Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Rosną krzyże w mieście śmierci
Ściany domów nawiedzone
Pajęczyny zdobią drzwi
Krwista woda na chodnikach
Umarł człowiek dla człowieka
Po ulicach pełzną gady
Zamarznięte małe dzieci
Palą znicze dla swych matek
Stary żebrak chodzi w szmatach
Może jednak jest Mesjaszem?
Pomnik czasu kończy rzeźbiarz
W mieście śmierci nie ma życia.

Opublikowano

Ciekawy. Podoba mi się jego zawartość, aczkolwiek proponowałbym odstępy między właściwymi wersami. Przypuszczam, że zyska wówczas na wymowie!
Pozdr!
ps. spóźnione, ale ... - wszytkiego dobrego!!!

Opublikowano

Chaos! Nie ma ładu. Nic szczególnego. Sztuka nie polega na dopasowaniu wiersza do tytułu. Za dużo "śmierci" w tym wierszu. Wygląda to tak, jakbyś nazbierał kojarzące się ze sobą przymiotniki i rzeczowniki i "wcisnął" je w wersy wiersza. To nic nie daje.
Trzeba znać umiar. Bo tutaj Jest tego naprawdę za dużo.
I wiersz nie ma celu, żadnej myśli, żadnego celu.

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Powiem jak to u mnie odbywa się. Piszę jakiś tekst a na końcu dopiero tytuł. Wiersz mówi o przyjściu mesjasza - to jest cel. Przed przyjściem ludzie zmartwychwstaną, a żeby to się dokonało muszą umrzeć, więc dlatego piszę o śmierci.
Chaos też posiada ład - ład bez chaosu nie istnieje. Może do końca nie jest super i ja tak go widzę, ale jednak był zamysł no i cel.
Pozdrawiam
-katcina-
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Cel? Moim zdaniem, cały wiersz powinien dążyć do celu, a nie tylko ostatnie trzy zdania. Jak już powiedziałem, nie sztuką jest zebranie kilku pasujących do siebie wyrażeń i wrzucenie ich do jednego kotła. Chcę powiedzieć, że jeśli decydujesz się przekazać duży ładunek emocjonalny, to musisz to robić stopniowo, tak aby czytelnik powoli się "przyzwyczajał" i powoli zaczął odczuwać atmosferę.
Najłatwiej jest powiedzieć, że chaos ma swój ład. Sam siebie wykluczyłeś pisząc: "ład bez chaosu nie istnieje". Więc wg. Ciebie to wszysko jest jednym? One się różnią - każdy to potwierdzi, a więc jak mogą być tym samym? A że jedno nie może istnieć bez drugiego to już inna kwestia. To jest tak oczywiste jak powiedzenie, że ogień nie może istnieć bez powietrza - chociaż jeden dąży do destrukcji drugiego.
Filozofować możemy długo, ale oboje wiemy, że wiersz jest kiepski i to co napisałem jest (gorzką), ale prawdą, co czasami trudno przyjąć.

Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Szkoda,ze nie rymotany ;)
Bylby wtedy plynny, rytmiczny... jakos mi tego brakuje.
I nie dlatego,aby latwiej go bylo spiewac, nawet growlem ;)

Mi sie podoba, bo przedstawia konkretna wizje, ktora potrafie sobie wyobrazic, choc maly 'przesyt smierci' da sie odczuc ;)
Pozdrawiam
Coolt

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Panie Piotrze mój wiersz dąży od początku do końca do celu, a jeżeli pan to nie widzi, to może dlatego że każdy inaczej myśli. Ja pisząc miałem jakąś myśl, a że pan jej nie odczytał to inna sprawa. A z tym chaosyem to nawet on jest poukładany ładem i nic więcej nie dodam.
I nie jest prawdą, że co Pan pisze to mnie boli czy jest gożkie. Pisząć to chciałem tylko udowodnić istnienie celu i zaprzeczyć chaosowi.
Człowiek nie może powiedzieć do końca co drugi człowiek myśli i tym akcentem kończę.
Ja równiez pozdrawiam
-katcina-
Opublikowano

Przepraszam Cię za mój ostatni komentarz. Był trochę za ostry i nieco stronniczy. Poprostu poniosły mnie nerwy, gdy napisałeś, że chaos ma swój ład :) Trochę to kontrowersyjne zdanie, ale każdy ma prawo mieć własny pogląd na świat :)

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wiem, że to było zdanie kontrowersyjne. Nawet na zajęciach z etyki ludzie się ze mną kłucili na ten temat.
Oj mnie też troszkę poniosło i też Ciebie przepraszam.
Więc jest ok.
Trzymaj się
-maciek-

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...