Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
CYTAT (Pelman @ Jun 28 2003, 05:29 PM)
Bo jak podzielić punkt? Doszedłem jednak do wniosku, że chodziło Ci o to iż -

pomiędzy nimi ktoś

Tak?

Punkty to ludzie. Razem tworzą ciekawą całość, ale osobno nic nie znaczą i są niezauważalne. Wspólnie stanowią coś. Bardzo słusznie zauważył Pan, że chodzi o rozdzielenie dwóch "punktów"przez osobę. Ja myślałam też o przedstawieniu pewnej sytuacji: "podzielone były tylko pojedynczą, nieistotną osobą".
Pozdrawiam Pana bardzo serdecznie i dziekuję za komentarz
Opublikowano

Ja zrozumiałem. Jednak ta końcówka troszke jakby nieczytelna. Nie mówię, że w wierszu ma być czytelne wszystko, ale tu zachodzi odejście od formy przedstawienia sprawy wcześniej. Można tak robić, ale trzeba w tym być mistrzem. Ogólnie jestem w szoku przez fakt szybkiego Twojego rozwoju. To wręcz niebywałe. Ten wiersz juz nie razi mnie brakiem jakichkolwiek przemyśleń. Jest dobrze, bo jest postęp. Jest źle, bo praca dopiero sie zaczęła i mam nadzieję, że o tym wiesz. smile.gif



Adam

Opublikowano
CYTAT (Pelman @ Jun 29 2003, 09:59 PM)
Beato! Może i jestem stary ale nie aż tak.
Proszę, nie mów mi per "pan".
Na imię mam Krzysiek, pseudo Pelman - co wolisz?

Dziękuję Ci bardzo. Jest mi niezmiernie miło (wolę Krzysiu wink.gif )
Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
Opublikowano
CYTAT (Adam Szadkowski @ Jun 29 2003, 10:08 PM)
(...) dobrze, bo jest postęp. Jest źle, bo praca dopiero sie zaczęła i mam nadzieję, że o tym wiesz. smile.gif

Wiem, że zaczynam pracować nad stylem i wierszami, ale dziękuję, że zauważyłeś poprawę wink.gif Staram się, chociaż natchnienie opuściło mnie ostatnio (mam nadzieję, że wróci wink.gif )
Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...