Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie potrafię się zakochać gdy pytasz
czy umiem (tak) jak ty myśleć
o słowach zamiast po prostu

wymyślać swoje własne
wyjaśnienia zbędne
pomyśl

na przykład jak dobrze nam
gdy jesteś naprawdę tym
czym możesz być
w granicach rozsądku

i świetnie jest wszystkim
gdy głowa mówi prawie
tyle samo co usta i gdy da się

być po tej samej stronie
i można jeszcze przechodzić
na inną jeśli trzeba inaczej

mówisz: nie wiem
czego chcę a ja chcę tylko tego
czego nie streścisz prostym
tak

Opublikowano

Chyba pierwszy raz podoba mi sie wiersz tak ubogi w slowa. Filozoficzna prostota.

Ciekawa teza, ze niemozliwym jest, by kobieta myslala tyle co mowi, ale nie zgadzam sie, ze wtedy wszystkim jest dobrze - to z wlasnego doswiadczenia. wydaja sie wtedy cierpiec.

inna teza, ze uogolnianie wiazan miedzy ludzkich w slowa jest niepraktyczne i i tak nie prowadzi do nazywania rzeczy po imieniu - tez cenna mysl.

zmykam do moich zajec.

Opublikowano

kobieta

patrzy na twój wiersz
czyta
myśli
to boli
myślenie nie boli

boli mnie
że na nawet na niektóre myśli
nie łatwo mi znaleźć właściwe słowo
byś mógł w nich znaleśc swój cichy kąt
i w razie potrzeby się w nim schować

boli mnie że gdy mówisz kocham
wydaje ci się że nie wiem o czym mówisz
i myśląc że czekam na więcej określeń
rzucasz mi opisy sposobów i miejsca tego kochania

a mnie wystarczy że siądziesz tuż obok
weźmiesz w rece moje dłonie
poczuję twoje ciepło
lub może właśnie odwrotnie
wielkie ich przemarznięcie
i niepotrzeba mi słów
spojrzeń westchnień
niczego wiecej...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...