Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

O Zaratustro w swej samotni
Piszesz swoje niezrozumiale odosobnienie
Gdyś piorun wysłał mi gdym spał
Gdym leżał pod drzewem
Zmrużyłem powieki
I ukazał się obraz
Na szczycie stoję gdzie nie ma już miejsca dla nikogo poza mną i kimś kto się odważył
Tam wyłapuje ptaki
A gdzieś z doliny pełznie twój wąż coś go ukochał
Oplata mą szyję lecz nie dusi
Gdzieś tam we mgle co przysłania widok
Widzę malutka główkę
W grymasie rozpaczy przebija się przez pajęczynę
Czarna a jednocześnie blada
Tułów został daleko hen w dolinie
Opluwany dźgany przez obłąkanych
Stopy okaleczone przez rozbite szkło odłamków człowieka
Kimżeś ty ?? czyż chcesz bym Cię pokochał?
Czy tylko kawałek smutku chcesz dzielić ze mną i zniknąć
Ja już nie kocham
Tym bardziej nie nienawidzę
Przyjdź do mnie
Czyś kobietą która utuli do wiecznego snu
Czy może dziwadłem z moich myśli w malignie utkanych
Chodź do mnie
Bądź blisko
Chce poczuć ciepło twych ust
Aż zniknie z nich grymas
Uchylą się lekko
Chodź do mnie obudzimy wiatry
Zimne przenikliwe
Ogrzeję cię ciepłem moich łez
Przytulę dotknę twego czoła
Wezmę z niego wszystkie kolory i namalujemy nowe niebo
Tutaj gdzie tylko chmury paść będziemy
Przytuleni na zawsze
Oderwij nogi od ziemi
Opatulę je aksamitem mych rąk
Chodź do mnie
Zapomnimy co dobre co złe
Pokochamy co ważne
Daleko na moich kolanach
W wiecznym rozmyślaniu

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...