Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Spokojnie, Kajetanie, warstwy chmur
świadczą, że jeszcze nad nami jest niebo
że w sumie mógłbyś powstać z martwych
a nie niknąc gdzieś gdzie nie wiem
żmudne są te litery, miasto Pergamoss
diabelska czcionka i ktoś obłąkany
puste wnętrza muzeów i przeszłość
sens tych słów w teraz oblekam
by zaprzeczyć nicości

co jeszcze byś potrzebował teraz pod ziemią
krew temu zaprzecza, pokazujesz blizny,
milkną już kuranty, chodź, wstaniemy
na jedno czy drugie piwo, przecież można
oderwać się od tej całej poetyki zachowań
i oglądać nogi niedoszłych dziewic
spokojnie skubiąc trawę i paląc papierosy
do czasu, aż nie zwinie nas policja

ale czy jest na to czas? Bezkompromisowość
miłości, okrzyk bojowy, bez rewolucji
musi się obejść, nie milcz tak głośno,
tak dziwnie patrzą na nas tamte typy
w czerwonych płaszczach, my burżuazja
nie zrozumieją, że to chwilowe i proste
ty czerpiesz z stamtąd, ja czerpie z jutra
nawet nie chodzimy do kościoła, kiedyś
oblali nas wodą, ich pierwszy grzech

a potem rozbijaliśmy szyby w bloku
nie ogarnęła nas poezja wieszczów, to Bachus
pił z nami, Kajetanie, napracowaliśmy się
wbijając w pamięć tlenki, wodory i bakterie,
kryjąc się w zaułkach przed moralnością
naszych wspólnych matek i pijanych ojców
sami obejmowaliśmy ciała brocząc wódką
wchłonięci przez młodość trzymaliśmy ze złodziejami
och, jaka szkoda, że wiecznie nie można być

do dziś nie wiemy, czy Żydzi nas sprzedali
czy sentymentalni romantycy, czy komuniści
cos spamiętane daty wojen wystają z kieszeni,
czasami kastet, czasami nóż, nie ognia miecz,
to salamandrę wodą się zrasza, my uciekaliśmy
z objętych kontrolą obszarów ich władzy,
gdy brały nas w ramiona te piękne ladacznice
nikomu nie chciało się wówczas wyjść, tak trudno,
Kajetanie, odzyskać ten dawny świat.

Opublikowano

świat ladacznic nie jest chyba tak trudno odzyskać, trudniej świat dziewic, czy też dziewictwa /w duchowym oczywiście wymiarze/;
idziesz w dobiazgi, małostkowości; kiedyś trzeba przestać być chłopcem, aby stać się mężczyzną, więc skąd ten żal?
to se ne wrati, pane Hawranek! :) J.S

skróty konieczne, skróty!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Też mam takie sygnały, tylko kłopot z czasem mam straszny - wiersz zdecydowanie szybciej napisac. ale od lipca rzucam sie jednak raczej w wir prozy.
Dzięki, ale na razie ten wiersz zostanie tutaj, jeszcze nad nim pomyśle :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
    • O gilu, ligo.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...