Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pojedynek III : „Czy jeszcze czymś jestem”

Sceptic vs. Bartosz Cybula

Reguły:
1. Oceniacie teksty
tekst 1 -ocena, tekst 2 -ocena
mozliwe oceny- punkty 0 lub 1
2. W głosowaniu mogą brać tylko osoby, które mają dwie lub więcej publikacji.
3. Sędzia pojedynku – adam sangreal - podlicza głosy, ogłasza zwycięzce.
4. Wyniki - środa 31 maja, ranek.

Zapraszamy!!

Pierwsze dwa komentarze wstawiają autorzy

Bardzo proszę o oddawanie swoich głosów!!!!!!

Opublikowano

Kiedy przychodzi chwila, która nie pozwala oddychać w regularny sposób, siadam na środku pokoju, na podłodze i zamykam oczy. Przez moment wydaje mi się, że lecę na alladynowskim dywanie, albo co najmniej na skrzydłach, które przed kilkoma dniami wyrwałem komarowi. Jestem taki fioletowy jak gęba emotikona. Pamiętasz jak mi mówiłaś, że nie ma na świecie nikogo podobnego do nas? Przez sekundy wydawało mi się, że wierzę w te słowa, ale powiew komarzych skrzydeł doprowadza mnie do trzeźwości. Przecież w całym wszechświecie nie ma nikogo takiego jak my. Aż się zanosiłem, gdy przetwarzałem dane. Mała zawieszka, już prawie reset, ale przez informację, dołączoną do ostatniej części wspomnień, straciłem zasilanie i wszystkie pliki poszły w niepamięć.
Dzisiaj już nie siadam na środku pokoju, dzisiaj siadam z boku, w cieniu, tak żeby nie rzucać się w oczy. Chciałaś mnie naprawić, ale trzeszczę coś o dolinach i cudownych uzdrowieniach, więc dałaś mi tylko swoją wizytówkę.
Dzień pierwszy.
„Raz, dwa, trzy, cztery maszerują oficery”. Chodź bo nie zdążymy na defiladę. Słuchałaś akurat Akuratu. Co ty gadasz? Przecież to nie jest ta grupa! To nie ich słowa, nie ich muzyka. Ale ich barierka? Ich chodnik? Nasza brama? Twoja książka? Idziemy zesztywniali nie wiadomo dlaczego. Mówisz, że znów przerywam ci w czytaniu? Ale spotkanie, godzina, piwo. Po krótkiej spowiedzi wybaczasz, więc podążamy lekkim krokiem w stronę Alchemii. Dlaczego tam nie ma już Irlandczyka? Sprzedali? Ale dobrze, że nie ma. Gdyby był, nie byłoby barierki ani twojej książki.
Dzień drugi.
Światło: żarówka, świeczka; łóżko i dwie miski. Dlaczego nic nie mówisz? Ach, oglądasz swoje rany – tak zwane pokomarzenia. Pokemon? Nie to przecież nie prawda. Dobrze, dobrze już nic nie mówię. Wiem! Pobawimy się w puszczanie statków. Zobacz, mamy dwie miski. W jedną wsiądę ja, w drugą ty. Wiedziałem, że ci się spodoba. Raz na prawo, raz na lewo, wiosłujemy rąbniem w drzewo. Raz na wozie, raz pod wozem, a raz koniem, parowozem.
Dzień trzeci.
Dnia trzeciego ani następnych niestety nie ma. Zbyt mała pamięć została wypełniona. „Na dysku M brakuje miejsca, czy chcesz uruchomić funkcję oczyszczania dysku?” No zobacz, co ty wyprawiasz. Dałaś mi wizytówkę, dzwonię i dzwonię i ciągle ta automatyczna cholera. Ale co to? Na drugiej stronie małej karteczki, malutkim druczkiem jeszcze mniejsze zdanko: „Czy jeszcze czymś jesteś”. Czy jeszcze czymś jestem? A w ogóle jestem? Może moja wyobraźnia mnie zjadła i nie istnieję? Może to tylko moje psychostyczności wciąż nie dają za wygraną? Szperam w program files. Podaj hasło a następnie wciśnij enter. Podane hasło nie jest poprawne. Podaj hasło a następnie wciśnij enter. No udało się. Otwieram zasoby wiedzy. Wyszukuję środku pokoju. Jeszcze tylko chwila, jeszcze tylko moment. Mam, nareszcie mam skrzydła i w dodatku komarze. Ha! Nie chciała marzyć to i nie polata. Najnowszy model, jeszcze w wersji beta, ale wcale nie brzydkie. Lecę. Już jestem nad twoją miską. Śmiesznie wyglądasz, wiesz? Taka skulona wciśnięta w dziuplę w drzewie. A mówiłem, że trzeba najpierw wysmarować smalcem dno! Byłby lepszy poślizg. Teraz siedzisz w misce, zabarykadowałaś dostęp do dziupli, a ja lecę i szukam gniazda. Co z tego, że mam komarze skrzydła. Przecież dziupla mi się należy. C:\ProgramFiles\rubaszne_mysli\czyny .
Żeby kózka nie skakała to by w pyska nie dostała, wciśnie fajkę w usta swoje i notatek ze trzy zwoje (wy róbcie notatki, ja się pierdyknę na zieloną trawkę). Tak, czas potrafi zmienić człowieka. Wystarczy tylko zamknąć oczy, siedząc na środku pokoju, czując się jak na alladynowskim dywanie, aby po chwili nieuwagi zostać komarem, pralką, automatyczną sekretarką, szukaniem sensu czy ojcem.

Opublikowano

Wieczorami pan X w oparciu o własny łokieć snuje rozważania o bycie absolutnym. Po wielu latach pracowitych rozmyślań pan X doszedł nawet w tej kwestii do pewnych konstruktywnych wniosków.
Byt absolutny spłatał ontologom (których pan X nazywa czasem pogardliwie „bytownikami”) niezłego figla. Figiel ten zasadza się głównie na tym, że ów byt absolutny nie jest wcale transcendentny. Co prawda od czasu do czasu pojawiał się jakiś ontolog (właśnie – ontolog, a nie bytownik), który w natchnieniu wrzeszczał: „immanentny, immanentny!”. Wtedy jednak zawsze znajdowali się tacy bytownicy, którzy – oczywiście w imię rzekomego absolutu transcendentnego – dokładali wszelkich wysiłków, by ów ontolog spłonął na stosie, wypił cykutę lub przynajmniej spędził resztę życia w więzieniu.
W ostatnich czasach – zauważa pan X – coraz więcej jest też takich, dla których „absolut” to nic innego, jak po prostu markowy i dosyć snobistyczny alkohol. Oni są zresztą całkiem blisko prawdy, a w każdym razie bliżej od niejednego filozofa.
Pan X szukał bytu absolutnego w google i wikipedii – bezskutecznie. Wreszcie jednak – zupełnie nieoczekiwanie – udało mu się rozwiązać zagadkę absolutu.
Byt absolutny – i to właśnie odkrył pan X – w istocie jest cieniem. Dokładnie odwrotnie, niż to wymyślił Platon, chociaż on był w zasadzie najbliżej. Mówiąc o cieniu pan X nie ma na myśli żadnej wyszukanej metafory. Ot, po prostu – cień – ten, który rzuca każdy byt, każdy przedmiot. Tylko on spełnia wszystkie wymagania stawiane absolutowi.
Jest wszędzie, w każdej rzeczy. Jest zawsze ten sam. Jest nieograniczony ani materią, ani formą – może przybierać wszelkie kształty. Jest nieodłączną, ale właśnie immanentną, częścią przyrody.
Czy tak pojmowany absolut w ogóle jeszcze czymś jest – zastanawia się pan X. Nie ma przecież żadnych własności, które mogłyby nadawać mu tożsamość, a może raczej – ma wszystkie własności, ale zmieszane w równych proporcjach tak, że jest zarazem twardy i miękki, duży i mały, słodki i gorzki? Jeśli zaś jest bytem absolutnym, to musi też posiadać uczucia, jako istota doskonała. Czy zatem nie jest mu – po prostu i po ludzku – smutno? Czy nie jest przygnębiony własną nijakością i tym, że przez dlugie wieki nikt nie potrafił go odnaleźć, choć tak wielu szukało? To były kolejne zagadnienia, które stanęły przed panem X.
Wydawać by się mogło, że pan X powinien się cieszyć ze swojego odkrycia. Przez chwilę myślał nawet o tym, żeby je opublikować. Żyłby z honorariów, dostał pięćdziesiąt doktoratów honoris causa, może nawet mógłby wreszcie przestać gotować w domu (pan X nie znosi gotowania), bo ciągle byłby zapraszany na niezwykle uroczyste bankiety. Materialna stabilizacja pozwoliłaby mu zrealizować życiowe marzenia (to, które w danej chwili przyszło panu X na myśl, to zebranie największej na świecie kolekcji ziaren piasku). I – kto wie – może nawet pan X zdecydowałby się na wybór tej drogi, gdyby nie pewna radykalna zmiana, która dokonała się w jego życiu.

Kiedy następnego dnia po dokonaniu swego wiekopomnego odkrycia pan X wstał z łóżka, ze zdumieniem spostrzegł, że nie rzuca cienia. Wschodzące słońce słało promienie niemal prosto w okno pokoju pana X, ale pan X nie rzucał cienia. Zdumiony podszedł do biurka, zapalił lampkę i wsunął w jej światło rękę, ale na blacie nie było widać nawet najmniejszego cienia.
W pierwszej chwili pan X przypomniał sobie wszystkie bzdurne historie o wampirach, którymi raczono go w dzieciństwie, i nawet na moment poczuł się rozbawiony. W końcu jednak uświadomił sobie, że sprawa jest więcej niż poważna.

Oto pan X, skoro tylko dosięgnął istoty rzeczy i odkrył zagadkę bytu absolutnego, został pozbawiony pierwiastka absolutnego. Mówiąc językiem teologii (której pan X nie znosi równie mocno jak gotowania), pan X stracił w sobie boską, nieśmiertelną duszę.
Oczywiście nie znaczy to, że pan X zmienił się w roślinę. Zachował podstawowe funkcje psychofizjologiczne – czuł zimno i ciepło, mógł abstrakcyjnie myśleć, planować i zapamiętywać. Jednak gdy przez chwilę – w ramach eksperymentu – zaczął intensywnie myśleć o rzeczach, które do tej pory kochał, nie czuł nic. Podobnie nie czuł tęsknoty ani nawet bezinteresownej sympatii.
Gdy sięgnął po swój ulubiony tomik wierszy, wydał mu się jedynie miałką masą słów, kompletną stratą czasu. Reprodukcje ukochanych obrazów, które wisiały w jego pokoju, zaczęły mu się jawić jako nic nie warte bohomazy. Zapragnął natomiast – nie z serca, jak do tej pory, ale z głowy czy może z brzucha – kupić sobie telefon komórkowy i samochód (do tej pory nigdy nie miał ani jednego, ani drugiego).
Pan X stracił swój cień, swój prywatny pierwiastek absolutny – to, co nadawało mu duchową tożsamość i złudzenie nieśmiertelności.
Tym samym przestał być panem X. Przestał interesować się filozofią i sztuką, przestał marzyć, a w nocy śnił tylko o pieniądzach i seksie. Czy w ogóle jeszcze czymś był? Nie zastanawiał się nad tym. Ale było mu z tym bardzo dobrze – wreszcie naprawdę nie czuł się wyobcowany ze społeczeństwa.

Opublikowano

W końcu mogę zagłosować, ponieważ wcześniej nie mogłem będą zamieszanym w poprzednie pojedynki. Wybór jest trudny i zastanawiam się od rana na kogoś oddać głos. Mieliście mało czasu, więc teksty są niedopracowane. Sceptic trochę zamieszał z filozofią i nie mogłem dobrnąć do końca, więc stawiam na Bartosza (niewielka różnica).
Bartosz Cybula - 1 Sceptic - 0

Opublikowano

obydwa tekst zakręcone jak spirala dymu papierosowego

Sceptyczny pan X- hmmm jak pojawiły się historie Pana X miałem nieodzowne wrażenie że ten pomysł jest już powielany, dawniej zawsze spotykałem się z sloganiami typu Panie Rewiński tamto Panie Rewiński siamto i jak pojawiły się twoje wytwory cały czas miałem przed oczami tamte wiersze, nie wiem może jakaś awersja
co do tekstu, jest troszkę monotonny, kręci się wkoło tych samych zagadnień i pod końcem zbierało kleiły się rzęsy

Bartosz Cebulowy- tekst w stylu

od niemego harmidru bolały uszy
i oczy gdy nie widziały okien
skrępowane ręce szukały
klamek
brak kon
taktu z rzeczywistością

ale tekst owiany imaginacją i wprowadza czytelnika w pewnie klimat, i za to mój głos oddam na Bartka

czyli 1-0 dla Bartka Cybuli

Opublikowano

trochę jest zastój i mało ludziska głosów oddają, może by tak założyć wątek jeszcze na forum głównym że odbywają się takie konkursy, to może ludziska wtedy by się bardziej zainteresowali

ja bym założył wątek ale startuję w pojedynku i by to dziwnie wyglądało takie wazeliniarstwo
więc może ktoś inny o tym pomyśli

pozdrawiam



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @KOBIETA Z uśmiechem słońce się obudzi.   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • tylko popatrz ulepiłem ci bałwanka z marchewkowym nosem stoi na polu obok plecaka pełnego jacków i placków   kocham babcine śledziowe zupy świąteczne braci marx a charlie chaplin i ja jesteśmy z tej samej gliny takie z nas bratki   to nic że sporo udajemy mamy przecież łyżwy sanki gdzie twoje rękawiczki nie wiem owiniemy więc dłonie szalikiem a może spróbujemy żyć cieplej
    • Wszystko kiedyś się kończy. Odchodzimy, by... Jak noc po dniu i dzień po nocy. W nieskończoności czasu, przestrzeni i możliwości my, kreatorzy. Niedoskonali, a zarazem jakże doskonali bogowie własnych światów. Czy rozumiesz...? Kiedy przestaniesz się bać i otworzysz swoje szeroko zamknięte oczy, zrozumiesz. A wtedy uśmiechniesz się. Wolny. Czy może być coś piękniejszego, niż zrozumienie tego...? :) Uciekałam tak długo przed mrokiem, że zapomniałam kim jestem. Ale kiedy się zatrzymałam i uśmiechnęłam do niego, on uśmiechnął się do mnie. Dwie strony tego samego.  Wszystko kiedyś się kończy, a zarazem nic się nie kończy. Na chwilę zamknę oczy, by znów je otworzyć. A może wtedy zalśnisz w nich Ty? Kto wie...? :)    Wojowniczka   i zdjęła maskę  i odłożyła tarczę i odrzuciła miecz   po raz pierwszy taka bezbronna i tak bezgranicznie wolna   po ostatniej najważniejszej z walk samej z sobą   A.
    • @Florian Konrad Nie ma co się dziwić @vioara stelelor  - to brzmi jak żart, że ten wiersz to żart - nawet jeśli miałeś jak najlepsze intencje, by tak to wyszło :D   Utwór ma charakter groteski, absurdalnej biografii w pigułce, wobec której podmiot próbuje zdystansować się byciem "ponad tym". Czytam z przymrużeniem oka, zwłaszcza że "niewidzialnina" jest dla mnie zdecydowanie najwidzialniniejsza. Brawo za ten neologizm. Nurtuje mnie jednak tytuł "Świecht". Bo dlaczego nie "śmiecht"? :D
    • @vioara stelelor Jest w tym pewna... przewrotność? Autorka pisze wiersz, w którym podmiot - "poeta" - uznaje piedestał za przekleństwo swego życia - po czym... wstawia go na forum, na którym utwór ów zbiera oklaski :D   Próżność to zarówno pięta achillesowa jak i siła napędowa każdego człowieka, zwłaszcza artysty - choć nikt nie jest tak łasy na słowa uznania jak poeta. No... może poza jego krytykiem?   Absolutnie nie jest to przytyk, wręcz przeciwnie - treść wiersza (i jego zamieszczenie na forum) dobitnie obnaża paradoks natury ludzkiej i koegzystencję sprzeczności w niej ukonstytuowanej. W tym kontekście ostatnia strofa nabiera tragicznego wręcz wydźwięku:  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Te słowa to tak bezradna kapitulacja. Zastanawiam się jednak, czy dla peela nie jest za późno?   Choć przypominam sobie, że posągowi Szczęśliwego Księcia pękło ołowiane serce, bo - jak się okazało - był zdolny do miłości. Ten wiersz silniej przywołuje mi właśnie Wilde'a niż Horacego... "Objawić sztukę, ukrywać artystę - oto cel sztuki." - a ostatecznie sztuka okazuje się być punktem "wyjścia", nie "wejścia".    Słowa uznania dla @Berenika97 - świetna analiza. Prawie nic nie zostało mi do napisania... :D
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...