Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zapaliła się żółta lampka.
Ale nie, nie pojadę windą...
Wchodzę z zamkniętymi oczami
I na każdym z dziesięciu pięter
Budzą się wspomnienia...
Słyszę
Jak ludzie na ulicy szepczą
Widzę
Jak pokazują na mnie palcami
Słyszę
Jak ojciec krzyczy: „Nienawidzę Cię!”
Widzę
Jak rozpłakana matka wybiega z kuchni
Słyszę
Kłótnię i groźby
Widzę
Sine oko matki
Słyszę
Trzask drzwi
Widzę
Jak samochód odjeżdża
Słyszę
Niespokojne kroki
Widzę
Zbliżającą się pięść...
Wszystko przeze mnie...
To wszystko moja wina...
Wychodzę na dach
Łzy
Spływają po policzkach
Wraz z kroplami deszczu
Staję na krawędzi
Widzę dwoje ludzi na ławce
I znowu budzą się wspomnienia...
Schodzę na dół
I na każdym z dziesięciu pięter
Słyszę
Jak mówisz: „Kocham Cię”
Widzę
Jak mocno mnie przytulasz...
Jestem na parterze
I w duchu szepczę: „Dziękuję...”
Dziękuję, że jesteś
Uratowałaś mi życie...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • To jest chyba śmiech przez łzy,  o pozorze władzy i pozorze śmiechu, gdzie śmiech przykrywa coś niewygodnego - prawdę, której nikt nie chce wypowiedzieć na głos. idzie w stronę:  „król jest nagi”  ale też: tłum udaje, że tego nie widzi  i jeszcze: błazen mówi prawdę, ale sam jest częścią gry. Tak czytam :)  
    • Piwnica szklącej wody  Odbija od swoich ścian liście  Ciężko unieść dłoń do góry Ponad lustrzane odbicie   Tak mi głucho  Na wierzch wypływam ciałem Ucieleśniam się wraz z wodą którą podążać muszę    Mrok ma swój własny środek   Gdzie łabędzie w głąb wpływają Schwytałam jednego z nich Po kolana w mroku tonąc   Napatoczyłam pajęczyny  Zwiędłam wraz z korzeniami  Niczym drzewo nasycona Zbladłam i upadłam    Zanoszę swój gromki płacz W przestrzenie tej piwnicy Tam gdzie każdy łabędź łka  Łkam i ja, nie mogąc się poruszyć    Fale wód co pióra niesiecie  Do ludzkich serc Wyblakłych na czerstwym słońcu  Zanieście i mój marny głos     Przyszedł kres, a mój szept Nieustanie łka w łabędzi puch Nieście mnie do opamiętania Samotnie nie poruszę ramion wód 
    • Latarnia miga trzeci dzień. Ktoś przestał zgłaszać. Miasto pulsuje jak stan zapalny. On przynosi w kieszeniach cudzy wzrok i lepki kurz - nalot na spojrzeniu. W czterech ścianach zdejmuje twarz. Ostrożnie. By nie przerwać siebie. Wyżyma zmęczenie z koszuli. Liczy, ile ciepła dzień zabrał tym razem. Okna ryglowane ciszą. W dusznej bliskości mebli świat urywa się na progu. Noc - woda bez brzegu. Może wreszcie zatonąć.  
    • @Simon Tracy   Bardzo się cieszę! :)  Ma ten magnetyzm, który wciaga ..:))) 
    • @TTL   Ten wiersz nie tylko się czyta, go się czuje fizycznie - dokładnie tak, jak opisujesz ten ciężar w klatce piersiowej. Bardzo poruszający zapis bezsilności i tęsknoty, która nie chce odpuścić.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...