Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W balkonowych donicach wysiałam trawę,
Całkiem zieloną i całkiem w ogóle.
Przychodzę, przycinam udając, że pachnie,
Przymykam oczy, przeciągam się biorąc
głęboki oddech spalin, narażając się
na ostre spojrzenie starych dewotek.

Dyskretnie wysuwam młodą pierś,
Jakby sama wyskoczyła pragnąc
zanurzyć się w cieple dziurawego słońca,
pragnąc być rozszarpaną, odgryzioną,
przez jedną z tych bab, która urwała się
z kolejki do lekarza by ugotować obiad.

„Pierwsza myśl: o Matko Boska
Druga myśl: o ja idiotka!...” Starczy!
Wychodzę! Od tak! Wyjeżdżam! Koniec!
W połowie słowa! i czegokolwiek w połowie!
Bez przespania! Bez żalu! Bez ‘nic’! i bez ‘coś’!
Na oślep! Przed siebie! Instynktownie! We łzach
…zawrócę tuż przed dotarciem do celu

Rzucę się w pościel jakby była wysokim zbożem,
sięgnę po resztki jedzenia z podłogi
i rozkruszę w dłoni jakby były grudką ziemi.
Później siądę w kącie biorąc w dłonie jakąkolwiek
książkę i kołysząc się zasnę z nią na piersi,
jakby to był jeden z tych dni, w które
osy i muchy topią się w zielonej butelce.

Opublikowano

straszy długością i szczerze mówiąc przypomina mi z lekka prozę, ale taką prozę którą lubię czytać-skoro jednak wklejony do poezji do się trochę po nim przejadę
"Przychodzę, przycinam udając, że pachnie,
Przymykam oczy, przeciągam się biorąc"-duże skupienie czasowników, nadaje dynamikę, jednak psuje trochę klimat tekstu, bo każe się czytelnikowi spieszyć
"Jakby sama wyskoczyła pragnąc
zanurzyć się w cieple dziurawego słońca,
pragnąc być rozszarpaną, odgryzioną"-znów czasowniki, ponad to trochę za blisko "pragnąc"
trzecia strofa w całości jakbyt wyrwana z "pawia królowej" (Dorota Masłowska)-przynajmniej dla mnie, to nie tyle zarzut, że źle tylko za prozowato, nie podoba mi się "pierwsza, druga" i ten wers "bez", za dużo wykrzykników (gdy jest ich za dużo tracą właściwą funkcję)
ostatnia też mi prozą zalatuje, ale ogólnie się nawet podoba
pozdrawiam:-)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...