Żyburtowicz D. Opublikowano 5 Maja 2006 Autor Zgłoś Opublikowano 5 Maja 2006 Spadają pod okna jak błędy w czyichś pamiętnikach: futryny próchnieją, klamki rdzewieją – ja liczę i na nic nie liczę; dalej wciąż liście. Jeden na drugim jak wieża, ktoś grabi je czasem, pali ognisko. Herbata na czas, mydło na ręce i mydło na oczy. Rutyna obejmuję rutynę w zaułku spojrzenia jak masz na wino i spierdalaj A jutro? – człowieku, jutro znowu zapowiadają deszcz; więc woda – ta ciecz – procentuję lejąc się wodospadem. Naturalne zjawisko niechcianej grawitacji. Pamięć przyciąga suszę – odpowiedź na śniadanie. Zostaje: mięso w kolorze reklamówki, wynalazek bez patentu, zwolniony produkt w kopulacji z delirium. Opadzina wchodzi między nas jak w pasaże ciepłych żyrandoli. Promień dwóch złotych toczy się po bezbarwnym linoleum szkła. Czasem zmywa kurtynę ze starego kumpla z ogólniaka albo koleżanki co była jak Solane co noc. Panie Albercie, to pytanie które chcę panu zadać nie jest święte: Dlaczego ten wiatr tak ciągle kurwa wieje?
Lobo Opublikowano 6 Maja 2006 Zgłoś Opublikowano 6 Maja 2006 Za dużo lania wody. Może przez ten deszcz. pozdrawiam.;-)
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się