Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Brudne, żółtobrązowe światło wokół mnie. I przez chwilę zimny, ostry błysk igły. Ulga. Chcę się oprzeć o szarożółte kafelki na ścianie. Ale ona znika. Nie ma jej! Nieważne. Padam na kamienną posadzkę. Jakaś żółta kałuża.
Nagle wszystko staje się jasne, wręcz oślepiająco białe. Szum. Gwar.
I kroki.
Rozmowy wokół mnie. Radość. Czyjś perlisty śmiech. Zamienia się w tysiące srebrnych kropelek. Rozpryskuje się na podłodze.
Kroki. Coraz bliżej. Rytmiczne. Szybkie. Stuk stuk stuk. Obcasy.
Biała mgła. Piękna! Mogę jej dotknąć. Rozmowy cichną. Żółta kałuża obok mnie faluje. Dlaczego? Nie ma wiatru. A może jest? Sama nie wiem.
Stuk stuk stuk.
Idę. Kroki za mną.
Kałuża się wybrzusza. Gęstnieje. Na środku rośnie bąbel. Pęknie?
Śmiech.
Pękł. Rozbryznął się wszędzie wokół. Ochlapał ściany, drzewa, niebo i mnie. Spływa gęstą mazią. Uciekam.
Kroki. Coraz bliżej i bliżej. Nie dogonią mnie! Nie dam się! Bliżej. Biec! Uciec! Jak najdalej!
Boję się. Czego?
Uciec.
Krzyk. Przerażenie. Kto tak krzyczy? Gdzieś daleko. Dlaczego się tak nade mną pochylasz? Ale masz wielką mordę. Czemu jesteś rozmazany? A. Już wiem. Nie jesteś człowiekiem. Odejdź.
- Słyszysz mnie? Dziewczyno, obudź się! Mów coś!
Dziwne. Poruszasz ustami, jesteś tuż nade mną. Ale to nie możesz ty mówić. Przecież ten głos jest zza gór.
Kroki.
Odejdź. Odejdź! WON!!!
Uciekać. Nie złapią mnie. Tam, w góry. Za lasem mnie nie dosięgną. Byle tylko dobiec. Szybciej! Szybciej!!! Nie oddycham. Jak to się robi? Zaraz się uduszę. Nie chcę. Jak się oddycha? Dobiec tam. Zejdź ze mnie! Dlaczego siedzisz mi na piersiach? Odejdź, muszę biec.
Góry coraz dalej. Coraz mniejsze.
Kroki za mną. Obok mnie. We mnie. Ale nie przede mną! Nie wyprzedzą mnie.
Idę. Obok mnie białe jak śnieg nogi. Chude. Cienkie. Ale silne. Kobieta. Czarne kozaczki na obcasach. Na nich szkarłatne wzory. To krew!
Nie, to nie krew. Pnącza. Bluszcz. Oplata się wokół nóg. Dusi je. Pochłania.
Nie złapiesz mnie. Nie prześcigniesz. Nie dam ci! Ja będę pierwsza! Nie wyprzedzisz mnie! Nie chcę!
Nie chcę umierać!
Umierać? Dlaczego? Przecież nie umieram.
Wszystko jedno. Wyprzedź mnie, jak chcesz.
Kroki. Coraz głośniejsze. Huczą mi w głowie. Zajmują ją całą. Rozsadzają od środka. Dzwony. To nie kroki. To dzwony. Kołyszą się na zmurszałych belach w starej dzwonnicy. Opuszczonej. Cmentarnej.
Więc jednak mnie przegoniłaś...

Opublikowano

może sie nie znam na prozie, ale powyższy tekst, widziałabym
jako część składową czegoś dłuższego. konkretne postacie,
akcja itd. co się stało po przebudzeniu bohaterki, jaki
wpływ na jej życie miał ten sen?

tszymai się Espena Sway :)

Opublikowano

Hm. Ujmę to tak - możliwe, iż wyglądało by to coś całkiem nieźle w jakowejś większej całości. I może kiedyś się tam znajdzie. Ale na razie pomysłów ni ma. ;) Jakby coś, to jestem otwarta na sugestie.
Co do tego, co się działo po przebudzeniu - ona się nie przebudziła. Ona umarła.
Dzięki za komentarz i przeczytanie :)
Rhiannon

Opublikowano

Strumień świadomości osoby umierającej, chaotyczny - co oczywiste. Ale czy jest w Twoim tekście "coś"? Zupełnie zwyczajny, nie zmusza zbytnio do refleksji, bo nad czym miałaby ta refleksja być? Ogólna myśl o życiu i smierci? Chyba nie.
Chciałaś ukazać myśli, zachowanie, spostrzeżenia, intensywne i permanentne odrealnianie postaci, która jest coraz bliżej końca. Ja to rozumiem, ale tekst dla mnie nic nie wnosi. Ani tematycznie, ani literacko nie robi wrażenia.
I ostatnia sugestia. Już na samym początku rzuca się w oczy nieprzyjemnie to, że za dużo w oczy rzuca się bohaterce. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że to pewna wizja i trudno polemizowac nad tym, na co zwraca uwagę ktoś, kto umiera, ale trudno przyjąc mi do wiadomości, że taka osoba myśli sobie np.że światło wokół niej jest "żółtobrązowe", a kafelki są "szarożółte". Nawet jeżeli przyjąć, (a byłoby to założenie tyle zabawne, co pozbawione nieco logiki), że nie jest to do końca strumień świadomości, tylko chłodna narracja, nosząca znamiona odgórności swych sądów, to i tak na mojej twarzy pojawia się niezidentyfikowany grymas, kiedy pomyślę o osobie, która umiera, chce przed tą śmiercią uciec i myśli sobie: "Brudne, żółtobrązowe światło wokół mnie. I przez chwilę zimny, ostry błysk igły. Ulga. Chcę się oprzeć o szarożółte kafelki na ścianie". Dla mnie brzmi to śmiesznie. Jestem na nie.

Pozdrawiam

Opublikowano

Wesoły grabarzu, chyba zbyt dosłownie odczytałeś ten tekst - jakby bohaterka myślała to wszystko dokładnie tymi słowami, którymi autorka to zapisała. Ja to wszystko odebrałam jako ciąg obrazów - rzeczywistość miesza się z majakami, w dodatku coraz mniej jest opisów rzeczywistości, a coraz więcej majaków.
Bardzo dobre jest stopniowanie - że tak powiem - zamazywania się świadomości, czemu służy to, iż na początku tekstu występuje kilka pełnych, dość długich zdań, a potem jest coraz więcej coraz krótszych równoważników.
A ta igła? - w moim odbiorze to narkotyk. Dlatego w pierwszym akapicie bohaterka jest jeszcze żywa i całkiem przytomna, a od słowa "ulga" zaczyna być coraz bardziej na haju.
Całość można odczytać jako metaforę życia narkomanki: od pierwszej próby zażycia trucizny poprzez coraz silniejsze porażenia świadomości, od ulgi do koszmaru, majaków, potem wyścig ze śmiercią, pragnienie przeżycia jako ostatnia "świadoma" myśl - i wreszcie nieuchronny koniec, kaplica.
Mnie się podoba ten tekst.

Opublikowano

No właśnie. Gdyby nie to, że Oxyvia dodała swój komentarz, napiasabym to samo, co ona. Dziękuję za wyręczenie mnie ;)
Co do tego, że z tekstu nic nie wynika... To zależy, z jakiego punktu widzenia. Jedni tam zobaczą wyłącznie śmierć i nic poza tym, a inni być może stwierdzą, że nie warto sięgać po prochy... Sorki. Nie, nie miało tu być smrodku dydaktycznego, jestem daleka od moralizowania kogokolwiek. Tak mi się tylko powiedziało. :)
No. Ale poza tym dziękuję za przeczytanie, komentarz i konstruktywną krytykę. Nie każdemu się w końcu musi podobać moja pisanina, nie? ;)
Pozdro, R.

Opublikowano

Jak się chce, to można się doszukiwać w tekście i czternastu den, zaskakująca zbierzność myśli między Paniami, zbieg okoliczności, czy tzw. "przeznaczenie". Na miejscu Pań nie zostawiłbym tak tego. Niedaleko pada skorupka od jajka, czy jak to się tam mówi.
Ten tekst dla mnie na nie, ale będę Autorkę obserwował

bacznie

w pas ukłony

p.s być może rzeczywiście odczytuje nazbyt literalnie, posiedzę troche w poezji i może skumam po powrocie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Uoch!
Brzmi groźnie... ;)
Dziękuję.
A tekst nie musi się podobać każdemu. Zdaję sobie sprawę, że jest na tyle dziwny, że albo czytelnicy uznają go za arcydzieło, albo za dno. :) Byłam ciekawa, co wybiorą...

A że zbieżność myśli... cóż. Bywa. W sumie to o takie właśnie odczytanie mi chodziło, jak już mówiłam, no i Oxyvia się tego docztała. I dobrze. Cieszę się, że się w ogóle da, bo nie do końca byłam pewna, czy tekst jest jasny tylko dla mnie, czy dla innych też. Nie wylądowało na warsztacie, bo uznałam, że jednak ta druga opcja jest prawidłowa.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, R.
Opublikowano

Słabiutki ten tekst, praktycznie o niczym.
Idę, stuk stuk, kroki, krzyk, wszystko jedno, kroki - takie bla bla bla.

Tutaj możesz publikować pod płaszczykiem ochronnym, bo niewiele osób zagląda a znajomi puszczą oczko i poklepią po ramieniu, że super , ektra. gdybys to opublikowała w dziale dla początkujących to by na Tobie nie zostawiono suchej nitki. wesoły grabarz dość subtelnie wyraził swoją opinię. Ja trochę inaczej.
KULA!!!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem ten komentarz... <:>
Poza tym, poprzednio, zdaje się, sugerowałeś, że się umówiłyśmy z Oxyvią co do interpretacji mego wspa... no, dobra. Mego utworu. Otóż nie. Ona naprawdę tak myśli. A ja napisałam, że myśli prawidłowo, bo to prawda. I nic na to nie poradzę... ;)
Podrawiam serdecznie, R.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Masz pawo myśleć, że to o niczym. Mimo, że wcześniej było wyjaśnione, że jednak o czymś. Ale dobra, Twoja sprawa. Nie rozumiem jednak, czemu twierdzisz, że na P by mnie zjechali, a tu mnie wszyscy poklepią...? Chyba właśnie tutaj by mnie bardziej zmieszano z błotem, niż tam, skoro tu jest dział dla zaawansowanych, prawda? Chyba zwykłą koleją rzeczy bardziej się jeździ po tych, którzy uważają się za zaawansowanych w czymkolwiek, niż po początkujących... Nie żebym się napraszała, oczywiście, ale tak chyba jest. I w Regulaminie chyba też jest napisane, że na P nie można za bardzo brykać, bo oni się dopiero uczą. Czy nie mam racji?
R.
Opublikowano

Między tymi działami de facto to pozostała tylko różnica w nazwie. Tu sporadycznie się komentuje (wiem bo jestem trochę czasu na forum) i zazwyczaj o wiele mniej wnikliwie niż w drugim dziale. Podsumowując - na razie zaczynasz przygodę z pisaniem, tekst mnie nie przejął, wręcz znużył. A w regulaminie mowa o grzeczności dla debiutantów jest i się jej przestrzega, ale pisze się też szczere, konstruktywne komentarze. Kilka przydałoby się i tutaj. Jeśli już chcesz się do tego regulaminu stosować, to wstawiaj krótsze teksty do debiutów. Zresztą rób co chcesz. Ja tylko wyrażam moją dezaprobatę wobec takich nijakich "opowiadań". Dziękuję.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem ten komentarz... <:>
Poza tym, poprzednio, zdaje się, sugerowałeś, że się umówiłyśmy z Oxyvią co do interpretacji mego wspa... no, dobra. Mego utworu. Otóż nie. Ona naprawdę tak myśli. A ja napisałam, że myśli prawidłowo, bo to prawda. I nic na to nie poradzę... ;)
Podrawiam serdecznie, R.


niczego nie sugeruję, nie daję się atmosferze, która opanowała tzw. "górę", nie ma układów, prowokacji, spisków - na pewno nie tutaj, nie będę tłumaczył moich komentarzy, bo to bez sensu (mam zacząc przypisy robić?), po prostu tekst jest słaby, a założenie, że ktoś uzna go za arcydzieło (lub ewentualnie dno) jest żenujące ;]

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem ten komentarz... <:>
Poza tym, poprzednio, zdaje się, sugerowałeś, że się umówiłyśmy z Oxyvią co do interpretacji mego wspa... no, dobra. Mego utworu. Otóż nie. Ona naprawdę tak myśli. A ja napisałam, że myśli prawidłowo, bo to prawda. I nic na to nie poradzę... ;)
Podrawiam serdecznie, R.


niczego nie sugeruję, nie daję się atmosferze, która opanowała tzw. "górę", nie ma układów, prowokacji, spisków - na pewno nie tutaj, nie będę tłumaczył moich komentarzy, bo to bez sensu (mam zacząc przypisy robić?), po prostu tekst jest słaby, a założenie, że ktoś uzna go za arcydzieło (lub ewentualnie dno) jest żenujące ;]

pozdrawiam
To był żart. Wiesz, co to żart? To zajrzyj do słownika.
A jeśli piszesz jakieś dziwaczne znaczki w komentarzach, to się nie dziw, że Ziemianie nie zrozumieją przekazu.
Ja też pozdrawiam. R.
  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Wydaje mi sie, ze tekst jest troche nie prawdziwy. Otoz uwazam, ze tworzy jakby sztuczna glebie. Daje czytelnikowi zludzenie, jakoby autorce chodzilo o "cos wiecej". Ale pomysl jest ciekawy, moze nie ekstremalnie oryginalny, ale nie mdly jak wiekszosc dzisiejszej "literatury wyzszej". Jestem na tak:)

Opublikowano

Mnie się podoba. Podoba mi się mieszanie się doznań zmysłów docierających z "naszego świata", subiektywnych odczuć z majaczeniem, strachem, z chwytem literackim, jaki wprowadzają symboliczne kroki. Wydaje się, że bardzo dobrze opisany strach, walka, wreszcie poddanie się.
Temat od zawsze nurtujący człowieka, tym trudniejszy do efektownego opisania, gdyż dużo na ten temat zostało już napisane (i namalowane, wyrzeźbione, sfilmowane, nagadane...) ale zawsze będziemy do tego tematu wracać, a wszystko co napisane będzie li tylko subiektywnym wyobrażeniem tego momentu, bo i tak nigdy nie dowiemy się wszystkiego.
Pobudza wyobraźnię. Strzykawka daje dodatkowy element dydaktycznej przestrogi...
Pisz jeszcze!
Trzymka.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Proszalny Wydaje mi się, że arbitralne stwierdzenie 'nie ma ja' i wysnuwanie z tego dalszych wniosków upraszcza problematykę, ale niewiele wyjaśnia. Możnaby zapytać: Biochemia mózgu napisała Twojego posta? Jony potasu krążą w neuronach i nucą: nie ma ja nie ma ja nie ma ja? Kto właściwie mówi?
    • Zło   Gdyby tak można zdefiniować zło, zaznaczyć jego granice, ściśle określić linię zła, granicę zbioru, można by wtedy opublikować te kryteria klasyfikacyjne i poczuć się wolnym od uciążliwej, stałej penetracji, analizy. Można by komfortowo spędzać czas nie troszcząc się o wiedzę czy to co było dotychczas, jest już złe, a może nie było nigdy dobre? Można powiedzieć, że z grubsza, dzięki Objawieniu ludzie wiedzą co jest złe. Można pokusić się tu o takie piktograficzne porównanie wiedzy o złu do zbioru liter, które na pierwszym planie są wyraźne ale na dalszym rozmywają się w szarej mgle. Powszechnie wiadomo, że złem jest zabicie drugiego człowieka, swego bliźniego, ale z drugiej strony powszechnie wiadomo, że nie wszyscy mogą przetrwać. Niejeden „nawiedzony” mówił, że „to jest jedyna, słuszna droga, a wszelkie odstępstwa są błędem i będą karane z całą surowością prawa”. Po czym historia, czyli sędzia czasu, a może czas sądzenia pociągały takich osobników do odpowiedzialności za dokonane zło, pojmowane przeważnie jako ruina kultury materialnej. Mówiąc językiem tłumów „nie ma co do gęby włożyć”. Z tych ruin i zgliszczy, niczym przysłowiowy feniks z popiołów, pojawia się „nowy” i „jedynie słuszny”, trwa „odbudowa” i chwile „powszechnej szczęśliwości”, określane jako dobro. Mizantropia na którą można tu zapaść, też zapewne można określić jako przejaw zła. Miotanie się od hossy do bessy, to też jakieś zło. Zło niewiedzy o złu, które wydaje się przerastać człowiecze możliwości i nie wiadomo dlaczego ten świat jeszcze trwa. Wszędzie ktoś narusza czyjeś „dobro”, czyni „zło” i spustoszenie. Dzięki pisanym kodeksom etycznym i tzw. „prawu” wiemy z grubsza jak postępować nie należy aby nie zostać posądzonym o złą wolę. Choć gdyby zapytać nagle kogoś czy to co uważa za „złą wolę” jest nią rzeczywiście, odesłałby nas z pewnością „do diabła” albo do poradni zdrowia psychicznego. Wielu filozofów zauważyło, że zło to pochodna „złej woli”, „złego charakteru”, „złego zaczynu”, „skażenia bytu ludzkiego”. Ich mniemania niejednokrotnie znajdowały swoje potwierdzenie w historii ludzkości. Zwycięstwa wielkich tyranów, despotów oparte o krwawą drogę do władzy na zawsze zapadną w ludzką pamięć jako totalitarne zło. Niektórzy upatrują zła we władzy, w dążeniu człowieka do panowania nad innymi. Ale z pewnością nikt nie powie, że władza rozumu nad namiętnościami to zło. Ktoś powie, że „czysty rozum” to zło, ale z pewnością nie władza rozumu nad namiętnościami. Można dodać z pewnością, że władza „zdrowego rozsądku” nad namiętnościami to jedyne dobro człowieka. To ów „zdrowy rozsądek” pomaga rozpoznać, które z objawień są dobre, a które złe. Z pewnością Łaska Boża oraz tzw. „sumienie” mogą stać się również pomocą dla tego dobra. Lecz znamy z historii przykłady ludzi bez sumienia. Dzięki „zdrowemu rozsądkowi” i Łasce Bożej oraz objawieniu człowiek może określić zło dość precyzyjnie poprzez swoje sumienie. Sumienie i „krnąbrna wola”, sumienie zaniedbane to z pewnością zło. Uniemożliwia ono trafne rozpoznanie i zdefiniowanie na czym polega w danej kwestii zło. Taki człowiek o nieprawym sumieniu lubuje się w sobie, nie potrafi pokonać własnego egoizmu, dla jakiejś tam „metafizycznej moralności”, jakiejś abstrakcji. Utarło się pojęcie „zło konieczne”. To tak jakby leczenie trucizną. Zło niedoskonałości nakazuje nierzadko korzystanie z takich połączeń pojęć: zła i konieczności, mimo, że większość wie o konieczności dobra (dobro konieczne). Czasem w świecie komedii spotykamy postacie o chwiejnym charakterze, skłonnych do egzaltacji, gwałtownych porywów czy omdleń, których w żaden inny sposób uleczyć się nie daje, jak tylko przemocą. Człowiek poszukując ideału natrafia na bariery nie do przebrnięcia, czy to przez formę bytu swego, czy przez powolność skojarzeń i nie może sprostać w rzeczywistości ideałowi moralnemu, etycznemu aby znaleźć owo konieczne dobro w postępowaniu. Mówi się „co nagle to po diable” i z pewnością coś w tym jest. Gdyby tak nagle upowszechnić klonowanie ludzi z dążeniem do eliminacji jednostek słabych i chorowitych. Czy to byłoby złe aby na świecie żyli tylko zdrowi, inteligentni i silni? Świat stałby się zdrowy, inteligentny i silny! To chyba logiczne. Świat nadludzi. Jakie to byłoby wspaniałe! Legendarne zło pierwszych rodziców ludzkości stanowi zagadkową zagadkę i tajemnicę tajemnic. Trudno nam uwierzyć w historię o wypędzeniu z Raju, choć z drugiej strony na każdym kroku widać konsekwencje tego błędu, tego zła, powielanego w każdej parze, mimo nowoczesnego, pozytywistycznego sztafażu. Legendarne zło Pandory, która uwolniła ze swego naczynia wszelkie nieszczęścia tego świata… . Legendarne zło Erosa, który nie posiada ani Dobra, ani Piękna i kombinuje, jak tu się przypodobać aby udało mu się nabrać kogoś, że ma jedno i drugie. Również legendarne zło jednego z dwóch braci: Kaina, jak bardzo dziś, w nowych czasach bije w oczy, w wielu regionach tego świata. Zło braci Józefa (Stary Testament), tak znakomicie przekazane przez dramaturgię współczesną i współczesną literaturę, to wciąż ta sama historia, powielana przez posiew diabła, szatana. A zło Sodomitów i Gomorian, tak pieczołowicie wynoszone na piedestał masowej kultury przez współczesnych ultra libertynów? Czy lepiej można oddać postać zła od takich mistrzów „pióra”, jak Sofokles, Eurypides, Ajschylos, J. Racine, P. Corneille, W. Shakespeare, F. Dostojewski, F. Durrenmatt, G. Greene? Ale i ich pewność o złu wynika z dość niejasnych przesłanek, których sami się obawiali i obawiają. Nie stawiają w swoich dziełach kropki nad i. Nie definiują zła ale znakomicie opisują i prezentują, a robią to z duszą na ramieniu, ponieważ zło jest ogromnie zaraźliwe. Gdy dobro jest tak trudne do osiągnięcia, tzn. wymaga pewnego wysiłku, zło zawsze jest łatwiejsze do osiągnięcia, łatwiej „lgnie do ręki”. Człowiek nieświadomy zbytnio zła, gdy sięgnie do dzieła przedstawiające zło, niejako automatycznie, a podświadomie zaraża się ideą zła, opisywaną przez autora dzieła. Co gorsza, idea ta puszczona w niepamięć odrazy i odrzucenia, znikając z horyzontu czytelnika nie obumiera lecz kiełkuje w ciemnościach na podobieństwo bladego ukwiału, na dnie Rowu Mariańskiego. Tak więc człowiek staje po raz kolejny pod krzyżem paradoksu: nie znać zła to znaczy je popełnić, znać zło to znaczy je popełnić. Jeśli nie wiadomo jak coś trzeba zrobić można to zrobić źle. Jeśli wiadomo jak robić nie należy, bo będzie to oznaczało taki to a taki skutek, ktoś może mieć złą wolę osiągnięcia takiego skutku. Jedną z najgorszych postaci zła jest niemoc jasnego rozumienia rzeczy, pogorszona percepcja, niedostateczna uwaga pod jakimś wpływem, pod wpływem jakiegoś czynnika. Brak ostrożności u alpinisty zabija go lub okalecza w oka mgnieniu. Podobnie u sapera, chwila zapomnienia, nieuwagi i… eksplozja zardzewiałego ładunku gotowa. Gdy zawodzi człowieka tak ulotny atrybut jak intuicja, może nie tylko atrybut, lecz także niejasne zjawisko, momentalnie popada on w jakiś konflikt, w jakieś uwikłanie, jakąś matnię. Może to być uwikłanie z szczęśliwym zakończeniem (happy endem), ale nie koniecznie. Zbytnia ostrożność, lękliwość, zdwojona czujność często prowadzi człowieka do obłędu, do utraty zdrowego rozsądku. Rzekomo wiadomo jak postępować nie należy, jak postępować należy, wiadomo o zachowaniu czujnej intuicji, jasnego umysłu, a zło i tak dopada człowieka w momencie, którego najmniej się spodziewa. W chrześcijaństwie, a zwłaszcza w Kościele Katolickim wyszczególniono zło i nadano mu nazwę „grzechu głównego”. Liczbę, ilość grzechów określono na siedem, ale tzw. „grzechów ciężkich” jest w tymże Kościele więcej. Ogólnie można przyjąć, że grzechów dopatrzono się na znaczną liczbę, wynikających z dziesięciorga przykazań, grzechów głównych, dwóch najważniejszych przykazań ewangelicznych, przykazań kościelnych, grzechów przeciwko Duchowi Świętemu. Z pewnością inaczej przedstawia się sprawa, problem zła w kościele protestanckim, z którym od wielu już lat toczy się bogaty dialog ekumeniczny w duchu jedności chrześcijan. Dialog ten owocuje wspólnym dobrem. Protestanci w swoich doniosłych rozważaniach teologicznych usiłują jakoś uporać się ze złem tego świata, choćby w zakresie definicji grzechu, definicji zła. Sokratyczna definicja grzechu uzmysławia nam kondycję umysłową człowieka względem zła, występku i grzechu. Głupotę określa jako grzech. Grzech powoduje utratę wiedzy o nim samym. Człowiek, który grzeszy, traci wiedzę o tym, że źle postępuje, ponieważ gdyby o tym wiedział nie czyniłby tego co złe ale to co dobre. Człowiek sprawia wrażenie, że pojmuje grzech, wie jak postępować powinien, a jednak postępuje tak, jakby tej wiedzy zupełnie nie posiadał, a to co mówił o swej wiedzy nie miało nic wspólnego z jego postępowaniem. W dawnym Kościele Katolickim, myśliciel religijny i teolog Pseudo Dionizy myślał podobnie, choć dla współczesnego człowieka śmiesznie i naiwnie bo widział ideę aniołów inteligencji. Dopiero w ostatnich latach swego wielkiego pontyfikatu, Papież Jan Paweł II napisał najbardziej znaczące dzieło dla całego Kościoła, mianowicie encyklikę „Fides et ratio”. Można powiedzieć, że świat ma jeszcze jakąś szansę ocalenia cywilizacji przed zagrożeniami i złem, określanym przez naukę jako „zagubiony paradygmat”. Że balansująca na krawędzi ateizmu cywilizacja pełna pychy (C.K. Norwid „Cywilizacja”), społeczności – robotów, zbiorowej patologii miejskich molochów, zdziczałych watach biedoty, otrzyma szansę nie tylko dalszej ale i jakościowo lepszej egzystencji, godnej człowieka. Że przeżyje jeszcze kilka pięknych chwil przed finałem, właśnie dzięki temu „zagubionemu paradygmatowi”, dzięki „Fides et ratio”. Współczesna, totalitarna cywilizacja, uzbrojona po zęby dzięki złu konstruktorów bomb ABC, „złu koniecznemu”, śpi na „beczce prochu” nie wiadomo jak długo jeszcze. Może przecież dojść do serii prowokacji, fali wzajemnych urazów i pretensji, za którymi czai się pieczołowicie kultywowana i realizowana idea walki z wrogiem.  Byle pretekst da możliwość ujścia, zniszczy tamę i doprowadzi do otwartego konfliktu. Żyjemy w świecie, w którym dobrem jest to, że zło uniemożliwia zło innym. Można powiedzieć, że czasy, gdy „zło zwyciężało się dobrem” bezpowrotnie minęły. Dziś ktoś jest „dobry” dlatego, że fizycznie, przez zło większe nie może zrealizować zła mniejszego. Jest więc pozbawiony wolnej woli i wyboru, sprowadzony do roli zwierzęcia, które czeka na okazję, kiedy będzie mogło się odgryźć, odkuć, wyjść na swoje i zniszczyć konkurencję. Myślenie innego typu jest uznawane za infantylizm lub chorobę. Przymus ekonomiczny wielkiego kapitału i jego długich macek wysysa z ludzi energię i nakazuje się cieszyć tym, że za swój ciężki wysiłek może w ogóle przetrwać. Zło wyzysku ponad sprawiedliwość (zob. Jan Paweł II „Centesimus annus”) zabija w człowieku nadzieję na godziwy byt, nie wspominając o luksusie. Ktoś, kiedyś obliczał ile to można by zrobić, gdyby sumę pieniędzy miast na zbrojenia przeznaczyć na „postęp”, ile to istnień ludzkich, które co dnia umiera z głodu mogłoby przetrwać. Tyle zła jest na tym świecie, a mimo tego on trwa… to zdumiewające… nieprawdopodobne.  
    • Jestem huraganem, który wraca do Ciebie.   Jestem ciszą między słowami, w której chowam to, czego nie potrafię powiedzieć...   ...może nie chcę. Niczego nie obiecywałem. Byłem prawdziwy. Przy Tobie.   Lilie też więdną...   Zawsze jest nowy dzień. Uśmiechnij się...
    • Jestem huraganem, który wraca do Ciebie.   Jestem ciszą między słowami, w której chowam to, czego nie potrafię powiedzieć...   ...może nie chcę. Niczego nie obiecywałem. Byłem prawdziwy. Przy Tobie.   Lilie też więdną...   Zawsze jest nowy dzień. Uśmiechnij się...  
    • chcę przenieść góry pagórki i łąki chcę dostać się do mojej ukochanej biedronki chcę bażanta widzieć w pełni krasie i w wiosennym budzić się to czasie chcę kochać ptaki na rzewnym niebie i wszystko dotykać co rośnie wokół w siewie motyle i pszczoły zawsze pielęgnować chcę modry naturę, i drzewa o las próbować chcę rzeką spłynąć niczym morzem tańczyć w kwiatach z młodym zbożem chcę Tulipany wąchać i je głaskać od róży miłości chcę ciągle wzrastać chcę powiedzieć jak cię lubię że w mych myślach się nie chlubię że poemat wietrzy czułą nową dłoń to miłości ze spojrzeniem moja skroń
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...