Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Stojący w gruzach – tyle zostało
z tego co tak piękne do wczoraj
a teraz gwiazdy otacza mrok

wariat - krzyczą ci którym mało
zgubili drogę pytając o raj
a wystarczyłby ten jeden krok

nim rozsypało się Koloseum w pył
obserwował niknące potrzeby
zanim z kuli powstał kwadrat
Atlas ziewnął.

Opublikowano

Dzie wuszka - ten Twój atlas ma jeszcze białe dziury, szczegolnie w rejonach Afryki ;)

Alicjo - aż strasznie ?

Chanach - te bez zbędności - dzięki

Le mal - też dzięki

Adam - termonator zmienił świat. Niemożliwe stało się nareszcie możliwe, hehehe.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Rymnąć porządnie jak Żak lub mocniej.Aśka mnie uprzedziła.
Plusuję bo one opowiedziały moje myślenie. Dobry wiersz jako całość:))) Pozdrówka. :)))) EK
Opublikowano

Pathe - a w pierwowzorze było dłuższe - dobrze, że i tak ciachłem

Ewo - to miło

Dzie wuszka - bungalowy :)

Espeno - wiem, dzięki

Eugen - tak przejrzałem wiersz teraz przez Twoją uwagę i chyba wiem, co masz na myśli. A teraz ja powiem, co ja mam - gdzie Ty bywasz, że Cię nie ma ? Brakuje Twoich utworów tutaj, a ja musze co tydzień to pisac... Szkoda wielka, Tyś poeta, ja tylko składacz...

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie z całości jak zwykle niewiele udało mi się zrozumieć, ale widzę, że autor się zna.
Metryka rzeka, o ile dobrze pamiętam? Nie jestem pewien, dopiero co oblałem analizę :(
Pozdrufka i tak serdeczne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...