Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tylko nie Pani! ;)
Ale u Ciebie (mogę?:) ) tylko ostatniego fragmentu się czepnęłam.

Pozdrawiam :)

a był też taki pewien krytyk, co mi chciał ten fragment całkiem usunąć, skandal normalnie
aha :) oczywiście, że możesz mi błedy wytykać, po to zamieszczam między innymi, żeby speców o rade prosić, wszak człowiek dobrych wierszy z dnia na dzień nie pisze, a ja jeszcze mam dużo do nauczenia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ojj, jak speców, to nie tutaj - mówię za siebie :)
Ja także mam mnóstwo do nauczenia, dlatego też fora wpływają na tzw. efekt synergiczny. Jedno uczy drugie, a oboje na tym zyskują więcej niż jakby uczyli się sami :)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Panie Tomaszu dziękuję .
Pani Kasiu , moim zdaniem to nie wyliczanka , ale każdy widzi to co chce widzieć.

Hmmmm może państwo zaczniecie oceniać a nie gawędzić,od tego jest gadu gadu , tlen i inne środki komunikacji .

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pani łaskawa wybaczy.



Widzi Pani, ja naprawdę życzyłabym sobie widzieć to, co chcę. Chciałam coś zobaczyć, naprawdę, ale w tym tekście, ale za nic mi to nie wyszło. Pani zdaniem nie jest to wyliczanka. Niech i tak będzie. Ale strzępkowaty tekst jest, prawda? Poenterowanie i brak czasowników na to wpływają. Tu coś, tu coś, tu sygnał, tu sygnał i w sumie nic konkretnego. Może i te obrazy mają się składać na jakąś całość, ale do mnie takie skrawki nie trafiają za bardzo. Wolałabym coś płynniejszego. Dla mnie ten tekst jest słaby. Ale to jest moje skromne i jak najbardziej subiektywne zdanie.

Wciąż Pani nie poprawiła "szyji".

Pozdrawiam serdecznie :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...