Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ryba młot, ryba piła zadziwiają bogactwem wyobraźni chrześcijańskiego boga. Mogłyby się przydać jako wykwintne narzędzia jadalne. Skalary oraz mieczyki roztaczały wokół siebie niebiańską poświatę niczym aereolę nad głową anioła. Ośmiornica zaś czule się uśmiechała wyposażona w ogrom macek z, którymi nie mogła sobie poradzić. Rafy koralowe mieniły się wszystkimi kolorami tęczy gotowe jak atom wybuchnąć wylewając z siebie całą zawartość.
Ostatecznie udaliśmy się na grzbiet wieloryba, który pozwolił nam zachłysnąć się nieokiełznaną magią woloności. Oboje wpatrywaliśmy się na latające ryby zanurzające się raz po raz w południowym słońcu.
Następny przystanek czekał nas w mieście Romusa i Remulusa - mitycznych braci wiecznie ssących pierś swojej matki.
Na Placu Świętego Marka nasze ciała przyzwyczajone do pozycji siedzącej pokrył tłum gołębi.
Niczym "Ptaki" z filmu Hitchcocka przygniatały nas swoim ciężarem. Gołębie symbolizują niezależnie od swojej barwy : czułość, ciepło i ochronę czyli to co dla człowieka najważniejsze.
Udaliśmy się do włoskiej gondoli przepływającej przez tlące się strumieniami błękitu jezioro Garda.
Przypominało ono swoim widokiem źrenicę mojego przyjaciela - teraz po tak długim przebywaniu w jednym czasie mam odwagę użyć tego słowa. Zjedliśmy klasyczne sphagetti podane z sosem ze świeżutkich pomidorów. Makaron wijący się na naszych talerzach swoim wyglądem przypominał węże morskie penetrujące śliskość swoich ciał.
Wszystko to było posypane szczyptą żółtego proszku zwanego po prostu parmezanem.
Na koniec podano nam wodę - bo tylko ją piją włosi.
Życie we Włoszech snuło się po poranku aby następnie otworzyć swoją paszczę na fascynujące oblicze nocy. Wtedy tak naprawdę zaczynała się prawdziwa zabawa : przyśpiewki, wino tańczące strumieniami, swawole.
Przeznaczenie było nieuchronne. Pociąg pędził z niespotykaną wręcz prędkością lat świetlnych.
Czekał nas tylko pełen zadumy nad siłą natury marsz pingwinów królewskich.
Wcześniej jeszcze będziemy bujać się na wskazówkach londyńskiego Big Bena wchłaniając każdy dowcip elokwentnych i wyrafinowanych anglików.
- Każda godzina jest ostatnia - odrzekł towarzysz mojej podróży po chwili wahania.
- Czas jest niczym piasek, który zbierasz godzinami. Wieże World Trade Center wiedziały co je czeka. Jednakże biegu czasu nie można zatrzymać tak jak i siły napawającego wolnością mknącego przez zielone połacie mustanga.
Również miłości sliniejszej niż huragany, powodzie oraz ogień. Zbliża się kres naszej wyprawy. Już wkrótce odkryjesz to co niezbadane. Później w twoim sercu zaiskrzy pustka. Co będzie kiedy będziesz wiedział już wszystko ?! Czy odkryłeś już niezapomniany smak pierwszego pocałunku ?! Jeśli nie - tego tam nie znajdziesz. Dzień zamieniał się w noc . Ciepło powoli odchodziło przywołując chłód. - Wszystko będzie dobrze , przytul się do mnie . Przybliżył swoją twarz niemalże muskając mój policzek nosem. Być może chciał mnie pocałować. To jednak by wszystko zepsuło. Zatopieni w aksamitne szale siedzieliśmy obok siebie niczym istoty nie z tego świata pobierając ciepło własnych ciał.
Światło zamieniało się w mrok obnażając widok ostateczny - taki jaki widzi dopiero co narodzone nurzające się jeszcze w ciepłych jak serdeczny palec wodach łożyska swojej rodzicielki dziecko.
Cierpliwość zawsze popłaca. Warto było tyle czekać aby ujrzeć mrożący krew w w żyłach zadziwiający pokaz ambicji i niecodziennie spotykanej solidarności.Tysiące wyglądem przypominających zakonice na śniegu pingwinów królewskich rozpoczęły ponad dwustukilometrowy marsz aż do miejsca swoich godów. Jak co rok bez reszty.
Po raz kolejny nie zahaczając czubkami swoich palców pomogłem swojemu przyjacielowi w ujęciu bagażu życiowych doświadczeń. Nasze twarze odbiły się o siebie niczym lustra wody.
Wyciągnął swoją dłoń szczupaka ściskając moją mocno a jednocześnie niezwykle ciepło.
Przyciągnął mnie do siebie oraz poklepał po ramieniu jakbym był starym , dobrym znajomym.
Wciąż nie puszczająć wpatrywał się w pustą zakrytą mgłą przestrzeń za oknem.
Ostatecznie uwolnił moją dłoń każąc mi jednak delektować się opuszkami jego palców.
Jego twarz zniknęła z pola mojego widzenia. Przez chwilę - mam tę niemal stuprocentową pewność odwrócił się raz jeszcze aby z obrazem mojej twarzy wyruszyć na stację przed krańcem świata. Przez cały czas drogi, która mnie gnała ku niezwłocznemu celowi poznania zastanawiałem się czemu nie zapytałem jak ma na imię, nie poprosiłem o numer telefonu ?
Może dlatego,że dobrze wiedziałem, że wkrótce się zobaczymy.
Przecież tak właśnie miało być.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Dziękuję bardzo, za życzliwe słowo - jest mi miło. Pozdrawiam  @Witalisa ta edycja ma swoją historię;) napisał do mnie pewien Jegomośc -pozdrawiam- żebym zmieniła konkretnie słowo " mym" na " moim" i chciałam, mimo że poszłam ślepo za Jego radą, zachować jeszcze jakieś resztki godności :D @Berenika97 mało tego;) wczoraj dowiedziałam się że można lubić i bałagan i porządek - odnajdywać siebie - i rzeczy - w tych dwóch różnych mikrokosmosach;) Dziękuję za komentarz 
    • Czeremcha   Białe kwiaty kasztanów niczym różane panny w falbankach.   Jak czeremcha drobna – tak białe twarze Ezry Pounda.   Semafory nie te same. Na pierwszym planie ławka.   Tłem czeremcha – przez kontrast, nie przez podobieństwo.   Tu dwie twarze, a za nimi miriady, to drobnizna ażurowa ecru.   To stare panny w ciemnej zieleni, niewydane, bo wydane – odleciały.   Dym za złote nausznice wywiało, czego czeremcha zdaje się   nie zauważać.
    • @iwonaroma To może najwłaściwsza pora na dywagacje filozoficzne, nie tylko poetyckie, więc  sobie na nie pozwolę, dotykając zapewne granic herezji, ale bez takiej woli...   Twoje słowa to formuła konstytutywna wieczności. Dotyczy życia, ale jest obojętna wobec Istnienia - cechy boskiej.   On JEST, czyli istnieje poza naszym rozumieniem czasu i przestrzeni, On generuje nasze istnienie w czasie i przestrzeni, to które potrafimy naukowo dostrzec i próbować mierzyć różnymi parametrami swoistymi.   Nasze przemijanie można nazwać z Jego perspektywy... "grzechem pierworodnym" (znajomo brzmi?) polegającym na oderwaniu naszego bytu od cech boskich i wygenerowaniu rzeczywistości względnej dla Niego, a dla nas bezwzględnej, zwanej entuzjastycznie "prawdziwą" bo... dla nas poznawalną. Stąd pochodzą parametry naszego życia - czas i przestrzeń - z aktu oddzielenia - nazwanego w Księgach symbolicznie  "Wygnaniem z Raju". Stąd też "grzech" i przyczyna naszego przemijania, które nie oznacza jednak - z Jego perspektywy - żadnej zmiany w naszym istnieniu, mimo, że dla nas jest perspektywą śmierci. . Ta koncepcja implikuje naszą (marną) pozycję rozumienia Boga: szukamy poza sobą, a powinniśmy szukać w sobie. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć Istnienia, a jedynie (i aż) parametry "naszego istnienia", nazywanego życiem.  A dlaczego posługujemy się -oczywistym dla nauki - pojęciem czasu i nie potrafimy go wskazać inaczej niż jako funkcję? Dlaczego odbieramy prawomocność naszemu rozumieniu Boga, które także obserwujemy poprzez Jego manifestacje, poddające się również badaniu naukowemu?   Według mnie i bez świętokradztwa, jesteśmy tożsami z Nim nie tylko kodem źródłowym- Jego aktem, ale to ON jest naszym DOMEM. Brzmi "ewangelicznie"? Bo też "Ewangelia" mówi prawdę zarówno o życiu (naszym istnieniu) i o Istnieniu w Bogu, ale formułuje ją językiem człowieka, z jego perspektywy i jego pojęciami, posiłkując się obrazami.   Świętość życia zawiera się w jego (świętym) pochodzeniu oraz udziale w Istnieniu, a boskość wymyka się naszemu rozumieniu i powinna naturalnie rodzić WIARĘ. Misja ofiary IHS jest aktem zjednoczenia nas z Bogiem, za koniecznym dla nas aktem woli, opartym na WIERZE.   Bardzo modne ostatnio, śladem (bardzo chwiejnej nadal) teorii fizyki kwantowej jest formułowanie twierdzeń o "względności naszego funkcjonowania", jego "pozorności" i "umowności". Modne jest pisanie o "stanie powiązania kwantowego zjawisk, całej energii i każdej cząstki materii", a nie słyszę próby połączenia tych twierdzeń naukowych (f.k.) z teologią, co usiłuje (zbyt nieśmiało) formułować u nas jedynie ks. prof. Michał Heller, a dla mnie jest to oczywiste i wynika z przyrodzonego człowiekowi archetypicznej potrzeby szukania prawdy. Dlaczego nikt z teologów nie sięgnie do tej teorii, żeby napisać o "stanie powiązania człowieka z Bogiem"? Przecież to  wiele by nam wytłumaczyło w rozumieniu siebie i sensu naszego życia.   Dla jednych istnieją "prawdy naukowe", dla drugich "prawda o Bogu", a przecież cały czas jest JEDNA PRAWDA. Nazwałem ją Ten Który Jest, a to określenie funkcjonuje przecież w księgach od tysięcy lat! Nie dziwi mnie niestety niechęć dwóch korporacji (naukowej i teologiczno-kapłańskiej) do podania sobie ręki w tym wysiłku, bo jaki mają w tym (korporacyjny) interes? To takie ludzkie, niestety, Iwono, Violu, Wszystkie Poetyckie Dusze.    /dedykuję ateistom do przemyślenia i ku przestrodze/
    • @Marek.zak1 "Licentiae Accipientium" jest równie uprawniona jak "licentia poetica" :-)
    • Wielu wierszy nie rozumiem i w wielu nie widzę żadnego przesłania. To nie znaczy, że wiersz jest o niczym, tylko ja niczego nie widzę, nic do mnie nie trafia, więc zwyczajnie nie komentuję. Pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...