Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pracuję nad powieścią o roboczym tytule "A jednak się nie kręci". Nie piszę jej po kolei, lecz we fragmentach, które potem poskładam; ale mniejsza o to. Najwięcej problemów sprawiają mi - i chyba nie tylko mi - porządnie rozbudowane, powieściowe opisy. Zamieszczam poniżej trzy próbki opisów, z nadzieją, że ktoś mi coś podpowie (w sensie - czy idę w dobrą stronę, czy nie bardzo):

UWAGA: czasem fragment jest wyjęty z kontekstu, wiem o tym. Główny bohater roboczo nazywa się X lub pan X (z przyzwyczajenia:D), ale gdy zdecyduję się nadać mu imię, iksy zostaną zmienione. Tak samo wieś będzie miała jakąś konkretną nazwę (póki co jest określana "wioską", "osadą" itd.)

I

Poruszał się niedbale, nie myśląc o dumnie wyprostowanych plecach i władczo usztywnionym karku; powłóczył nogami, skutkiem czego potykał się często - nie sprawiało mu to jednak wielkich trudności, gdyż do perfekcji doprowadził sztukę odzyskiwania równowagi i nie przewracał się prawie wcale. W połączeniu z niestarannym strojem mogło to sprawiać wrażenie, że X jest człowiekiem niechlujnym - jednak nic bardziej mylnego. Owszem, X był leniwy i jakiekolwiek czynności wymagające fizycznego zaangażowania wykonywał z własnej woli niezmiernie rzadko - ilekroć jednak coś już przedsięwziął, wówczas pracował z ogromnym pietyzmem, w pełni zasługującym na miano niebywałego. Ci, którzy znali go na tyle długo, by odkryć w nim tę cechę, rozumieli dlaczego X - w rzeczywistości pedant i esteta - nie przywiązuje najmniejszej wagi do tego, jak chodzi. Chodzenie było bowiem dla niego czynnością estetycznie obojętną, a przez to niegodną jakiejkolwiek uwagi. "Chodzi się po to, żeby iść - powiedziałby zapewne, gyby go kto zapytał - nie po to, żeby kontemplować". Jeśli zdaniu temu nadamy kontekst szerszy - "Żyje się po to, żeby żyć, nie po to, żeby kontemplować" - wówczas otrzymamy skondensowany, acz kompleksowy obraz pana X.

II

Należał do tego gatunku starszych panów, którzy łysieć i siwieć zaczynali mając lat trzydzieści, nigdy jednak - nawet mając lat dziewięćdziesiąt - nie osiągali zupełnej siwizny, ani zupełnej łysiny. Dzięki szczupłej i wyprostowanej sylwetce, którą typ ten zwykle cieszy się do śmierci, ludzie tacy w zaawansowanym wieku wyglądali znacznie młodziej od rówieśników. To jednak nadawało im pewnego tragizmu, gdyż nie będąc młodymi i rześkimi, nie byli też naprawdę starzy; tak jak ich włosy zawieszone były gdzieś w połowie drogi między młodzieńczą bujnością, a nobliwą połysiałą siwizną.

III

Mieszkańcy osady od wieków zawierali małżeństwa między sobą, z rzadka tylko dopuszczając do mariażu kogoś z zewnątrz. Dlatego właściwie każdy był z każdym spokrewniony, co doprowadziło do zmieszania tutejszych genów w jednorodny koktajl i wykształcenia jednolitego genotypu.
Mężczyźni tutejsi, choć szczupli i wysocy, kończyny mieli grubo ciosane i z wyglądu niezdarne; krótkie i jakby spuchnięte palce z prostokątnymi paznokciami (w najwyższym stopniu niezdatne, jak się zdawało panu X, do gry na instrumentach lub jakichkolwiek sztuk manulanych); szerokie nozdrza, mięsiste wargi i masywne małżowiny uszne, dopełniające pokracznego wizerunku. Żyli długo, do późnych lat zachowując tężyznę fizyczną; umierali zwykle gwałtownie i niespodziewanie, na ogół przy pracy.
Młode kobiety z kolei były filigranowe i powabne, szczupłe i wąskie w ramionach i biodrach, z małym biustem; włosy miały jasne, oczy duże i intensywnie niebieskie, nosy lekko zadarte, usta małe i bladoróżowe, przypominające delikatne koraliki. Tak wyglądały mniej więcej do ukończenia dwudziestego roku życia, a był to czas gdy zwyczajowo wychodziły za mąż za jednego z rosłych, pokracznych mężczyzn z wioski i zaraz potem rodziły pierwsze dziecko. Wtedy niemal natychmiast puchły, tyły, włosy im rzedły, a twarz pokrywała się siecią zmarszczek, przerywaną z rzadka brodawkami.
Pan X na pierwszy rzut oka odróżniał się od miejscowych. Po szczupłym ojcu i tęgawej matce odziedziczył delikatne dłonie o długich, smukłych palcach, pociągłą twarz oraz skłonność do tycia (która narazie jeszcze objawiała się tylko nieco zaokrąglonym brzuchem, będącym jednak niechybną zapowiedzią poważnej tuszy). I choc wzrostem dorównywał wysokim tubylcom, lub nawet ich przewyższał, samym obcym wyglądem wzbudzał niechęć mieszkańców.

Opublikowano

To zależy w jakim kierunku zmierzasz. Jaki to ma być typ powieści. Opisy są przyzwoite. Mam jedynie ogólnie zastrzeżenia do twojego stylu. Być może twoja fascynacja filozofią powoduje, że się trochę usztywniasz pisząc, gdzieś wyczuwam w tym wszystkim kalkulację. Tchnij w to choćby krztę ducha emocji [to uwaga do całości] Chyba, że chcesz napisać jakiąś powieść intelektualistyczną. Tutaj jednak musisz dysponować ogromną wiedzą, przemyślaną pefrekcyjnie jak "Ulisses" Joyce`a koncepcją tekstu, narracją itp, bo jeśli gdzieś popełnisz błąd, to całość posypie się niczym domek z kart.

Jeśli to nie jest tajemnicą, to przybliż bardziej swój pomysł.

Opublikowano

Ma to być powieść o człowieku, który - nie wiedząc, po co - przybywa do małej wioski gdzieś wysoko w górach (prawdopodobnie w Alpach lub Pirenejach - rozmyślam). Działa tam ortodoksyjna sekta, nie uznająca heliocentryzmu (i na to poparcie cytatami z pisma świętego - już mam :D). Nad miejscowością od czasu do czasu obrywa się niebo, ukazując system kół zębatych obracających niebo.
W zasadzie ma to być faktycznie powieść intelektualistyczna, gdyż większość będą zajmowały dialogi i filozoficzne wynurzenia, bez wyraźnie zarysowanej akcji. Ma to być takie opus magnum mojego dotychczasowego pisania, oraz podsumowanie poglądów filozoficznych. Dlaczego w wieku 19 lat zabieram sie za opus magnum? Bo chcę zamknąć rozdział nastoletni i w dwudzieste urodziny (niemal dokładnie za rok) rozpocząć rozdział kolejny.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ja widzę zbieżność jedną, słownie jedną - lokalizacja (co zresztą popełniam z premedytacją). W literaturze było już tyle dziwnych miejsc wysoko w górach, że trudno wyliczać. Co do konwencji - przemyślenia bez fabuły - równie dobrze może to mieć coś wspólnego np. z Dżumą...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Miotła”   Zamiatam i co? Zgarniam i co? Zbieram i co? Co cię to obchodzi? Mnie zwą panna Miotła.   Mieszkam w bloku A pod numerem siódemka. Dobrze mi tu. Nie chce zmian. Po co mi one? Jak mi dobrze, co?   Wybacz, ale idę sprzątać.   „Widelec”   Nabijam i wbijam. Lubię zaszaleć. Nie ważne czy łyżka czy widelec. Lubię bo ochotę mam.   Nic ci do tego, kochanie. Weź przestań o mnie gadać. Irytację wprowadza tylko. Zaburzenie powoduje.   Wybacz, ale mam randkę z panią Łyżką spód szóstki.   „Łyżka”   Spożywałam zupę, gdy oni znowu. Męczące dla mnie. Przynajmniej niedługo spotkam specjalnego. Zaprosił mnie na niezwykle ważną randkę.   Bo pierwsza. Jestem pewna, że czujesz ekscytację, co? Od dawna marzyłam o miłości. Wreszcie mi się to przydarzyło.   Wybacz, ale muszę wesprzeć moją przyjaciółkę Miotłę.   „Radio”   Ja podobno co? O co mnie oskarżasz? Ja niby zagłuszam spokój?! Dobre gadanie.   Ja z moją panną nic takiego nie robię. Zwykłe partnerskie przyjemności. To nie grzech przecież. Spójrz głębiej. Tu każdego sekretnie nienawidzi.   Wybacz, ale moja ukochana woła.   „Nóż”   Tak, jestem z Radiem. Wydaję mi się że od zeszłego roku. Oficjalnie. Jestem taka szczęśliwa.   Nie rozumiem jednego. Często się denerwuje. A potem sąsiadki mi mówią, że zazdroszczą. Nie rozumiem czego.   Wybacz, ale muszę zawołać męża na obiad.   „Talerz”   Toczę się cały czas. Nie wiem gdzie. Nie wiem po co. Nie interesuje mnie to zbytnio.   Ulegam chwili. To jasne. Lubię taki stan rzeczy. Toczę się cały czas.   Wybacz, ale mnie nie interesują sąsiedzkie sprawunki.   „Telefon”   Co ty ode mnie znów chcesz? Daj mi się wyspać? Gdzie ty chcesz dzwonisz? Na policję, powiadasz?   Na tego męża? A po jaką cholerę? To dobry pan. Zawsze mi się kłania.   Wybacz, ale nie będę donosił na przyjaciela.   „Książka”   Żyje tu od wielu lat. Lecz nigdy o czymś podobnym nie słyszałam. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami.   A taki dobry pan z niego był. Żałuję, że umknęło mi to mojej uwadze. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami.   Wybacz, ale wybierz się do telefonu. On będzie wiedział co robić.   „Powietrze w bloku”   Ja to wiem wszystko o wszystkich. Chcesz posłuchać? Nie? A szkoda, panie.   Mógłbym w nieskończoność. Młodość pani Miotełki. Jak Radio trafił do więzienia. No, dokładnie. Sam się dziwiłem. Bo taki dobry pan z niego jest.   Wybacz, ale wracam do obowiązków.   „Blok A”   Mówiłem. Ostrzegałem. A skończyło się jak zapowiadałem. Co się stało? Pozwól, że wyjaśnię.   Tragedia się stała. Mieszkanie Radia i Noża. Puste, lecz czerwone. Sama tragedia.   Wybacz, ale mnie zburzą. Nikt tu nie chce mieszkać.   „Stół”   Oglądałam z boku. Przykro mi było. Mieszkała tam moja siostra. Ale co poradzić? Idę dalej.   Moja codzienność. Oglądam telewizję. Robię dania. Witam męża.   Dziękuję, że jesteś.   „Krzesło”   Wróciłem się do domu po pracy. Całuje mnie czule żona. Kochamy się ponad życie. Nie opuszczę jej.   Siadam na kanapie. Biorę obiad ze sobą. Moja żona obok mnie. Zjadła już.   Dziękuję, że jesteś.   „Poduszka”   Pogodna. Radosna. Lekka. Na wietrze jestem.   Tęsknię za talerzem. Przez całą sytuację przestał się ze mną spotykać. Tęsknię za nim. Pogodziłam się.   Dziękuję, że byłeś ze mną przez ten cały czas.   „Blok B”   Brak najdroższego przyjaciela. Zburzyli go miesiąc temu. Był dla mnie jak brat. Przepraszam, że ci nic nie powiedziałem.   Stoję. Moi mieszkańcy są pogodzeni. Są szczęśliwi. Może ja też powinienem.   Dziękuję ci Bloku A.   „Blok D”   A czy ktoś pamięta Blok C? Widzę jak przez mgłę. Dobre rzeczy tam mieszkały. Szkoda, że nikt o nich nie pamięta.   Bieda panowała u nich. Ale i tak lepiej im się żyło. Byli po prostu szczęśliwi. Może to wynikało, że nie przejmowali się niczym niż tylko przetrwaniem.   Dziękuję, że ja miałem lepszy start. Żałuję, że nie miałem takich rzeczy.   Wybacz, ale muszę sobie to wszystko przemyśleć. Ty idź na grób Bloku A. Pozdrów go ode mnie.   „Stare mieszkanie i kotek”   Pozostawili. Czy czuję gorycz? Nie. Został ze mną ten biały kotek.   Dawał mi ciepło, dopóki nie zburzyli całego bloku. Udało mi się znaleźć inne. Ciepłe ognisko. Rodzinna miłość.   Dziękujemy za siebie.   „Kosz na śmieci”   Nóż do mnie chodziła. Miotła do mnie chodziła. Łyżka do mnie chod ziła. Karmili mnie ich zmartwieniami.   Ale czy ktoś mnie słuchał? Ze smutkiem przyznaje, że nie. Ale nie mam nic im za złe. Byli jedynymi, którzy do mnie przychodzili.   Dziękuję wam za to że sprawiliście że poczułem się czymś.                
    • Zamierzona dominacja formy nad treścią wypowiedzi. Forma jest ważnym i samoistnym celem u ciebie - w tym wierszu.   1. Każda z 7 pierwszych linijek jest złożona z dwóch samodzielnych elementów.  2.W lewej kolumnie wiersza "połówki wierszy" wchodzą ze sobą w rymy i rytmy. 3. Dwie ostatnie linijki tworzą puentę, osobną całość, refleksję podmiotu lirycznego. Pzdr  
    • i nadchodzi ta wiosna w której słychać ptaków liryczny śpiew wiosna ta kolorem drzwi odmłodzi co otwiera na oścież wiesz niebem ona taka kobaltowo pycha taka schludnie całkiem miła a na powitanie ciebie mocno znowu radość w wiosny łyk w blask polubiła ta wiosna to zimy jak co roczne zapomnienie to czarodziejskie nowo to miłosne odmłodzenie wszystko kwitnie no i łąki też w końcu swą piersią zaśpiewają bo serduszkiem promienie słońca tudzież nas witają będzie piękny kwiecień no i rodny złoty maj dorodny w las kotek mi tu ładnie teraz proszę aby graj lecie głodny będzie dużo kwiatów naj tych nośnych ulic drzewach i ptaszyny co mi raj doraźnie dłoń podgrzewa a w marcu jak w garncu coś się jakby poruszy rzucimy marzannę no i sen o wiośnie się nam wzruszy to ten który nosiliśmy tej zimy ochłodzeni a on rodnym okiem bladym świtem świat nasz w końcu zmieni jeszcze kaczeńce się podniosą w tych młodych miłosnych glebach jeszcze wierzby zapłaczą w letnich podniebnych siewach jeszcze Krokusy i fiołki olśniewają swym dorodnym plonem wiosennie woń dobywają jeszcze Tatry pokażą swą złotą wiosny naturę co zboże blaknie miłości w lecie które zwierzyna odrodzi się z zimowego zapomnienia wszystko rozchodzi się bez trosk do życia i zwątpienia bo te liście które brodzą potem będą sobie ssać to co było deszczem co im można było latem grać na fortepianie i na mandolinie i akordeonie ta wiosna tak szybko nie minie ona płonie
    • @Charismafilos mam wierszyk ale się w jęzor ugryzę

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Idę spać bo mnie tu bałamucisz  Dobranoc Dawid i nie siedź za długo bo Cię oczy będą bolały
    • @Gosława i w te słowa ją nieśmiało klecić mowę swą wspaniałą Skoro już mnie panienka tak bez gaci zobaczyła I tak miła dla mnie raczyć była Przyjmę i zapaskę i pantalony ale tylko od mej przyszłej żony ;)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...