Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W powietrzu czuć już
przedsmak zimy.
Na wargach
zapowiedź śniegu.

Na bladym niebie
ostro rysują się
brzozowe cienie.

Cisza...

Tak, wiem -
to TUTAJ.

Tak, wiem -
to JA,
to mój czas i miejsce.

To właśnie moje życie.

Opublikowano

z każdym kolejnym przeczytaniem zaczynam się przekonywać do tego tekstu, ale zawsze jest jakieś ale... zapis "TUTAJ" i "JA"-byłoby lepiej jeśli słowa, które są ważne, kluczowe zwracały na siebie uwagę ze względu na znaczenie, a nie poprzez-bądź, co bądź-takie sztuczne ich eksponownie, zmieniłbym także zapis pierwszych dwoch strof (wywaliłem "ostro") i możesz zauważyć drobną zmianę w drugiej części utworu, na koniec popatrz jakby to wyglądało po lekkim retuszu

W powietrzu czuć już przedsmak zimy,
na wargach zapowiedź śniegu.

Na bladym niebie rysują się brzozowe cienie.

Cisza...

Tak, wiem -
to tutaj.

Tak, wiem -
to ja,
mój czas i miejsce.

To właśnie moje życie.

a i jeszce jedno, zaczynam się przekonywać, ponieważ pwyższe to utwór z tych z lekkim klimatem
pozdrawiam:-)

Opublikowano

Wiersz posiada swoisty klimat, podoba mi sie.
Krwawa troche przesadza z tymi mdlosciami, ale coz jesli ktos ma taka ksywe to czasem mu mdlo, ha,ha..
Fajny ten Twoj wierszyk, naprawde mi sie bardzo i te brzozy, az mi sie zimno zrobilo.

Pozdrawiam, Chanah.

Opublikowano

To, że wiersz jest z pozoru napisany zrozumiały językiem to nie znaczy, że nie ma czegoś w głębi, proponuje wczytać się w ten wiersz moim zdaniem jest całkiem, całkiem. Dobry klimat, niezły pomysł, może trochę zbędnych słów. Nie jest to ideał ale jest całkiem przyzwoicie więc mały plusik :-)
Pozdrawiam

Opublikowano

To ja z czystym sercecm stane pośrodku - druga (umownie) częsc jest okropna - przez ekspozycje "JA" - "TUTAJ" i w dodatku podwojenie tego przez "moje" i to dwukrotnie. Za to pierwsze 8 wersów ma swój klimat i jest, hm, delikatny. I ja go sobie tak pzredzieliłem.
Pozdrawiam.

Opublikowano

"Jak ktoś ma niewielką wiedzę i małe wymagania to mu się wiele rzeczy podoba."
napisala Pani Marry Krwawa i ja sie z pania absolutnie zgadzam!!!!
Troche wiedzy i wymagan i zobaczy pani swiat innymi oczami, prosze mi wierzyc.

Pozdrawiam, Chanah.

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Bardzo wszystkim dziękuję za cenne (i celne) uwagi. Ten wiersz napisałam siedząc w kolejce do psychiatry - byłam wtedy kompletnie rozwalona. Starałam się oddać nastrój - tonując go jednak delikatnie (ale była wtedy DOLINA...). Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Waldemar_Talar_Talar Całkowicie się zgadzam, ale teraz ludzie jakby mniej odporni i niejednemu w / po jednej złej chwili wali się świat. Pozdrawiam
    • @Waldemar_Talar_Talar Nasze życie jest wszystkim, co mamy, a nie jest tylko nasze. Nikt z nas nie zdoła się go dokładnie nauczyć - skoro żyjemy pierwszy raz. Wszystko co nas w nim spotyka jest "przyprawą istnienia", darem - tak cierpienie, jak szczęście. Cieszmy się, że zostaliśmy zaproszeni na tę ucztę... przez Kogoś. Pozdrawiam Serdecznie :-)
    • Molo było niewielkie. Pełne gnilnych glonów,  rozprutych desek  i wymytych przez fale kłód, mających utrzymywać konstrukcję w całości. Czuć było pod gołą stopą  każdą zmianę natężenia wody, każdy silniejszy podmuch wiatru, każdy ruch piasku na dnie. Było mi tu swojsko. Niestabilnie i wrogo. Nawet balustrada była cała we rdzy. Siedziała na niej grupka rybitw. Rozmawiały w ptasim języku, przekrzykując się nawzajem, niczym emerytki osiadłe przez cały dzień na parkowej ławce. Gdy tylko się zbliżyłem ucichły, obrzucając mnie nienawistnym spojrzeniem. Zerwały się do lotu skrzecząc dziko. Rozpostarły swe skrzydła  nad samym lustrem tafli. Dopiero w połowie toni, wzbiły się w nisko osadzone chmury. Zniknęły mi z oczu. Moim żywiołem nie jest woda ani powietrze. Jest nim ogień rozpalający pokłady nieskończonej samotności i odseparowania. Jest nim ziemia. Doskonale zimna i wilgotna. Pokryta mchem, koniczyną i robactwem. Mam nadzieję, że kiedyś mnie przyjmie. Moje zastygłe w śmierci ciało  i bladą, sosnową trumnę. Żaby wesoło rechotały  w przybrzeżnych szuwarach. Czasami ryba wzburzyła wodę, łaknąc w swe skrzela,  dawki ożywczego tlenu. To znów liść zniesiony tu  przez północne podmuchy  osunął się z gracją na falę. Był suchy i martwy a jednak mimo wszystko drwił sobie z tego. Nie zamierzał tonąć. Przeciwnie. Tańczył w tę i z powrotem, próbując się przystosować  do energii i klimatu nowego miejsca. Ważki obsiadły wodne pałki i lilie. Drzemały w cieple sierpniowego upału. Nawet drapieżnikom należał się wolny dzień. Urlop od instynktu zabójcy. Rodzina kaczek podpłynęła bezgłośnie. Zadzierały łepki ku mnie, czekając na porcję suchego chleba. Dla nich to trucizna. A ja nie jestem mordercą. Wyobraziłem sobie siebie w wodzie, patrzącego na Ciebie jak te kaczki. Prosiłbym o koło ratunkowe. Ale dla mnie ratunek to trucizna. Nie potrafię pływać w tej mętnej zupie, którą nazywa się życiem. Utonąłbym na Twoich oczach. Z korzyścią dla obojga. Na plaży opodal zebrał się już mały tłum. Byłaś tam i Ty. Leżałaś na niebieskim kocu, ubrana w piękny dwuczęściowy, biały kostium. Uwielbiasz lato, wodę i słońce. Kochasz życie. Opalanie swych doskonałych krągłości. Błogość zatrzymania chwili relaksu. Kochasz być dopieszczona naturą. Całowana promykami. Muskana letnią bryzą. A mnie dzień boli, nęka, zabija. Wygania mnie w cień, noc  w niespokojny, koszmarny sen. Słońce mnie rani.  Oślepia. Wiatr przynosi podszepty o rychłym końcu. Jak można nie lubić lata? Jak widać. Trupy wolą mgły listopadowe. Przenikliwe, wilgotne zimno. Zamiecie, zawieje i dobrotliwe,  szczere łzy deszczu. Dłonie i stopy kostnieją wtedy na dobre a serce zamiera w piersi. Obiecałem Ci  wieczorny spacer po promenadzie. Kolację, lody i kwiaty. Dla Ciebie te najpiękniejsze. Dla mnie te złe. Są moją obsesją i inspiracją. Piękno które gnije na moich oczach. Wszystko wokół wspaniale gnije, bo życie jest jedynie  skuteczną do bólu trucizną.  
    • Zabrali Ci parasol chociaż pada deszcz potykasz się o krople  które są jak kamienie.    Nie masz siły iść dalej wszystko jest przeciwko  nawet niebo nie pomaga.   Na prawo i lewo rozrzucasz myśli wszędzie ich pełno zaznaczasz nimi swój teren.   Nie będą Cię widzieć i nie usłyszą krzyczysz głośno Twój głos  znika gdzieś w zaroślach.   Tam gdzie kwitną kwiaty podsycasz rośliny swoimi łzami  jesteś jak lód który topnieje.   Czas zatacza koło idziesz razem z nim dlaczego tak daleko i dlaczego nie wracasz.   Krople rosy zamienione w deszcz ogromne jak głazy i twarde jak lód kiedyś stopnieją Ty razem z nimi.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...