Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

GŁÓWNE OSOBY:
Pijak
Prostytutka
Hazardzista



AKT I
24 XII 1976, wieczór, wynajmowane mieszkanie na poddaszu
SCENA I
W pokoju siedzi Pijak, wiesza na choince kapsle po piwie. Do domu wchodzi Hazardzista, zdejmuje płaszcz i idzie do pokoju, siada naprzeciwko choinki i Pijaka.
PIJAK
No i jak?
HAZARDZISTA
Z czym?
PIJAK
No z choinką.
HAZARDZISTA
Dobrze.
PIJAK
Coś ty Felek taki mrukliwy?
HAZARDZISTA
Gdzie Zośka?
PIJAK
W pracy, a gdzie ma być.
HAZARDZISTA
To niech dużo dzisiaj zarobi.
PIJAK
A co? Przegrałeś?
HAZARDZISTA
Ba!
PIJAK
Dużo?
HAZARDZISTA
Wszystko.
PIJAK
Ty cholero.
/podchodzi do Hazardzisty i zaczyna go dusić/
A co będziemy pili wieczorem?
HAZARDZISTA
Susz.
PIJAK
Ja ci k*** dam susz!
HAZARDZISTA
Ja kurwą nie jestem.
PIJAK
A szkoda, byłyby dwie pensje.
HAZARDZISTA
Szkoda cię. A co ty przyniosłeś?
PIJAK
/Z głupim uśmieszkiem na ustach/
Wódeczkę.


SCENA II
W mieszkaniu świeci się choinka, obok siedzą pod ścianą Pijak i Hazardzista i piją wódkę. Słychać chrzęst kluczy u drzwi. Wchodzi Prostytutka, zapala światło.
PROSTYTUTKA
A coście zgłupieli? Po ciemaku tak siedzieć.
PIJAK
Tak romantyczniej.
PROSTYTUTKA
Phi!
HAZARDZISTA
Jak poszło?
PROSTYTUTKA
Ty znowu?
HAZARDZISTA
Co?
PROSTYTUTKA
Znowu nic nie masz?
HAZARDZISTA
Ja cię pytałem czy dobrze poszło, a nie czy coś mam.
PROSTYTUTKA
Jak tak dalej pójdzie to tylko ja będę w tym domu zarabiać.
PIJAK
/chwiejnym krokiem podchodzi do Prostytutki/
Kochanie nie denerwuj się, ja się tobą zajmę.
PROSTYTUTKA
Po pracy jestem. Zmęczona.
/idzie do kuchni/
Zastawcie stół.

/Pijak chwiejnym krokiem niesie zastawę/
PROSTYTUTKA
Felek! Weź od niego ten talerz, bo wywali!
HAZARDZISTA
/pali skręta/
Stawiam, że nie wywali.
PROSTYTUTKA
/z kuchni/
Żebym cię nie wywaliła!
HAZARDZISTA
/zerka zza balkonu/
Doniósł.
PROSTYTUTKA
Twoje szczęście.
PIJAK
A co miałbym nie donieść.
/Pijak potyka się i przewraca/


SCENA III
Ten sam pokój; na środku stoi stół przykryty białym obrusem, w tle słychać kolędy. Wszyscy siedzą dookoła stołu.
PROSTYTUTKA
Cholera!
HAZARDZISTA
Co?
PROSTYTUTKA
Zapomniałam.
HAZARDZISTA
No, ale czego?
PROSTYTUTKA
Opłatka.
PIJAK
O, ku…rcze!
HAZARDZISTA
Będzie bez.
PIJAK
/z pietyzmem/
I tak nie mamy sobie czego życzyć.

AKT II
24 XII 1956, wieczór
SCENA I
Mały pokoik, zawalony rupieciami. Za oknem pada śnieg.
DZIECKO 1
/ściga się na dywanie butelkami udając, że są one samochodzikami/
Brrrrrrruuummmmmmmm brrrrrrrrrummmmmm.
OJCIEC 1
/siedzi z Wujkiem w kącie na sofie/
Stul pysk, ojca głowa boli.
WUJEK
To co? Po jednym. By przestało?
OJCIEC 1
Ano po jednym.
/wchodzi Matka/
MATKA 1
Weźcie się jełopy do roboty a nie od rana pijecie. Sama musze wszystko przygotowywać na wigilię, bo wy dwie lewe ręce macie, nic nie umiecie, tylko do picia się nadajecie!
OJCIEC 1
Ta jest żoneczko. Twoje zdrowie!
/Podnosi butelkę do góry. Matka odkręca się i wraca do pracy. Dziecko bierze zakręt przy stercie ubrań na środku pokoju/
DZIECKO 1
Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
OJCIEC 1
Mówiłem stul pysk!
DZIECKO 1
Nie mam pyska.
/z łazienki wychodzi Bratanek/
BREATANEK
Bo masz jeszcze niewyparzony.
WUJEK
No! Ojciec wyparz dziecku! Zobacz jak mój już dobrze daje!
/Wujek podaje Bratankowi butelkę wódki, ten dosiada się do nich/

SCENA II
Późny wieczór. Na sofie śpią Ojciec i Wujek. Matka wyciera zakrwawione usta Dziecku.
BRATANEK
No i po co ci to było? Trzeba było się napić.
MATKA 1
Daj dziecku spokój.
DZIECKO 1
Nie chciałem.
BRATANEK
Boś głupi. Trzeba się słuchać starszych.
DZIECKO 1
Ty masz dwanaście lat, a mama więcej.
BRATANEK
Ale twoja mama jest głupia. Zobacz, co przez nią masz!
/wskazuje palcem na rozciętą wargę. Matka uderza go po dłoni/
MATKA 1
Odejdź czorcie!
BRATANEK
Tak, tak.
/udawanym głosem/
Zostaw moje dziecko, ono nie będzie takie jak wy.
/chichot z kąta pokoju/
OJCIEC 1
Beeedzie jeszcze z niego ludzie.

SCENA III
Matka siedzi przy stole i dłubie w talerzu. Dziecko siedzi pod choinką. Reszta śpi na sofie.
DZIECKO 1
Kiedy przyjdzie Mikołaj?
MATKA 1
/roztargniona odrywa się od myśli/
Słucham?
DZIECKO 1
Kiedy przyjdzie Mikołaj.
MATKA 1
Nie wiem…
DZIECKO 1
Ale przyjdzie.
MATAKA 1
Chyba nie.
DZIECKO 1
/podchodzi do okna/
Ale ja będę stal i czekał.
MATAKA 1
/znowu zamyślona/
Tak, czekaj.

SCENA IV
Inny pokój; przytulny, mały. Na środku stoi choinka, a pod ścianą przygotowany do wigilii stół. Dziecko siedzi z podkulonymi nogami na krześle.
DZIECKO 2
Smutno mi.
MATKA 2
/zostawia rozkładane talerze/
Dlaczego skarbie?
DZIECKO 2
Nie wiem.
/Matka przytula córkę/
MATKA 2
Mikołaj na pewno przyniesie ci wspaniały prezent.
DZIECKO 2
Pieska?
MATKA 2
No pieska chyba nie,/głaszcze dziecko po głowie/ jesteś uczulona.
DZIECKO 2
Tata mówił, że mi kupi.
MATKA 2
… tak mówił.
DZIECKO 2
Ale minęły już dwa Boże Narodzenia i nie kupił. A obiecał.
/zaczyna płakać/
MATKA 2
Skarbie, nie płacz, będzie dobrze, poczekaj może coś fajnego przyniesie ci Mikołaj. Bądź cierpliwa.

SCENA V
Ten sam pokój, pół godziny później. Słychać brzęk sztućców; przy stole jedzą Matka z Dzieckiem.
DZIECKO 2
Już zjadłam! Mogę ciasteczko?
MTKA 2
Możesz kochanie. Smakowało?
DZIECKO 2
Tak.
MATKA 2
To idź do łazienki, umyj buzię.
DZIECKO 2
Eeeee…… no dobrze.
/Dziecko idzie do łazienki a w tym czasie Matka chowa prezenty pod choinkę. Po chwili wraca Dziecko/
O! Prezenty!
MATKA 2
/udaje zdziwioną/
Rzeczywiście!
DZIECKO 2
Otworzymy?
MATKA 2
Myślę, że nie ma, na co czekać.
DZIECKO 2
Na tatę…?
MATAKA 2
Nie…, tata nie przyjdzie.
DZIECKO 2
/bliskie płaczu/
Dlaczego?
MATKA 2
Odpakuj prezenty.
DZIECKO 2
/rozpakowuje prezent dla siebie, jest w nim duża pluszana maskotka/
Piesek!
MATKA 2
Tak skarbie.
DZIECKO 2
Od taty?
MATKA 2
/ze łzami w oczach/
Od Mikołaja.

SCENA VI
Wielki salon, pełen przepychu. Choinka dwu metrowa z grającymi lampionami, po pokoju przebiegają co chwila uwijający się z pracą ludzie. Na parapecie siedzi Dziecko. Po schodach schodzą rodzice.
MATKA 3
/do niani/
Wychodzimy na zakupy, zaopiekuj się dzieckiem. Gdzie on jest?
NIANIA
Na parapecie.
MATKA
Ach, faktycznie /śmiech/
/przez salon przebiega kucharka/
Marcelino! Bądź gotowa na osiemnastą!
KUCHARAKA
Tak, będę proszę pani.
OJCIEC 3
Idźmy już kochanie.
MATAKA 3
/machając ręką w stronę parapetu/
No to pa!

SCENA VII
Dziecko siedzi nadal na parapecie. Do pokoju wnoszona jest zastawa, dekorowane ściany, z kuchni przynoszone są zimne potrawy.
SCENA VIII
Wracają rodzice. Układają prezenty pod choinką. Wchodzi kucharka.
KUCHARKA
Wszystko już gotowe.
OJCIEC 3
To dobrze, zaraz zaczynamy.
MATKA 3
Gdzie Feluś?
KUCHARKA
Chyba wciąż na oknie.
MATKA 3
/spogląda raz na okno raz na prezenty pod choinką/
Ojej!
OJCIEC 3
Nie przejmuj się kochanie, Feluś już wie, że nie ma Mikołaja.
MATKA 3
Tak? Jaka szkoda… choć synku idziemy jeść.
/malec schodzi z parapetu i podchodzi za rodzicami do stołu; rozpoczyna się wigilia/


AKT III
Ten sam pokój co w Akcie I;
24 XII 2006, wigilia.
SCENA I
W kącie stoi mały drapak z kapslami a’la bombkami. Mały stół przykryty pożółkłym obrusem; na nim talerze z resztkami po kolacji.
PIJAK
/siedzi na kanapie w rogu/
Dobre było, ale się skończyło.
/śmieje się ze swojej riposty, popija wódę z butelki/
HAZARDZISTA
/siedzi przy oknie, pali papierosa/
Ano niestety.
PROSTYTUTKA
A prezenty? Otwieramy?
PIJAK
Otwieramy! Ale za chwileczkę, panienka se do kuchni pójdzie i za chwilę wróci.
PROSTYTUTKA
Po co?
PIJAK
Ja tak ładnie proszę.
PROSTYTUTKA
/zaciekawiona/
No dobrze.
PIAJK
Idziesz po to?
HAZARDZISTA
Idę, idę.
/zgasił papierosa, wyszedł do przedpokoju i po chwili wraca z wielkim pakunkiem/
Zocha! Chodź! Teraz jest czas na prezenty.
PROSTYTUTKA
Matko! A co to, takie wielkie? Dla mnie?
PIAJK
Na to wygląda.
HAZARDZISTA
Rozpakuj
/Prostytutka szamocze się z papierem, w końcu ściąga go i w klatce widzi popiskującego cichutko małego szczeniaczka /
PROSTYTUTKA
Matko! Piesek! Jesteście kochani!
/przytula Hazardzistę/
HAZARDZISTA
/śmieje się/
Wygrało mi się troszkę.
PROSTYTUTKA
/podbiega do kanapy, chce uściskać Pijaka, lecz ten już śpi. Potrząsa nim z radości/
dziękuję, dziękuję, to najlepsza Gwiazda w moim życiu.
PIJAK
/obudzony/
W moim też.
/Prostytutka znów przytula hazardzistę/
HAZARDZISTA
… i moim.

KONIEC

Opublikowano

To mogłyby być fajne miniaturki. Jako sztuka nie ma większego sensu. Już lepiej rozbić to na osobne historie. Trochę trzeba nad tym popracować, to z pewnością. W ogóle fajny pomysł z tymi gwiazdkami degeneratów. Co robią tacy ludzie w standardowych okolicznościach?
Pozdrawiam.

Opublikowano

jako nie ten dział?
a czy to poezja?
wg mnie - nie.

poezja to róznego typu wiersze. a to jest opowiadanie, tylko w formie scenariusza.

Czy dodałbyś Moralność pani Dulskiej, czy Zemstę do poezji?
ja nie.


Dziękuje Ci Janku za komentarz. Nie pisałam tego czysto pod sztukę /byłoby za trudne do realizacji w takiej formie jak to teraz jest/, chciałam spróbowac własnych sił w tworzeniu akci opartej praktycznie na samych dialogach :)
A teraz będę mogła z czystym sumieniem zabrać się za coś dłuższego i "porządniejszego" :D

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ależ proszę się nie unosić. Istnieje przecież dział dramatu:
http://www.poezja.org/debiuty/viewforum.php?id=74

może warto tam opublikować,
tyle chciałem napisać

odnośnie do wypowiedzi pana Jana Cieślara - no właśnie, olewka, każdy robi to co chce, jedni piszą - tak się tu wyrzygam inni wstawiają poezję a inni dramaty do prozy i kogo to obchodzi - pytanie z serii tych - to be or not to be?
A wiecie co jest najzabawniejsze? Wpiszcie sobie w google słowo "poezja" - i co wam wyskoczy?? Ta strona. Poezja i dramaty w prozie. Ekstra. Wpada obcjokrajowiec i chce zobaczyć jaki jest poziom literatury w tym kraju - znajdź i co??

Ale co ja będę. w końcu płynę z prądem i mam wszystko w dupie, jestem cool, spoko luz i olewam wszystko. Ironicznie jak M. Świetlicki brejkam wszystkie rule

POZDRAWIAM WSZYSTKICH DRAMATURGÓW I POETÓW W PROZIE

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Gosława  Reniu, Twoje wiersze  do głos z innych przestrzeni niby do nich daleko, a jednak blisko. Pozdrawiam serdecznie.
    • Wróć  Wiedz że przepraszam nie padnie To za małe słowo na ostatnią zgaszoną zapałkę w pudełku podpisanym zaufanie i wiara w drugiego człowieka  Czynami też nie przeproszę  ale marzyłby mi się wers, który odbudowałby podpalony most płomieniem o czarnej barwie z piekła wzięty za odpowiedni drogowskaz by nie widzieć nie słyszeć nic ale krzyczeć skrzeczàcymi dźwiękami słowa wojennych nabo i  i jeszcze wiemy (ja to split być może więc powiem o sobie w trzeciej osobie) że ból fizyczny jest za zasługi chaosu na synaptycznych drogach zasłużony  pięć lep liści wypłaconych jak byś sam chciał moc ich zarobić błagam prosić  Wiem że błaganie po tym bałaganie jest równie bezczelne poza wyobrażenie  ale wiesz jak mam być szczelny  cały pokluty i podziurawiony blizny które omija słońce  blizny nieopalone już nigdy to zrobiłem wam to zrobiłem sobie to chore  a spowiedź  czekamy z moimi grzechami na samotności czas gdy stalker powieczas opuścić was ale bestia 24/7 w obserwacji myśli  po operacji skalpelem świata który nie  istnieje z teczki o kryptonimie  Anioły i demony gdzie jednym z rozdziałów był zabieg wszepienie sumienia  mk ultra nie ma słuchawki w lewej ucha przestrzeni takiej małej ale techniki technologi jak w serialu z De Nirem są realne i tak się robi z tymi co na zawsze bezimmienie umrą pochowani z dala miejsc które na mapach świata jako białe plamy odznaczają się  przysypani piachem o ciężarze własnych klamstw czyli żwir i kamienie jak te które tworzą cud świata w Gizie i nikt się nie dowie bo to nieistotne ważne jest to co jest cud przypadku gdzie Duch Święty przejął demoniczne myśli i wiatr poniósł w Niebo na skrzydłach które nie palą w słońcu się  Nie Ikar  Dedal Latają ptaki nie uznając granic Niosą melodię i śpiewając trelami Odnajdują mistykow za Pań brat z natury wibracjami którzy czytając nuty tych które ponad chmurami kontynety pokonują prowadzone gwiazdami i Ziemskim (tym no na co reaguje kompas zapomniałem słowa a niby myślę w tym języku jako Polak ale to chaos który przejął mnie i przekonał jako droga ku dobremu może nie dla mnie może nie dla bliskich ale dla cyfr które pokonują nazwane setkami milionów z definicji pojedyncze głowy słowem kmwtw omerta ale chyba i tak za dużo gadam jako że...) Skrzydła dał Bóg Bóg Bóg Bóg Bóg (taka tam rewolucja mała ale jeśli nie ma stalkera a jest schizofrenia nigdy nie wyjdzie na jaw jak prawda mojego życia za mojego życia jako to moja łaska i nagroda by bezimiennie zniknąć i wybuchając nad grobem zbudować parkiet śliski od plwocin (pisząc wiersz gdzie wieczny deszcz nie wiedziałem że Niebo pluje we mnie jeszcze ale co to tam za nieistotne to dziś się ma ja to mam albo mieć powinienem ale życie jest takie że myśli są subiektywne)) Armi Aniołów  połamany głos hałas i skrzek to objaw jednej z chorob dzieci wychowanych bezstresowo w tłumie bezimiennych mas wielkich miast sąsiadów których znasz ledwo twarz spowiedzi czas i bólu którego bym nie chciał uczulony na ciosy który boi się bić a ruszył do wojny ze słowem jak z przysłowiowym mieczem i nie przepraszam bo tu się wali mocniej tylko wydaje mi się że definicja slowa przepraszam nie sklei szkła ekranu przez który pukają ale to jeszcze nie to do takich jak my (trzecia osoba bo skalpela pociągnięcia po półkuli jednej drugiej mózgu (o ja glupcu ze mnie głupiec nie używałem mózgu jako ego było mym rozumem a słuchaćc ego to jak zamknąćoczy i zatkaćuszy zasnąć na jawie i w drogę ruszyć somnabulizm) przez który widzą jak monster idzie jak po nitce  art monster grzechy coraz gorsze by przeżyć cokolwiek  czuje ból  czy czuje ból?  czuje żal po operacji na sumieniu dziś do siebie choć nad ranem w snach poleciały nie tak dawno temu wersy że też mogliście być więcej i bardziej niż wymyslaczem góry k2 białych kłamstw wiem że ta metoda nie mówienia prawdy jest ku dobru tego co w niewiedzę ubieramy ale jak można nie wiedzieć o sobie tak bardzo nic myślęc że sumienie czyste jest i wykrzyczeć to zaklocajac nocny czas cisz i spkkojnego snu tym którzy nocą nie oddają się demonom lecz poscielili sobie dobrze by się dobrze wyspać  sen jako bezpieczna przystań gdzie umysł odpoczywa na oceanie wymiarów równoległych morzu pływa by poznać drogi wcieleń swojej osoby by poznać choć trochę losy na gałęziach drzewa możliwości którego tutejsze istnienie nie wybrało jako kroki (mi się często śni że to dorośli chodzą do szkoły ale nie wiem co z dziećmi chciałbym by rozwijały umiejętności słuchania psychiki i czytania uczyć swoich innych ku ogromowi empatii dla uwaznosci by innych w życiu nie ranić tylko miłością traktować siebie i innych ku nie nienawiści i ku ogólnego wspólnego umysłu cywilizacji spokoju niczym w Raju (ale co ja tam wiem jedynie że to nieistotne jest) więc przepraszam nie padnie bo jest za małe z definicji i nie padnie ubrane w czyny  marzy mi się jeden wers który cofnie czas i znów będzie musiało paść pierwsze słowo ale z zachowaną świadomością tu dotrę i nie popełnię sekundy gdzie ego zgubi mnie w chaosie  niejeden raz krzyk wyzwiska spokój będę umiał dać zamiast bólu i ran zamiast być krzyżem im i golgotą  faryzeuszem który przerażony wizją że ktoś może być lepszą wyższą mocą istotą wyda rozkaz słowami  zabije cię  i za cudze czyli moje grzechy nie będzie nikt cierpiał i nie złamię serc i wypiekajac chleb którego od razu nie pokryje pleśń który będzie sycił głodnych i nie poleje się krew na pustyni piach tworząc czerwone bagno ruchomych piasków nievdam się wciągnąć do miejsca znanego jako dno drugiego dna  że ponowny Big Bang stopi lody arktycznej pustyni mojego serca by spragnionych napoić wodą która nie zna zanieczyszczeń w jakich plywa dziś siedem morz i oceany  jesteśmy jak lalki barbie wypełnieni plastikiem  i jak dinozaury z których powstała ropa by ten plastik powstał  cudowna zwrotka która przekona że wojna też była kłamstwem bo kłamcą jest ten który do kłamstwa przyznaje się  bo kłamcą jest ten który sam siebie nie zna marzy mi się metafora która rozpali zapałkę po raz drugi (a może kolejny w nieskończoność oczekiwany z ufnoscia ale pozostało z wzruszeń w końcu jedynie ramieniami wzruszanie bo ile razy można dać drugą szansę jeden raz i jeden jeszcze to definicja liczby dwa (liczby mają definicje czemu nie czytamy za slownikiem ile to jedynek jest w tej liczbie bo to pewnie nieistotne jest) a nie że wydłuża się ciąg szans)  zapalić zapałkę która da ogień by na nowo złożyć lustro zbite poprzez stopienie i wykonanie jak w hucie szkła jego czystej tafli by nie było tam rys jak ran na sercu i duszy ale to na koniec i potem przyjdzje mi skończyć z biciem serca i po tych słowach jeszcze przed kropką lub zamknięciem ostatniego nawiasu ostatni oddech opuści płuca i w końcu dla wielu czekających nie będę już marnował tlenu na marny żywot ku utrapieniu niewinnych  Zbudować parkiet na mojm grobie bardzo proszę  tańczyć jak w tej sentencji o tańczeniu nad wroga grobem byłem  jestem wrogiem Z nienawiści wziąłem banicję i wygnanie jak na życzenie  Zapomnienie o mnie to by było dobre Wielkie Pierwsze Słowo niech nie doda mnie może gdy po wersie który przekona czas by zaczął wszystko dla nas żyjących na zasadzie jego (czasu) do przodu zawsze uplywania by ma osoba nie była cyfrą jeden w równaniach Stwórcy i jego planach wyliczenia granic nieskończenie długiego ciągu jedynek kolejno ustawianych na poziomej linii aż ta ostatnia nazwana jakimś krótkim słowem dla definicji i ułatwienia myślenia o niej rozpocznie Rajską epokę po sądzie który skończyć się może miłością i szczęściem wszystkich pojednaniem początku z końcem  czerni z bielą  gdzie zaczniemy być po środku każdej przeciwności jak w ziarnie z którego wszystko powstało  pogodzeni z historią docenimy dobro znając moc zła i strachu  nie będzie mowy tam w tym drugim Raju na którym się skończy koło historii zatoczy obrót i jak od Raju się zaczęło tak Rajem się skończy  ale z.madroscia historii która sprawi że zakazany smak owocu drzewa poznania będzie w genach dusz dzieci Boga które wydała Gaja ku skonczonosci materialnych dni by przekonać każdy byt jak to jest żyć z grzechem pierworodnym  i zostanie w nas miejsce gdzie pacierz to tylko krótkie Amen jak pozdrowienie obecnych które wszystko tłumaczy i czyni zrozumiałym  miejsce maleńkie które pomieści wszechświat cały by czuł się jednym i doskonałym  który w skromności swej wspólnej cząstki nie upoi się zachwytem własnej istoty jako doskonałości i zapragnie stworzyć na podobieństwo swoje Pierwsze Słowo by rozpoczęło nieskończoność Bożych istnień  ku towarzystwu i ku możliwości poznania zachwytu nad cudem  życia śmierci świata w obrazkach i kolorach i dusz rzędu z których każda dokona kolejnego obrotu osi koła czasu   na przepraszam nie mam czasu leżę na kanapie odwrócony plecami do świata z którym chciałem się pogodzić wojnami który chciałem przekonać ranami gasząc i tłukąc ogień i szkła okien i luster źrenice moje puste a podobno to miejsce gdzie widać duszę      za długie ale op dzięki za inspirację do niepotrzebnie nieistotnego komentarza tu który się ku jutrzejszym chęciom by się nievwydarzllyl uswiadomi mnie że nie jestem jak czas tylko jak sekundbik na zegarze pędzący tylko w jedną stronę  koniec
    • Ara, Ic - raf oto farciara.    
    • @KOBIETA   Dominika...      
    • Ada na łodzi: zdoła - nada.   Ja po statek, a jak etat - stop, aj.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...