Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jest to czwarty odcinek powieści. Tytuł - nieopatrznie - zbiega się z tytułem części drugiej; jako, że tytułu na forum teraz już zmienić nie mogę, musi zostać, jak jest. Oczywiście tytuł drugiego odcinka zmienię - jeszcze nie wiem, na jaki. Przypomnę: poprzednie odcinki to kolejno: En route, Vimarda i Jezioro.

VIMARDA

Nieczęsto spotyka się wioski przypominające Vimardę; warto zrobić krótką przerwę w przepisywaniu ksiąg, by przybliżyć czytelnikowi to wielce osobliwe miejsce.
Choć liczy dokładnie dziesięć domostw, które mogłyby zmieścić się wzdłuż jednej drogi, Vimarda ma zabudowę typową dla dawniejszych miast – mianowicie jest rozmieszczona na planie pięciokąta foremnego. Od wierzchołków owego pięciokąta odchodzi pięć ulic (słowa „ulica” nie należy tutaj rozumieć zanadto współcześnie; są to w istocie drogi o nawierzchni z tłuczonych kamieni, co mieszkańcom najzupełniej wystarcza, gdyż zwykle wszędzie chodzą pieszo), nazywanych zwyczajowo, idąc od najdalej na północ wysuniętej zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Wzroku, Smaku, Węchu, Dotyku i Słuchu. Przy każdej z nich mieszczą się dwa domy (co razem czyni wspomnianą już liczbę dziesięć) – po jednej i po drugiej stronie. Ulice połączone są kilkoma wąskimi ścieżkami, biegnącymi przez łąki i pola.
Wszystkie pięć równej długości ulic łączy się w swoistym ortocentrum Vimardy, nazywanym Placem Rozumu. W niczym nie przypomina on oczywiście miejskich placów z kościołami i ratuszem; na wybrukowanym kocimi łbami pięciokątnym placyku mieści się tylko studnia, jednak przestrzeni jest dość, by wszyscy mieszkańcy Vimardy (których liczba nie przekracza zresztą pięćdziesięciu) mogli się tam co wieczór spotykać.
Domy w Vimardzie są drewniane, o bielonych ścianach, kryte strzechą; wielkością jednak znacznie przewyższają typowe wiejskie chaty. Wszystkie stoją przodem do drogi, odgrodzone od niej podwórkiem i niskim drewnianym płotem.
Vimarda nie zna elektryczności, nikt jednak za nią nie tęskni; wszyscy są zgodni co do tego, że przy świetle świec i lamp naftowych życie wydaje się prostsze.
Bez cienia przesady stwierdzić można, że w Vimardzie każdy jest z każdym spokrewniony; mieszkańcy osady od wieków zawierają małżeństwa między sobą, z rzadka tylko dopuszczając do mariażu kogoś z zewnątrz; co doprowadziło do zmieszania tutejszych genów w jednorodny koktajl i wykształcenia jednolitego genotypu.
Mężczyźni tutejsi, choć szczupli i wysocy, kończyny mają grubo ciosane i z wyglądu niezdarne; krótkie i jakby spuchnięte palce z prostokątnymi paznokciami (w najwyższym stopniu niezdatne, jak się zdaje, do gry na instrumentach lub jakichkolwiek sztuk manulanych); szerokie nozdrza, mięsiste wargi i masywne małżowiny uszne, dopełniające pokracznego wizerunku. Żyją długo, do późnych lat zachowując tężyznę fizyczną; umierają zwykle gwałtownie i niespodziewanie, na ogół przy pracy.
Młode kobiety z kolei są filigranowe i powabne, szczupłe i wąskie w ramionach i biodrach, z małym biustem; włosy mają jasne, oczy duże i intensywnie niebieskie, nosy lekko zadarte, usta małe i bladoróżowe, przypominające delikatne koraliki. Tak wyglądają mniej więcej do ukończenia dwudziestego roku życia, a jest to czas gdy zwyczajowo wychodzą za mąż za jednego z rosłych, pokracznych mężczyzn z wioski i zaraz potem rodzą pierwsze dziecko. Wtedy niemal natychmiast puchną, tyją, włosy im rzedną, a twarz pokrywa się siecią zmarszczek, przerywaną z rzadka brodawkami.
Obcy przybywają tu zdecydowanie zbyt często – dla tych, którzy nie lubią przyjezdnych, a zarazem zbyt rzadko dla tych, którzy ich lubią. Nowy przybysz pojawia się zwykle wtedy, gdy o poprzednim wszyscy zdążyli już zapomnieć.
Nie inaczej było i tym razem. Pewnego upalnego dnia do Vimardy przywędrował wysoki, długowłosy mężczyzna, który przedstawił się jako Hubert. Jak miało się później okazać, imię to było dla niego zdecydowanie zbyt ciasne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Sylwester_Lasota - tak się "dziwnie" złożyło, że akurat obydwaj korzystamy z AI - i ... akurat nad moją publikacją zamieściłeś swoją ... ale mnie to doprawdy ani ziębi, ani grzeje. Wypowiedziałem, co uważałem za stosowne i na tym koniec.
    • Trzy tony głosu,trzy tony blasku, trzy tony wejścia w każdy obrazek. Ty liczysz sylaby, ja liczę przeboje — a w tej wadze gatunkowej… kto godny poklasku? Ja — bo niosę scenę jak światło reflektorów, a ty — toniesz w wersach jak w morzu metafor. Więc zanim znów falą się będziesz przechwalał Pamiętaj: trzy tony to skala, którejś nawet nie badał
    • @P.Mgieł Świetnie zatrzymany kadr. Masz wybitne oko do detali i opisujesz te rzeczy, obok których większość przechodzi bez słowa. To, jak piszesz o krześle i kurzu, sprawia, że czytelnik widzi je oczyma wyobraźni.   Najmocniejsze jest to, jak pokazujesz przemijanie przez kadr krzywo stojącej lampy i ręce matki bezwładnie opadające na podłogę. To boli właśnie dlatego, że jest zwyczajne.   I chyba o tym jest cały tekst: że to drobiazgi zostają w pamięci najdłużej. U Ciebie to sposób obierania jabłka.   We mnie zostały te „drobiazgi”.   Poruszający tekst, niesamowite wrażenie.   Pozdrawiam serdecznie.
    • Jak cię widzą, tak cię piszą Lustereczko. lustereczko Powiedz mi przecie Kto jest najlepszym poetą na świecie "Przecie mówię Tak cię piszą, jak cię widzą Tyś najpiękniejszy na świecie Ten najbrzydszy jednak pisze lepiej od ciebie"   z podszeptów AjEja   Jak cię widzą — tak cię piszą, Lustereczko, lustereczko, powiedz mi w sekrecie: kto jest najlepszym poetą na całym świecie? „Przecie mówię — tak cię piszą, jak cię widzą, mój kochany. Tyś najpiękniejszy w tym odbiciu, wypolerowany, wystrojony, jakbyś szedł na własne odsłony. Lecz w poezji, mój ty kwiatuszku, nie liczy się blask na kożuszku. Bo choć błyszczysz jak gwiazda w niebie, ten najbrzydszy — pisze lepiej od ciebie. On nie pyta luster, nie szuka chwały, nie gładzi włosów, nie prostuje bryły. On słowa ostrzy, nie poleruje, on wiersz wykuwa, nie pozoruje. A ty? Ty pytasz o tron i laury, jakby poezja była konkursem na fryzury. Więc słuchaj, zanim znów zapytasz mnie śmiało: "to piękno odbija — co z talentem się zadziało.”
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...