Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Można żyć chwilą i za nic ją mieć,
Iść do przodu i nie oglądać się wstecz.

Salony zwiedzać; pić wino co noc;
bawić się i słoje miłości tłuc;

Można być poetą i podróżnikiem też,
Marzycielem i buntownikiem,

Lecz nie trzeba być muzykiem,
Żeby przegrać własne życie.





....
I ferie:) trzeba powrócić do żywych.
Dzięki za przeczytanie.
seweryn

Opublikowano

brzmi jak "pean" prawie jak reduta "seweryna" - Panie kolego przed czymś się chyba chowasz, przed czymś bronisz - ten wiersz odczułem jako rezygnacja z czegoś co miało zaistnieć, coś co się nie powiodło - taka drobna sugestia:

na początku - "można żyć chwilą" a na końcu "przegrać własne życie" - a może "przegrać chwilę" ????

ale to tylko sugestia

pozdrówko W_A_R

ps. jestem muzykiem i ile to ja już chwil przegrałem, he, he, a żyję ...

Opublikowano


Nie obraz sie Sewerynie, ale ten wiersz jest okropny...Niby koncowka niezla, ale tez nieodkrywcza..Jesli to mialo byc cos w rodzaju wyliczanki to tez sie nie udalo..Nie ma ani tytmu ani pozadnych rymow..

Sama kiedys cos podobnego napisalam, ale tez nie bylo zbyt dobrze ocenione..

Wole inne twoje wiersze..
Opublikowano

w butelkę grasz?
ja tak
o, znów na mnie wypadło
co zrobić mam?
ulepszyć świat?
a czasu...całą dobę
to może tak
chwilę poczekaj
pozbieram myśli rozrzucone
marzyciel...polukrował świat
aż klei się nieprzyzwoicie
buntownik...wszczął w ludziach złość i gniew
sprowadzi swiat do samowolki
podróżnik... a jemu zbędne ulepszanie
chce swiat jakim jest i ten zgłebiać
poeta....no ten to dopiero artysta!
ale może da radę?
do pomocy chce muzyka
ponoć gra im się swietnie układa
nawet idyllistyczne ulepszanie swiata

więc doba panowie
ni więcej ni mniej
za chwilę się zacznie...
proszę grać fair!

ożywcze promienie zbudziły sprawnionych wrażeń zapaleńców, można zaczynać! układają plan...( ja układam plan, oni to pionki....to taka gra) przed nimi mapa świata, tu a tu jest źle, tam powiedzmy względnie choć teoretycznie też nienajlepiej, no tu różnie, tam nienadzwyczajnie źle....iii? ( mapa cała pokreślona odcieniami zła) toż to piekło na Ziemi! ( moje pionki marudzą, też coś! a tacy byli chętni) "proszę panów tutaj, no już, do roboty!" nieoglądając sie za siebie ruszyli, napotykanym osobom mówili co chciały słyszeć, co poprawiało ich samopoczucie, chorych leczyli, głodnych karmili..południe...minęli sto osób.
ile liczy ziemia?
...aż tak dużo!?...czarno widzę muzyk, za moment ruszamy dalej, chwila przerwy nikogo nie zbawi ( na swiecie z różnorakich przyczyn właśnie zmarło 1000 osób)
"no śpiochy! wstajemy, chwila minęła"
ech poeto ruszyliśmy z motyką na słońce
nie marudź muzyk, daleka droga przed nami, a nóż widelec czy łyżka nam się uda?
....
poparli org chroniące: środowisko, zwierzęta, rośliny, dzieci (dzięki net-łączom zajęło im to chwilę)
kombinowali dalej...
moze coś zagram pod coś co napiszesz?
tak, ot, dla przyjemności, umilić innym czas.
pokażmy, że umiemy pozytywnie innym ludziom grać
uchronić świat...nie, ulepszyć świat, tak?
tak
to ulepszajmy jak umiemy, na trzy cztery...
raz
dwa
trzy-czte-ryyy!

"a wy co?"
ulepszamy świat
"niby jak?!"
ano tak, każdy jak potrafi i ile z siebie może dać
"aha..."

i wiecie że ulepszyli?! mnóswto osób mijało ich z uśmiechem,poprawiali humory przechodniom, śpiewali razem pogodne teksty, rozchmurzali smęty otaczające swiat ... ulepszyli go, na chwilę, ale jednak, podołali ( wygrałam!)

teraz ja kręcę butelką...grasz?

chciałam tylko powiedzieć, że życie chwilą ma swe uroki, ma też czasem nie planowane konsekwencje, ale życie przegrać? tego nawet zły muzyk w stanie chyba zrobić nie jest, bo człowiek przegrywa życie albo gdy je traci ( ewidentnie, czli umiera) albo, gdy pod wpływem pewnych spraw załamuje się traci do siebie szacunek, ma do siebie żal, nie chce mieć nadziei nie wierzy w lepszy świat

nie podoba mi się :"bawić się i słoje miłości tłuc"....jakie słoje?... najpierw myślałam o takich drewnianych, na pniu, ale nie te chyba...potem o słoju z miodem, no ten jak stłuc to nic miłego..

a pewnie że można żyć chwilą ale nie za często, uzależnienie potem może być zgubne...chyba, nie wiem.

nie można mieć za to chwili za nic! z pewnością.

a nie oglądać wstecz? można, bo czemu by nie

wiersz hmmm.....no powiedzmy że lubię temat "chwili"....

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Dziękuję wszystkim za komentarze.

Natalio,
Tutaj nie chodzi o muzyka, który przegrywa własne życie (nawiązuje do twych słów "ale życie przegrać? tego nawet zły muzyk w stanie chyba zrobić nie je"). Tutaj w ogóle nie chodzi o jakąś profesję.

Rozwinęłaś co rozumiesz pod "przegrać życie", że "śmierć", "utrata szacunku", "żal", "załamanie". Dla mnie np. "przegrać życie" to zupełnie coś innego. Mniej skrajnego - być może dlatego, że u mnie "małe rzeczy" mają wysoki priorytet.

Słój miłości to dość popularny zwrot, powiedziałbym nawet, że przegadany. Przed moimi oczami, kreuje się obraz człowieka, hulanki - co zmienia dziewczynę co miesiąc i wciąż szaleje na imprezach:).

Piszesz też: "a pewnie że można żyć chwilą ale nie za często, uzależnienie potem może być zgubne" - i tutaj nie zgadzam się z Tobą, co zresztą wynika z mojego wiersza. Nie tyle to sprawa dyskusyjna, co zupełna rozbieżność poglądów.

"nie można mieć za to chwili za nic! z pewnością." - tutaj zgadzamy się w 100%.

"a nie oglądać wstecz? można, bo czemu by nie" - a czy ja mówię, że nie ??
ja tylko napisałem wiersz, który zwraca się do pewnej osoby, która ma taki, a nie inny sposób bycia: żyje chwilą, nie ogląda się wstecz, niszczy miłość, na rzecz innych, jest marzycielem i wiecznym podróżnikiem. Więc ja mu mówię: jasne, można. Wszystko można. Ale uważaj, bo tak, jak nie trzeba być doktorem, żeby kogoś uleczyć, tak nie trzeba być muzykiem, żeby przegrać własne życie (i tutaj nie miałem tak daleko idących myśli jak śmierć, żał, itd.).

"no powiedzmy że lubię temat "chwili"...." - ja nie lubię, ale czasami trzeba posłużyć się "chwilą" żeby coś powiedzieć.


seweryn

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to teraz Ewo przesadzasz... i nie chodzi mi nawet o to czy tobie się podoba ten komentarz czy nie (to kwestia gustu) ale po pierwsze: nie rozumiem dlaczego aż tak bardzo ci przeszkadza, po drugie (i najważniejsze) jeżeli uważasz, że jak cośjest bełkotem to nadaje się do działu proza, polecam napisanie tam czegoś; to znacznie trudniejsze niż sklecenie wierszyka...
Opublikowano

nadal jednak uprę się przy swoim i myślę, że jeśli mowa o "przegranym życiu" to musi to byc coś naprawdę poważnego inaczej życie z pewnością nie jest (do końca) przegrane. "Małe rzeczy mają wysoki priorytet"... no dobrze, mają, ale jak to się ma do przegranego życia? Jeśli np nie zda się jednego egz to ma się przegrane życie? przeciez można poprawić, aż tak źle i trwale nie zmienia to naszego życia.

dziękuję za wyjaśnienie słoja miłości :)

nierozumiem co masz na myśli mówiąc "zupełna rozbieżność poglądów" kiedy ja tak naprawdę nie wyraziłam się jasno. Napisałeś, że myślisz odwrotnie do "można żyć chwilą ale nie za często" czyli uważasz, że...
nie można bo to zgubne? no ale widzisz......czasem trzeba, tzn nie że ktoś lub coś każe, tylko, no tak z samego siebie, zrobić coś nie myśląc w tej chwili o konsekwensjach, zaszaleć, oderwać od codzienności, to jest moim zdaniem czasem każdemu potrzebne...

moje "bo czemu by nie" było jak najbardziej aprobatą i nie miałam na myśli, że mówisz nie :)

"no powiedzmy że lubię temat "chwili"...."- ja tylko chciałam usprawiedliwić po trosze początek mego komentarza, który jak się domyślałam, może być różnie postrzegany. Ale oczywście nadal podtrzymuję, że o chwili mogłabym pisać książki :) tylko po co?...szkoda życia!

"ja tylko napisałem wiersz, który zwraca się do pewnej osoby, która ma taki, a nie inny sposób bycia: żyje chwilą, nie ogląda się wstecz, niszczy miłość, na rzecz innych, jest marzycielem i wiecznym podróżnikiem. Więc ja mu mówię: jasne, można. Wszystko można. Ale uważaj, bo tak, jak nie trzeba być doktorem, żeby kogoś uleczyć, tak nie trzeba być muzykiem, żeby przegrać własne życie (i tutaj nie miałem tak daleko idących myśli jak śmierć, żal, itd.)." - hmm a tym się zgadzam po części, taki sposób życia na kocią łapę, skakanie z kwiatka na kwiatek, wędrowanie z węzełkiem przez ramię może być szkodliwie, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy:
- osoba, ktora prowadzi taki tryb życia kogoś krzywdzi
- osoba ta często żałuje swoich decyzji
- osoba ta czuje się ze sobą nieszczęsliwa i często ma do siebie wyrzuty, że postępuje tak a nie inaczej i nie potrafi powiedzieć czasem "nie".
myślę, że w innych przypadkach nie ma co się wtrącać w czyjeś życie, być może ta osoba świetnie się czuje będąc takim pyłkiem na wietrze, bez stałego miejsca zamieszkania itp, a to, że świetnie się uczyła i mogła zrobić doktorat (same szóstki w szkole!)jest naprawdę sporo mniej ważne od tego, że po prostu czuje się szczęsliwa i kocha swoje życie.


"Tutaj nie chodzi o muzyka, który przegrywa własne życie (nawiązuje do twych słów "ale życie przegrać? tego nawet zły muzyk w stanie chyba zrobić nie je"). Tutaj w ogóle nie chodzi o jakąś profesję"- tak, tak, ja naturalnie rozumiem, mnie tylko poniosła wyobraźnia... :)

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...