Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

w Wężewie wierzą, że zwierz wężem zwanym
kiedyś miał łapy, boć by na pień nie wlazł
i mówić musiał, bo by z babą za nic
nie mógł dogadać owocu, a mnie tam
zdaje się, co by komu też się stało,
gdyby wąż więzią z drzewa był jak gałąź,

w Wężewie nijak zwierza zmienić w badyl,
toż weź pan pomyśl, że na drzewcu liście,
acz, pierwsi one, gdzież musieli nabyć,
uchodząc z raju w padoły, gdzie iście
próchniało wszystko, to i od korzeni
drzewo przegniło, czas je w ziemię zmienił,

w Wężewie takoż dziwują się z tego,
że gnicie z wody, acz, zalało złością
z gałęzi – węża do Arki Noego
i w człeku staje dość niezgodną ością,
a niech no każdy wykrztusi co z siebie
a Wieżę Babel stworzymy w Wężewie.

-------------------------------------------------
od autora:
Wężewo – wieś w powiecie przasnyskim, jakiś
kilometr od Krasnego.

Opublikowano

A miał wąż kiedyś łapy, miał, stracił je po tym sławetnym kuszeniu, co po dziś dzień czkawką się nam odbija. Dobrze więc w Wężewie gadają i ty - bracie bardzie - gawędziarzu dobrześ to w strofy ujął, coby gawiedź nieświadoma pojęła jak się ino należy, czyli jak trza...
Pozdrawiam mocno Piast

Opublikowano

Cześć, Messa :-)
Jakoś tak mi się przypomiały słowa poetki Ligii Tuszyńskiej: "badyl z liśćmi to za mało, musi być coś z kwiatem" (cytowane z pamięci) ;-DDDD
Ps. Masz do wyboru: krwawnik, komosę, albo mlecz. (Bez kwiatka nie da rady zaliczyć, niestety ;-)
Tam się nie utop :-)
Pozdrawiam
Fanaberka
:-)

Opublikowano

Witek Wybitny- chyba pasuje?
Dla mnie jak najbardziej, bo przy swoich nikłych umiejętnościach poetyckich potrafię jeszcze rozróżniać geniuszy, którym ty niewątpliwie jesteś. Stary, trwasz już w tych opisach tak długo, że chciał nie chciał nawet ci najbardziej sceptyczni muszą przyznać, że masz swój styl i to kto wie czy nie powinieneś tego gdzieś wydać, gdziekolwiek...
Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki - niech będzie ten środkowy - komosa kojarzy się z kosmosem - a to bardzo dużo i chyba więcej niż badyl i liść i kwiat w jednym? dziękuję z góry a poetkę Ligię Tuszyńską też pozdrów
z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki serdecznie, cóż oby mnie ze mnie nie wykopało kiedy
z ukłonikiem i pozdrówką MN
to chyba lepiej? wiersze pisać z kopa? :))))

ewa s

na kopy może, ech, wolę je pisać na kartki, potem od czasu do czasu coś losowo wrzucę, akć - sorka bo wygląda to na pysznienie się
z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


skąd? ano z pychy
pcha się na koniec języka
i do sieci umyka

z ukłonikiem i pozdrówką MN

może powinno być jak z wężem? może dziś nie mówi, bo się pysznił - kara; ilu poetów nie mówiłoby wcale?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


skąd? ano z pychy
pcha się na koniec języka
i do sieci umyka

z ukłonikiem i pozdrówką MN

może powinno być jak z wężem? może dziś nie mówi, bo się pysznił - kara; ilu poetów nie mówiłoby wcale?

tak, one(i) wolą pisać
z ukłonikiem i pozdrówką MN
ps. jak węże i żmije - zygzaczkami

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • spotkali się nie w miejscu, lecz w szczelinie pomiędzy myślami, gdzie cisza jeszcze pamięta imiona, a sens nie zdążył przybrać formy. ona była praświatłem, które więzi własny blask, luminacją tak gęstą, że aż czarną, istniejącą w samym rdzeniu nicości, zanim czas ośmielił się wybić pierwszą sekundę, nie świeciła - raczej wiedziała, że jest jasna, jak gwiazda istniejąca jeszcze zanim powstało niebo. on był antymaterią spojrzenia, cieniem, który nie zasłania, lecz jest otchłanią zaproszoną do środka tą która pozwala widzieć głębiej. niż wzrok, niż pamięć, niż strach. nie mieli rąk, więc dotyk wydarzał się między słowami, które urywały się zostawiając znaczenie po drugiej stronie. nie mieli ust, więc cisza mówiła za nich, oddychając pytaniem, które znało oba  imiona i nie potrzebowało odpowiedzi. ich istnienie było skandalem dla materii tak eteryczni, że grawitacja wyła z bezsilności, krusząc martwe przedmioty, i puste gesty, które w swej ordynarnej ciężkości mogły im tylko zazdrościć niebytu, w których świat zawsze coś obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje. byli miejscem, w którym wszechświat na chwilę zapomniał własnych praw i musiał je wymyślić od nowa, w którym rzeczywistość zacięła się na chwilę, i nagle zrozumiała, że nie wszystko da się wydarzyć bez konsekwencji. gdy byli blisko, świat tracił ostrość, a rzeczy wstydziły się, że są tylko rzeczami, że mają ciężar, funkcję i koniec. ona widziała w nim przyszłość, która nie chce się wydarzyć, bo zna cenę. on widział w niej przeszłość, która wciąż jest prawdziwa i dlatego niebezpieczna. nie pragnęli siebie. pragnienie byłoby zbyt głośne, byłoby aktem przemocy w tej katedrze milczenia, którą budowali z powstrzymania, z odwagi niewzięcia. rozpoznawali się raczej jak dwa ciała niebieskie, które nigdy nie wejdą na tę samą orbitę, a jednak wiedzą, że ich istnienie zakrzywia tę samą przestrzeń. byli jak dwa zakazy fizyki skierowane naprzeciw siebie - tak blisko, że rzeczywistość zaczynała się jąkać, a powietrze między nimi świeciło jak martwa gwiazda: energii było dość, ciała - nigdy. ich bliskość była architektoniczną herezją, sklepieniem przerzuconym nad otchłanią, wykutym z hartowanego milczenia i lodu,  po którym nawet bóg nie odważyłby się  postawić stopy w obawie przed upadkiem w prawdę byli jak dwie planety, które zrozumiały, że ocalą siebie tylko wtedy, gdy pozostaną w idealnej odległości - dość blisko, by się przyciągać, i dość daleko, by nie zamienić się w popiół. gdy odchodzili, nic nie zostało. i właśnie to było dowodem. bo ta miłość nie zostawia śladów, ciepła ani popiołu - zostawia Możliwość - monstrum o tysiącu twarzy, masę krytyczną, która nigdy nie eksploduje, lecz pożera od środka każdą nową miłość, więżąc ją w horyzoncie zdarzeń, z którego nie ma powrotu do światła. a możliwość jest najbardziej okrutną formą istnienia: masywną jak gwiazda, która nigdy nie zapłonie, i wystarczająco ciężką, by do końca zakrzywiać każdą kolejną miłość.              
    • @Jacek_Suchowicz Jacku, coś mi się jeszcze przypomniało. Na wakacjach czy urlopie, bywałam też na wsi. I było jak w piosence "A tymczasem leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co w życiu najświętsze - święty spokój"   A kogut szukał dla kurek dla różnych dobrych rzeczy i jak znalazł, wołał: - Co to, to, to, to ,to... - a one leciały jedna za drugą. Sam nie jadł, zostawiał dla nich.  A w kurniku, jak kura miała znieść jako, jakby mówiła tak: - NIeee pójdę do koguta, nieee pójdę, nieee pójdę...  - a jak zniosła jako, wołała; - Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz! Tych odgłosów nie da się zapisać, ale kto widział to towarzystwo, wie o czym piszę,  a opowiedziała mi o tym babcia, naśladując odgłosy .  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dobrej nocy :)
    • @Wiechu J. K. Dziękuję.
    • @Mitylene dziękuję 
    • @Charismafilos ja też bardzo
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...