Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Cudownym chwilom dzieciństwa i wszystkim, którzy mieli w nich swój udział

W pięciolinię zapachu siana wplecione
nuty z solfeża tęczy
śmiech dziecka upuszczony
na ścieżce w dorosłość

niebo zawieszone niżej niż sufit zsyłało
marzenia w kształcie kropel rosy
pod małymi stopami odbity skrawek słońca
zdeptany niebawem

pamięć wraca po śladach
kulawa jak kotek pod gruszą w ogrodzie
śpi pewnie do teraz a na nim kamień
pilnuje wspomnień

niebieskie klejnoty chabrów
zatopione w złotej koronie pola
już po żniwach a nadal lśnią

gdy spojrzę w lustro
Opublikowano

całkiem miłe...fajne wpomnienia:)

najbardziej podobają mi się 3 pierwsze zwrotki, ale w drugiej słowo "zsyłało" dałabym do drugiego wersu..chyba bardziej by pasowało, ale to tylko taka moja sugestia.

fajny wiersz, pozdrawiam:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Myslę, że większość z nas ma taki ogród. Chcialam go zatrzymać na dłużej. Najlepiej na zawsze, ale się nie da:-) I sloneczko też. dzieki za spojrzenie i zapraszam ponownie.

Pozdrawiam cieplutko mimo deszczu
MR
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziekuję bardzo, bardzo. Tak wlaściwie, to czekałam, aż Pani tu zajrzy;-) Cieszę się, że się podoba.


Czarna Perło widzę, że chyba u mnie pierwszy raz, a przynajmniej pierwszy ślad. Bardzo mi miło:-) A jeszcze bardziej, że do ulubionych. Dobrze, że cieplo, przyda się,bo za oknem brr...

Pozdrawiam ciepło i słonecznie
MR
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzięki Nato, bardzo dzięki:-) Przede wszystkim za to, że sobie "przypomniałaś";-) No i oczywiście cieszę się, że się podoba. To znaczy, że jednak jest w nim jeszcze coś oprócz wspomnień. Bardzo miło, że do mnie zaglądasz, bo nie pierwszy już raz. No i zapraszam ponownie:-)

Pozdrawiam
MR

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...