Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

mojej ukochanej siostrze (jedynej)


Tym razem obudziłem się wcześniej niż zwykle, było krótko przed jedenastą i prawdę mówiąc czułem się lekko zdezorientowany wczesną porą, jeszcze na dodatek ten cholerny upał od rana do wieczora. Nie można się wyspać, bo ledwo zaśniesz, masz wrażenie, że ktoś przypieka cię na rożnie, a głowa zdaje się być jedną wielką kroplą potu i tylko czekasz na nocny powiew wiatru jak na zbawienie.
Otworzyłem oczy i zobaczyłem swojego ojca. Miał taki dziwny wyraz twarzy i co ciekawsze nie darł mordy. Był spokojny jak nigdy. To mogło oznaczać jedno, czegoś ode mnie chce. Przeczucie mnie nie myliło.
- Twoja siostra zapomniała przesyłki, prosiła żebyś w przerwie na lunch
podrzucił jej do pracy.
Ucieszyłem się na tę okoliczność i postanowiłem spełnić jego prośbę. Od miesiąca nie byłem na dworze. - Taka przejażdżka dobrze mi zrobi - pomyślałem. Wziąłem od niego na bilet i wyruszyłem do stolicy.
Nie wszyscy z was to wiedzą , ale od początku lipca do końca wakacji, pociąg dojeżdza tylko do Zachodniego. Potem trzeba łapać wahadło, żeby dostać się do centrum. Nie bardzo mogę to zrozumieć. Skoro jeździ pociąg wahadłowy, a Skmka kursuje bez przeszkód na całej trasie , to po co te wszsytkie ceregiele?
O trzynastej byłem już na Centralnym, przeszedłem przejściem podziemnym na przystanek i w mig złapałem dziewiętnastkę w kierunku Żoliborza. Po chwili byłem już na Anielewicza. Tam spotkałem się ze swoją siostrą i wręczyłem jej przesyłkę. Ucieszyła się, ale nie mogła ze mną rozmawiać. musiała wracać do pracy. Umówiliśmy się na siedemnastą. Wiedziałem, że coś knuje. Zawsze , gdy się tak uśmiecha słodko to znaczy , że coś knuje. Znam ją jak własną kieszeń.
Za ostatnie drobne kupiłem Dog in the Fog i udałem się do Arkadii. Nienawidzę tych wszystkich multipleksów, ale ten był w pobliżu, i miał jedną wspaniałą rzecz, która wyróżniała go ze wszystkich wielkich galerii – sklep muzyczny. Szedłem więc sobie spacerkiem, w cieniu, popijając Doga, i czułem się wyśmienicie. Rekonesans w stolicy. Dog ma co prawda tylko pięć procent , ale to zawsze coś, i ten karmelowy posmak. Czułem się jak król kurwa.
Dosyć szybko dotarłem na miejsce i musze wam powiedzieć, że to jest swoiste miasto w mieście, to jest jak dom. Na upartego, gdyby dogadać się z cieciami ( a idzie, wierzcie mi) można by zamieszkać w środku. Mają tu wszystko, można zjeść, napić się, poczytać, zagrać na instrumencie. Jest też rozrywka, jak ktos lubi kino. Raj na ziemi, ale myślę, że gdybym zdecydował się tu zamieszkać, to na dzień dobry, przegoniłbym te wszystkie wycieczki dzieciaków. Mój dom to nie muzeum, choć niektórzy uważają mnie z racji wieku za typowy skansen. W każdym razie , opcja jest do rozważenia.
Biorąc pod uwagę fakt, że wpadłem tu na chwilę i nie mam zbyt wiele czasu, wszedłem prędko do muzycznego, nie pytając o zgodę, usiadłem przy jasnobrązowym pianinie i zagrałem kilka numerów na rozgrzewkę, na rozciągnięcie palców. Taka gimnastyka dłoni. Ani się zorientowałem, a stała już przymnie taka tłusta baba. Boże! Mogła ważyć z dwieście kilo i mieć na oko ze czterdzieści lat. I ten śmieszny kapelusz słomiany na głowie, który pasował jej jak świni siodło. Na sam widok palec zsunął mi się z gis na f.
- Bardzo ładnie pan gra.
- I co z tego?
- Naprawdę , bardzo mi się podoba.
- Gówno mnie to obchodzi tłuściochu!, Przecież nie gram dla ciebie , ty wielka kupo sadła!
- Co?
- Kuń sro! Idź mi stąd , bo przez ciebie zafałszowałem. Już! Prędko!
- Ty chamie jeden, ty, ty!
- No kto?
- Ty niewychowany chamie ty!
- Poszła stąd mówie!
Zawinęła się ze sklepu. Boże co za ulga. Wszystkie myślą, że to dla nich człowiek gra, pisze, tworzy. Żeby to jeszcze wyglądało i ze dwadzieścia lat mniej miało. Wytrąciła mnie jędza z równowagi i popsuła humor. Postanowiłem zmienić lokal.
Zrobiłem rundkę żeby zorientować się w wolnych miejscach. Niestety o tej porze, w Empiku, było wielkie przepełnienie. Rozczytało nam się społeczeństwo. Z nudów chyba. W pociągu wszyscy z książkami, na Zachodnim laseczka z książką, nawet fajna. Miała takie wielkie okulary słoneczne , co to teraz w modzie są, pół twarzy zasłaniają, ale niestety strasznie grube łydki, strasznie grube łydki miała, no i Coben. Nie do przejścia. A tutaj też wszyscy czytają. Kiedyś narzekali, że za mało czytamy. Robili nawet ankiety i wychodziło , że jedna na rok. Teraz to wygląda lepiej. Stanąłem przy półce z poezją i czyhałem na wolne miejsce. W końcu facet z wyborczą i cieniutkim wąsikiem podniósł swoją chudą dupę i zareagowałem błyskawicznie. Jak struś pędziwiatr, ruszyłem do półki z literaturą obcą, chwyciłem Z SZYNKĄ RAZ! i rzutem na taśmę zdąrzyłem usiąść. Jeszcze sekunda i ruda małolata wystrychnęła by mnie na dudka. A tak , wygodnie usadowiłem się między ludżmi i rozkoszowałem się znakomitą prozą, chociaż w sumie, nie wiem co oni widzą w tym Bukowskim. Chleje, rucha, i obstawia konie . Też mi coś. Nie mogłem nawet się zachwycić. Jego powieści są tylko rozwinięciem. Opowiadania są zdecydowanie lepsze. Chciałem wrócić do półki z Bukowskim, ale nie mogłem tego zrobić. Gdy tylko wstanę i ruszę w tamtym kierunku, ktoś zajmie moje miejsce. Ale co się nie robi dla literatury. Wstałem , i wróciłem tam, skąd wziąłem książkę. Kilka sekund , moje miejsce zajął już ktoś inny. Nie było więc odwrotu i nagle zobaczyłem wolną pufę przy jego książkach. BÓG ISTNIEJE!
Mogłem zrobić wszystko. Miałem czas. Odłożyłem książkę na miejsce i chwyciłem zbiór jego opowiadań. Wygładziłem siedzonko i z wielką gracją usiadłem wygodnie na mięciutkiej pufie. Wyglądałem jak stróż, strzegący tajemnicy. Miałem rację. Jego opowiadania to majstersztyk.
- Teraz już wiem, dlaczego jesteś takim chamem! – usłyszałem znajomy
głos. Podniosłem wzrok znad książki by się upewnić. Niestety.
- Czego ode mnie chcesz tłuściochu! Śledzisz mnie?!
- Wstydź się!
- Spierdalaj ! Mówię ci spierdalaj ! Daj mi spokój!
- Nigdy nie będziesz dobrym człowiekiem. !
- SPOKÓJ! CHCĘ MIEĆ WRESZCIE ŚWIĘTY SPOKÓJ!!!!
Ludzie spojrzeli na nas, a baba, zmieszana całą tą sytuacją, odpuściła sobie i poszła , diabeł wie gdzie, a ja wróciłem do lektury.
Czas pędził nieubłaganie, gonił mnie, a ja po prostu chciałem mieć tą książkę. Był jednak pewien problem. Nie miałem już pieniędzy. Nie mogłem jej kupić, ale też nie chciałem się długo nad tym problemem roztrząsać. Postanowiłem pierwszy raz w życiu wyjść z nią na bezczelniaka. Schowałem ją za pazuchę i ruszyłem stanowczym krokiem do wyjścia. Tam ukłoniłem się grzecznie cieciowi i gdy tylko zapiszczała bramka dałem dyla. Nie trudno się domyślić, że ruszył za mną w pogoń. Dawałem wielkie susy , a strażnik nadawał coś do tej swojej krótkofalówki. Udałem się do drzwi wejściowych i to mnie zgubiło. Drzwi były ruchome i automatycznie sterowane, nie można było ich pchać i w żaden sposób przyspieszyć ich działania. Wpadłem w pułapkę. Gdy tak obracałem się razem z nimi, na zewnątrz czekała już na mnie brygada iście antyterrorystyczna.
Zaprowadzili mnie do tego swojego pomieszczenia. Spaślak rzucił do kolesi hasło i spuścili mi niezły wpierdal.
- Odechce ci się kraść!
- Ała Ała, NIE JESTEM ZŁODZIEJEM ! NIE JESTEM ZŁODZIEJEM
Okładali mnie ostro. Bili gdzie popadnie.
- Zachciało ci się książek czytać?
- Nie! CHCIAŁEM TYLKO TĘ KSIĄŻKE! TO ZNAKOMITA POZYCJA NAPRAWDĘ, ała ała, to jest BUKOWSKI KURWA!
- I co z tego? Wiesz z czego pisarz żyje? Z tych, którzy go kupują a nie okradają!
- Przecież on już nie żyje! Ała!
- To jeszcze o niczym nie świadczy!
Dostałem jeszcze kilka razy glanem po głowie i dali mi spokój. Zwijałem
się z bólu a ci wszyscy napakowani goście wyraźnie się zmęczyli. Wytarłem krew z nosa, oparłem się o ścianę i próbowałem wyrównać oddech.
- Wiesz co robimy u nas ze złodziejami?
- NIE JESTEM ZŁODZIEJEM
- Wiesz co robimy ze złodziejami?
- Nie wiem co robicie. Możecie mnie nawet zabić, ale pozwólcie mi zabrać książkę do domu.
Wtedy podszedł do mnie łysy gość. Miał ze dwa metry, szerokie bary i gumową pałkę. Drugi z nich chwycił mnie za ręce, a łysy zaczął mnie po nich okładać tą właśnie pałką. Zacisnąłem zęby, ale ból był potworny. Połamali mi palce. Nie usiądę szybko do pianina, ale to nic. Najgorsze jest to , że nie pozwolili mi zabrać książki. Puścili mnie wolno.
Pozbierałem się i opuściłem to Eldorado. Przyspieszyłem kroku, w końcu byłem umówiony na spotkanie z siostrą. Zdąrzyłem na czas. Szkoda, że nie widzieliście jej miny.
- Co ci się stało?
- Przewróciłem się. To przez to słońce.
- Mam coś dla ciebie.
- Dla mnie ?
- Wszystkiego najlepszego.
- Jejku, zupełnie zapomniałem, Przecież dziś Piotra i Pawła,
- Kupiłam mały prezent. Proszę to dla ciebie. – powiedziała i wręczyła mi
mały prostokątny pakunek. Tą niby przesyłkę, którą wiozłem dla niej. – Wiem ,że go lubisz. Nie muszę wam mówić co było w środku? Wróciliśmy do domu. Siostra zrobiła moje ulubione pierogi z serem, a ja zasiadłem do sieciowego pokera. TO ROBIĘ NAJLEPIEJ W ŻYCIU.


KONIEC

Opublikowano

!!!

No puenta niesamowita! naprawdę dobre, bardzo mi się podoba! :)

Sprawy techniczne pomijam, bo to, że niektóre zdania napisałabym inaczej wynika nie z tego, że te, które napisałeś sa złe, tylko z tego, że po prostu ja bym je inaczej napisała :P

Wiesz, jak dostawałam tę historię urywkami i czytałam, to naprawdę miałam wrażenie, że to jest wstęp do czegoś, bo jakoś nie mogłam uwierzyć, żebyś po prostu napisał o "dniu z życia kogostam", ale oczywiście to zakończenie wszystko wyjaśnia, domyka całości :)

"Czułem się jak król, kurwa." hihi, czyli jednak ;)

No co ja mam napisać? Jest bardzo fajne :) Jest bardzo w Twoim stylu i dobrze!

Pozdrówka!

Opublikowano

Jest 35 stopni Celcjusza - nie wynotuję ci błędów (tam gdzieś było przymnie napisane razem więc zmień i wywał przecinek, który dałeś po wykrzykniku). Rozumiem, że zdania pisane wielkimi literami mają oznaczań podniesiony głos? (celowo rezygnujesz z informacji typu wściekł się, powiedział?).

Udowodniłeś nam, iż lubisz Bukowskiego i zrobiłeś to skutecznie. Po okresie zniżki formy znowu Piotr Rutkowski zaszalał i można go pogłaskać po głowie. Sam niejednokrotnie zastanawiałem się co by się stało jakbym wyniósł płytę Faith No More z tego przybytku kapitalizmu i nie zapłacił, a potem ruszył sprintem przez rynek. Jednak po tym tekście raczej zrezygnuję z tego zamiaru - można się pokusić o stwierdzenie - że na niektórych degeneratów (na mnie również) podziała jak zimny prysznic (w tonie nieco moralizatorskim - drogie dzieci - nie okradajcie sklepów).

p.s.
dog in the fog muli - przynajmniej mnie

Opublikowano

Dwoi mi sie i troi przed oczyma, nie dam rady dobrnąc do końca, mimo najszczerszych chęci. Obiecuję jutro przeczytac, and uwentualnie skomentowac.
Narazie jedna uwaga -Dog in the fog... Panowie, na Boga! Toż to nawet nie piwo! To sok jakis jest pseudoalkoholowy! Zeby kobieta was pouczała.... Wstyd, Panowie, wstyd i hańba!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ależ się Oxymoronek rozochocił. A ja napisałbył że mnie muli (i na połówce tego napoju skończyłem, wolę te w zielonym i te polskie gorzkie). A pisaliśmy już z Piotrem, że walczymy z alkoholizmem i z ze złodziejstwem (z alkoholizmem to raczej walka z wiatrakami).
baba mnie bije ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Każdy poszukuje czegoś innego. Moi znajomi namwiają mnie do szeroko rozumianej fantastyki. To są ci goście od RPG. Szanuję ich i ten nurt, w którym twórca kreuje świat, bohaterów, RELIGIĘ I FILOZOFIE, tworzy swoiste nowe pojęcia, nowe fakty, to świadczy niewątpliwie o kreatywności. ja jednak próbuję wyłowić to co mówią ludzie i czują tu i teraz...

Cieszę się, że podoba ci sie realizm...to dobrze o tobie świadczy Espeno Sway...:P

Dog in the Fog? piłem go tylko raz, po za tym nie ma dla mnie różnicy i tak się już nie upijam.


słuchajcie , jest trzecia, gdozinę temu wyszedłem z knajpy, podjechał cywilny samochód i wylazły z niego psy...spisali mnie k...a wiecie za co? za zgaszenie peta na chodniku...podałem fałszywy adres, nie mogli mnie znaleźć, bo taki ktoś jak Piotr Rutkowski NIE ISTNIEJE. dostałem pouczenie... ale chodzi o zasady... CO SIE W TYM KRAJU POROBIŁO???
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Znam to, a mój kumpel dostał mandat za siedzenie na oparciu ławki. Dlatego też broniłem wcześniej krwawej-mary bo jej sapanie na pewne sytuacje w tym uroczym kraju nie było bezpodstawne. Trzeba się przyzwyczaić do tego wszystkiego...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Znam to, a mój kumpel dostał mandat za siedzenie na oparciu ławki. Dlatego też broniłem wcześniej krwawej-mary bo jej sapanie na pewne sytuacje w tym uroczym kraju nie było bezpodstawne. Trzeba się przyzwyczaić do tego wszystkiego...


a ja ją przeprosiłem krótko potym , jak dostałem od faceta w tramwaju siatką, z narożnika której wystawał jakiś karton i siniaka mam do dziś, a ten gośc nic , zero , król pojazdu , a w srodku jak w mikrofali, ...czasem dobrze jest sobie ponarzekac, i co wiecej przeprosiny zostaly przyjęte.
Opublikowano

Wiem, że się czepiam, ale spełniam życzenie Autora

Tym razem obudziłem się wcześniej niż zwykle, było krótko przed jedenastą i prawdę mówiąc czułem się lekko zdezorientowany wczesną porą, jeszcze na dodatek ten cholerny upał od rana do wieczora. - skróć to zdanie i wywal coś: "jeszcze" albo "na dodatek"

gdy się tak uśmiecha słodko - gdy sie tak słodko usmiecha

wpadłem tu na chwilę i nie mam zbyt wiele czasu - skoro wpadŁEM to nie miaŁEM

Mogła ważyć z dwieście kilo i mieć na oko ze czterdzieści lat - wywaliłabym "na oko", "mogłaby" wystarczy, wiemy, ze to twoje domysły

ale nie mogłem tego zrobić. Gdy tylko wstanę i ruszę w tamtym kierunku, ktoś zajmie moje miejsce.- i znów mieszanina czasów

Ale co się nie robi dla literatury - czego się nie robi

odpuściła sobie i poszła , diabeł wie gdzie, - dokąd

tą książkę -tę książkę

do tego swojego pomieszczenia - pasowałoby słowo "kanciapa"

Tą niby przesyłkę - tę

w pierwszej rozmowie z grubą babą warto napisac coś DUŻYMI literami
widzę, że masz własną filozofie, jesli chodzi o interpunkcje
zgadzam się z Brygidą, ze wiele zdań możnaby napisac zupełnie inaczej...
polskie znaki gdzieniegdzie pouciekały
opowiadanko interesujące, to jednak dobrze, ze pisarze robią tyle błędów, będę miała pracę ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Dziekuje ci bardzo ....dzie i mm

Moi drodzy korektorzy :P kocham was, ale:

1) wczesniej wczesna zostaje , nie ma bata
2) nocny powiew wiatru też , bo tak MA BYĆ!
3) taki wyraz twarzy , patrz jw , to nie jest tylko dziwny wyraz twarzy , TO JEST TAKI DZIWNY WYRAZ TWARZY


nie no kurwa nie chce mi sie .....jest za gorąco......musze się z tym przepsac

za zdąrzyłem , tłukę się po głowie postokroc
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Każdy poszukuje czegoś innego. Moi znajomi namwiają mnie do szeroko rozumianej fantastyki. To są ci goście od RPG. Szanuję ich i ten nurt, w którym twórca kreuje świat, bohaterów, RELIGIĘ I FILOZOFIE, tworzy swoiste nowe pojęcia, nowe fakty, to świadczy niewątpliwie o kreatywności. ja jednak próbuję wyłowić to co mówią ludzie i czują tu i teraz...

Cieszę się, że podoba ci sie realizm...to dobrze o tobie świadczy Espeno Sway...:P

Dog in the Fog? piłem go tylko raz, po za tym nie ma dla mnie różnicy i tak się już nie upijam.


słuchajcie , jest trzecia, gdozinę temu wyszedłem z knajpy, podjechał cywilny samochód i wylazły z niego psy...spisali mnie k...a wiecie za co? za zgaszenie peta na chodniku...podałem fałszywy adres, nie mogli mnie znaleźć, bo taki ktoś jak Piotr Rutkowski NIE ISTNIEJE. dostałem pouczenie... ale chodzi o zasady... CO SIE W TYM KRAJU POROBIŁO???

ach, mnie też denerwują gliny. niedawno miałam przygodę, piłam piwko nad wodą. nagle podeszli i sto złotych chcieli. no tak, zarobki pewnie mają niskie ;)
na szczęście obyło się bez płacenia.

teraz sobie przypomniałam, że na oparciu z ławki też siedziałam...
oj, tylko się wkur***

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...