Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Miłko - tytuł zdaje się lepszy bez tego nawiasu - bo inaczej wychodzi "senna" jako ona, a w treści jest, że wstaje. A powinno byc własnie "senna miniatura" - i wtedy jest dobrze.
I teraz treśc - 6 słów o podziale i nie zrozumieniu, niedopasowaniu. Pytanie zostaje bez odpowiedzi z tamtej, drugiej strony, co już jest wymowne, odpowiedź podmiotu wskazuje na rzeczywistośc - wstaje (opozycja do kładziesz się w domysle) po to, by snic, tutaj znowu paradoks. Hm...
ale nie mogę uczciwie napisac, że to piękna miniaturka. Dlaczego - mam wrażenie, że brak ornamentyki słów zbliżających do tej kategorii. Co zatem zostaje - zastanowienie się :)
Pozdrawiam.

Opublikowano

le mal - dzięki moja wierna czytelniczko :))))

M. Krzywak - fakt, masz rację z tym tytułem, ale teraz już nic z tym nie zrobię; wiesz, w sumie sama zastanawiałam się pod co podczepić te moje przemyślenia i spostrzeżenia, co zresztą zauważył także Bartosz. Czy do haiku? Hmmm, w zasadzie nie jestem w temacie haiku i nie mam pewności czy to 'coś' spełniałoby kryteria formy haiku /kiedyś czytałam o zasadach pisania haiku ale gdzieś mi to z czasem umknęło/. W każdym bądź radzie dzięki, że chociaż zastanawia, pozdr./V.

dzie wuszka - a kałuża taka, że czasem ciennnszko przeskoczyć, by nie wpaść :) buziole/V.

Bartosz Wojciechowski - jw dla Michała, gdybyś jednak miał coś o zasadach i kryteriach pisania haiku - uśmiecham się do ciebie :)) Dzięki/V.

Stefan Rewiński - Stefciu, Tobie to ciągle mało :)))

Mag Ost - pociągająca przestrzeń, czasem jednak trza uważać, by się samemu nie pogubić :)) pozdr./V.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • podnoszę z ziemi  krągłą butelkę coca coli    nie miałem z tobą  żadnego uniesienia  już od roku    lody puściły  dziś jestem na medal nie słodzę       
    • @piąteprzezdziesiąteDziękuję :)
    • @piąteprzezdziesiąte Twoja wypowiedź to już prawie wiersz ;) dziękuję, zawłaszcza to z synestezją mi się spodobało - dokształciłem się ;)
    • Jeże się jeżą. A pan? Ja też się jeżę. Popatrzyła i odparła: nie wierzę.   Od kiedy patrzę — włos się we mnie jeży, jak gdyby tłum jeży ulicą bieży.   Od kiedy tor w Jeżowie już leży, w Makowie pozbyli się jeży.   Skróci się teraz kolejka do Maka w Makowie…   Od kiedy stacja powstała w Jeżowie, jeże mają tam stania zakaz.   Stoją teraz na straży dwa jeże, którym nie chciało się jeżyć do Maka.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Rzekuń przed pierwszą wojną   Irenka z Rzekunia    Pochodzę z biednych, ale głęboko religijnych Kurpiów, z okolic Rzekunia. Było nas czworo w domu: ja, moja młodsza siostra Danka oraz dwóch braci – Mietek i Jerzyk. Nasz najstarszy brat, Irek, wpadł pod pociąg i zmarł w dzieciństwie. To po nim dostałam imię Irenka. Matka na starość uciekała z domu i próbowała dojść na piechotę pod Ostrołękę. Miała samotne życie oraz trudny i nieprzyjemny charakter. Taka była Bronka. Nic dodać, nic ująć.   Mietek był światowcem i ulubieńcem rodziców. Ukończył dobre studia na kierunku elektryka, realizował poważne projekty na szeroką skalę i ostatecznie wyjechał do Stanów, by pracować dla Forda.   Z kolei Jerzyk słuchał matki i chciał przejąć rodzinne włości. Kiedy jednak zakochał się w dziewczynie, matka nie poparła tego związku. Jerzyk podupadł. Gdy zabroniła mu dostarczania obowiązkowych dostaw dla komunistów ("nie ma mowy, nie jesteśmy chłopami, nie płaciliśmy nikomu danin"), kilkukrotnie został przez nich dotkliwie pobity. Była to kropla, która przelała czarę goryczy. Nie chcę rozwijać tego wątku zbyt głęboko, by nie wyrządzić sobie szkody. Lata pięćdziesiąte bis mamy także dzisiaj.   W trudnych czasach ratowało nas to, że z Danusią byłyśmy ze sobą bardzo blisko. Razem poszłyśmy do Studium Nauczycielskiego. Ja skończyłam historię, a Danka nauczanie początkowe. Życie umilały nam słodycze, bo tata, który był kolejarzem, miał dużo kartek na  wyroby czekoladowe, więc kupował nam kruszony blok.   Tak przetrwałam okres okołowojenny i założyłam rodzinę z Jerzym. Jeździliśmy od miasta do miasta na Warmii i Mazurach, walcząc jako nauczyciele z analfabetyzmem. Życie było wtedy niezwykle ciężkie. Wynajmowaliśmy izby w wiejskich chatach, początkowo bez elektryfikacji i bieżącej wody. Uczyliśmy tak, jak to pokazywano na dawnych filmach – wbrew temu, co twierdzą niektórzy zagorzali konserwatyści, nie wszystko było wtedy kłamstwem.   To były czasy naszej młodości. Chodziliśmy na ryby, jeździliśmy na motorach, a Jurek w plenerze szkicował. Z rana zabieraliśmy termos z kawą zbożową, kanapki z jajecznicą i ruszaliśmy w drogę. Dla niektórych to były znienawidzone lata pięćdziesiąte i jest w tym sporo racji, ale po co po raz kolejny lać wodę na młyn?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...