Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Marcin Gałkowski
BUCIK

Obudziłem się grubo po południu, w końcu była sobota, toteż mogłem pozwolić sobie na taki luksus. Ziewnąłem przeciągle, zaspanym wzrokiem spojrzałem na zegarek – 14:23 – i przewróciłem się na drugi bok. Nie zamierzałem spać zbyt długo, gdzieś tak do 15. No, może do 15:30, ostatecznie do czwartej. Przyłożyłem głowę do poduszki i zacząłem podśpiewywać pod nosem:
My buddy said (that) I lost my mind
I don’t care ‘bout that!
Don’t wanna kill anybody tonite
Gonna stay in bed*
- Wstawaj!- czyjś chropowaty głos wyrwał mnie z krótkiej drzemki. Przerażony zerwałem się z łóżka. Przecież mieszkałem sam.
- K…kto to powiedział? – wyjąkałem.
- Twoje łóżko – całkiem poważnie odparł głos.
- Kto? – spytałem z niedowierzaniem. Nie lubię, jak ktoś robi sobie ze mnie jaja.
- Twoje łóżko – głos mówił zupełnie spokojnie. Głośno przełknąłem ślinę i skierowałem się do kuchni. Może to z powodu zaspania? Tak, na pewno, nie ma innego wytłumaczenia.
- Hej, stary, uważaj jak chodzisz! – warknął ktoś z dołu. Jego głos był wyższy i zdecydowanie przyjemniejszy dla ucha niż głos łóżka. O, przepraszam: Łóżka.
Z pewną obawą spojrzałem pod nogi. Nie myliłem się:
- No rusz się, nie stój tak! – Dywan był wyraźnie czymś zdenerwowany.
Pokręciłem głową, widocznie nie obudziłem się jeszcze do końca. No bo jak inaczej wytłumaczyć gadające sprzęty?
Wszedłem do łazienki i spojrzałem w Lustro. Wyglądałem potwornie, ale wcale nie gorzej, niż zwykle. Chwyciłem Pastę.
- O mój Boże… - jęknęła Szczoteczka do Zębów.

Jakoś dobrnąłem do wieczora, zdążyłem nawet zaprzyjaźnić się z Gazówką, Stołem i kilkoma Szklankami, z czego dwie były bliźniaczkami. Starałem się za to unikać Dywanu. Parkiet też chyba niespecjalnie za mną przepadał. Podobnie zresztą jak Gitara, choć już na przykład taki Telewizor zachowywał neutralność.
- Nie martw się – powiedziała jedna ze Szklanek. – Przejdzie mu.
- Komu? – zdziwiłem się. – Co przejdzie?
- No Dywanowi – do rozmowy włączył się Stół. – Czasami miewa gorsze dni, ale tak poza tym, to kochany człowiek. Znaczy się, kochany dywan. – roześmiał się. Mnie jakoś niespecjalnie się chciało.
- Tylko, – znów odezwała się Szklanka – strasznie nie lubi swojego imienia. Każe do siebie mówić: Ambroży. Dziwak. Ale kochany – zaśmiała się słodko.
- Nie Ambroży, tylko Wieńczysław, ty idiotko! – z pokoju dobiegł głos Dywanu.
Jezus Maria, co ja wyprawiam? Czy normalny człowiek spędza wieczory na rozmowie ze Szklanką, Stołem i Dywanem? Raczej nie. Czy to oznacza, że jestem debilem? Idiotą? Tak. Nie. Nie, na pewno nie. Kurwa mać! Tak, to właśnie to oznacza!
Zerwałem się z Krzesła i – nie zważając na oburzone głosy sprzętów domowych wszelakiego rodzaju – wybiegłem z domu. Winda stanowczo zaprotestowała przeciwko wciskaniu Guzików. Nie było rady, musiałem iść po Schodach. Na dole wypatrzyłem swój samochód. Stał spokojnie na miejscu parkingowym, tak jak zawsze. No, może nie do końca „jak zawsze”, bo kilka razy był już odholowywany przez Straż Miejską, ale nie wdawajmy się w szczegóły. Grunt, że mój kochany fiacik, ten cholerny złom, stał, gdzie stać powinien. Może chociaż on był normalny. Wsadziłem klucz w zamek i odetchnąłem z ulgą. Żadnego „delikatniej”, czy „z czuciem proszę”. Fiat milczał jak… jak fiat. Zadowolony wsiadłem do środka.
- Jezu, spokojnie! – krzyknęło coś pode mną. – Ty nie ważysz pięciu kilo.
Tak, nie mylicie się, to było Siedzenie. Jak oparzony wyskoczyłem z auta, czy też może: z Auta, wszak nie wiem, jaka jego część była ożywiona; i rzuciłem się od ucieczki.
Biegłem przed siebie, nie zwracając uwagi na krzyki Płytek Chodnikowych, Asfaltu, Bloków czy Sygnalizatorów Świetlnych. Po jakichś czterystu metrach wpadłem na Joannę. Szlag, zauważyła mnie i to w takiej sytuacji.
- Cześć – uśmiechnęła się na mój widok. – Uprawiasz jogging?
- Tak, właśnie tak – ucieszyłem się, że sama wymyśliła mi wytłumaczenie.
- Znowu się spociłeś… - warknęła moja Koszulka, postanowiłem jednak nie zwracać na nią uwagi.
- Co u ciebie? – Aśka z zawziętością stuletniego dozorcy waliła pytanie za pytaniem, pastwiła się nade mną jak poganie nad świętym Wojciechem. Czy to sprawiało jej jakąś przyjemność? Miałem ochotę powiedzieć jej, żeby się najzwyczajniej w świecie odpierdoliła, ale jakoś nie mogłem się na to zebrać. Skąd mogła wiedzieć, że niespecjalnie mam nastrój do rozmowy? W efekcie potulnie odpowiadałem na kolejne tortury.
- Boże, niech mi ktoś pomoże! – krzyknęło coś z dołu.
Spojrzałem w tamtym kierunku, krzyk powtórzył się. To był Lewy But Joanny. Przejechałem dłonią po twarzy.
- Dlaczego nie patrzysz mi w oczy? – spytała. – Coś się stało?
Super, wpadła na to. To możeby tak teraz łaskawie ruszyła się i poszła swoją drogą? Tak, żebym ja mógł pójść przeciwną. Ale nie, gdzieżby.
- Widzisz, zacząłem, muszę już się zmywać…
Spojrzała na mnie z zatroskaną miną. Fajnie, że ktoś się o mnie martwi. Naprawdę miło. Ale, do kurwy nędzy, czy ktokolwiek byłby w stanie pomóc mi w takiej sytuacji? Szczerze wątpię.
- Człowieku, ratuj mnie! – darł się jej But gdy oddalałem się w bliżej nieokreślonym kierunku. – Powiedz jej coś! Niech mi przestanie wsadzać palec do oka! Nie odchodź tak! Ratunku!
Poczekałem, aż zniknęła za zakrętem i ponownie zacząłem biec.
- Ty idioto – warknął w moim kierunku Kosz na Śmieci.
- Nieczuły gnój – krzyczała za mną Latarnia.
Wbiegłem do pierwszego lepszego wieżowca i – nauczony przez windę w moim domu – wdrapałem się na najwyższe piętro po Schodach. Gaśnicą rozbiłem - chyba niezbyt zadowoloną z tego powodu - Szybę i stanąłem na Parapecie. Miałem tego dosyć, to było już za wiele.
- To nie jest najlepszy pomysł – mruknął Parapet.

Obudziłem się na ziemi, jak każdego dnia. Odetchnąłem z ulgą, cóż za idiotyczny sen. Na szczęście z powrotem byłem… byłem… Dobry Boże! Lewym Butem Joanny!

(raczej nie za bardzo) happy END

____________________________
* Acid Drinkers: „There’s So Much Hatred in the Air” (album: „Broken Head”).

Opublikowano

technikalia:
- No Dywanowi... ale tak poza tym, to kochany człowiek - Dziwne. Martwe przedmioty chcą awansować do ludzkiej kategorii czy po prostu tak sobie po prostu mówią w śnie?
To możeby tak teraz łaskawie ruszyła się i poszła swoją drogą - może by

Czemu schody nie przemówiły a inne martwe przedmioty, konstrukcje itp, tak??
Zastanawiam się czy istnieje jakiś klucz wedle któego dobrałeś "mówiące i nie mówiące elementy opowiadania". poetyka snu niby umozliwa brak konsekwencji i logiki, ale...

Napisałeś w ramach odciążenia od dłuższych kawałków i tak to chyba trzeba traktować, jako lekki tekst. Choć mnie niestety nie przekonał.

pastwiła się nade mną jak poganie nad świętym Wojciechem - to jest dobre

Opublikowano

kochany człowiek - Stół zaraz poprawia się na "kochany dywan".

Schody być może i mówiły /pewnie tak, skoro są z dużej litery/, ale po prostu nie przytoczyłem ich wypowiedzi.

klucz nie istnieje. po prostu nie wszystkie przedmioty miały coś do powiedzenia, a jakbym rozpisał dialogi dla np. wszystkich atomów, to skończyłbym za jakieś trzy tysiące lat. może.=)

tak, to jest taki lekki kawałek, odskocznia. nie przekonał? no trudno, co ja poradzę=)

pozdr

Opublikowano

chyba są trochę większe, fakt. ale to chyba dobrze. pod warunkiem, że ktoś potrafi przyjąć krytykę, wyciągnąć wnioski i nie zniechcęca się od razu. bo jeśli ktoś naprawdę chce być dobrym pisarzem, musi się przygotować na krytykę, a im wcześniej się z nią zetknie, tym lepiej dla niego. owszem, takie coś może załamać, potem się człowiek zatsanawia "po ki ch*** ja w ogóle piszę?', ale po jakimś czasie zaczyna się to doceniać. ja mam łatwiej, bo wiem, że dobrym pisarzem nigdy nie będę=). ale dla mnie najważniejsza jest muzyka, pisanie jest na drugim miejscu=).

Opublikowano

no, może przesadziłem z tym "nigdy", chociaż - jeśli już - to na pewno nieprędko /kwestia kilkudziesięciu (-set?=) lat myślę/. ale, jeśli jest jakaś szansa, to własnie dzięki krytyce. kiedyś mnie to wkurzało, że ja tu siedze, męcze się, a ktoś potem po tym jedzie. ale nie ma wyjścia, nie można głaskać po główkach, bo dojdziemy z literaturą do poziomu polskiego radia, gdzie beztalenciom wmawia sie, że są muzykami. najpierw wierzą beztalencia, potem motłoch, a na końcu zaczynają wierzyć w to krytycy. i w ten oto sposób Dody, czy inne Myslovitz zostają weteranami "rocka", a szczytem artyzmu w muzyce są bracia SiStars. jeśli kogoś tym wpisem uraziłem, to przepraszam=).

Opublikowano

Ja nie będe krytykował. Mnie się tekst podobał. Lekki, przyjemny i zabawny. Chociaż mam wrażenie, że to zapach nogi Joanny spowodował, iż Bucik wyobraził siebie, jako człowieka. Ale żeby z bucika spać do poziomu ludzkiego - smutna historia :)
Pozdrawiam ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta   Nie wiem czy na żywo mogę, bo jak sama pisałaś gustujesz w takich Kornelach, a ja nie chcę Cię prowokować, bo po co.   @KOBIETA   Tak, masz rację.   @violetta trochę mnie poniosło, przepraszam. Jeszcze raz: wesołych Świąt.
    • My, którzy tym miastem jesteśmy dręczeni, ciągniemy liny naszych sił. My wszyscy jesteśmy ledwo rozróżnialni, ale czy Moskwa jest rozróżnialna? ¹ I będę mówić, lub nie będę, ale w trzech pierścieniach ² mi się skostnieję. I kiedy uderzę głową w asfalt: to znaczy, że “umiem żyć”. Z zawrotami głowy, od mauzoleum do Nikolskiej³ odwieczne prawo naszego kraju mówi — musisz spróbować polskiej smarowidła ⁴ , wchodzą jak gość, i usiąść na zagraconym stołku, i rozmawiać o tym, o tamtym prostymi słowami — o niczym.   I długim słoncem schodząją, schodzam do wnętrza metra, w wagonie usiędam mi daleko, do nieznanej Obrażenki. I spij, póki sny nie przyjdą nigdy więcej, ogłądająć przez okno w pięćdziesiątym⁵ w jakiej odległości zdecydował się huśtać tramwaj z cichym tętnem. Trzy stacje kolejowe ⁶: Masakra! Znowu tutaj. Uzależnienie od czasu świetnie spełniło swoją rolę.   W tej stolicy, w tym centrum, w tym punkcie setki, jak mówi się w centrum druku, wycieki są coraz większe. Były pływy wszelkiego rodzaju – pływy na czole, muza z lirami, gdzie zasnęliśmy w wagonie pod tym, co słuchają pasażerowie ⁷.   Spójrzysz do kielicha – jest wypita. Tak, kielich namiętności jest wypity. Miłość i strach są teraz nic dla mnie. Prawda pozostaje tylko w ustach. Tylko czyj los to domino, szczęście którego jest sto na sto, jak się mówi, los [jak tylko spróbujesz go] oddzielić — zobaczysz pustkę. Zobaczysz, że wszystko jest rozróżnialne — pudełka nowych, zniszczonych budynków. Okazuje się, że świat jest taki sam we wszystkim z obszarów różnicowania odpadów. Zrozumiesz, że świat to kino w którym jesteśmy znanymi aktorami ⁸, a którego celem jest sacralizować montażystów.   Piszę swój wiersz, gdzie wystarczająco słow to liczba „wiele”, nie możesz ich odjąć, ale znajdziesz temat, którego nie znajdziesz, powiem… ale konieczny, gdy patrzysz przez wizjer nieznajomego. Tak przyszedł z pomysłów pod rymy wersów, które napisałem. Piszę dla was, dla honoru tech, kto za morzem.⁹   Jestem jak złamanie — gdzie bym się nie pchał — będę kontynuacją wiersza!   Rzuć mnie, gdzie chcesz, ale wyrwę sobie całe gardło. Ty, Boże, wysłuchasz – nie zaufałbym jak nóż na kamniu!   Jak się mówi, jesteśmy krusi od słowa, ale z mojej kruchości krzyczę “Vivat”! Z czystym sumieniem na łodzi wrócę do swojej ojczystej fregaty. (10)   Błyskanie inspiracji z piór, wosk się rozlał, tak jak księżyc, grudka tego momentu w wierszu zostaje ocalałej: jestem ocalałą! Będę kontynuować tę wieczną niewidzialność w złośliwości nocnych rymów, dla tego honoru jestem niesiona z latarni do latarni... Czas przykrywa zasłony, płynie, zastąpiony półsnem. Półksiężyc jest gładki, wiatr jest bryzą. Latarnia ze swoimi światłami do ucha szepcze o sobie, ale ja, mrugając oczami, nie rozumiem jej, i nie zrozumiem. Deszcz wychodzi nagi. Zegar wciąż idzie swoją drogą, umierając. Dwie strzały leżąc, pomyślą, że noc jest głucha. Ale bije "tik" i bije "tak", jedna w nocy wierzy, że była jedyną, która stworzyła świat, i tak zegarmistrz znów zrobil swoją pracę. styczeń-czerwiec 2022   ____________________   ¹ Moskwa to jest miastem pełne sprzeczności; nawet my mieszkańcy Moskwy, nazywamy je “miastem kontrastów”. Na przestrzeni kilometra, najwyżej dwóch, możemy znaleźć Teatr Wielki, Kościół Wasilija Błogosławionego, mauzoleum Lenina, Ogród Królewski Aleksandra, ale gdy tylko oddalamy się od centrum, krajobraz — od budynków do jakość życia — zmienia się. ² Trzy pierścienie: jak rzymski “Raccordo anulare”. Trzecia Obwodnica Moskwy, znana ze swoich korków, w których czasem można utknąć nawet na cztery godziny, dlatego właśnie tan ludzie “kostnieją”. ³ Mauzoleum: słynne mauzoleum Lenina, obok niego znajduje się droga Nikolska, która jest piękną pieszą drogą i łączy z ogromny Plac Czerwony (od strony Soboru Kazańskiego) z placem Łubiańskim. ⁴ Nigdzie nie można znaleźć “polskiego smarowidła”. Nawiasem mówiąc tak nazywa je maje krewna. Jest to pasta z pokrojonego jajka i majonezu. Podawana z chlebem lub rybą.   ⁵ Pięćdziesiąty: tramwaj, trasa przebiega którego przez dzielnicy, jak Lefortowo, Basmannyj itp. ⁶ Trzy stacje kolejowe: tak nazywa się plac Komsomolska w Moskwie, gdzie znajdują się trzy stacje kolejowe: Kazańskają, Jaroslawskają i Leningradskają. ⁷ Tłumaczenie wszystkich tych stów nie będzie miało żadnego sensu, ponieważ w oryginalnym językę (rosyjskiem) słowa są: “w stolize etoj, etom zentre,/i toczke zentnera massiva,/kak govoriat v odnom press-zentre/melczajut mestnosti razliwy”, lub “ko łbu prilivy…/muzy liry…/passażiry…” zostały znalezione razem wyłącznie dla gry słow.   ⁸ Odniesienie do słynnej frazy Williama Szekspira "cały świat jest teatrem, / w którym jesteśmy aktorami”. ⁹ tech, kto za morzem: sposób (moim brzydkim zdaniem) wskazywania rosyjskich imigrantów (po stronie tech, który natomiast przebywają na terytorium Rosji).   (10) “и с чистой совестью на шлюпке/вернусь на свой родной фрегат” są wierszi z poezji słynnego rosyjskiego poety Osipowa Mandelsztamowa.    
    • @Poezja to życie Różowe okulary w błąd wprowadzają fałszywy obraz dają .   Ona jest jedyna, jak każda dziewczyna  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego popołudnia 
    • ... albo znacie - film "Outlander"? We wyreżyserowanej w 2008 roku przez Howarda McCain'a historii, opartej na scenariuszu napisanym wspólnie z Dirk'iem Blackman'em, najważniejsze są trzy osoby: Kainan, Freya i Eric. Imię pierwszej, zagranej przez Jim'a Caviezel'a, łatwo skojarzyć z nazwiskiem reżysera; Imię drugiej, kreowanej przez Sophia'ę Myles jest tożsame z nordycką boginią miłości, płodności, wojny i magii. Wreszcie Eric: zdawałoby się imię jak imię, wybrane jednak celowo, chociaż ta właśnie filmowa postać jest chłopcem - pochodząc bowiem z języka staronordyckiego, oznacza "wiecznego władcę" lub kogoś "zawsze potężnego".    Powtórzę: zdawałoby się historia jak historia, napisana i nakręcona, by dać zarobić wszystkim zaangażowanym w jej powstanie. Jest jednak głębszą, niż może wydawać się na - czy też po - pierwsze obejrzenie. Oto kosmita z planety, której nazwa nie zostaje w filmie wymieniona, wraz z towarzyszami atakuje ziemię zamieszkałą przez drapieżniki zwane Morwenami, zabija je ogniem z nieba (patrz zdanie z filmu) i niszczy ich świat dla własnej korzyści. Dokładniej celem zyskania ziemi, albo - by nawiązać do obecnie trwających w naszym świecie wydarzeń, że tak je łagodnie nazwę, a zarazem do tychże sprzed lat kilkudziesięciu - budowy wielkiego państwa lub zyskania narodowej przestrzeni. Przypomina ona - historia owa - z pewnością tę przedstawioną przez James'a Cameron'a w "Awatar'ze". Przypomina - niestety także,  określenie "nie tylko" jako astosowne jest nie na miejscu - wspomniane uprzednio wydarzenia.     Jakże to ludzka historia i jakże ludzki punkt widzenia - rzecz oczywista, reprezentowany przez osoby niskoenergetyczne: wpaść na pomysł zagarnięcia cudzej przestrzeni i urzeczywistnić go ze świadomością mordowania mieszkańców tejże przestrzeni, przy czym w żadnym stopniu przejmując się ową świadomością. O zabijanych nie mówiąc: to konieczność. Istotne, że chcemy tego właśnie my. Nam wolno.     Oczywiście jest to opowieść i ludzka: Cainan - pora teraz na następne skojarzenie, z Conanem Barbarzyńcą mianowicie, bynajmniej tylko imienne - zakochuje się we Frey'i. Czy trzeba dodawać, że z wzajemnością? Nie trzeba, prawda? W przeciwnym razie nie byłoby historii bądź istniejąca w ten sposób, w zbyt małym stopniu gwarantując oczekiwaną oglądalność niezbyt przypadłaby ona widzom do umysłów. Nadmieniony zaś wcześniej Eryk zostaje usynowiony. Scenariuszowe te fakty ujmuje jedno z końcowych zdań: "Wziął sobie żonę i chłopca, którego usynowił".     Jest w "Outlander'ze" - zaznaczę tu, że znacznie bardziej podoba mi się tłumaczenie "Inoziemiec", będące wcale na równi z "Cudzoziemcem" - jeszcze jeden wątek. Celowo posadowiony na końcu filmu , moim zdaniem właśnie dla zwrócenia nań stosownej uwagi. Oto główna bohaterka - że to ona, wskazuje brzmienie głosu - wypowiada zdanie: "Kainana przysłali bogowie". Nie tyle chodzi o to, iż nie odpowiada to tegożfilmowej prawdzie - Kainan wszak opowiedział Freyi o sobie, skąd pochodzi - ile o pochodzeniowe związki nas ludzi z istotami z innych światów. Na co wyraźnie wskazują sumeryjskie historie o Anunnaki, opowieści Dogonów, legendy Kaczynów czy - wraz z innymi mitologiami i panteonami od Wschodu do Zachodu, zwłaszcza hinduistycznym - ta nordycka dawnych Skandynawów. Podobieństwa działań bogów, jak ich w owych mitach rozmaitych ludów nazywano, z poczynaniami starotestamentalnych Nefilim są uderzające. Z przekąsem wspomnę czasem zdarzający się brak kobiecej wiary w męskie słowa, co akurat w przypadku Freyi miało miejsce. Ale może była to kwestia jej interpretacji, dodania sobie wartości, że wiąże się uczuciowo i małżeńsko z bogiem. A może Kainan, nie dopytany, nie powiedział jej wszystkiego? Może i jemu było miło zostać uznanym za boga?    Inoziemiec. Outlander. "Cudzoziemiec", jak główny bohater jest określany do chwili przyjęcia do wikińskiej społeczności, stanowiącej podstawę i tło akcji, nim zaczęli oni zwracać się do niego po imieniu. Patrząc na obecny świat i spoglądając na jego historię - przy założeniu, że ta prezentowana w oficjalnej nauce jest prawdziwa w sferze stoczonych bitew i wojen - trudno nie zadać pytania, jak wiele w Ziemioludziach - Ziemianach - owego "Ino". "Out". "Cudzo".     "Czyńcie sobie Ziemię poddaną"? Stworzeni "na obraz i podobieństwo"? Hm. Czy stan świata, wynikający ze wymienionego w uprzednim zdaniu stworzenia "na obraz i podobieństwo" nie świadczy dobitnie o niskiej energii zbyt wielu tuziemców?     Autor niniejszego opowiadania miewa czasem następującą myśl. Jeżeli ci, którzy do tej pory śpią, nie obudzą się lub nie zechcą wejść do grona czy może już nawet społeczności Przebudzonych czy Świadomych, to kto wie, czy Ziemia, świadoma istota - Gaia,  jak nazywali ją starożytni Grecy - nie czeka już, aby oddzielić ich dusze od sfery fizycznej? Wiedząc, że bez nich będzie jaśniejszą i o wiele bardziej pozytywną energetycznie przestrzenią? Samowymieniony na początku tegoż akapitu Autor bynajmniej zdziwiłby się, jeśli dla wielu byłby to przedostatni - a może nawet ostatni - tak zwany Wielki Piątek.      Kartuzy, 3. Kwietnia 2026
    • @Jacek_Suchowicz I żyli długo i szczęśliwie…. Na Twoje zakończenia zawsze można liczyć.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Pozdrawiam serdecznie. I Wesołych Świąt.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...