Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


znów obcy w mieście
trzyma wszystko na dystans
okrągły księżyc

tak napisałam gdyby miała być zachowana słynna zasada 5 - 7 - 5
chodzi o ilość sylab w wersach. Spotykam się jednak z różnymi opiniami na temat budowy
haiku, ale ja staram sie pisać tak no i nie odbiegam od tematu przyrody. To jest
interesująca tworczość - życzę więc powodzenia. :) A.
Opublikowano

dzięki. podoba mi sie Twoja wersja. no i na formie mucha nie siada:)
osobiście trudno mi sie podporzadkować wymogom formalnym, ale z drugiej strony tytul tego działu zobowiązuje...:)

pozdrawiam!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mozna marudzic, ze oba wiersze to nie do konca haiku.
Mam jednak ostatnio takie przemyslenie -
czasem uporczywie trzymajac sie sztywnych zasad haiku,
chocby samej liczby sylab, mozemy utracic te lekkosc i swobode w pisaniu.
Mi samej wychodzi tym gorzej im bardziej staram sie pisac poprawnie. ;o)

Napisze wiec uczciwie, ze oba haiku mi sie podobaja.
Mimo iz, nieco odbiegaja od konwencji.
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Material na bardzo dobre haiku, warto popracować nad drugim wersem by usunąć pewne niedociągnięcia. A na koniec małe impro wywołane tym obrazkiem:

na obcej ziemi...
nawet pełnia księżyca
nie taka sama

Pozdrawiam
Jacek
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Mozna marudzic, ze oba wiersze to nie do konca haiku.
Mam jednak ostatnio takie przemyslenie -
czasem uporczywie trzymajac sie sztywnych zasad haiku,
chocby samej liczby sylab, mozemy utracic te lekkosc i swobode w pisaniu.
Mi samej wychodzi tym gorzej im bardziej staram sie pisac poprawnie. ;o)

Napisze wiec uczciwie, ze oba haiku mi sie podobaja.
Mimo iz, nieco odbiegaja od konwencji.
Pozdrawiam


dziękuje Ann za wyrazumialość. osobiście nie lubie trzymać sie zbyt sztywno jakichkolwiek zasad:)

pozdrawiam!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Material na bardzo dobre haiku, warto popracować nad drugim wersem by usunąć pewne niedociągnięcia. A na koniec małe impro wywołane tym obrazkiem:

na obcej ziemi...
nawet pełnia księżyca
nie taka sama

Pozdrawiam
Jacek
dziękuję Jacku. Zwłaszcza za impro - bardzo fajne odrócenie mojego haiku:))
pomyślę nad poprawką

pozdrawiam!
Ola
Opublikowano

księżyc lśni w pełni
białe lilie w ogrodzie
obce wśród kwiatów

heh:) i zaraz się któś przyczepi, że coś nie tak... a tu po mojemu :) i niech się czepiają jak lubią i to im pomoże (i mnie może też).

Buziak
M.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...