Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jej pamięć jest wciąż świeża w moim sercu. Właśnie, dlatego to piszę. Jest to wspomnienie o kobiecie, którą kochałem. Wciąż ją kocham.
Ślub wzięliśmy jeszcze w trakcie studiów, byliśmy młodzi, ale bardzo się kochaliśmy. Nasi przyjaciele, rodzina, mimo iż życzyli nam wszystkiego najlepszego ciszej mówili, że z tego związku nic nie będzie. Jednak to nie rozwód zniweczył nas związek. Była to ciężka choroba Marii. Rak. Często odwiedzałem ją w szpitalu. Któregoś dnia moje słonko poprosiło:
-Kochanie opowiedz mi bajkę.
-A, o czym żabko?
-O dziewczynie, która jest radosna i żyje długo i szczęśliwie. A potem, potem kiedy ma już gromadkę wnuków, cudowny dom i jest bardzo, bardzo zadowolona, kiedy ma już sto lat.... Dopiero wtedy umiera....
-Dobrze kochanie opowiem ci. Dawno, dawno temu.....
-Nie chcę żeby to się działo dawno temu, chcę żeby działo się teraz....
-W takim razie.... W takim razie chyba nie wiem, o czym mam ci mówić...Przykro mi, ale nie mogę tak.... Przyjdę jutro
-Zostań....Proszę ja nie chciałam....
-Tu nie chodzi o ciebie, to znaczy... Muszę już iść....
I wyszedłem. Jak najgorszy na świecie gbur. Zostawiłem chorą żonę w szpitalnym łóżku i wyszedłem z powodu jakiś głupich humorów, ale jak miałem jej opowiadać bajkę, która stanowiła spis jej marzeń. Pragnień, które mogły się już nie spełnić, a które w gruncie rzeczy były tak proste, fundamentalne.
Stałem na korytarzu, nie chciałem opuszczać szpitala, chciałem być blisko niej, ale równocześnie nie chciałem wracać do jej sali. Bałem się z nią rozmawiać.
Po chwili usłyszałem w pokoju jakieś głosy. Przysunąłem się bliżej, żeby dowiedziec się, kto naprzykrza się mojej małej, chorej żabce. Byłą to jakaś pielęgniarka:
-Więc wyszedł? To i dobrze, na co pani taki facet, tylko życie by utrudniał...
-To ja zawsze utrudniam mu życie, on, on mi pomaga...
-Taa jest tak cudowny, że nawet nie może znieść widoku chorej żony.... Widziałam już tysiące takich cudów... Za tydzień stwierdzi, że ma coraz mniej czasu, więc może pojawiać się tylko w niedziele, potem w ogóle nie będzie przychodził, bo znajdzie sobie nową zdrową dziewczynę
-Nie on, on taki nie jest. Kocha mnie....
-Mówię ci paniusiu, faceci po prostu tacy są
Przyznałem jej rację. Zachowałem się jak najgorszy z idiotów. Miałem jednak za dużo dumy, by tak po prostu tam wrócić, zresztą wtedy dowiedziałyby się, że podsłuchiwałem. Wróciłem, więc do domu.

Następnego dnia wróciłem do szpitala.
-Kochanie przepraszam, że wtedy tak wyszedłem, nie chciałem...
-Nic nie szkodzi
-Szkodzi.... Nie powinienem był się tak zachować. Jesteś chora, a ja, ja jeszcze cię krzywdzę, bo mam problemy ze swoją osobowością. Zamiast zachowywać się jak idiota powinienem tu siedzieć i cię wspierać a ja..
-Ciii rozumiem
-to znaczy przyniosłem ci coś
-Co?
-Wczoraj wieczorem jak wróciłem do domu, napisałem dla ciebie tę bajkę...
-Przeczytasz?
-Tak

„Bardzo, bardzo niedawno, właściwie to właśnie teraz żyje sobie Kobieta. Nie jest ona ani wyjątkowo piękna, ani mądra nie przeżyła też ani jednej zapierającej dech w piersi przygody. Jej życie płynie sobie spokojnie w małym domku na przedmieściu, albo w mieszkaniu w centrum. Któregoś dnia, właściwie to dzisiaj, Kobieta obudziła się o 6 rano, było to prawie godzinę wcześniej niż zwykle. To wydarzenie ją zaskoczyło. Próbowała sobie przypomnieć, kiedy ostatnio wstała tak wcześnie, ale nic jej nie przychodziło do głowy. Zrobiła sobie kawy z odrobiną cukru, wyjęła z lodówki połówkę grejpfruta i małego rogalika z masłem. Zabrała się do śniadania, ale ta wcześniejsza pobudka nie dawała jej spokoju. W końcu wstała, umyła się i założyła idealnie wyprasowany zielony kostium. Już miała wychodzić do pracy, kiedy zorientowała się, że została jej jeszcze godzina. Skonsternowana stanęła na środku idealnie wysprzątanego pokoju i nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Jak mogła wstać o godzinę za wcześnie? Dlaczego tak się stało? Czemu nie wstała normalnie, jak zawsze o 7? I co ona ma niby teraz ze sobą zrobić? Usiadła na śnieżnobiałej kanapie i rozprostowała nieistniejące zmarszczki z wyprasowanej spódnicy.
Jak co dzień dokładnie o 7.43 wyszła z domu na przystanek autobusowy, o 7.48 przyjechała 119, a Kobieta usiadła na siedzeniu tuz za kierowcą. Przystanek dalej do autobusu wsiadł Mężczyzna, miał pognieciony garnitur i krzywo zawiązany krawat. Usiadł obok niej i włożył do uszu słuchawki.
Kobieta wysiadła tam, gdzie zawsze i ruszyła w stronę swojego biura. Mężczyzna poszedł za nią. Kobieta nie zauważyła jego obecności i najspokojniej w świecie weszła do szklanego wieżowca, wjechała windą na 76 piętro i przywitawszy się z koleżankami zajęła miejsce przy swoim biurku. Była dokładnie 8.27.
Jak już mówiłem Mężczyzna szedł za nią. Również za nią wszedł do budynku, wsiadł do tej samej windy i wysiadł na tym samym piętrze. W tym samym pokoju usiadł, przy przeciwległym biurku. Ani przez chwilę nie odrywał wzroku od Kobiety. Nawet, kiedy ta zabrała się do codziennego porządkowania papierów na swoim stole, albo kiedy inni pracownicy przyszli go powitać na jego nowej posadzie. Nie zrażało go nawet to, że w tym czasie ona nie zaszczyciła go ani jednym spojrzeniem.
Dokładnie o 18.32 Kobieta wstała zza biurka, pożegnała się z wszystkimi pozostałymi w biurze ludźmi i ruszyła w stronę wyjścia. Mężczyzna poszedł za nią. W windzie przysunął się bliżej niej i sympatycznie zapytał:
-Czy nie poszłaby pani ze mną na kawę?
Jego krawat dalej był krzywo zawiązany.
-Niestety muszę być o 19.17 w domu, wiec nie mam czasu...
-Czyżby czekał na panią mąż z dziećmi? A może tylko wygłodniały kot.
-Nie.. To znaczy....
W tym momencie drzwi windy się otworzyły, a Kobieta jak mogła najszybciej udała się na przystanek, ale nie tak szybko, żeby ktokolwiek mógł pomyśleć, że to jest ucieczka, a już w szczególności żeby tak nie pomyślał ten gbur w pogniecionej marynarce.
Zjadła obiad, włożyła do lodówki połówkę grejpfruta, rogalik z masłem, wyprasowała i odświeżyła swój zielony kostium. Następnie nalała do wanny gorącej wody i różanego olejku. Wokół płonęły świece. Było tak spokojnie, błogo ciepło....
Rano Kobieta wstała już normalnie o 7.00. Planowo przygotowała się do pracy, wsiadła do autobusu. Ale po raz kolejny na następnym przystanku wsiadł ten natrętny facet i znowu usiadł obok niej! Uśmiechał się, a jego marynarka była jeszcze bardziej pognieciona niż wczoraj.
-Dzień dobry pani. Wygląda pani jeszcze piękniej niż wczoraj.
-Dzień dobry
-Mam nadzieję, że dziś znajdzie pani, chociaż godzinkę, żeby wyjść ze mną na kawę
-Nie przepadam za kawą podawaną w obskurnych barach
-A dlaczego uważa pani, że chcę ją zaprowadzić do obskurnego baru?
-Ponieważ......
-W takim razie rozumiem, że jesteśmy umówieni.-stwierdził, nie zapytał! I wysiadł! Po prostu obcesowo wysiadł. A Kobieta zaskoczona jego bezczelnością pojechała dalej.
Właśnie wtedy po raz pierwszy spóźniła się do pracy. Wbiegła do biura, co najmniej dziesięć minut po czasie. Poza tym był to dzień, kiedy szef wyjątkowo przyszedł na czas, całe szczęście, że nie zauważył, że się spóźniła. Ze spuszczoną głową przeszła przez pokój pełen współpracowników, pewna, że wszyscy na nią patrzą. Usiadła przy swoim biurku, a naprzeciw siedział on, rozmawiał przez telefon, ale gdy ją zobaczył bezczelnie się uśmiechnął. Jak śmiał... po tym jak ją skrzywdził... jeszcze się uśmiechał.”
-Ha ha ha
-W tym naprawdę nie ma nic śmiesznego. Słuchaj dalej:
„ Reszta dnia upłynęła spokojnie. Kobieta wykonała kilka telefonów, zredagowała i poprawiła pare dokumentów. Pod koniec pracy właściwie nie pamiętała już o przykrym incydencie, który spotkał ją rano.
Pamiętała jednak o tym, że się spóźniła i żeby jakoś to odpokutować pracował o pół godziny dłużej niż zazwyczaj. O 19.02 wstała, wygładziła spódnicę i bohatersko ruszyła do windy. Bohatersko, ponieważ przeraźliwie bala się ciemności a światła w całym budynku były już zgaszone.
Na dole założyła płaszcz i najspokojniej w świecie ruszyła do domu, gdy nagle tuż przed drzwiami biurowca ktoś dotknął jej ramienia...”
-Nie kręć się tak. Nie jesteś ciekawa, kto to?
-Kręcę się właśnie, dlatego, że jestem
-Z drugiej strony... Hm właściwie to chodzi o to, że nie napisałem nic więcej
-Jak mogłeś przerwać pisanie w tak fascynującym momencie?
-Byłem bardzo zmęczony, a w domu nie ma już ani ziarenka kawy
-W takim razie musisz kupić. Mój dzielny wojowniku, wysyłam cię dziś z misją. Musisz udać się do supermarketu i w dziale z używkami kupić kawę. Zdaję sobie sprawę z tego, że to trudne i niebezpieczne zadanie, ale znam cię i wiem, że sobie poradzisz
-Pani postaram się zrobić, co w mojej mocy, żeby cię nie zawieść.
-A skąd będę wiedziała, że udało ci się z pozytywnym skutkiem wypełnić misję wojowniku?
-Wtedy przyniosę ci pani kolejną część bajki.
-Tak to będzie znakomity dowód – i właśnie wtedy wybuchła serdecznym śmiechem. Śmiała się tak po raz pierwszy od czasu, kiedy dowiedziała się o swojej chorobie.
W tym wspaniałym i jakże ważnym dla nas momencie do sali wtargnęła pielęgniarka. Rzuciła mi wściekłe spojrzenie i powiedziała:
-Czy mógłby pan wreszcie wyjść? Już od godziny tutaj czekam, żeby pobrać wreszcie krew pańskiej żonie. Czy pan uważa, że ja mam nieskończenie wiele czasu, że nie spieszę się do domu?
-Nie, przepraszam, już idę. Do jutra kochanie.
Ale zostałem jeszcze chwilę i z korytarza patrzyłem na moją bladą ukochaną leżącą bez sił na łóżku. Przez tę chwilę usłyszałem jak pielęgniarka radzi żabce:
-Niech pani nigdy nie wierzy mężczyznom. Ten pani mąż niby teraz taki miły, ale jestem pewna, że w domu przesiaduje z jakąś blond lalą i oboje tylko czekają aż pani- przeszkoda do ich szczęścia- wreszcie umrze. Niedoczekanie ich. Już my tu panią wyleczymy a tej dwójce zrzędnie mina
Nie wiem, co powiedziała jej Maria. Byłą już wtedy tak słaba, że jej słowa były zaledwie tchnieniem wiatru. Myślę jednak, że nie uwierzyła tej zgorzkniałej pielęgniarce. Wiem, że ona wiedziała, że jest całym moim życiem.
Kiedy następnego dnia przyjechałem do szpitala u żabki była jej matka. Nigdy specjalnie nie dogadywałem się ze swoją teściową- chcę przez to powiedzieć, że zawsze zdawałem sobie sprawę z nienawiści, jaką do mnie żywi- dlatego czekałem aż wyjdzie w bufecie. Wolałem nie leźć jej w oczy. Po godzinie zauważyłem jak zbiega ze schodów. Płakała. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę, że Maria, żabka, kochanie moje, że ona umrze.
Tego dnia już u niej nie byłem. Nie mogłem. Wróciłem do domu. Usiadłem przy dębowym stole, który dostaliśmy w prezencie ślubnym i pisałem. Pisałem dla niej szczęśliwe zakończenie bajki. Przerwałem dopiero rano, kiedy pierwsze promienie słońca oświetliły nasze mieszkanie. Naniosłem ostatnie poprawki i byłem gotowy. Po całym mieszkaniu walały się pogniecione kartki. Nie poszedłem już spać. Zrobiłem sobie kawy w zielonym kubku z owieczką, który podarowała mi pięć miesięcy wcześniej jako prezent gwiazdkowy. Potem snułem się bez celu po domu i czekałem upragnionej dziesiątej- godziny odwiedzin.

-Witaj żabko.
-Czołem słońce
-Chciałem przeprosić, że
-Spokojnie rozumiem, że jesteś zajęty, że masz wiele spraw na głowie... Przecież pracujesz... Ja nie jestem całym światem...
-Dla mnie jesteś...
Uśmiechnęła się, tym swoim przepięknym uśmiechem, który brał swój początek w oczach, dopiero potem zarażał sobą usta, a potem całą jej postać. W takich chwilach zawsze jaśniała nieziemskim światłem.
-Skończyłem dla ciebie bajkę. Mogę ci ją przeczytać, jeśli chcesz.
-Oczywiście, że chcę. To moja bajka. Zresztą muszę się dowiedzieć, kto złąpał kobietę za ramię.
„ Odwróciła się. Za nią stał mężczyzna. Był równie bezczelnie uśmiechnięty, co rano. Zero współczucia. Czysty cynizm.
-Już myślałem, że się pani nie doczekam.
Blee, blee, blee, blee, blee. Nie dość, że korzystając z jej zaskoczenia postawił ją w niezręcznej sytuacji, nie dość, że się przez niego spóźniła do pracy, po raz pierwszy w życiu, to jeszcze teraz się tak bezczelnie uśmiecha.
-Widzisz... Rozumiem, ze mogę ci mówić na ty? Widzisz w trakcie pracy przemyślałem sobie wszystko i stwierdziłem, że kawa to zły pomysł...”
-Co?! Najpierw umówił się z nią na randkę, czekał pół godziny pod budynkiem, zima, na śniegu, a teraz mówi, że nic z tego? Co za zimnokrwisty cham! Idiota.
-Powoli kochanie, spokojnie, on jeszcze nic takiego nie powiedział.
„... Myślę, że po tak długim i męczącym dniu pracy należy nam się przynajmniej kolacja. Ja stawiam. Tu niedaleko jest urocza knajpka z włoskim jedzeniem...”
-Urocza? Żaden mężczyzna tak nie mówi....
- Ciii. Słuchaj dalej.
„ Bezczelny typ. Nie miała zamiaru nigdzie z nim iść. Spieszył się do domu. Musiała przecież zrobić tyle rzeczy. W dodatku jutro jest sobota. Niestety jakoś nie mogła sobie na razie przypomnieć, co tak bardzo istotnego czekało na nią w domu, ani co takiego zaplanowała sobie na sobotę. Nie wiedziała tez jak grzecznie wybrnąć z tej sytuacji, dlatego niechętnie poszła za Mężczyzną w stronę owej restauracji. Miał rację mówiąc, że to miejsce jest urocze. Nie można było określić go żadnym innym słowem. Kobieta zamówiła spaghetti i czerwone wino. Rozmawiali. Ich pogawędka dotyczyła wszystkiego: książek, kina, teatru, pracy, dzieciństwa, polityki rządu w sprawie wywozu śledzi.... Cały czas się śmiali i naprawdę dobrze czułą się w jego towarzystwie. Głupio jej było się przyznać, ale ten człowiek nie był nieokrzesanym gburem, za jakiego go początkowo uznał. Był naprawdę miły. Odprowadził ją do domu, pocałował w czoło i wrócił do siebie.
Potem często się jeszcze spotykali. Przychodził po nią rano i razem jeździli do pracy, chodzili do kina, opery, teatru. Czytali te same książki- jedno po drugim. Powoli kobieta przyznała sama przed sobą, że się w nim zakochała. Bez pamięci. Potem odbył się ich ślub. Planowany długo, długo przed istotną ceremonią- prawie rok, byle wszystko poszło zgodnie z planem. Po roku od zawarcia związku małżeńskiego na świat przyszło ich pierwsze dziecko. Po dwóch latach następne. Kobieta zrezygnowała z pracy i zajęła się domem. Dużo uwagi poświęcała ziołowemu ogrodowi, gdzie cała rodzina spędzała latem sobotnie popołudnia. W wieku 112 lat umarli oboje. Dokładnie tego samego dnia, o tej samej godzinie. Do samego końca byli szczęśliwi i bardzo się kochali. Kobieta, kiedy tylko mogła opowiadała jak bardzo cieszy się, że Mężczyzna wprowadził cały ten nieład w jej uporządkowane życie.”
-I koniec.
Wiem, że ta bajka jest zadziwiająco krótka, jak na rzecz pisana przez całą noc, ale chciałem, żeby była idealna, chciałem oczarować Marię, dlatego jej stworzenie przysporzyło mi wiele problemów.
-Piękna. Cieszę się, że ją dla mnie napisałeś. Dziękuję.
Żabka płakała ze szczęścia. Całą lśniła


Tydzień później umarła. Zostawiła mnie zupełnie samego. Jej ostatnie słowa nie zapisały mi się w pamięci, chociaż byłem ich świadkiem. Wolałem myśleć o niej jak o tej kobiecie z roziskrzonymi oczyma, która chwaliła bajkę powstałą na jej cześć.

Opublikowano

fajny melodramatyczny kawałek niestety źle podany, nie przeszkadza mi temat, ( mimo, że podobno jestem gburem i chamem, przeczytałem wszystkie książki Nicolasa Sparksa) ale słabą naracją i dialogami telenowelowymi, nie spełniłeś/ aś głównego zamierzenia. Nie wzruszyłem się...wiesz, czytająć Jesienną miłość, ryczałem jak wół przy ostatnich kartkach, nie dałem rady doczytać do końca...tutaj nic.
Melodramt bez łez czy choćby najmniejszego wzruszenia jest jak komedia, która nie śmieszy lub horror, który nie straszy...Myślę, że to z powodu narracjii dialogów...szkoda, bo pomysł naprawdę ciekawy...i to nie na 3 strony worda ale na jakies 180. Facet piszący bajkędla swojej ciężko chorej żony na łożu śmierci...chociaż wieje pamiętnikiem :)) no nic szkoda...

Pozdrawiam

Opublikowano

Tam już nie ma śmierci. To jest wspomnienie o czymś co działo się bardzo dawno temu. Została tylko miłość i smutek zaleczony przez czas. A dlaczego z pogranicza realności? Hmm chyba po prostu źle się wyraziłam. Chodziło mi o to, że rzeczywiste miały być tylko uczucia i nastrój, a nie dialogi, bo to relacja człowieka, który tak a nie inaczej zapamiętał konkretną sytuację. Taka relacja jest całkowicie subiektywna więc dialogi nie muszą błyszczeć polotem ani elokwencją.
Ale rozumiem, że całość mogła panu nie przypaść do gustu.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Boże dziś i nigdy nie składam rąk do modlitwy Znaku krzyża do Imion Jakie Nosi Twoja Trójca W Jednej Osobie nie czynię  Czy słowami w myślach wystarczy że to powiem czy to za mało by mnie Twoje Boskie ucho nastawione w moją stronę wysłuchało Boże dwa razy dziennie modlę się słowami modlitw  Tej której nauczył nas Syn Twój Boży gdy milenia temu urodzony ze znamieniem skazania na śmierć tych którym chciał pokazać miłość i szczęście jak żyć by Raju dostąpić  Druga modlitwa do tego który rządzi jak karty historii pisze i czas dla niego jest njestotny bo jest zarządca linii okręgu który wszechświat tworzy Boży zaczęty jednym tajemniczym słowy Trzecia modlitwa do niepokalanej grzechem Matki Syna Papież Polak otoczył ją kultem i ja też się ku jej wyjątkowości przychylam w modlitwach Wieczorne modły mają jeszcze urywek koronki ze słowy gdzie krew Syna poświęcona za grzechy nasze i świata były wybaczony   Ale dziś jest dziś jestem niewstanie  Jestem pod wpływem i chaos używki w płynie twardej i strasznej sprawia że modlitwy nie przychodzą z automatu i mylą i xapomjnaja słowa się  Dziwne nie  Uczone od dziecka wpojone jak twarda stal słowa znikają a ja wpadam w tym niestanie by pomodlić się swoimi słowy  Tylko jak to zrobić gdy Byt jak Boży jest mi niepewny  Ten z Księgi  Starego Nowego słowa  Testamenty Ojca który patrzy i widzi Mi się nie widzi Pytasz więc czemu te modlitwy Bo przyszło mi usłyszeć słowa że gdy będziesz modlił i żył po chrześcijańsku uwierzysz ale nie Wierzę w wyższą świadomość  Coś co jest zawsze i wszędzie i wie  ale tylko patrzy jak po pierwszym tchnieniu w nicość jak pierwsza była liczba jak jedynka  Obserwuje i wie co dzieje się co stanie się ale nie do końca czeka na nas po drugiej stronie gdzje dusza zawedruje gdy ciało opuszcza Jestem Heretykiem saracenem w Boga nie wierzę ale dziś moje ręce ułożone na ekranie klikają w klawiaturę chcą by Bóg usłyszał mnie i zwrócił uwagę choć miał już prawo zwątpienia w moją osobę i mógł przestać czekać na mnie z rajskim życiem po ostatnim oddechu Oj Boże możesz już na mnie nie czekać na szczycie gdzie chmury pod nami płyną po niebie jak owce białym wełnianym spokojem który pasuje do koloru skrzydeł szat i źrenic tego który jest Aniołem Twoje Boże armie anielskie spoglądając na mnie mogły opuścić mnie z nadziejami na szczęście  Gdzje nie słuchałem duszy której połączenia nie czułem  tylko glupi ślepy głuchy  chciałem mieć nie być  Kochać i miłość to słowa które można jedynie z duszy definiować a nie wyvzytanymi słowami w książkach albo podejrzanymi zachowaniami w filmach postaci  Niekumaty na empatii nie zauważyłem innych  Ani ich potrzeb ani ran których zadania jestem ich winny  Boże moje modlitwy to jak zacznę od Amen jak rozmowę telefonem zaczyna się halem (od halo zastosowałem odmianę) Czy masz dla mnie na wadze ostatecznej gdzie grzechem i jego ciężarem wskażesz co się nieśmiertelnej duszy spelni na zawsze Czy kilka słów do paru dusz które dały im chwilę dopaminowego szczęścia te rymy w wierszach wypowiedziane w nieświadomości mają wagę wobec czynów i krzywdy której jestem winny  czy słowa litości wobec moich krzyków  gdzie zauważona choroba to stan umysłu czy zgnilizny tu duszy nie narządów jak bebechy i styków w mózgu jak przyszło mi poznać diagnozę gdy na kozetce wylądowałem  Boże proszę miej na uwadze że nawet diabeł może mieć nadzieję na pojednanie  Synu przyjdziesz po raz wtóry Nie pokonuj już śmierci i piekła  doprowadzić musisz Lucyfera do zrozumienia że wszystko dzieło Boże i wszędzie wszystko Rajem w szczęściu i miłości może płynąć jak spokojna rzeka wlewać się do oceanu krwi w Bożym sercu Przytul diabły i karm je miłością jakiej zechcą dzielić się z ludzkością  Poznanie owocem zakazanym różnicy dobra i zła było potrzebne by docenić czym jest szczęście  Boże czy już nie dość strachu w nas  nie dość zła przyszło nam znać by docenić pamiętając wojny ból ubostwo i bycie nikim wobec tych co z batem i mieczem nad nami losami kierują  Boże już wiemy jak smakuje proch i czym jest ryzyko skończenia cywilizacji atomem  Ostateczna z wojen już się rozegrała  Urodzony by go na śmierć skazać nam i diabłu pokazał że można go pokonać  Ostateczna ofiara tego bez grzechu który dla uwolnienia istot ludzkich od ciężaru ich grzechów skonał A chciał tylko otworzyć serca  Ale nie zauważyli kim jest ci którym chciał odebrać życie w orzywilejach  Kolej pojednać się z pierwszym zbuntowanym z pierwszym wrogiem  skrzydeł odebranych straconym do piekła dać miłość którą odda i przestanie czerpać w ludzkich grzechach jak karmić się upadkiem jak złem i strachem i pychą pożądaniem nie być drogowskazem z fałszywą drogą na szczęście z posiadaniem władzy i pieniędzy  Boże co tacy jak ja mogą  Gdy oni tam są  Gdy Ty tam jesteś  miałem się modlić ale nie wychodzi mi to za dobrze proszę wskaż  drogę  Gdy już to uczyniłem powinienem znać Twoją odpowiedź  Otwórz serce bym umiał szczerze powiedzieć kocham Nie wypada prosić Boga wszak on juz wszystko co mógł nam dał reszta to nasza droga i wybory i nadzieja na kolejną z szans Nie wątp w nas Amen w imię Trójcy która kocha nas. 
    • Kiedy pojawia się taki gniew, kiedy poeta staje się sumieniem narodu, wkrótce naród się budzi.   Wierz mi, wyjdę na ulicę, bo jestem świadomy jak jesteśmy zeszmaceni przez "kwiat głupoty narodu". Tyle hipokryzji w geopolityce jeszcze nie było, to i w kraju wolno "wszystko"? Bez mojej zgody. To rola mężczyzn, zwłaszcza młodych ciałem lub duchem. Pzdr.
    • Są na przykład takie kaloryfery,  które są na przykład pordzewiałe i ciekną.   Są na przykład okna,  które nie na przykład,  lecz naprawdę są nieszczelne.    Są na przykład sufity,  z których cieknie deszcz.   I ściany są na przykład mokre i stopy,  na przykład bose, mokną od podłogi,  która jest na przykład wilgotna.   I ubrania są na przykład mokre,  bo szafa przykładowo cieknie.   I wszystko jest na przykład mokre i na przykład cieknie.   I na przykład jestem ja,  który na przykład usiłuje,  pisać suchy wiersz.
    • @hania kluseczka kto wg Ciebie Haniu?
    • @Arsis

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...