Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ubrany w pamięć zeschłych liści
podchodzi do drzwi...Nie otwieraj,
leż i śpij. To tylko umarły

prosi o sprawiedliwość. Stuka.
Skurczonym palcem o kształcie wyobraźni
puka. Śni ci się owoc z rajskiego gaju.

Gniewa się grzech gasnących ram
okiennych nieczułych na wołanie
wygasłej legendy.

A ja tak bym pomarudził... Pozdrawiam Michale.

Opublikowano

Eugen - ależ prosze marudzic :) Ja przyznam, że Twoja wersja trochę umyka, ale wszakże każdy czyta jak chce - a najważniejsze, że czyta :)

Chanah - to raczej ja powinienem byc wdzięczny za uwagę (i jestem) - widzę, że utwór nie daje spokoju... I to mnie już osobiście cieszy.

Dzięki i pozdrawiam.

Opublikowano

Witam Michale,

"Gniewa się grzech
gasnących ram okiennych
nieczułych na wołanie
wygasłej legendy."

Wydaje mi sie , ze w tej zwrotce mamy dwa watki; moze rozbil bys te zwrotke na dwie. Sam utwor bedzie wtedy bardziej czytelny, nie znaczy to oczywiscie, ze straci na jakosci.
Pozdrawiam, Chanah

Opublikowano

Dużo już napisano przede mna w komentarzach, więc dodam od siebie, że przeczytałem i chwyciłem ten nastrój i zagadkę, która gdzieś zawiera się między wersami, a że burza mocna (zjawiskowo-inspurująca) stąd też taki skromny koemntarz. Postaram się następnym razem o więcej.
szacuneczek!!

Opublikowano

początek z tym liściem jakoś niezbyt, w miarę
dalszego czytanka, coraz lepiej. bardzo fajne
jest zakończenie, i kilka momentów / chciałam
zacytować, ale nie widzę wiersza :/ /
oj, ale jest good

zdrówka Espena Sway :)

Opublikowano

..a ja to bym się raczej obudziła, oczy szeroko otworzyła, okiennice rozchyliła i ucho nastawiła na tę legendę zapomnianią, a może to historia prawdziwa?
Spróbuje posłuchać co ten umarły sprawiedliwy ma do powiedzenia..
Czy da sie te ramy okienne ożywić?

takie mam refleksje teraz i stwierdziłam że sie podziele
pozdrawiam Magdalena

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...