównie przeciwko im samym, ludzie przeciwko ludziom. Od początku tak było, ale dlaczego. Nikt nie wie. Może jednak ktoś wie. Nigdy mi tego nie wyjaśniono. Może po prostu to jest nasza natura, może to są odruchy bezwarunkowe. Jeden przykład, protest „No War” wziął się chyba od tych rastafarianinów, oni wszystko kochają i wszędzie widzą pokój. Ale czy to ma jakiś sens? noszenie koszulek na napisem „no war”. Bez sens, i niby jak to ma zatrzymać toczące się wojny?
Przyszedł dzień w którym musze wyjść ze swojej fortecy. Kupić cos do jedzenia na cały tydzień. Nie lubię tych dni, są jak realistyczny koszmar. Zawsze do wyjścia zbieram się kilka godzin.
Stoję przed drzwiami. Myślę sobie czy spotkam dziś jakiegoś natręta, który będzie chciał mi wcisnąć jakieś okulary. Czy znowu wybuchnę złością i komuś walne w łeb. Ale kiedy stoję dziś przed tymi drzwiami czuję się tak....dobrze. Trudno mi opisać to uczucie, na pewno jest pozytywne. Tak jakbym miał się narodzić na nowo, w innym świecie, moim idealnym świecie. Otworzyłem drzwi...
Przede mną ukazał się tłum tych bestii. Wiedziałem! Dzisiejszy dzień jest inny...Wszyscy biegną w jedna stronę. Jak stado dzikich zwierząt które przestraszyły się strzału pistoletu. Robotnicy, kobiety z wózkami, z dziećmi na rękach, jakiś mężczyzna z teczka w garniturze, on akurat nie wyglądał dziwnie oni zawsze biegają po cały mieście z tymi teczkami skórzanymi, czarnymi. Oni wszyscy w przerażającym biegu, przy tym jeden wielki ryk tych chorych ludzi.
Weszłem w tłum i zacząłem iść w przeciwną stronę. Patrzą się na mnie jak na wariata, przebiegając wykrzykują „co ty robisz?”, „nie idź tam”, „zmień kierunek swojej drogi!”. Niby mam ich słuchać? Bardzo dobrze mi z tym, ze idę w przeciwną stronę, czuje tak jakby ktoś inny mnie kierował tam. Nie sprzeciwiam się temu, bo czuje ze nie będę żałował.
Idę przez tą rzekę ludzi, to nie jest takie proste, przedrzeć się, iść pod prąd. W końcu przebiłem się, rzeka wyschła. Zostało suche koryto. Nie ma ich, co za ulga. Teraz idę sam. Przypomniało mi się czasy kiedy byliśmy w szkole, standardowe pytanie wychowawcy „jak widzicie świat w przyszłości?”. Nie wiem, nie mam pojęcia, z kąd to mam wiedzieć. Nie lubiłem tych pytań. Wiem że to co nawymyślali, nic z tego nie ma, latające auta na wodę, szczepionka na każdą chorobę i te wszystkie dziecięce bzdury, nie ma tego. Wszystko się zatrzymało. Jak gdyby ktoś zabetonował ewolucje w tych murach naokoło mnie.
Otaczają mnie bloki przesiąknięte tandetą. „Piękno architektury” jak to mówią. Ta ulica zawsze będzie dla mnie kolorowa, drogą do nikąd. Nie nawiedzę kolorów. Wszystko powinno być szare, w odcieniach szarości. Mylicie się myśląc iż kolorowy świat jest wspaniałym światem. Jeśli jest szary to jest raj. Zacząłbyś nie patrzeć się na wszystko i wszystkich od zewnątrz. Bo i tak się nie różnią niczym, są szarzy. Dopatrywał byś się innych innych rzeczy w nich i to jest pozytywne to jest dobre, właściwe rozwiązanie abyśmy zaczęli patrzeć na ludzi. Patrzeć w prawdziwym tego słowa znaczeniu.
Konwalie by się cieszyły podniosły by wreszcie kwiaty do góry. Wszyscy zaczęli by patrzeć na nie inaczej niż na piękny kwiat. Jeśli tak uważasz tzn. ze nie umisz patrzeć. Popatrz...widzisz? kwiaty są opuszczone, konwalia może wygląda ładnie ale nie w takim stanie. Ona nie lubi być taka jaka ja widzisz. Pokazuje ci to opuszczając kwiaty do dołu. Gdyby była szara zauważył byś to. Jaka osoba zdołowana z głową opuszczoną, zgarbiona wygląda ładnie? Żadna.
Wydaje mi się jak gdyby jeden z budynków...Nie to złudzenie. Z tła budynku powstaje kształt człowieka. Biegnie, widocznie zgubił się, nie nadążył. Jednak się nie poddaje i próbuje dogonić stado oszalałych. Zdyszany zatrzymał się przy mnie.
- U.....u...u....cie....uciekaj!
Popatrzyłem na niego gardzącym wzrokiem. Pobiegł dalej. Miałem go posłuchać? To nie był człowiek to stworzenie udawało człowieka. To była ta tandeta budynków. Wyszedł z niego widziałem to, z budynku, ze ścian. Ruszyłem dalej.
Kiedy byłem mały wierzyłem w teorie, która sam nie wiem z kąd wzielem. Teoria mówiła, że nie zatrzymaliśmy się na etapie ewolucji człowieka jaką dotychczas mieliśmy, dążymy dalej do mutacji do osignięcia 100 % panowania nad umysłem. Może i głupie ale dla mnie było mądre jak na tamten wiek. Wierzyłem ze kiedyś zaczniemy się rodzić z umiejętnościami władania żywiołem, zmysłami. Będziemy umieli znaleźć bez problemu w dziecięcym wieku to w czym jesteśmy najlepsi, dążyć do jak największego rozwinięcia tych umiejętności. Każdy będzie się rodził geniuszem. Wolałem już zmyślać takie rzeczy i wierzyć w to niż wierzyć ze kiedyś będę latał samochodem na wodę.
Od dłuższego czasu słyszę dziwne dźwięki z daleka, szczękanie, odgłosy pękania, trzaski, odgłosy jak z filmu przyrodniczego o erupcji wulkanu. Pomimo tego nie przestaje iść dalej tą ulicą. Wybudowali ją, pochowali w samotnosci, zostawili samą jak wszystko inne. Teraz słyszę samochód, zbliża się z duża prędkością. Jest już blisko, widzę. Przejechał. Zbliżam się do tego albo raczej to się zbliża do mnie. Nie wiem jak „to” nazwać. Widzę jak cos błyszczy w oddali i strasznie razi. Beton zmienia kolor, zmienia się w metal, stal, aluminium, srebro. Błyszczy. Fala metalu poszła dalej. Słyszę świst wiatru powiało przez chwilę. Przywiało zapach starych książek. Powiew wiatru o zapachu starych książek. Dziwne ale czuje ze to normalne. Nagle wszystko zaczyna coraz jaśniej błyszczeć, razi. Nie mogę dostrzec żadnych kształtów wszystko się zlało w jeden błysk utrzymujący się nieustannie. Trzaski są coraz bliżej...Rozpada się, pęka wszystko na około. Grunt staje się coraz mniej wytrzymały. Jeden wielki zgrzyt i pękło, rozsypało się. Spadam, a te gruzy metalu zemną. Na około teraz jest czarno. Nie dostrzegasz końca czarności. Widzę tylko szare drzewa trawę jakieś postacie ale one leża nie podnoszą się nie mogę się doczekać kiedy dolecę. Oni leża bo nie przeżyli zmiany. Widzisz to jest raj. Ci co tu leżą popełnili samobójstwa. Myśleli ze będzie kolorowo. Nie popełniajcie samobójstw. To tchórzostwo, cieszcie się życiem jakim macie. Ono i tak was zabije.
Sztaba stali lecąca przede mną obróciła się równolegle do mnie widzę siebie, widzę swoje odbicie. Widzę to czym jestem. O czym wam nie mówiłem. Jestem słomianym człowiekiem ze zszytymi wargami sznurkiem, wiecie już wszystko. Zaraz moja droga dobiegnie końca widzę czarną scenę na dole, widzę ją. Wciąż spadam chce już tam dolecieć. Jestem coraz bliżej już tylko jakieś 10 metrów...O już na wyciągnięcie ręki.................Teraz patrzę na siebie leżącego na tej scenie, czarnej, człowieka z przegniłej słomy ze zszytymi wargami, czuje zapach dziewczyny, która w młodości kochałem, bałem się ze tak to się skończy po tym kiedy uciekła z mojego świata.



W poniedziałek dnia 8 lutego 2020 roku w zakładzie psychiatrycznym znaleziono w jednej z sal lezącego pacjenta na podłodze. Był to mężczyzna w wieku 33 lat. Znaleziono go ze zszytymi wargami, z nici które obszywały poduszki. Wyrwanymi z własnej jamy ustnej zębami, na czole wydrapał słowo„słomiany”.
Na całym ciele był podrapany. Na nogach miał wydrapane napisy „szary świat, moim światem” na klatce piersiowej „jestem szary, patrzcie”. Jednak przyczyną zgonu nie były odniesione rany. Wyklucza się popełnienie samobójstwa, zmarł z niewiadomych przyczyn....”koniec świata następuje kiedy umieramy, każdy ma swój świat”

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...