Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

malowane szaty
przyroda odziewa
dzień w barwy bogaty
świat w ostatki śpiewa

eksplozja kolorów
przekwita i gaśnie
w zadumie wieczorów
już za chwilę zaśnie

muślinowe tiule
srebrnej pajęczyny
obejmują czule
zamglone krainy

spłowiałe zielenie
gasnące oplata
w osnute omdlenie
szron babiego lata

spuszcza głowę słońce
w wyblakłym ogrodzie
bez listowia drżące
sady w brzasku chłodzie

ich bujne okrycia
na ziemię opadły
już bez śladów życia
od szronu aż zbladły

posmutniałe drzewa
wiatr liśćmi szeleści
smętne nuty śpiewa
przemijania treści

wzmaga swe podmuchy
niebo deszczem płacze
nadciąga czas pluchy
czas biegnie inaczej

jakby się zadumał
cienie dziwne kładzie
na cmentarzu tłumy
smutne w listopadzie

biały dym z ogniska
zeschła chryzantema
biała zima bliska
jesienny poemat

Opublikowano

wieloBARWNE szaty
przyroda odziewa
dzień w BARWY bogaty
świat w ostatki śpiewa

Termin "sztuka dla sztuki" sformułował Teofil Gautier. Ale to jest "sztuka", ktora w żargonie wojskowym znaczy... no własnie.
Kicha.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



co nowego?
nowy duch i nowe ciało


mocno wydłużone;
na pierwszy ogień rymy, na drugi wyświechtane zwroty (nie mówię słowa, bo one same w sobie nie mogą być wyświechtane, ale ich kompozycja owszem); na trzeci rozciągnięcie wiersza jak gumy do żucia (ktoś coś już o tej gumie i enterach wspominał...);

zaproponuję dużo cierpliwości i pracy; czytanie poezji - nie blogowej i tu się narażę też nie forumowiczów - może klasyka nie w modzie, ale podstawą w nauce jest świetną!
później przejść do współczesnych, zacznie się klarować, co oklepane, a co nie, myśl się wyostrzy (bywają wyjątki), no i będzie odniesienie, wtedy można zacząć budować;
powodzenia;
pozdrawiam serdecznie
ewa
Opublikowano

muślinowe tiule
obejmują czule

- no przecież to jest mistrzostwo uniwersal! the best in the word:)
sto lat bym myślał i bym nie wymyślił takiego czadowego rymu w takim orientalnym kontekście! maestria kontrolowanego kiczu - tron szydery, wiklinajarzębina:)
i niech się ktoś ze mną odważy nie zgodzić!

pozdrawiam kolorowo artystów pozdrawiam
(robię tak od lat, od lat tak robię)

Opublikowano

Autorze " mała mysz" !

Stanąłem ostatnio w obronie Pani (Pana) poezji wiersza "Jesień" w konfrontacji z
panem Romanem Bezetem, aż zaiskrzyło ujemnie i oberwało mi się o posądzenie
mojego poziomu z treściami "discopolowców'.Będę szczery, zrobiło mi się Pani
(Pana) trochę szkoda. Tu taka skromność na zaczęcie (pseudo autorskie), a tu
takie przemoczenie na starcie. Dla mnie -jeszcze raz to powiem- jest w Pani
(Pana) wierszu pewien rytm, są rymy, jest pewna nastrojowość, chociaz tematy
są powielane i rozciągnięte. I może nie przeżywałaby (-ał) Pani (Pan) teraz
pewnych frustracji z powodu krytyki, ale jest też Pani (Pan) sama (sam) sobie
winna (winien).Po prostu, ze swoim wierszem trafiła (-ił) Pani (Pan) nie do tych
drzwi. Czy Pani (Pan) czytała (-ał) motto przewodnie tegoż Forum (na stronie
głównej)? Wydaje mi się, że nie , albo Pani (Pan) go nie zrozumiała (-ał).
Tu są ludzie tworzący nowatorski kierunek w poezji, Oni bawią się słowem,
tu, żeby zaistnieć trzeba ich czymś nowym zaskoczyć, zmusić do myślenia, etc.
Ja , pokazałem się na tymże Forum aby poznać te nowe trendy. Coś w tym jest,
chociaż nie wszystkie utwory do mnie przemawiają. Cenię Ich jednak też za to,
że twardo potrafią bronić swoich racji, nie zgadzam się jednak z Ich przekona-
niem na ichże monopol nieomylności w krytyce utworów z innej półki.
Ja, zamykam drzwi tegoż Forum, ponieważ siebie tu nie widzę. Oni, są tu sobą
i ja też chcę "być sobą jeszcze". Mówiąc prostymi słowami o Ich oczekiwaniach
wobec tego co Pani (Pan) Im podaje, to Oni wierzą, że (...) ale to już było i nie
wróci więcej (...).

Ja, Pani (Panu) radzę, jak nie chce Pani (Pan) przeżywać kolejnych nieuzasadnio-
nych - w Pani (Pana) mniemaniu - oberwań chmur, z powodu krytyki następnych
Pani (Pana) wierszy podobnych do "Jesieni", to radzę Pani (Panu) ze swoją
poezją zapukać do innych drzwi. Ale decyzja należy do Pani (Pana).

Pozdrawiam serdecznie!

Z.K.

Opublikowano

Z.K. Zauważ, sięganie do klasyki jest czymś wspaniałym i godnym uwagi, ale poziom musi mieć tym wyższy...

"oni"... wie Pan, krytyka zawsze będzie subiektywną, a jeśli ktoś - nie jedna osoba - radzi popracować nad rymami - coś w tym musi być,
krytyka najpierw budowana będzie na smaku, później na pamięci - tu się kłania klasyka; później przychodzi jakieś światełko nowe;
komentarz jest wybiegiem dla czytelnika, on ma do tego prawo, wstawiając wiersz na forum, należy liczyć się ze słowami krytyki, cedzić je, szukać prawdy; i budować na tym;

poszukiwanie odpowiedniego czytelnika może dać zgubny efekt - autor pozostanie sam z wierszem; bo żaden czytelnik nie okaże się godny; nie przyklaśnie, a czy aby na pewno o oklaski chodzi?

forma zamkniętą nie jest, ciągle się jej uczymy; a jeśli nie chcemy? co pozostaje?
mówisz o nowatorstwie, odwołajmy się zatem do klasyki;
weźmy dialog grecki - tam pierwsza forma - w niej szukali piękna; późnmiej treść - w której poszukiwane się mądrości i prawdy!

dodałabym coś jeszcze, ale moze się powstrzymam;
życzę więc powodzenia w poszukiwaniu czytelników;
pozdrawiam
ewa

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wygłaszając takie przemówienie życzysz chyba autorowi wiersza źle, a także samemu sobie. Obcowanie z ludźmi od których można się wiele nauczyć raczej sprzyja nauce i rozwojowi i nie koniecznie prowadzi do utraty tożsamości. Wierszyk, a właściwie prosta rymowanka napisana jest konsekwentnie szósteczką, ale forma ta zwykle jednak używana jest raczej do wierszy żartobliwych, a ten nim nie jest. Rymy a zwłaszcza te gramatyczne budzą sprzeciw. Stwierdzenie, że na portalu są ludzie tworzący nowatorski kierunek w poezji jest jakby nie trafione, gdyż nie ma tu jednego stylu pisania. W wypowiedziach jest wiele serdeczności. Nie ma tu agresji i wyszydzania jakie jest na innych portalach codziennością. Radzę pozostać wczytując się w wiersze i opinie, a gdy wiele z prawideł przeanalizujesz, to gdy sięgniesz wstecz pojawi się u Ciebie lekki uśmiech zażenowania. Pozdrawiam ciepło. Leszek :)
Opublikowano

Od Z.K. dla Ewa Socha i dla Leszek
Dziękuję! Takich rad, które myślę, skierowane są również dla autora mała mysz,
powinno być więcej.

A teraz, jeszcze trochę treści dla autora mała mysz.
Pomimo całego poetyckiego kunsztu jaki Pani (Pan) w ten wiersz włożyła (-ył),
tym Pani (Pana) szczególnie drwiącym krytykom (jeśli ktoś określa to słowem
"Kicha" to jak to się ma do kultury osobistej wobec kogoś kto dopiero początkuje
i oczekuje życzliwych rad i zrozumienia), z powodu długości jego wersów, ten
wiersz w Ich oczach odrazu gubi i kojarzy się to Im, chociażby z (...) majteczki
w kropeczki (...) - sześciozgłoskowiec. Lepiej było dla Nich napisać go prozą, co
jest o wiele łatwiejsze (każdy to wie), przekaz byłby podobny, a krytyki byłoby
nieco mniej. Ale cieszę się, że Pani (Pan) jest sobą.
Proszę też nie przejmować się, że np. dla Pani (Pana) z całymi ubarwieniami, liść
pozostaje liściem. Pani (Pan) sięgnie, chociażby do dzisiejszego "Dziennika", Nr
83/2006 i przeczyta fragment utworu poety XX wieku, w którym to
EUGENE GUILLEVIC napisał, że dla Niego:

(...) W moim królestwie
Liść jest
Po prostu liściem.

Nigdy nie byłem
Zwolennikiem wielkości.

Sam zresztą jestem niewielki. (...)

A jednak uważany jest On , przez większość, za jednego z najwybitniejszych
poetów francuskich XX wieku.
No ale teraz, tu na tym Forum, jak Pani (Pan) napisze rymując, że liść jest
liściem, to zostanie Pani (Pan) po raz kolejny sprana (-ny) przez tych zadufanych
w swojej nieomylności niektórych poetów. Jeśli już Pani (Pan) napisze, że liśc
jest przedłużeniem kosmicznej egzystencji fotonów gwiezdnych, baterią słone-
czną niemych świadków krajobrazu, czy też barwną paletą malującą ukojenie
oczu , czy focusów postrzegania, to będzie to trochę lepiej, ale też krytyka
Pani (Pana) nie ominie, ponieważ to nie będzie ten styl, jaki Oni preferują.
Dla mnie początkujący poeci na tymże Forum powinni na starcie otrzymać wiele
ciepłych pouczających rad, a nie z miejsca drwiący kelner, podaje Im pełen jadu
stek do przełknięcia. Tych życzliwych rad -owszem są one tutaj- jest tu tyle,
ile jest zieleni w październikowym liściastym lesie.
Mnie tu na tym Forum, też różnie krytykowano, np. za częstochowskie rymy
w wierszu "Słoneczny żar", podając na przykładzie swojego podobnego wiersza
(a jakże!) "Częstochowa niech się schowa", że On też tak potrafi, ale jak
spróbowałem jakby to się szło w pielgrzymce do Częstochowy w rytm Jego
wiersza, lub czynić rytmicznie jakąś inną czynność... To wie Pani(Pan) co?
Nie bardzo.
Pani (Pana) wiersz zainspirował mnie aby również szóstką napisać wiersz o
jesieni, ale zamieszczał go tu nie będę (wiadomo dlaczego) i uważam, że jest
nastrojowym wierszem dla dzieci jak również dla dorosłych, którzy zechcą
spojrzeć oczami dziecka na piękno jesieni. Podam Pani (Panu) tylko cztery
pierwsze zwrotki:

Idzie jesień złota,
Babie lato niesie...
Barwi liście w sadach,
Barwi liście w lesie.

Wszystko dookoła
Pięknie wybarwiła,
Krajobraz zieleni
Na żółty zmieniła.

Zabarwiła liście
Na różne kolory.
Ten żółty, bordowy,
Czerwony, we wzory.

Ten jeszcze zielony?
-Pewnie przegapiła.
Może farby zbrakło?
Może nie zdążyła?

Ja uważam, że mimo szóstkowego rymu (dla niektórych z Nich jest to rym
"discopolowców") jest on poprawny ale wg Nich to tylko ja tak uważam.
Ja, np. (widzę, że Pani (Pan) również) jestem zwolennikiem poezji klasycznej
rymowanej, ponieważ ona łatwiej dociera do umysłów wielu i na dłużej tam
pozostaje. Ale to nie znaczy, że mam zaraz pisać jak Adam Mickiewicz, a jeśli
nie to dać sobie spokój, bo tak mi np. poradzi chodząca nieomylność ze stolicy
kulturalnej Polski.Jak ja napisałbym wiersz o poezji R.Bezeta i Innych :

Wiersz, nie musi się tłumaczyć,
żeby coś, dla wielu znaczyć
i wszystkiego, mówić nam.
Wiersz, ma bronić siebie sam.
I wychodząc nowym czasom
wiersz, nie musi służyć masom. (etc.)

No ale, nie będę dalej wzorował się na Ich tekstach.

Niech Pani (Pan), jeśli chce oczywiście, posłucha na Forum rad innych poetów,
ale tych życzliwych i doskonali swój warsztat, a generalnie niech Pani (Pan)
pozostanie sobą.

Pozdrawiam serdecznie!
Z.K.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Panie, czy Pan zachorował, czy coś?
Mądrzy się Pan, ok. - taka uroda. Tylko po co się ośmieszać? Kompleksy leczyć publicznie?
Niech się Pan zastanowi, zanim cokolwiek następnego spłodzi, czy to w formie komentarza prozą, czy wiersze, bo szkoda miejsca, czasu i ambarasu (vide cięta riposta wyżej ;)
To Forum ma strukturę szufladkową - czy to znaczy, że początkujący autor, jakim niewątpliwie Pan jest, powinien publikować na - teoretycznie najwyższej - półce? Pana poezja i poglądy na nią nie są nawet wczorajsze, a co dopiero: współczesne. Ja też nie mam patentu na nieomylność, ale mam trochę doświadczenia (widziałem na tym Forum już nie tak nawiedzonych ;) i twierdzę, że robi Pan wielką krzywdę autorowi "mała mysz" (lepszy żaden nauczyciel niż zły).
Mam nadzieję, że To ostatnia zaczepka ad. personam - w przeciwnym razie poproszę moderację o przepytanie Pana ze znajomości Regulaminu Forum.
pzdr. b

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • No cóż, ja również nie tworzę, ale szanuję wyjątkowo Ewangelię IHS (nie korporację, ale wiernych, którzy chcą być dobrymi, a są "ludzcy), bo nie znalazłem w niej żadnych przekłamań w sposobie na "godne życie człowieka". Biblię znam z wielokrotnej lektury, przyjaźnię się z protestantami (szanuję za spontaniczność), załamuję Świadków Jehowy  wiedzą i intuicją Biblii ("przepraszam, czy Pan jest księdzem?"), poznałem podstawy buddyzmu i buddystów, i nie obrażam ich metody medytacji (samozatracenia siebie), ale wielce lekceważę całą koncepcję. Judaizm rabiniczny uważam za odpowiednik protestantyzmu - są równie pogubieni, po oderwaniu się od pnia swoich wyznań. Jestem "biegłym heretykiem" w każdej religii :-)   Kto słucha głosu miłości - nie zawiedzie się. Ten głos pochodzi z nas, od innych ludzi, od każdego zdarzenia dnia, od Dzieła Stworzenia (przyrody). Tworzymy całość z Tym Który Jest, czy to akceptujemy, czy nie.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Jak to?

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Ewelina pięknie zatrzymany człowiek w duszy:)
    • Jest niedziela. Właśnie się skończyła msza święta. Jutro wychodzę na przepustkę. Teraz właśnie wyszłam z mojej celi na korytarz oddziału i słyszę, jak Agata rozmawia przez telefon:   - Tak, ciociu, straszne... - słyszę ironiczny głos Agaty. - Strasznie surowa ta moja kara. - A nawet jak za surowa, to co za problem? Mogę wtedy w modlitwie ofiarować ten nadmiar kary za różnorakich grzeszników. - No naprawdę straszne, że ja, młoda dziewucha, przez dziewięć miesięcy pożyję w nieco skromniejszych warunkach. A że mój tata, który mógłby być już dziadkiem, musi, jako oficer rezerwy, zapieprzać w każdą możliwą pogodę na poligonie, to jest w porządku??   Obok stał Marcin i się tej rozmowie przysłuchiwał. Kiedy Agata skończyła, pozwolił sobie na lekko uszczypliwy komentarz:   - Dla panny Agaty nie honor przyznać, że więzienie jest dla niej uciążliwością i że tęskni za wolnością...A ja pamiętam, że jeszcze na początku swojej kary to panna Agata tu płakała. - A ty co podsłuchujesz? Nie masz co robić? - fuknęła na niego Agata. - Nasze rozmowy i tak są kontrolowane. Więc twoja obecność nie jest tu wymagana... - Powiedzmy, że słucham, żeby zdać sprawę sądowi penitencjarnemu...-odparł Marcin z lekką nutą ironii. - Mi sąd penitencjarny nie jest potrzebny. - odparła Agata z nutą dumy. - Przedterminowego zwolnienia nie chcę, więc po co mi sąd penitencjarny? - Panna Agata honorowa jak szlachcianka... - odparł z udawaną nieśmiałością Marcin. - A idź ty... - odpowiedziała z rezygnacją Agata.   Marcin oddalił się. Ja się uśmiechnęłam porozumiewawczo do Agaty i zagadałam ją:   - Oj, podobasz się Marcinowi, podobasz... - Ja go też lubię. Ale trzeba mu jednak przypominać, że jako funkcjonariusz nie powinien mnie tak wyróżniać. - odparła Agata z lekkim zakłopotaniem. - Daj sobie spokój Agata, chodźmy lepiej do biblioteki poczytać.   I tak poszłyśmy oboje do naszej więziennej biblioteki. Agata wzięła sobie do czytania podręcznik „Prawo naturalne. Wprowadzenie”1 autorstwa profesora Javiera Hervady. Ja, chociaż jestem z wykształcenia socjolożką, a w bibliotece było dosyć literatury socjologicznej, to wzięłam „Historię prawa naturalnego”2tego samego autora. Życie więzienne ze wszystkimi jego szczegółami tak mnie wciągało, że czułam potrzebę zgłębienia tych tematów, szczególnie od strony naturalnoprawnej. Obie książki profesora Hervady ukazały się już za czasów III Rzeczypospolitej, natomiast wydania, które ja i Agata czytałyśmy wtedy ukazały się już w obecnej, wolnej i demokratycznej, Polsce. Wiele się nie naczytałyśmy, bo po mniej niż godzinie już wychodziłyśmy do ogrodu. Jakkolwiek niedziela to dzień święty, to jednak mogłyśmy w ogrodzie robić różne rzeczy i wszyscy nam mówili, że to nic złego. W końcu niedzielny odpoczynek nie powinien oznaczać nudy, czy też braku kontaktu z przyrodą. I tak w tę letnią, słoneczną i ciepłą, ale nie gorącą niedzielę pieliłyśmy, grabiłyśmy, potem także podlewałyśmy, no i odpoczywałyśmy.   Ja lubiłam popatrzyć sobie z perspektywy ogrodu na nasz przeuroczy zakład karny. Został on wzniesiony całkiem niedawno, a mimo to jest on w stylu...gotyckim. A właściwie w stylu neogotyckim, no bo styl gotycki to był w średniowieczu. A ponieważ styl neogotycki to był w XIX i na początku XX wieku, a wiek XIX i początek XX wieku też już dawno minęły, to właściwie chyba powinniśmy mówić o stylu neoneogotyckim, czy jakoś tak... W każdym razie jest on zbudowany z najnormalniejszej, tradycyjnej cegły, jak na gotyk przystało. Te wszystkie ostre łuki symbolizują niejako wznoszenie się człowieka do Boga i to tutaj bardzo pasuje: w końcu więzienie ma być jak klasztor. Zresztą podobną wymowę mają strzeliste wieżyczki, które ponadto powodują, że nasz zakład karny wygląda, jak twierdza. Twierdza, która z jednej strony uniemożliwia więźniarkom ucieczkę z niej, ale także chroni więźniarki przed złymi wpływami tego świata. Tak mniej więcej tłumaczył nam to zastępca naszej pani naczelnik.   Po pobycie w ogrodzie obiad, no a potem jesteśmy zamykane w celach. W celi każda z nas może mieć na raz co najwyżej trzy książki jednotomowe oraz trzy egzemplarze czasopism, a o telewizorach, czy komputerach to tam w ogóle nie ma mowy. Pani naczelnik tłumaczy, że to po to, żebyśmy się uczyły koncentrować na danych treściach i nie przeskakiwały ciągle od jednych treści do innych. Wiadomo, że dziewczyny raczej nie uwielbiają siedzenia w zamknięciu. Kiedyś, kiedy już się zbliżał czas zamknięcia cel, to jedna z osadzonych w wieku gdzieś tak dwudziestu paru lat zaczęła niezbyt głośno narzekać, że znowu te nudy... Pani naczelnik to przypadkowo usłyszała i zrobiła dziewczynie cały wykład o zaletach ascetycznej izolacji od świata i że tak w ogóle to by się przydało, żeby więźniarki godzinami siedziały w celach w milczeniu i skupieniu z zamkniętymi oczami. Wiadomo, że młode laski ciągnie do luzu i do zabawy i dlatego naczelniczka naszego więzienia nie ma łatwego zadania, kiedy próbuje je przekonać do życia na miarę zakonu kontemplacyjnego, ale jest bardzo ambitna i mimo wszystko nie ustaje w tych swoich dążeniach wychowawczych. Potem jeszcze kolacja i tak dobiegła końca niedziela.   Jest poniedziałek rano. Ponieważ już w południe wychodzę na przepustkę, to po apelu nie wychodzę z innymi dziewczynami do pracy, tylko jestem zamykana w celi. Na apelu wszystkie musimy stanąć w jednym szeregu tak, żeby czubki stóp były na narysowanej na podłodze linii. Jeżeli któraś z więźniarek przekroczy tę linię albo stanie zbyt daleko za tą linią, to za karę...musi przebiec korytarz oddziału tam i z powrotem. W drewniakach to nie takie proste...Tym razem padło na mnie i na Kasię z mojej celi. I tak się ścigałyśmy, a na końcu Marcin, który prowadził apel powiedział nam, że poszło nam całkiem nieźle. Marcin chyba lubuje się w wykonywaniu takich kar na więźniarkach. Lubi nam dać wycisk, żeby nam w ten sposób udowodnić, że jesteśmy bardzo dzielne. Coś czuję, że przyszła żona Marcina jest wśród więźniarek... Potem jeszcze śniadanie, po którym muszę spędzić jeszcze kilka godzin w mojej celi. Kwadrans po jedenastej zostaję zaprowadzona do przebieralni i dostaję moje własne ciuchy i buty, w które się przebieram. Zakładam spódnicę w kwiatki, w której się zgłosiłam do odbywania kary, oraz sandały, które mi Marek w sobotę dostarczył tutaj. W końcu wychowawczyni daje mi przepustkę i z tym papierem zmierzam do bramy więziennej.   ***   Jest poniedziałek. Jestem razem z moimi teściami przed zakładem karnym i czekam, aż Agnieszka wyjdzie na zewnątrz. W trakcie czekania podziwiam gotycką, a właściwie neogotycką architekturę więzienia. Na murze jest herb państwowy, a pod nim urzędowa, wypukła, czerwona tablica, na której jest napisana białymi literami nazwa instytucji, która się tu znajduje. I tu zauważam coś ciekawego, czego dotychczas jeszcze nie zauważyłem. Otóż tablica mówi, że jest tutaj „ZAKŁAD KARNY DUCHA ŚWIĘTEGO dla kobiet”. No też coś! A więc ta cała retoryka, że więzienie ma być jak klasztor ma aż tak daleko idące skutki, że więzienia dostają świętych patronów. Patrzę na zegarek, jest dwunasta i przez drzwi, które są obok więziennej bramy, wychodzi Agnieszka, a towarzyszy jej znana mi funkcjonariuszka Marzena, która już raz nadzorowała nasze widzenie i o której Agnieszka mi już raz pisała w liście. Wymieniam parę szybkich całusów z moją żoną.   - Część Marek, przyprowadzam Ci twoją żonę. - odzywa się do mnie radośnie Marzena.   - Cześć Marzena.- odpowiadam. - Widzę, że już nawet więzienia mają świętych patronów.   - No, dobrze to zauważyłeś. - odpowiada mi Marzena z namysłem. - Wiele więzień kobiecych w Polsce ma obecnie jako patronki święte kobiety. Ale ze świętymi obojga płci jest taki problem, że jako ludzie miewali także wady i to może rodzić kontrowersje. W wypadku Ducha Świętego ten problem oczywiście odpada, bo jako duch i osoba boska nie może mieć słabych stron. Z drugiej strony święte kobiety, dzięki swoim pozytywnym cechom charakteru mogą być wzorcami osobowymi także dla osób niewierzących w Boga i to jest zaleta, której nie ma Duch Święty jako patron. No jest to jakiś problem...   -Oczywiście można by sobie dać spokój z dawaniem zakładom karnym świętych patronów. - kontynuuje Marzena po chwili. - Tyle, że ja, ale chyba nie tylko ja, bym się obawiała takiej sytuacji, że więziennictwo jest pozbawione tego głębszego wymiaru duchowego, bo wtedy mogłoby stać się ono czystą przemocą...Tak, to trudne problemy. W każdym razie musimy działać zgodnie z prawem naturalnym i pozytywnym.   - Oj, ale was chyba tu za długo zagadałam.- powiedziała w końcu Marzena z rozmachem i się uśmiechnęła. - No, pewno chcecie się teraz sobą nacieszyć, a mnie też czeka robota...Pa, Agnieszka, do zobaczenia za tydzień...   -Pa, Marzena, całuski i do zobaczenia...-odpowiedziała moja żona.   Funkcjonariuszka odwróciła się na pięcie i zniknęła w głębi więziennego terenu. Teraz odezwała się moja teściowa:   - Moja córka wychodzi po trzech miesiącach z więzienia, a co robi jej mąż? Uskutecznia sobie pogaduszki ze strażniczką więzienną!   Odpowiedź mojej żony nie kazała długo na siebie czekać:   - Mamo! - fuknęłą Agnieszka. - To są bardzo ważne sprawy: relacja między sferą religijną i sferą państwową. To są sprawy, które mogą budzić kontrowersje i właśnie dlatego trzeba o tym rozmawiać. I mam nadzieję, że wszyscy słuchaliście, co mówiła Marzena.   -Ależ dziecko. -odezwał się stanowczym głosem ojciec Agnieszki.- Doskonale rozumiem wagę tych spraw i dlatego z uwagą tego słuchałem.   - Nie zapominaj mamo – kontynuowała Agnieszka – że jestem dziennikarką i właściwie powinnam takie dyskusje animować. A jeżeli chodzi o Marka, to co dziennie dziękuję Bogu w modlitwie, że mam takiego ciekawego świata męża.   Po zakończeniu tej krótkiej scysji moja żona westchnęła radośnie:   - Och, jak pięknie! Znowu na wolności! We własnych ciuchach i we własnych butach. Stopy mam takie lekkie... Trzeba się będzie wyszaleć!   Po tych słowach poczułem nagłą ochotę, żeby tę głupią kozę, która jest moją żoną, nieco zdyscyplinować. I dlatego ułożyłem sobie szybko małe przemówienie i odezwałem się do niej w ten sposób:   - Tylko sobie za dużo nie wyobrażaj z tym szaleństwem. Pamiętaj, że jesteś na przepustce z więzienia, a ja, jako twój mąż, w pewnym sensie za ciebie odpowiadam. I już ja dopilnuje, żeby ten twój pobyt poza murami zakładu karnego był nacechowany skromnością i cnotliwością.     - Oj, Marek! Zaczynasz jak nasza pani naczelnik. Ona by też chciała, żebyśmy żyły skromnie i cnotliwie, jak zakonnice i ciągle robiły coś pożytecznego i ciągle siedziały z nosami w książkach...   - No to chyba dobrze... - odparłem z udawaną naiwnością.   - No to wyobraź sobie, że młoda dziewucha, jak ja, musi się także zabawić, wyszumieć...   - Jeszcze się wyszumisz, Aga. Ale pamiętaj: odwleczona przyjemność staje się czasem...jeszcze większą przyjemnością. No i znowu mój jakże mądry mąż ma rację...- odpowiedziała Agnieszka z łagodnym uśmiechem.   Tak rozmawialiśmy idąc na autobus, potem podróż do naszego miasta, a tam na dworcu autobusowym rozstaliśmy się z moimi teściami i poszliśmy pieszo do siebie do domu. Kiedy już byliśmy w naszym mieszkaniu Agnieszka poszła do naszej sypialni, chyba po to, żeby przebrać się w jakieś domowe ciuchy, a ja sobie przypomniałem, że rano zapomniałem umyć zęby i dlatego poszedłem do łazienki, żeby to nadrobić. W trakcie szorowania zębów usłyszałem, że Aga otwiera drzwi od łazienki, wyjmuje klucz z dziurki, wkłada go po drugiej stronie, a potem...zamyka drzwi i klucz przekręca. Szybko podbiegłem do drzwi i zacząłem w nie walić:   - Zgłupiałaś?! Co ty robisz?! Otwieraj!   Zza drzwi dobiegł spokojny głos Agnieszki:   - A może by tak grzeczniej? Ja się tak nie wyrażam, kiedy mnie zamykają w celi. A tobie się należy kara za twoje zachowanie wobec pani Krysi. Posiedzisz tam godzinę, a ja w tym czasie przygotuję obiad.   Zrezygnowany usiadłem na zamkniętej muszli klozetowej. Trochę się pomodliłem w ciszy za Agnieszkę i za wiele innych spraw. Potem wziąłem szczotkę klozetową oraz ocet i szorowałem kibel. Po jakimś czasie drzwi się otworzyły, a w nich stała Agnieszka.   - To co? Zapraszam na obiad. - usłyszałem uśmiechnięty głos mojej żony.   Obiad zjedliśmy w miłej atmosferze bez większych rozmów, potem ja zmyłem i wytarłem naczynia i usiadłem przy kuchennym stole. Wtedy do kuchni weszła Agnieszka i z zalotnym uśmiechem na twarzy chwyciła mnie za rękę i zaczęła ciągnąć. Tak mnie zaciągnęła do naszej sypialni, gdzie żaluzje były spuszczone. Z tym zalotnym uśmiechem zaczęła mnie obmacywać w najróżniejszych miejscach...   - No co ? Nie miałbyś ochoty zrobić teraz TEGO?   Uśmiechając się delikatnie zacząłem ją także obmacywać w różnych miejscach, także poniżej pasa.   - Ależ oczywiście, że miałbym ochotę...- powiedziałem starając się przeciągać każde słowo.   Czułem jak żona zbliżała swoje ciało coraz bliżej do mojego.Kiedy już nasze krocza prawie się dotykały, chwyciłem ją mocno za biodra.   - I właśnie dlatego, że oboje tego chcemy, teraz tego nie zrobimy. - oznajmiłem krótko stanowczym głosem. Na twarzy Agnieszki rysowało się zdziwienie. Zrobimy to kiedy indziej, kiedy już będziesz znowu za kratami.- kontynuowałem z nutą zalotności. Jestem pewien, że dostaniesz intymne widzenie. To będzie taki seks penitencjarny, rozumiesz? Dobiorę się do ciebie, kiedy będziesz znowu w więziennej spódnicy, chustce na głowie i w drewniakach. A bieliznę to tam chyba nosisz szarą, prawda? Seks w więzieniu będzie miał za zadanie polepszyć twój stosunek do odbywanej kary...   Mówiąc to wszystko mój ton stawał się coraz bardziej namiętny. Na twarzy mojej małżonki widać było zdziwienie przechodzące w irytację.   - Ty chyba kompletnie zwariowałeś! Kompletnie ci się role pomyliły...   Agnieszka przerwała tak, jakby zaniemówiła ze zdziwienia.   - Każdy normalny facet, którego żona wyszłaby z pierdla, chciałby sobie porządnie z nią poużywać, a ty... Bawisz się w wychowawcę więziennego. - mówiła zdenerwowanym głosem.   Patrzyłem na nią niewzruszony.   - Widzisz, już od dłuższego czasu uważam, że powinni dla mnie stworzyć funkcję o nazwie „społeczny pomocnik Służby Więziennej”. - rzekłem lekko ironicznie.   Agnieszka popukała się w czoło.   - I wiesz co... Właśnie dlatego, że jesteś taki pierdolnięty, jeszcze bardziej cię kocham! - powiedziała zdenerwowanym głosem i zaczęła mnie namiętnie całować.   Dogadaliśmy się, że wieczorem pójdziemy potańczyć. Udało mi się ją namówić, żeby założyła buty na prawie płaskim obcasie, niezbyt krótką sukienkę i żeby zrezygnowała z wszelkiego makijażu i wszelkiej biżuterii. No i żeby włosy związała w kok. Jakkolwiek nie mieliśmy tego wieczoru nieskończonej ilości czasu, to z drugiej strony nie musieliśmy się za bardzo spieszyć, ponieważ mój dyżur bibliotekarski zaczynał się następnego dnia dopiero o godzinie 11.00. Kiedy z tej wieczornej eskapady wróciliśmy do domu około 23.00, ja wydałem zdecydowanym tonem zarządzenie:   - Ty do łóżka, ja śpię na materacu w śpiworze. Czeka mnie jeszcze nie jeden pobyt na poligonie, więc muszę się przyzwyczajać.   Daliśmy sobie całusy i poszliśmy spać.                   1Javier Hervada, Prawo naturalne: Wprowadzenie, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2011 2Javier Hervada, Historia prawa naturalnego, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2013                         1Javier Hervada, Prawo naturalne: Wprowadzenie, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2011 2Javier Hervada, Historia prawa naturalnego, Wydawnictwo Petrus, Kraków cop. 2013
    • @Ernest Guzik Beskid Wyspowy to piękna kraina - rodzinna Mojej Mamy.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...