Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

między nocą a dniem
strachem co zniszczyć chce
jak zbłąkana w dzień ćma
gdzie wiatr wieje i gra
siedzi robak w rozgrzanym kominie

wszystko co dzieje się
wkoło - nieważne gdzie
ma niewielki dlań sens
na swej drodze po kres
zawisł robak w rozgrzanym kominie

swoje miejsce i ład
znalazł tam chociaż świat
gdzieś daleko wciąż trwa
o tym już jednak sza
spłonął robak w rozgrzanym kominie.

Opublikowano

Podoba mi się oprawa i styl tego wiersza, ale to chyba jedyne co mi się w nim podoba. Chciała Pani napisać w klasyczny sposób, ale wyszła rymowanka. Powie pewnie Pani, że tak miało być, ale niech Pani jeszcze raz przeczyta co napisała. Takie rymy są poprostu niedopuszczalne nie dość, że częstochowskie i jednosylabowe to jeszcze oklepane i wymuszone. Już by było lepiej bez nich. Jeśli już chce Pani rymować to niech się Pani skupi na rymach mniej dokładych i żeńskich. Rymy do wyrazów: się, chcę, być, chcę, mnie, ty, sobą Tobą, ciebie, niebie itd. to żadne rymy.

Dobrze, że chociaż rytm Pani w miarę zachowuje. Wiersze rymowane mają to do siebie, że musza być rytmiczne.

Reasumując, na Pani miejscu uciekałabym z Z zanim reszta Panią zje..

Opublikowano

Już nie raz zostałam zjedzona, czy może raczej próbowano mnie zjeść lub spalić na stosie. Odradzam się jak feniks z popiołów :)))
W wierszu tak miało być istotnie. Zastanawiam się dlaczego, gdy się pojawi wiersz w którym są rymy, większość osób skupia się właśnie na nich a nie na ocenie treści wiersza. To nie rymy są ważne, jak mi się zdaje, tylko treść. A moje rymy, czy są częstochowskie? Określenie częstochowskie pochodzi od takich pieśni dziadowskich śpiewanych pod kościołami. Pod Czestochową było tych śpiewaków najwięcej. Zwykło się to określenie stosować do rymów prostych i gramatycznych. Same jeszcze czestochowszczyzny nie czynią. Dopiero w wierszu gdzie brak rytmu, a treść do tych rymów dostosowana i z sensem całego wiersza nie najlepiej. Oczywiście na te gramatyczne trzeba uważać i wiersz zyskuje jeśli nie ma ich zbyt dużo. To prawda.
Wymuszone rymy to takie, które nie pasują do treści. Który w moim wierszu nie pasuje? Poprawię może.
Dziekuję za komentarz :)
Trochę się podobało i to mnie cieszy. Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


sugeruje Pani, że każdy wiersz rymowany ma takie rymy. a to nieprawda. Największą sztuką jest napisac taki wiersz gdzie te rymy nie będą wcale zauważalne i nie będą przeszkadzać w treści. W Pani wierszu tak nie jest. Dlatego każdy kto go przeczyta pierwsze co zauważy to te okropne rymy.

Nieprawda. Rytm to jedno, sens wiersza to drugie a rymy częstochowskie to trzecie. Sugeruje Pani, że rymy częstochowskie (a raczej banalne, bo o to znaczenie rymów częstochowskich mi chodziło) są cz ęstochowskie dopiero w wierszu i dopiero gdy wiersz jest niesensowny i nierytmiczny? bzdura.
Rymy mogą istnieć same. Rymy są rymami same w sobie.


może nazwę to tak. W Pani wierszu wydaje się, że rymy determinują treść. Tak jakby chciała Pani na siłe, żeby się rymowało i podporzadkowywała treść rymom. To jest przerost formy nad treścia..
Opublikowano

Dorno piszesz:
" Rymy mogą istnieć same. Rymy są rymami same w sobie."
Mogą, tylko po co?
Nie mają znaczenia same słowa, dopiero zdania z nich ułożone o czymś mówią.
Same rymy też niczemu nie służą , nabierają znaczenia dopiero w wierszu.
Można napisać zły wiersz i zupełnie bez sensu, używając do tego samych dobrych i wyszukanych rymów i dbając o rytmikę.

Piszesz także:
"Tak jakby chciała Pani na siłe, żeby się rymowało i podporzadkowywała treść rymom " - zdecydowanie nie miałam takiego zamiaru. Wiersz ma treść. To krótki wiersz ale nie ma w nim niepotrzebnych słów. I przecież nie jest o robaku.

Zamieściłam go, bo byłam ciekawa jak jest odbierany. Mam do wiersza bardzo osobisty stosunek. Jest w jakiś sposób ważny dla mnie. Może tylko dla mnie :)
Jak widzisz jesteś jedyną osobą do tej pory, która chciała napisać opinię i bardzo za nią dziękuję, chociaż nie o ocenę rymów mi chodziło.
Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Czy ja wiem, czy te rymy można podpiąc pod częstochowe ? Czerpiąc z Kulawika i Miodowskiej - oni zwią to rymy "ubogie", ale w sensie minimalnej ilości głosek. Oczywiście "ład/świat" to typowy, szkolny rym, ale faktem jest też, że warsztat to tylo częsc. Są też rymy niedokładne - oparte na przybliżonej zgodności brzmieniowej. Tresciowo ten utwór jest bogaty z znaczenia, zatem jakby rekompensuje powtarzalnośc pewnych ukladów rymowych. Chcąc nie chcąc wyszedł całkiem znośny refleksyjny liryk. A wynaleźc nowe rymy po tylu latach poezji, nie jest łatwym zadaniem - co nie znaczy, ze nie trzeba.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Jednak liryk i jakieś znaczenia widać w wierszu :))
Mam nadzieję, że to nie po protekcji ta opinia tylko tak myślisz naprawdę M. Krzywaku.
Już pisałam, że do wiersza mam wyjątkowo osobisty stosunek. Zaburza mi to samoocenę :)
Nie zawsze używam prostych rymów. Tu pasują do tego robaka prymitywnego jak karaluch albo inna glizda. Nawet mi się kiedyś wydawało, ze to na pierwszy rzut oka widać, a tu dyskusja czy rymy powinny być męskie czy żeńskie :))))
Z rymami w ogóle trudno, ale się staram jak umiem. Te dokładne rymy najlepiej lubię, choć i te mniej dokładne też mi się zdarzają a i napisałam też kilka białych wierszy :))
Dziękuję za wizytę i pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



O żadnej protekcji nie może byc mowy, zresztą ze mnie protektor jak z koziej d... trąbka. A dwa, to głupio kogoś dźwigac na siłe wmawiając, że to arcydzieło. Jest tekst i to na jego podstawie ewentualny krytyk może porównac - czy poprzednik miał racje, czy nie. A klepac kogoś po pleckach, bo to Halina spod piątki to obciach.
Tak myśle pani Joanno.
Pozdrawiam.
Opublikowano

Tym bardziej mnie cieszy poprzedni wpis :))
Sama też nigdy nie piszę opinii zależnych od tego kto tekst napisał, albo co napisał pod moim tekstem.
Pisząc o protekcji w żadnym przypadku nie chciałam urazić. A opinie Szanownego M. Krzywaka bardzo sobie cenię :)
Pięknie dziękuję i pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czuję się osobiście obrażony ;). Dlaczego "szkolny" i "częstochowski" są traktowane jak synonimy. Ja chodzę do szkoły i będę chodził jeszcze ładnych parę lat, co nie znaczy, że od razu jestem grafomanem. (A może jednak ;P).

Co do wiersza - zastosowanie takich, a nie innych rymów wygląda mi na zabieg celowy. Jeżeli rzeczywiście zamierzeniem Autorki było, żeby wszystkie rymy były takie pozornie złe, męskie (dlaczego w tak wielu przypadkach rymy męskie brzmią kiczowato? feministki to wymyśliły czy co? ;)), to w takim razie akceptuję wolność twórczą.

Jeśli chodzi o treść, to jest dość dobra, refleksyjna.
Minimalnie plusuję.

Pozdrawiam,
Gaspar :-).
Opublikowano

Dziękuję Gasparze za ten plusik malutki :)
Tak jeszcze się dopiszę o tych rymach a właściwie słowach, bo to słowa, które się rymują wprawdzie ale przecież coś znaczą. Nie uważam aby jakieś rymy były złe. Mogą być nieumiejętnie użyte, bo to tylko tworzywo, z którego powstaje wiersz.
Jeśli porównać np. pisanie do gotowania to z bardzo dobrych i drogich produktów można ugotować niesmaczną potrawę a z prostych i tanich taką że palce lizać :) Jest tylko małe ale nie wszystko wszystkim smakuje.
Także serdecznie pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czuję się osobiście obrażony ;). Dlaczego "szkolny" i "częstochowski" są traktowane jak synonimy. Ja chodzę do szkoły i będę chodził jeszcze ładnych parę lat, co nie znaczy, że od razu jestem grafomanem. (A może jednak ;P).

Co do wiersza - zastosowanie takich, a nie innych rymów wygląda mi na zabieg celowy. Jeżeli rzeczywiście zamierzeniem Autorki było, żeby wszystkie rymy były takie pozornie złe, męskie (dlaczego w tak wielu przypadkach rymy męskie brzmią kiczowato? feministki to wymyśliły czy co? ;)), to w takim razie akceptuję wolność twórczą.

Jeśli chodzi o treść, to jest dość dobra, refleksyjna.
Minimalnie plusuję.

Pozdrawiam,
Gaspar :-).

To już wina badaczy - tak po prostu nazywają.
Ale ja powtarzam, że akurat w takim wierszu on się broni, nie razi, ale wyobraźmy sobie wiersz:

piękny świat
w nim rzeka miłośc
kocham cię tak
w ramionach twej czułości

i wątpie, żeby taki potworek przeszedł gdziekolwiek.
:)
Opublikowano

M. Krzywaku
Czyli treść wiersza jest ważna :)))
Taki ckliwy potworek mógłby być napisany również bez rymów (ile takich wierszydełek się pojawia kto to zliczy :)))

Mnie się wydaje, że wiele złego w poezji właśnie tej rymowanej, przyniosły listy tego co zakazane. Ktoś gdzieś napisze "to jest złe, tak się już nie pisze, to nienowoczesne, to już lamus" i potem już nikt się nie zastanawia w jakim kontekście coś zastosowano, lub co autor ma do powiedzenia. Wszyscy się skupiają na formie a nie na treści. Nad formą białych, czy wolnych wierszy nikt się często nie zastanawia. Nie piszę aby bronić swojego wiersza, ale nie ukrywam, że wolę wiersze z rymami. Myślę, że z powodu krytyki takich wierszy, bez pokazywania w nich konkretnych błędów, wiele osób nawet nie próbuje się zmierzyć z tym rodzajem wierszy.
To spore wyzwanie aby tak ułożyć słowa, by do siebie pasowały rymem, wiersz był rytmiczny i w dodatku miał sens i treść. Łatwo nie jest, ale kto mówi, że łatwo wiersze pisać.
Te wolne wiersze też są różne, tylko tam błędy trudniej znaleźć i nikt głosek nie liczy.
No to się trochę powymądrzałam w moim ulubionym temacie :)))
Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ten ktoś to chyba był Boy ;)
A tak powazniej - mam wrażenie, że wzięło się to z sytuacji ówczesnych czasów. Wyobraźmy sobie redaktora, ktory dziennie dostawał xxx wierszy, z czego 95 procent były praktycznie takie same. Czyli - te same tematy, i te same rymy. I pewnie z tego powodu zaczęto szukac jakiejś nowej drogi. a teraz, patrząc jako my, w pewnym sensie uczestniczy - wciąż czytamy te same wiersze i o tym samym, i warto zauważyc, jak wiele sie powtarza tego samego. A zresztą sięgając do podręczników poetyki, mamy własnie nazwy - "rym oklepany, banalny, szkolny a nawet - częstochowa". Zatem w jakiejś poważnej dyskusji ciężko będzie obronic teraz wiersz o takich rymach. a dużo złego zrobilo wmawianie ludziom, że wystarzcy opisac uczucia i już są poetami. A warto też pamiętac, cowyszło nadrealistom z ich zapisem tego, co teraz i tutaj - nic. Dlatego pewne stanowisko nalezy zając i rozróżnic - np. dobry, oryginalny wiersz z rymami nawet oklepanymi, a sztampowego. grafomańskiego gniota, wynikającego z tego, że Hela się zakochała, napisała, a mama powiedziała że super wiersz i ona już się uważa za poetkę. Ble.
Opublikowano

Witaj, Joasiu ze swoim fajnym wierszem. Piszę -fajnym, bo zawsze komentuję twoje wiersze pozytywnie, więc żeby się nie powtarzać, napisałem - fajnym. Hehehehihihe...

Znowu miło mi tu z tobą i jak zawsze chętnie na ciebie klikam...
Pozdrawiam Piast

p.s. A Michał też fajnie... hehehe

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



O, to jest jakieś wyjście. Dla robaka już za późno, ale gdyby wcześniej mu przyszło do głowy, że są różne przyjemne rzeczy na świecie a ciepło, bezpieczeństwo i spokój w nadmiarze, tak samo szkodzą jak ich brak, to by może wylazł z tego komina :))
Miłego wieczoru życzę.


Piaście- Michale
Bardzo się cieszę z Twoich wizyt.
Dziekuję pięknie i do następnego poklikania zatem :))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...