Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nanieśli mi błota na dywan i wyszli. i nie zostawili nic. kropli wódki,
którą można by wypić w samotności
notując wiersze. zaproszenia, dobrego słowa, ani tytoniowego dymu
w pokoju. nawet na to nie było ich stać.
nawet na to

nie mogę patrzeć. nie mogę tu zostać. nie mogę pisać jak mi się podoba.
wychodzę;
z domu, z siebie; i drążę w chodniku jak drąży się nie potrzebną prawdę.
i widzisz: jestem silny. ---
przekonaj mnie do tego.

zimno jest. Nic nie śmieszy bardziej niż myśl o sobie udającym znajomość
języka innego niż tutejszy, nieprzypadkowe zejścia w przypadkowe ulice.
Nic nie jest w stanie.

jestem: siedemnastoletni człowiek palący papierosa. przywiązany do siebie
i nieskory by zmienić.

Opublikowano

nie podoba mi sie forma i nie wiem czy nazwac to mozna wierszem... nie podobaja mi sie przemyslenia peela... nie podoba mi sie blad gramatyczny w 8 wersie, "niepotrzebny" razem sie pisze... i ogolnie wiersz mi sie zbytnio tez nie podoba...

Opublikowano

"nie mogę patrzeć. nie mogę tu zostać. nie mogę pisać jak mi się podoba.
wychodzę;
z domu, z siebie; i drążę w chodniku jak drąży się nie potrzebną prawdę.
i widzisz: jestem silny. ---
przekonaj mnie do tego.

zimno jest. Nic nie śmieszy bardziej niż myśl o sobie udającym znajomość
języka innego niż tutejszy, nieprzypadkowe zejścia w przypadkowe ulice.
Nic nie jest w stanie. "

Mnie przekonuje Kociu to co piszesz.
Jest w tobie rzadko spotykany nerw, dojrzałość, tak rzadka u siedemnastoletniego człowieka, ktory przecież nie od dzisiaj pisze wiersze.

Poza błędem ortograficznym - wiersz bardzo dobry.

Ponadto - czytam tekst tak: wszystkie "nie" - zamieniam na tak.
I naczytujję to, co chciałeś schowac.

pozdrawiam Cię ciepło Kociu - Mirka

Opublikowano

ech skomentuję to, bo to błoto na dywanach tak bardzo przypomina mi pewien wiersz ;] tyle, że akcja działa sie na zamku, więc powiązania nie ma. prawda??
nie chcę mówić, że proza, ale wygląda mi to na prozę.
hmmmmm
tak, tak mi wygląda.

dziuńka

hmmm

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...